Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura młodzieżowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura młodzieżowa. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 13 stycznia 2015

Tak już został urządzony ten świat... (Elita - Kiera Cass)


via. tumblr
„-Nie płacz skarbie. Gdybym mógł, oszczędził bym ci łez na resztę życia. 
-Nigdy więcej cię nie zobaczę. To moja wina.
-Nie, ja także powinienem być bardziej otwarty.
-Powinnam być bardziej cierpliwa. 
-Powinienem był ci się oświadczyć tamtego wieczora w twoim pokoju.
-Powinnam była ci na to pozwolić…”

Muszę powiedzieć, że nie byłam w stanie napisać tej recenzji zaraz po przeczytaniu tak jak zrobiłam to po pierwszym tomie. Nie potrafiłam napisać słowa, a moja dusza była po prostu rozdarta. Dosłownie bolało mnie serce podczas czytania tej książki. Nie spodziewałam się, że ta historia pójdzie w takim kierunku, przez co się trochę zawiodłam. Nie miałabym nic przeciwko, gdyby obyło się bez większych dramatów. Ta historia sama z siebie była nieszczęśliwa. Nie trzeba było jeszcze jej dokładać… Z chęcią bym przeczytała, taką słodką historię jakiej się spodziewałam po Rywalkach, jednak mimo wszystko to co wprowadziła autorka w tej części sprawiło, że czyta się jeszcze szybciej, bo wciąga niesamowicie.


Myślałam, że w drugim tomie decyzja zostanie podjęta Aspen czy Maxon? A tu po raz kolejny, raz ich nienawidziłam, raz ich kochałam. Jestem tak samo naiwna jak America… Wiem, że nie może mieć ich obu ale jednak nadal nie chcę, by którykolwiek musiał cierpieć, chociaż oni złamali jej serce, oboje…
Mogłabym podzielić tę książkę na dwie części. W pierwszej połowie myślałam, że już jest pewna co do swojej decyzji, lecz z czasem akcja nabrała takiego rozpędu, że chciałam krzyknąć „STOP! To nie może być prawda!” Ale jednak to była prawda.

Kiedy zostało się 6 kandydatek, każde potknięcie było widoczne, dlatego gdy jedna z nich dopuściła się zdrady, za którą karą jest śmierć, musiała ją ponieść i to na oczach wszystkich. Ale przecież miłość nie wybiera, czy to się nie liczy? Jak widać Illéa nie jest takim idealnym miejscem. Coraz częściej dochodzi do ataków rebeliantów, a pałac stał się najmniej bezpiecznym miejscem. Jednak nie do końca rozumiem tak samo jak i bohaterowie, co rebelianci chcą osiągnąć. Ataki na pałac, grożenie rodzinom kandydatek, morderstwa ich bliskich… Jednak z czasem doszłam do wniosku, że najgorszą osobą jest król, który nie tylko nie słucha własnego syna jako następcy tronu, ale staje się tak samo zgorzkniały jak Gregory Illéa, którego uważa się, za wspaniałego władcę, dzięki któremu ten kraj miał szansę się narodzić. Jednak czy dobry władca wykorzystuje swoje dzieci do własnych celów?

Kiedy w ręce Mer trafia dziennik Gregory'ego nie zdaje sobie sprawy w jakie kłopoty wpędza nie tylko siebie, nie tylko Maxona ale i cały naród. Nie zawsze gdy mamy dobre intencje to wystarcza. A czasem, gdy chcemy za dużo czasu na podjęcie decyzji, może ona już wcale nie należeć do nas. Bo gdy America zwleka, serce Maxona oddala się od niej. Czy będzie jeszcze na wyciągnięcie ręki czy już za późno? Czy gdy straci przyjaciółkę będzie potrafiła zaufać Maxonowi, który był w stanie oddać dla niej wszystko. Który przywrócił dla niej nieistniejące święto i poprosił jej ojca o rękę? Który ją kochał?

