Tego nazwiska raczej nikomu nie trzeba przedstawiać. John Green wspiął się na szczyt (nie będę się zastanawiać czy słusznie), a potem... zniknął? Czasy kiedy zaczytywałam się w jego książkach minęły bezpowrotnie. Do dzisiaj przeczytałam wszystko co ukazało się w Polsce, poza 19 razy Katherine. Jednak w gruncie rzeczy jego historie zlały się w mojej pamięci w jedno i nieraz złapałam się na tym, że nie mogłam sobie przypomnieć, którzy bohaterowie byli w której powieści i co się tam działo. To świadczy o jednym. Jego bohaterowie są bardzo podobni. Czy Żółwie... się z tego wyłamują? I dlaczego w ogóle o nich dzisiaj piszę, skoro Green przepadł dla mnie lata temu? Czytałam go w gimnazjum i raczej tak powinno zostać. Co więc z jego najnowszą książką?
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą john green. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą john green. Pokaż wszystkie posty
sobota, 13 stycznia 2018
Żółwie aż do końca // John Green
Tego nazwiska raczej nikomu nie trzeba przedstawiać. John Green wspiął się na szczyt (nie będę się zastanawiać czy słusznie), a potem... zniknął? Czasy kiedy zaczytywałam się w jego książkach minęły bezpowrotnie. Do dzisiaj przeczytałam wszystko co ukazało się w Polsce, poza 19 razy Katherine. Jednak w gruncie rzeczy jego historie zlały się w mojej pamięci w jedno i nieraz złapałam się na tym, że nie mogłam sobie przypomnieć, którzy bohaterowie byli w której powieści i co się tam działo. To świadczy o jednym. Jego bohaterowie są bardzo podobni. Czy Żółwie... się z tego wyłamują? I dlaczego w ogóle o nich dzisiaj piszę, skoro Green przepadł dla mnie lata temu? Czytałam go w gimnazjum i raczej tak powinno zostać. Co więc z jego najnowszą książką?
Etykiety:
john green,
recenzja,
wydawnictwo bukowy las,
Żółwie aż do końca
wtorek, 7 lipca 2015
Will Grayson, Will Grayson (John Green & David Levithan)
Nazwiska dzisiejszego autora
chyba nie trzeba przedstawiać. Pan Green jest już powszechnie znany chyba przez
całą czytającą część naszego narodu, a można spekulować, że to dzięki niemu w
Polsce Davida Levithana również kojarzą czytelnicy.
Will Grayson, Will Grayson to książka pisana przez dwie osoby oraz
książka o dwóch Willach Graysonach. Można pomyśleć, że będzie niezłe zamieszanie,
ale spokojnie.
Will Grayson przyjaźni się już od lat z Kruchym Cooperem,
który chłopaków zmienia średnio częściej niż niektórzy koszulki (a niektórzy
mogliby to robić częściej). Jest typowym dla Greena introwertykiem, a aby
zamknąć grupę przyjaciół potrzebna nam dziewczyna, którą w tym przypadku jest
Jane.
Will Grayson to chłopak, który
większość czasu spędza w internecie. Jego życie kręci się tylko i wyłącznie
wokół jednego chłopaka, którego poznał na czacie. Tylko internetowy przyjaciel
potrafi go zrozumieć, docenić, sprawić że dzień nie jest całkiem zły. W
rzeczywistości Will zmaga się z depresją i samotnością, przez co bez problemu
nawiązuje znajomość w internecie, a z czasem zaczyna żywić głębsze uczucia do
niejakiego Isaaca.
Will i Will (jak to dziwnie
wygląda) spotykają się w dziwnych okolicznościach i to w jeszcze dziwniejszym
miejscu jakim jest Sex Shop. Nie codziennie spotyka się osobę o tym samym
imieniu i nazwisku, ale także nie zostawia się załamanego, samotnego chłopaka w
środku Chicago, dlatego w takich okolicznościach Will #2 ma okazję poznać
najpotężniejszego człowieka jakiego kiedykolwiek widział, ale także człowieka,
który swoje serce lubi oddawać innym, czyli Kruchego.