„-Jak to jest być zakochanym?
-To najcudowniejsza i najokropniejsza rzecz, 
jaka ci się kiedykolwiek może przydarzyć… 
Wiesz, że znalazłaś coś niesamowitego i chcesz zatrzymać to na zawsze, 
a każda sekunda, przez którą to posiadasz, to coraz większy strach, 
że możesz to stracić…”


Kiedy czas leci, nadchodzi moment by odpadła kolejna dziewczyna. Podczas gdy inne kandydatki mają poparcie od ludzi lub posiadają znajomości, miłość Maxona do Mer może nie wystarczyć przeciwko słowu króla.

I uwierzcie mi, że walczę ze sobą by nie dać tu spojlera, ale moja złość po tej części jest tak ogromna, że gdyby nie było kolejnego tomu byłabym gotowa napisać do Autorki. Ale nie chcę przez swoją złość robić czegoś, czego będę żałować. Powiem wam tyle, moje serce mnie bolało i boli do teraz, a najgorsze jest to, że łzy nie chciały lecieć, bo byłam tak byłam wymęczona emocjonalnie. Zwrotów akcji było wiele. Bywały momenty gdy już myślałam, że niektórzy bohaterowie odeszli na zawsze. A później już nie wiedziałam, kto ma jakie intencje.

„-Nie rozumiem, jak to możliwe, że dalej mnie kochasz. - przyznałam się.
-Tak po prostu jest. Niebo jest niebieskie, słońce jest jasne, 
a Aspen na zawsze kocha Americę. Tak już został urządzony ten świat.”

Jednak gdy królowa zaczęła się przywiązywać do Mer widząc w niej córkę, której tak pragnęła, król starał się coraz bardziej przyspieszyć eliminacje. A gdy wszystkie wydarzenia stały się wspomnieniami, zaczyna dobijać forma czasu przeszłego: byłem, widziałem, wierzyłem, kochałem… Przecież to samo przez siebie mówi co tam się stało, jednak naprawdę sięgnijcie po tę książkę, ale lepiej mając Jedyną także pod ręką, chociaż ja już nie wiem, czy chcę wiedzieć co oznacza okładka, bo co jeśli Maxon poślubi inną to czy będę w stanie to czytać?

„I kiedy będziesz potrzebowała własnej przestrzeni
By odnaleźć drogę
Będę tu cierpliwie czekał
By zobaczyć, co znajdziesz
Nie chcę być kimś, kto tak łatwo odchodzi
Jestem tu po to, by zostać i coś zmienić, póki mogę
Nasze różnice robią tak wiele,
żeby nas nauczyć jak używać narzędzi i umiejętności,
których mamy tak wiele
A na końcu, wciąż jesteś moim przyjacielem
przynajmniej nie przyczyniliśmy się do tego,
by nasza praca poszła na marne, nie spłonęliśmy
Musieliśmy się nauczyć jak skręcać w świecie bez przeszkód
Musiałam się nauczyć tego co mam, czym jestem a czym nie jestem
Nie zrezygnuję z nas…”*

* I won’t Give Up – Jason Mraz

Musze powiedzieć, że ogromnym plusem całej tej serii jest autorka. Jej podejście do tego co robi, jak traktuje pisanie jako swoją pasję, przekłada się na to, że te książki mają w sobie coś niesamowitego. I wiem, że możecie myśleć „Matko o czym ona mówi, historyjka o księciu i dziewczynie, jakaś baśniowa nudna powieść” ale tak nie jest. Naprawdę mogę powiedzieć, że jest to fenomen tego roku. Subtelne połączenie historii, które znamy z bajek ze światem wcale nie tak odległym od nas. Podczas gdy inne książki ciągle mówią o tym samym, mamy tu coś nowego ale niesamowicie intrygującego, co sprawia, że nie da się odłożyć tej książki, zanim nie doczytamy ostatniej strony, a później i tak nie można się szybko pozbyć myśli o bohaterach. 

I wiem, że niektórzy uważają to za typową młodzieżówkę i czytałam pełno słów krytyki, że ta historia jest nijaka, a America leci od jednego do drugiego jak wiatr zawieje, ale będę bronić tej książki. Osobiście uważam, że jest to słabsza część. Rywalki podobały mi się bardziej, jednak to nie zmienia faktu, że nadal jestem ogromnie szczęśliwa, że mogłam to przeczytać. 