W taki oto sposób ścieżki
bohaterów Johna i Davida się przecinają. Naprawdę podziwiam tych panów, że
stworzyli historię dwóch postaci, gdzie każdy rozdział opowiada na zmianę o
jednym z Willów i się w tym wszystkim nie pogubili. Pisząc na zmianę jeden
rozdział, wszystko trzyma się razem, dlatego naprawdę widać, ile pracy zostało
włożone w tę książkę i na pewno nie można powiedzieć, że brak w niej serca.
Jednak patrząc na historię Greena
widzimy utarty przez niego schemat. Introwertyczny chłopak, jego dość dziwny
najlepszy kumpel i wspólna przyjaciółka, do której coś skrycie czuje. I teraz
powiedzcie mi o której książce Greena myślę? W Śnieżną Noc, Szukając Alaski, Papierowych Miastach czy Willu
Graysonie? Tu jest problem z tym pisarzem, wszystkie książki (poza Gwiazd Naszych Wina gdzie narratorką
była dziewczyna) wyglądają tak samo. Niby historię są całkiem inne, ale
sprowadzają się do takiej samej podstawy, przez co czytając odnoszę wrażenie,
że ciągle czytam o tej samej postaci.
Jeżeli chodzi o Davida jest to
moje pierwsze spotkanie z tym autorem ale na pewno nie ostatnie. Trudno mi
cokolwiek o nim dzisiaj powiedzieć, ponieważ wiadomo że i w jego historię Green
miał jakiś wpływ, więc aby ocenić jego styl i talent muszę sięgnąć po Każdego Dnia, które mam nadzieję
przeczytam w te wakacje.
Bycie w związku to twój wybór. Bycie przyjacielem to po prostu coś,
czym jesteś.
Spotkałam się z raczej obojętnymi
lub negatywnymi recenzjami tej książki. Ja muszę powiedzieć, że dla mnie
osobiście jest ona po prostu Okay. Typowa dla Greena, bo jednak bardzo mi tutaj
jego styl się wyłonił. Mimo tych utartych schematów sama historia mnie
wciągnęła i co tu dużo mówić. Greena lubię za to, że przy jego książkach
potrafię odpocząć i trochę pomyśleć. Tym razem oprócz oczywistego wątku
homoseksualizmu (który wbrew pozorom nie jest tematem książki) mamy swoistą
rodzaju lekcję na temat przyjaźni. W lekką i raczej przyjemną lekturę wplecione
zostało jakieś przesłanie dlatego uważam że warto przeczytać akurat tę pozycję.
Z całego kanonu książek Greena niczym szczególnie się nie wyróżnia ale myślę,
że na czas wakacji jest dość kusząca propozycja.
Wyzwania:
+ 52 Książki
+ 2.5 cm
(Przeczytam Tyle Ile mam Wzrostu)
Ocena:
7/10
wtorek, 16 grudnia 2014
#12 W Śnieżną Noc - Maureen Johnson, John Green, Lauren Myracle ~Lily
![]() |
| via. tumblr |
Muszę przyznać, że długo czekałam na tą książkę. Pierwszy raz spotkałam się z nią bodajże we wrześniu i jak tylko ruszyła przedsprzedaż, zamówiłam sobie egzemplarz. Ze wszystkich książek Bukowego Lasu ta okładka urzekła mnie najbardziej. Oddaje klimat całej historii kryjącej się w jej wnętrzu.
Zanim przejdę do krótkiego opisu opowiadań, powiem coś do mnie nieprawdopodobnego. Moim ulubionym opowiadaniem w tej książce, opowiadaniem które całkowicie skradło moje serce nie jest opowiadaniem spod pióra Greena! Taki może mały szok, ale jest to w 100% prawda. Ten tytuł przypada Maureen Johnson, autorce pierwszego opowiadania o tytule Podróż Wigilijna. Jak to mówią korona jest tylko jedna i przypada właśnie tej historii.
Pewnie nie tylko mnie zastanawiało jak ta książka wygląda. Trzech autorów? Jak oni mogli to napisać? Jedna historia, czy kilka opowiadań? Tak więc odpowiem na te pytania, byście nie musieli się nad nimi dłużej zastanawiać. Książka składa się z trzech opowiadań, każde napisane przez innego autora. Jednak wszystkie historie łączą się ze sobą. Akcja dzieje się w tym samym czasie, w tej samej miejscowości, a bohaterowie przeplatają się przez wszystkie opowiadania.
Pierwsze opowiadanie jak już wspominałam Podróż Wigilijna rozpoczyna całą książkę. Główną bohaterką jest dziewczyna o zwariowanym imieniu Jubilatka, jednak uwierzcie mi jej rodzice są jeszcze bardziej zwariowani. Jak to w Stanach, panują tam dziwne zwyczaje (przynajmniej mnie już tam nic nie zdziwi). Jubilatka jest zmuszona przejechać połowę kraju do dziadków i to w Wigilię ponieważ jej rodzice trafili do więzienia i to uwaga przez miniaturowe domki wioski Flobie! (Nie mam pojęcia co to dokładnie jest, domyślam się, że coś w stylu wioski smerfów). Tak więc to nie koniec nieszczęścia w tym opowiadaniu, ale żeby zbyt wiele nie zdradzać powiem jeszcze tylko, że jej pociąg utknął w ogromnej śnieżycy, a nasza bohaterka trafia do Gracetown.
Drugie opowiadanie ma tytuł Bożonarodzeniowy Cud Pomponowy godny tylko Greena. Już się do nich przyzwyczaiłam, a tym razem chodzi o... Cheerleaderki! Jak już trwa śnieżyca trójka naszych bohaterów o imionach po raz kolejny godnych mistrza: Tobin, JP i Diuk jadą ratować przyjaciela, który utknął z całą zgrają pomponów. I tutaj po raz kolejny w książce Greena znajdujemy osobę z innego kontynentu. Jak w Szukając Alaski był to Japończyk, tu mamy Koreańczyków. Jest to chyba najkrótsze opowiadanie w tej książce, jednak wciąga. W każdym opowiadaniu mamy wątek miłosny, który jednak nie przyćmiewa wszystkiego innego. Najbardziej w historii Green'a spodobało mi się słowo "Upośladek" którego używał jeden z bohaterów. Chyba trafi ono do mojego słowniczka, ponieważ niektórzy to naprawdę upośladki.
Ostatnie opowiadanie Święta Patronka Świnek było najbardziej irytującą historią jaką czytałam w tym roku. Chyba mnie bardziej denerwowało niż Szeptem. Nie wiem dlaczego, ale po prostu nie mogłam skończyć tej książki właśnie przez tą historię, a właściwie przez główną bohaterkę, Addie. Domyślam się, że taki właśnie miała mieć charakter ta bohaterka, ale przysięgam trafiał mnie już po prostu szlag. Ciągle wszystko musiało się kręcić wokół niej. Była miejscami po prostu głupia. Najpierw sama narozrabiała, później na siłę wmówiła wszystkim, że to jej wina, a później się nad sobą użalała. No kompletnie nie mój klimat. Wiadomo, że musiał zdarzyć się Bożonarodzeniowy Cud, który jak najbardziej przydał się tej bohaterce, ale naprawdę to opowiadanie było dla mnie po prostu nudne. Jak już się trochę wciągnęłam to już był koniec, więc niestety ale uważam, że jest to najsłabsze ogniwo tej książki.
Jednak oceniając książkę jako całość, jest jedną z dość nielicznych typowo świątecznych książek. Kogoś może przerazić, że są to historie o miłości, jednak naprawdę warto to przeczytać, bo graniczy z cudem się przy niej nie pośmiać czy uśmiechnąć. Czytanie tej książki było przyjemnością (Pominę ostatnią historię. Nie będę skreślać całej książki przez to, że Addie była upośladkiem) Jestem wręcz pewna, że będę do niej wracać w każde święta. Może będzie to nawet taka mała tradycja i będę polecać tę książkę każdemu i niekoniecznie tylko fanom Greena, bo jak widać są tu inni autorzy.
Wiem, że się trochę rozpisałam jednak jeszcze na koniec: Naprawdę gorąco polecam tę książkę. Jeśli chcecie poczuć klimat świąt, jeśli chcecie oderwać się od rzeczywistości, lub po prostu chcecie przeczytać coś dobrego ta pozycja jest dla was. A jeśli już czytaliście, jakie są wasze wrażenia?
"Blasku życia zawsze towarzyszą cienie."
Ocena:
6.5/10
Etykiety:
bukowy las,
john green,
książki,
lily,
literatura młodzieżowa,
recenzja książki,
recenzje
środa, 5 listopada 2014
#8 Gwiazd Naszych Wina - John Green ~Lily
![]() |
| via. weheartit |
Nie wiem, czy powinnam pisać tą recenzję. Nie wiem czy jest w ogóle po co pisać. Czy istnieje osoba, które nie słyszała o Gwiazd Naszych Wina? Czy to w ogóle możliwe?