Ocena:
8/10

wtorek, 16 grudnia 2014

#12 W Śnieżną Noc - Maureen Johnson, John Green, Lauren Myracle ~Lily

via. tumblr
Święta święta i pewnie za chwilę po świętach, jednak atmosfera się dopiero rozkręca, tak więc dzisiaj tak klimatycznie recenzja W Śnieżną Noc. Zapewne spotkaliście się już z tą książką, a jeśli nie to przypomnę, że są to świąteczne opowiadania autorstwa Maureen Johnson, John'a Green'a i Lauren Myracle. Pewnie myślicie "a ta znów o Greenie" jednak mogę przysiąc, że jest to ostatnia recenzja książki tego autora na tym blogu (przynajmniej w tym roku ;) bo na razie została mi się tylko 19 razy Katherine, która jednak nie zachęca mnie do siebie.


Muszę przyznać, że długo czekałam na tą książkę. Pierwszy raz spotkałam się z nią bodajże we wrześniu i jak tylko ruszyła przedsprzedaż, zamówiłam sobie egzemplarz. Ze wszystkich książek Bukowego Lasu ta okładka urzekła mnie najbardziej. Oddaje klimat całej historii kryjącej się w jej wnętrzu.

Zanim przejdę do krótkiego opisu opowiadań, powiem coś do mnie nieprawdopodobnego. Moim ulubionym opowiadaniem w tej książce, opowiadaniem które całkowicie skradło moje serce nie jest opowiadaniem spod pióra Greena! Taki może mały szok, ale jest to w 100% prawda. Ten tytuł przypada Maureen Johnson, autorce pierwszego opowiadania o tytule Podróż Wigilijna. Jak to mówią korona jest tylko jedna i przypada właśnie tej historii.

Pewnie nie tylko mnie zastanawiało jak ta książka wygląda. Trzech autorów? Jak oni mogli to napisać? Jedna historia, czy kilka opowiadań? Tak więc odpowiem na te pytania, byście nie musieli się nad nimi dłużej zastanawiać. Książka składa się z trzech opowiadań, każde napisane przez innego autora. Jednak wszystkie historie łączą się ze sobą. Akcja dzieje się w tym samym czasie, w tej samej miejscowości, a bohaterowie przeplatają się przez wszystkie opowiadania.

Pierwsze opowiadanie jak już wspominałam Podróż Wigilijna rozpoczyna całą książkę. Główną bohaterką jest dziewczyna o zwariowanym imieniu Jubilatka, jednak uwierzcie mi jej rodzice są jeszcze bardziej zwariowani. Jak to w Stanach, panują tam dziwne zwyczaje (przynajmniej mnie już tam nic nie zdziwi). Jubilatka jest zmuszona przejechać połowę kraju do dziadków i to w Wigilię ponieważ jej rodzice trafili do więzienia i to uwaga przez miniaturowe domki wioski Flobie! (Nie mam pojęcia co to dokładnie jest, domyślam się, że coś w stylu wioski smerfów). Tak więc to nie koniec nieszczęścia w tym opowiadaniu, ale żeby zbyt wiele nie zdradzać powiem jeszcze tylko, że jej pociąg utknął w ogromnej śnieżycy, a nasza bohaterka trafia do Gracetown.

Drugie opowiadanie ma tytuł Bożonarodzeniowy Cud Pomponowy godny tylko Greena. Już się do nich przyzwyczaiłam, a tym razem chodzi o... Cheerleaderki! Jak już trwa śnieżyca trójka naszych bohaterów o imionach po raz kolejny godnych mistrza: Tobin, JP i Diuk jadą ratować przyjaciela, który utknął z całą zgrają pomponów. I tutaj po raz kolejny w książce Greena znajdujemy osobę z innego kontynentu. Jak w Szukając Alaski był to Japończyk, tu mamy Koreańczyków. Jest to chyba najkrótsze opowiadanie w tej książce, jednak wciąga. W każdym opowiadaniu mamy wątek miłosny, który jednak nie przyćmiewa wszystkiego innego. Najbardziej w historii Green'a spodobało mi się słowo "Upośladek" którego używał jeden z bohaterów. Chyba trafi ono do mojego słowniczka, ponieważ niektórzy to naprawdę upośladki.

Ostatnie opowiadanie Święta Patronka Świnek było najbardziej irytującą historią jaką czytałam w tym roku. Chyba mnie bardziej denerwowało niż Szeptem. Nie wiem dlaczego, ale po prostu nie mogłam skończyć tej książki właśnie przez tą historię, a właściwie przez główną bohaterkę, Addie. Domyślam się, że taki właśnie miała mieć charakter ta bohaterka, ale przysięgam trafiał mnie już po prostu szlag. Ciągle wszystko musiało się kręcić wokół niej. Była miejscami po prostu głupia. Najpierw sama narozrabiała, później na siłę wmówiła wszystkim, że to jej wina, a później się nad sobą użalała. No kompletnie nie mój klimat. Wiadomo, że musiał zdarzyć się Bożonarodzeniowy Cud, który jak najbardziej przydał się tej bohaterce, ale naprawdę to opowiadanie było dla mnie po prostu nudne. Jak już się trochę wciągnęłam to już był koniec, więc niestety ale uważam, że  jest to najsłabsze ogniwo tej książki.

Jednak oceniając książkę jako całość, jest jedną z dość nielicznych typowo świątecznych książek. Kogoś może przerazić, że są to historie o miłości, jednak naprawdę warto to przeczytać, bo graniczy z cudem się przy niej nie pośmiać czy uśmiechnąć. Czytanie tej książki było przyjemnością (Pominę ostatnią historię. Nie będę skreślać całej książki przez to, że Addie była upośladkiem) Jestem wręcz pewna, że będę do niej wracać w każde święta. Może będzie to nawet taka mała tradycja i będę polecać tę książkę każdemu i niekoniecznie tylko fanom Greena, bo jak widać są tu inni autorzy.

Wiem, że się trochę rozpisałam jednak jeszcze na koniec: Naprawdę gorąco polecam tę książkę. Jeśli chcecie poczuć klimat świąt, jeśli chcecie oderwać się od rzeczywistości, lub po prostu chcecie przeczytać coś dobrego ta pozycja jest dla was. A jeśli już czytaliście, jakie są wasze wrażenia?


"Blasku życia zawsze towarzyszą cienie."

Ocena:
6.5/10

piątek, 17 października 2014

#5 Szukając Alaski - John Green ~Lily

via. tumblr
Szukając Alaski czyli John Green i jak zmiażdżyć czytelnika.

Chciałam tą recenzję napisać zaraz po skończeniu tej książki. Jednak minęły już dwa dni, a ja siedzę w Wordzie patrząc na pustą stronę i nie mogę kompletnie nic napisać. Nie wiem od czego zacząć. Czuje się po prostu zmiażdżona. Do ostatniej strony miałam nadzieję, że jeszcze autor napisze, że to był jeden wielki żart. Kolejny kawał głównej bohaterki. Zawiodłam się. Zawiodłam się ale w pozytywnym sensie. Książka jest piękna, chociaż to za mało. Jest trudną powieścią, mocną historią z charakterem. Jednak zawiodłam się na sobie. Przez całą część "PO" miałam nadzieję, że to wszytko skończy się inaczej. Byłam tak wstrząśnięta, że nawet nie potrafiłam płakać.


Zaczyna się całkiem niewinnie. Miles zwany później "Klucha" wyjeżdża do szkoły z internatem w poszukiwaniu "Wielkiego Być Może" Prowadzi nudne życie, takie jak większość nastolatków. W szkole poznaje Pułkownika, Takumiego i Alaskę. Znajduje prawdziwych przyjaciół. Można by pomyśleć, że co to za przyjaciele, przez których prawie ginie... co to za przyjaciele, przez których zaczyna pić i palić...
Jednak dzięki nim zaczyna rozumieć życie. Nie można o nich źle mówić. Uczą się dobrze, pomagają sobie nawzajem.
Jednak gdy bliżej poznajemy tytułową Alaskę widzimy, że jej życie nie jest takie wspaniałe. Zauważamy, że za jej sarkazmem i zmiennym nastrojem kryją się straszne wydarzenia z przeszłości. Wydarzenia, przez które jej życie jest "labiryntem cierpienia" z którego chce wyjść "prosto i szybko".
Czy jej się to uda? Czy przyjaciołom uda się ją odnaleźć?