Jedna z najbardziej popularnych książek tego roku, przez którą nazwisko Green stało się hmm popularne? To za mało. John Green mistrz pióra i zakończeń właściwie bez zakończenia, bo to my piszemy końcówkę historii. Od nas zależy co się stanie z bohaterami...
John Green światowy autor, światowych bestsellerów.
"Moje idee to gwiazdy, których nie potrafię ułożyć w
konstelacje."
Nie będę się rozpisywać o czym ta książka jest. Hazel dziewczyna chora na raka, Augustus "Gus" i Isaac.
Trójkę bohaterów łączy choroba, ale mimo wszystko książka nie jest o śmierci, chorobie czy cierpieniu.
To powieść o miłości dwóch młodych ludzi, których życie jest krótsze niż innych. Mimo wszystko pochłania od pierwszej strony. Nie da się od niej oderwać. Niektórzy wylewają hektolitry łez, a niektórzy tak jak ja nie są zdolni do okazania jakichkolwiek emocji. Po prostu ta książka wykręca uczucia.
- Okay - zgodziłam się."
Na początku roku moja przyjaciółka powiedziała mi o tej książce. Później zaczęłam spotykać się z samymi dobrymi słowami na jej temat, aż jadąc wiosną do Hiszpanii pożyczyłam tę książkę i skończyłam czytać po kilku godzinach drogi, nawet nie zdążywszy przekroczyć granicy. Nie wychodziłam na postoje, aby tylko nie przerywać czytania. Już zaczynając, zdawałam sobie sprawę, że nie obejdzie się bez śmierci, ale nigdy bym nie przypuszczała, że z tylu osób akurat ta będzie pierwsza...
To wydawało się takie nie realne, aż literki zaczynały się zlewać. Nie wiem czy to od łez, czy to tak trzęsły mi się ręce.
To wydawało się takie nie realne, aż literki zaczynały się zlewać. Nie wiem czy to od łez, czy to tak trzęsły mi się ręce.
"Świat nie jest instytucją zajmującą się spełnianiem
życzeń."
Książka, o której nie da się zapomnieć.
Czytając ją miałam nadzieję, że kiedyś będę mogła pojechać do Holandii. Zobaczyć kraj tulipanów, posiedzieć nad kanałem w Amsterdamie. Spowodowały to niesamowite opisy, przez które czujemy się, jakbyśmy tam naprawdę byli.
Czytając ją miałam nadzieję, że kiedyś będę mogła pojechać do Holandii. Zobaczyć kraj tulipanów, posiedzieć nad kanałem w Amsterdamie. Spowodowały to niesamowite opisy, przez które czujemy się, jakbyśmy tam naprawdę byli.
Nie wiem dlaczego tak bardzo pokochałam tę książkę. Ale wiem jedno. Jest naprawdę dobra. Spodobała się nawet mojej babci. Osobie, która uważała, że czytanie to strata czasu, a kupowanie książek to kompletne marnowanie pieniędzy. Jednak gdy zobaczyła tę książkę, zaczęła ją czytać. Po raz pierwszy wciągnęła się tak, że zmieniła zdanie. Uwierzcie mi, ale to tylko potwierdza fenomen tej książki. Ta powieść łączy ludzi. Sprawia, że starsi i młodsi zaczynają czytać.
"Czasami trafiasz na książkę, która przepełnia cię
dziwną ewangeliczną gorliwością oraz niezachwianą pewnością, że roztrzaskany na
kawałki świat nigdy już nie będzie stanowił całości, dopóki wszyscy żyjący
ludzie jej nie przeczytają. Ale są też dzieła takie jak to, o których możesz
opowiadać innym, książki tak rzadkie i wyjątkowe, i twoje, że dzielenie się
nimi wydaje się niemalże zdradą."
Cieszę się, że miałam tą przyjemność przeczytać książkę zanim wyszedł film, który widziałam kilka miesięcy po premierze. Jednak pisząc, warto wspomnieć, że film to także kawał dobrej roboty. Po raz pierwszy można to nazwać ekranizacją książki, a nie historią opartą na książce, a uwierzcie mi, że jest miedzy tym różnica. Sama ścieżka dźwiękowa jest niesamowita. Piosenki Ed'a Sheeran'a, Toma Odell'a, Birdy oddają klimat całej historii.