„Jak wydostać się z tego labiryntu cierpienia?”

Książka ta porusza wiele kwestii: pierwsza miłość, śmierć, utrata bliskich, prawdziwa przyjaźń.

Mimo, że jest to dramat czyta się bardzo lekko. Warto wspomnieć, że jest to debiutowa powieść Green'a. Już na samym początku miażdży czytelników. Nie możemy się więc dziwić, że i następne jego powieści zdobywają tak ogromną popularność.
Pierwsza i jak na razie jego najtrudniejsza powieść.
Aby ją zrozumieć nie wystarczy jej po przeczytać. Trzeba się skupić i pomyśleć. Spróbować wcielić się w postacie.

"Spędzasz całe swoje życie w labiryncie, zastanawiając się, jak któregoś dnia z niego uciekniesz i jakie niesamowite to będzie uczucie, wmawiając sobie, że przyszłość pomaga ci przetrwać, ale nigdy tego nie robisz. Wykorzystujesz przyszłość, aby uciec od teraźniejszości."


Książka tak zwyczajna, że aż nadzwyczajna. Po raz kolejny, a właściwie po raz pierwszy John Green daje nam, czytelnikom ostatnie słowo. To od nas zależy jak zinterpretujemy zachowania i poczynania bohaterów. Od nas zależy jakie wnioski z niej wyciągniemy. Uczy ale to od nas zależy czego się nauczymy. Autor zostawia przestrzeń, w której w zależności od przeżyć każdego z nas, dostaniemy coś innego. Pomimo, że bohaterowie jak zwykle są nastolatkami, poruszają problemy takie, że i dorosły czytelnik się nie zawiedzie. Wszystko zależy od nas...

"Bardziej niż cokolwiek innego bolała mnie niesprawiedliwość,
bezsporna niesprawiedliwość faktu, że można kochać kogoś,
kto mógł odwzajemnić twoją miłość, ale już nie może,
bo jest po prostu martwy."


"W którymś momencie po prostu pociągasz za plaster i boli,
ale za chwilę jest już po wszystkim
i czujesz ulgę"



Ocena:
9/10

środa, 24 września 2014

#3 Zostań Jeśli Kochasz - Gayle Forman ~Lily

Już mamy środek tygodnia, tak więc przyszedł czas na nową recenzję. Tym razem kolej na książkę, którą większość kojarzy po angielskiej nazwie If I Stay.

Muszę przyznać, że na początku nie chciało mi się jej czytać. Jednak gdy zobaczyłam zwiastun filmu, byłam wręcz pewna, że książka mnie nie zawiedzie. I tak się stało.
Zostań, jeśli kochasz...
ZOSTAŃ, JEŚLI KOCHASZ

Tytuł dość dziwny jak dla książki, jednak pasuje idealnie.
Mia, główna bohaterka. Nie jest idealna. Zdaje sobie sprawę, że nie pasuje do swojej rodziny. Jako jedyna nie wybrała perkusji, gitary tylko wiolonczelę. Jej miłością była muzyka i to własnie dzięki niej poznała Adama. I wtedy musi wybrać, miłość do muzyki a miłość do chłopaka...
Jednak stają przed nią nie jedne wybory.

Jednego dnia, jednej chwili możemy stracić dosłownie wszystko. Zamykamy oczy, słuchamy ulubionej muzyki, a gdy otwieramy oczy widzimy, że straciliśmy wszystkich, których kochamy bezwarunkowo. Okazuje się, że osoby które dały nam życie, odeszły.