Historii która podbiła serca czytelników na całym świecie.
Historii która podbiła serca czytelników na całym świecie.
Ocena:
8/10
piątek, 17 października 2014
#5 Szukając Alaski - John Green ~Lily
![]() |
| via. tumblr |
Chciałam tą recenzję napisać zaraz po skończeniu tej książki. Jednak minęły już dwa dni, a ja siedzę w Wordzie patrząc na pustą stronę i nie mogę kompletnie nic napisać. Nie wiem od czego zacząć. Czuje się po prostu zmiażdżona. Do ostatniej strony miałam nadzieję, że jeszcze autor napisze, że to był jeden wielki żart. Kolejny kawał głównej bohaterki. Zawiodłam się. Zawiodłam się ale w pozytywnym sensie. Książka jest piękna, chociaż to za mało. Jest trudną powieścią, mocną historią z charakterem. Jednak zawiodłam się na sobie. Przez całą część "PO" miałam nadzieję, że to wszytko skończy się inaczej. Byłam tak wstrząśnięta, że nawet nie potrafiłam płakać.
Zaczyna się całkiem niewinnie. Miles zwany później "Klucha" wyjeżdża do szkoły z internatem w poszukiwaniu "Wielkiego Być Może" Prowadzi nudne życie, takie jak większość nastolatków. W szkole poznaje Pułkownika, Takumiego i Alaskę. Znajduje prawdziwych przyjaciół. Można by pomyśleć, że co to za przyjaciele, przez których prawie ginie... co to za przyjaciele, przez których zaczyna pić i palić...
Jednak dzięki nim zaczyna rozumieć życie. Nie można o nich źle mówić. Uczą się dobrze, pomagają sobie nawzajem.
Jednak gdy bliżej poznajemy tytułową Alaskę widzimy, że jej życie nie jest takie wspaniałe. Zauważamy, że za jej sarkazmem i zmiennym nastrojem kryją się straszne wydarzenia z przeszłości. Wydarzenia, przez które jej życie jest "labiryntem cierpienia" z którego chce wyjść "prosto i szybko".
Czy jej się to uda? Czy przyjaciołom uda się ją odnaleźć?
„Jak wydostać się z tego labiryntu cierpienia?”
Książka ta porusza wiele kwestii: pierwsza miłość, śmierć, utrata bliskich, prawdziwa przyjaźń.
Mimo, że jest to dramat czyta się bardzo lekko. Warto wspomnieć, że jest to debiutowa powieść Green'a. Już na samym początku miażdży czytelników. Nie możemy się więc dziwić, że i następne jego powieści zdobywają tak ogromną popularność.
Pierwsza i jak na razie jego najtrudniejsza powieść.
Aby ją zrozumieć nie wystarczy jej po przeczytać. Trzeba się skupić i pomyśleć. Spróbować wcielić się w postacie.
"Spędzasz całe swoje życie w labiryncie, zastanawiając się, jak któregoś
dnia z niego uciekniesz i jakie niesamowite to będzie uczucie, wmawiając sobie,
że przyszłość pomaga ci przetrwać, ale nigdy tego nie robisz. Wykorzystujesz
przyszłość, aby uciec od teraźniejszości."
"Bardziej niż
cokolwiek innego bolała mnie niesprawiedliwość,
bezsporna niesprawiedliwość faktu, że można kochać kogoś,
kto mógł odwzajemnić twoją miłość, ale już nie może,
bo jest po prostu martwy."
bezsporna niesprawiedliwość faktu, że można kochać kogoś,
kto mógł odwzajemnić twoją miłość, ale już nie może,
bo jest po prostu martwy."
"W którymś
momencie po prostu pociągasz za plaster i boli,
ale za chwilę jest już po wszystkim
i czujesz ulgę"
ale za chwilę jest już po wszystkim
i czujesz ulgę"
Ocena:
9/10
Etykiety:
bukowy las,
dramat,
john green,
książki,
lily,
literatura młodzieżowa,
szukając alaski
poniedziałek, 13 października 2014
Którą książkę Johna Green'a lubię najbardziej? ~Lily (konkurs)
Dzisiaj pragnę was zaprosić na dość nietypowy post.