Mia traci w wypadku samochodowym rodziców. Trwa w stanie zawieszenia i tylko ona może zdecydować, czy zostanie, czy odejdzie. Jest jednak świadoma, że gdy zostanie, obudzi się jako sierota.
Jest to książka, koło której nie da się przejść obojętnie. Mimo, że czyta się w ekspresowym tempie, musimy chociaż na chwilę się zatrzymać, by pomyśleć. Tego od nas ta książka wręcz wymaga.

Warto zwrócić uwagę, że ta książka nie ma podziału na rozdziały tylko na godziny. Cała akcja dzieje się w przeciągu doby, jednak w tym czasie główna bohaterka wspomina swoje życie. Poznajemy ją, jej przyjaciół, bliskich. Poznajemy, jak zaczęła się jej miłość do muzyki, a później i do Adama.



Nie jest to tania historyjka, jest to jedna z najpiękniejszych i najbardziej wzruszających książek jakie miałam okazję przeczytać.
Jeżeli jeszcze się wahacie czy po nią sięgnąć, nie zastanawiajcie się dłużej. Nie będziecie żałować...

"Może powrót do dawnego życia będzie dla ciebie zbyt bolesny; 
może łatwiej ci będzie wymazać pamięć o nas. 
To by był koszmar, ale zrobię to, jeśli będzie trzeba. 
Mogę cię stracić w taki sposób, jeśli nie stracę cię dzisiaj. 


Pozwolę ci odejść. Jeśli zostaniesz."


Ocena:
8/10

środa, 17 września 2014

#2 Papierowe Miasta - John Green ~ Lily

via. tumblr

John Green. Nazwisko bardzo znane i moim zdaniem słusznie. Jest to jeden z moich ulubionych pisarzy i chyba nie tylko mój. Spotkałam się z wieloma komentarzami na jego temat, praktycznie samymi pozytywnymi. Ten człowiek jest niesamowity! Już kilka miesięcy temu przeczytałam Gwiazd Naszych Wina, chyba najbardziej znaną jego powieść. Ostatnio do mojej kolekcji dołączyły Papierowe Miasta. I chyba mogę powiedzieć z czystym sercem, że są na równi poziomem. Opowiadają o całkiem różnych historiach ale obie są niesamowite i nie można oderwać się od ich lektury. Jednak dla mnie minimalnie lepsze są właśnie Papierowe Miasta.

Ich główną bohaterką jest Margo Roth Spiegelman i chłopak imieniem Quentin przez przyjaciół zwany Q. 
"Może jesteśmy trawą - nasze korzenie są tak współzależne, że nikt nie jest martwy,
jak długo ktoś inny pozostaje żywy"

Bohaterów poznajemy jako dzieci, które znajdują zmarłego mężczyznę. Od tego wydarzenia mijają lata zanim bohaterowie znów się spotkają i to w niezbyt normalnych okolicznościach. Jedyne co się nasuwa po przeczytaniu jej szalonego planu, to "nie zadzieraj z Margo Roth Spiegelman, chyba że chcesz mieć spotkanie z rybami" Później bohaterka znika i tylko Q potrafi odczytać jej szalone zagadki. By ją odnaleźć musi przemierzyć prawie całe Stany.

Z chęcią się przyznam, że gdy skończyłam czytać tę książkę, miałam ogromną ochotę wybrać się w podobną podróż. Jednak czuję niedosyt, ponieważ John Green chyba lubi niejednoznaczne zakończenia. A wręcz jest mistrzem nierozstrzygniętych zakończeń. Zawsze zostawia czytelnikom pewnego rodzaju wolność, abyśmy to my sami wybrali jak dana historia ma się zakończyć. 
Książka jest i zabawna, miejscami smutna jednak to nie jest wyciskacz łez, chociaż skłania czytelnika do myślenia. 