Jako, że próbuję swoich sił w pewnym konkursie organizowanym na blogu Czytanie Moim Tlenem (na którego z wielką przyjemnością zapraszam) postanowiłam, że "pracę konkursową" połączę z postem na temat John'a Green'a. Jak już kiedyś pisałam, jest to dla mnie jeden z najlepszych autorów, których książki miałam przyjemność czytać.
Muszę przyznać, że zadanie nie jest w cale takie łatwe jak mogłoby się wydawać:
Którą książkę John'a Green'a lubisz najbardziej i
dlaczego?
Na pierwszy rzut oka pytanie proste, ale kiedy przychodzi wybrać jedną i tylko jedną książkę Green'a no to już pojawia się problem. Miałam przyjemność czytać chyba wszystkim znane Gwiazd Naszych Wina ale także Papierowe Miasta a teraz kończę Szukając Alaski. 19 Razy Katherine czeka następne w kolejce a zamówione W Śnieżną Noc na polską premierę. Do mojej kolekcji John'a Green'a brakuje książki której w Polsce nie ma a mianowicie: Will Grayson, Will Grayson która jest właśnie nagrodą w konkursie.
Tak więc aby nie przedłużać, zapraszam na kilka słów na temat mojej ulubionej książki Johna Greena.
Zdaję sobie sprawę, że większość ludzi kojarzy tego pana tylko i wyłącznie dzięki Gwiazd Naszych Wina. Sama właśnie od tej powieści zaczęła się moja przygoda z jego twórczością, jednak uważam, że aby dobrze ocenić jakiegoś autora trzeba sięgnąć po więcej niż jedną książkę. Szukając Alaski jest zdecydowanie najtrudniejszą książką Green'a, jednak tak jak każda jego powieść wciąga i zmusza nas do myślenia. Nie pozwala przejść koło siebie obojętnie.
![]() |
| JOHN GREEN |
Jednak tytuł mojej ulubionej książki John'a Green'a przypadł Papierowym Miastom. Jeszcze jakiś czas temu omijałam pojedyncze powieści szerokim łukiem. Czytałam tylko historie z co najmniej kilkoma tomami, jednak dzięki temu panu wszystko się zmieniło. Zaczęłam doceniać powieści jednotomowe. Nadal żałuję, że tak szybko muszę się rozstać z bohaterami jednak można się od nich strasznie dużo nauczyć.
Papierowe Miasta.
W tej książce zaintrygował mnie tytuł. Tajemniczość zawsze mnie zachęca, a w tym przypadku także nie zawodzi. Pokochałam tę książkę od pierwszej strony. Jest to chyba najmniej rozbudowany wątek miłosny z historii Greena, dlatego podejrzewam, że to przeważyło szalę zwycięstwa tej książki.
Oczywiście uwielbiam romanse, jednak miłą odmianą było sięgnąć po książkę, w której ten wątek nie wysuwa się na pierwszy plan, a tym bardziej nas nie przytłacza. Nie jest to żadna tandetna historyjka o nastolatkach. Muszę przyznać, że sama chciałabym przeżyć taką przygodę jak Margo. Przemierzyć tyle kilometrów. Ukryć się w miejscu które praktycznie nie istnieje. Kocham podróżować, kocham czytać, kocham muzykę i wydaje mi się że rozumiem tę bohaterkę. Podziwiam ją za to, że potrafi planować wszystko tak dokładnie, poświęcać na to tak dużo czasu i zazdroszczę jej odwagi, bo ja jednak nie zdobyłabym się na to by uciec z domu. Jednak może dzięki temu dowiedziałabym się komu tak naprawdę na mnie zależy? Jak widać książka ta sprawia, że sami zaczynamy myśleć jak główna bohaterka. Kiedy patrzę na świat, słowa:
zdaję sobie sprawę, że to prawda. To co z daleka wydaje się takie piękne, z bliska już takie nie jest. Czasami aby dostrzec piękno musimy spojrzeć na świat z daleka, jednak musimy także pamiętać, że to często bywa złudne.
"Stąd możesz stwierdzić jakie to miejsce jest
naprawdę. Możesz się przekonać, jakie to wszystko jest sztuczne, nie
jest nawet na tyle trwałe by je nazwać miastem z plastiku. To papierowe
miasto"
"Tak trudno jest odejść - dopóki się nie odejdzie. A wówczas to
najłatwiejsza rzecz pod słońcem"
"Może jesteśmy trawą - nasze korzenie są tak
współzależne, że nikt nie jest martwy, jak długo ktoś inny pozostaje żywy"
P.S. ZAPRASZAM NA BLOGA CZYTANIE MOIM TLENEM. Obiecuję, że znajdziecie tam coś dla siebie.
P.S.2 Trzymajcie kciuki! ;)
Etykiety:
bukowy las,
gwiazd naszych wina,
john green,
konkurs,
książki,
lily,
papierowe masta,
szukając alaski,
will grayson
środa, 17 września 2014
#2 Papierowe Miasta - John Green ~ Lily
![]() |
| via. tumblr |
John Green. Nazwisko bardzo znane i moim zdaniem słusznie. Jest to jeden z moich ulubionych pisarzy i chyba nie tylko mój. Spotkałam się z wieloma komentarzami na jego temat, praktycznie samymi pozytywnymi. Ten człowiek jest niesamowity! Już kilka miesięcy temu przeczytałam Gwiazd Naszych Wina, chyba najbardziej znaną jego powieść. Ostatnio do mojej kolekcji dołączyły Papierowe Miasta. I chyba mogę powiedzieć z czystym sercem, że są na równi poziomem. Opowiadają o całkiem różnych historiach ale obie są niesamowite i nie można oderwać się od ich lektury. Jednak dla mnie minimalnie lepsze są właśnie Papierowe Miasta.
Ich główną bohaterką jest Margo Roth Spiegelman i chłopak
imieniem Quentin przez przyjaciół zwany Q.
"Może jesteśmy trawą - nasze korzenie są tak współzależne, że nikt nie jest martwy,
jak długo ktoś inny pozostaje żywy"
jak długo ktoś inny pozostaje żywy"
Bohaterów poznajemy jako dzieci, które znajdują zmarłego mężczyznę. Od tego wydarzenia mijają lata zanim bohaterowie znów się spotkają i to w niezbyt normalnych okolicznościach. Jedyne co się nasuwa po przeczytaniu jej szalonego planu, to "nie zadzieraj z Margo Roth Spiegelman, chyba że chcesz mieć spotkanie z rybami" Później bohaterka znika i tylko Q potrafi odczytać jej szalone zagadki. By ją odnaleźć musi przemierzyć prawie całe Stany.
Z chęcią się przyznam, że gdy skończyłam czytać tę książkę, miałam ogromną
ochotę wybrać się w podobną podróż. Jednak czuję niedosyt, ponieważ John Green
chyba lubi niejednoznaczne zakończenia. A wręcz jest mistrzem
nierozstrzygniętych zakończeń. Zawsze zostawia czytelnikom pewnego rodzaju
wolność, abyśmy to my sami wybrali jak dana historia ma się zakończyć.
Książka jest i zabawna, miejscami smutna jednak to nie jest
wyciskacz łez, chociaż skłania czytelnika do myślenia.
"Stąd możesz stwierdzić jakie to miejsce jest
naprawdę. Możesz się przekonać, jakie to wszystko jest sztuczne, nie
jest nawet na tyle trwałe by je nazwać miastem z plastiku. To papierowe
miasto"
Można powiedzieć, że nic nie jest trwałe, ale jak mówi
książka wspomnienia są prawdziwe i nikt ich nam nie zabierze.
Plusem tej książki jak i innych Greena jest to, że
bohaterowie nie są idealni, popełniają błędy, nie są wyidealizowani jak w
niektórych tanich historyjkach. Myślę, że trafi i do młodzieży, w końcu
bohaterowie są licealistami ale jak i do starszych czytelników. Uważam, że
każdy powinien sięgnąć po tę książkę, albo chociaż spróbować. Dla moli
książkowych jest to jak najbardziej pozycja MUST READ!
Mam nadzieję, że nie tylko ja pokochałam tę książkę tak
mocno, a Wam jak się spodobała? Czy może dopiero planujecie ją przeczytać?
"Tak trudno jest odejść - dopóki się nie odejdzie.
A wówczas to najłatwiejsza rzecz pod słońcem"
A wówczas to najłatwiejsza rzecz pod słońcem"
Ocena:
9/10
Etykiety:
bukowy las,
john green,
książki,
lily,
literatura młodzieżowa,
recenzja,
recenzja książki,
recenzje
Subskrybuj:
Posty (Atom)




.jpg)