"Stąd możesz stwierdzić jakie to miejsce jest naprawdę. Możesz się przekonać, jakie to wszystko jest sztuczne, nie jest nawet na tyle trwałe by je nazwać miastem z plastiku. To papierowe miasto" 

Można powiedzieć, że nic nie jest trwałe, ale jak mówi książka wspomnienia są prawdziwe i nikt ich nam nie zabierze.
Plusem tej książki jak i innych Greena jest to, że bohaterowie nie są idealni, popełniają błędy, nie są wyidealizowani jak w niektórych tanich historyjkach. Myślę, że trafi i do młodzieży, w końcu bohaterowie są licealistami ale jak i do starszych czytelników. Uważam, że każdy powinien sięgnąć po tę książkę, albo chociaż spróbować. Dla moli książkowych jest to jak najbardziej pozycja MUST READ! 
Mam nadzieję, że nie tylko ja pokochałam tę książkę tak mocno, a Wam jak się spodobała? Czy może dopiero planujecie ją przeczytać?


"Tak trudno jest odejść - dopóki się nie odejdzie.
A wówczas to najłatwiejsza rzecz pod słońcem"



Ocena:
9/10

środa, 10 września 2014

#1 Szeptem - Becca Fitzpatrick ~ Lily


Jak to mówią, pierwsze koty za płoty.
Jako że trzeba od czegoś zacząć, to zacznę od tego co ostatnio przeczytałam, czyli Szeptem. Słyszałam o tej książce od pewnego czasu. Spotykałam się z różnymi zdaniami co do niej i z jednym się zgadzam: okładka jest niesamowita i zachęca do czytania. Reszta już niekoniecznie.

Nora (główna bohaterka) poznaje tajemniczego chłopaka na lekcji biologii (niech żyje oryginalność!) i w jej życiu zaczynają się dziać dziwne rzeczy. Ktoś ją obserwuje, a może nawet próbuje zabić. Główny bohater, Patch jest skryty i mroczny. Przenosi się do nowej szkoły tak samo jak Elliot, podejrzany o morderstwo chłopak z prywatnej szkoły. Główna bohaterka jest świetną uczennicą dlatego chcąc utrzymać poziom musi siedzieć z Patchem w jednej ławce...

W skrócie? Idealna główna bohaterka, przystojny nadprzyrodzony chłopak i BUM wielka miłość i oczywiście czarny charakter który chce wszystko zniszczyć. Do tego upadłe anioły obdarte ze skrzydeł i pozbawione ciała oraz moce wkradania się do cudzych umysłów. Osobiście mogę powiedzieć że spodziewałam się czegoś więcej. No i niestety się zawiodłam. Jedynym plusem tej książki jest sposób w jaki została napisana. Czyta się szybko i wygodnie, pomimo przynudzającej a nawet usypiającej fabuły. Nie jestem pewna czy sięgnę po kolejne trzy części. Może kiedyś, kiedy będę potrzebowała czegoś żeby szybko zasnąć.

Na prawdę nie rozumiem dlaczego wszystkie tego typu książki muszą być do siebie tak podobne. Kiedy czytałam Szeptem widziałam wiele elementów żywcem zaczerpniętych z innych historii. Rozumiem, że można się na czymś wzorować, ale jednak trzeba włożyć także coś od siebie. W każdej dobrej książce widać cząstkę duszy autora. Tutaj jedynie widzę podobieństwa do innych. Gratuluję autorce pomysłu, bo ten był naprawdę dobry. Mam nadzieję, że może jej inna książka będzie miała ciekawszą fabułę.

Jeżeli chcesz tę książkę przeczytać, to jednak radzę nie wymagać od niej za wiele. Mogę przyznać, że jako przerywnik w czytaniu naprawdę dobrych książek jest okej. Jednak jeśli miałabym wybierać między Zmierzchem a Szeptem wybrałabym to pierwsze. Mimo, że wolę anioły to u wampirów i wilkołaków dzieję się więcej ciekawszych rzeczy. Jestem chyba nawet zdolna do określenia, że od Szeptem ciekawszą fabułę ma nie jedno fanfiction, a tych w internecie nie brakuje. Jak widać by zawrócić nastolatkom w głowie wystarczy przystojny bohater owiany nutką mrocznych tajemnic...


"Ale pamiętaj, że człowiek się zmienia, jednak jego przeszłość nigdy."

Ocena:
3/10

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia