Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jaguar. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jaguar. Pokaż wszystkie posty

środa, 25 marca 2015

Zawsze znajdzie się coś, co warto ocalić (Coś Do Ocalenia - Cora Carmack)


A co gdyby tak po studiach wziąć kartę i wyruszyć na drugi koniec świata? Dwudziestokilkuletnia Kelsey tak własnie postanawia zrobić. Jednak czy jest to krajoznawcza wycieczka, czy może jednak próba ucieczki przed przeszłością?

Poznajemy Kelsey podczas jej przystanku na Węgrzech. Kolejne miejsce na liście, i kolejne miejsce, gdzie problemy ją doganiają. Próbuje uciec, topiąc swoje smutki w alkoholu, w towarzystwie "przyjaciół" poznanych zaledwie kilka dni wcześniej. Jednak na imprezie, która miała być taka jak wszystkie inne, staje na jej drodze pewna osoba. Podczas tłumu ludzi, on jedyny ją rozumie - i to w dosłownym tego słowa znaczeniu. Jako jeden z nielicznych rozumie angielski. Czy jest jednak tak drapieżny jak jego nazwisko - Hunt? Czy może się okaże rycerzem, jak to Kelsey zaczęła go nazywać, gdy nie mogła się go pozbyć?

Całkiem niewinne spotkanie wywraca jej życie do góry nogami. Wielkie, nieznane miasto i amerykański żołnierz, który zniknął tak nagle jak się pojawił. Jak widać to jedna z umiejętności Hunta - pojawiać się w najmniej oczekiwanych momentach. Co się stanie kiedy drogi dwójki ludzi próbujących ukryć swoje tajemnice się przetną? Czy Kelsey wreszcie znajdzie swoje miejsce?

Hunt - tajemniczy, przystojny młody człowiek, rzuca wyzwanie Kelsey. Dziewczyna po wizycie w Budapeszcie chciała rzucić próbę ucieczki, przyznać się do porażki i wrócić do domu. Hunt, prosi ją o tydzień. Jeśli sprawi, że przeżyje prawdziwą przygodę i nadal będzie chciała wrócić do domu - wtedy będzie mogła to zrobić. Jak to się wszystko skończy? No na pewno nie łatwo, bo to nie jest kolejna tandetna historyjka, typu żyli długo i szczęśliwie. Poznali się i już miłość na amen. O niee, ta dziewczyna to chodzące tarapaty.

Za Kelsey, czy tego chce czy nie ciągnie się cień wydarzeń z przeszłości. Hunt z kolei skrywa tajemnicę, której wyjawienie Kelsey mogłoby doprowadzić do katastrofy. Ta dziewczyna po prostu przyciąga nieszczęścia..


"W dzieciństwie dowiedziałam się, że Bóg stworzył świat w sześć dni, a siódmego odpoczywał. Ciekawiło mnie, czy o świcie ósmego dnia zaczął obserwować jak wszystko zaczyna się sypać."

Uprzedzam pytania. Tak to jest 3 tom, dwóch pierwszych nie czytałam i nie zamierzam. Słyszałam że są słabsze i ich opis mnie nie zachęcił, co udało się jednak w przypadku Coś Do Ocalenia. Nie mogę powiedzieć, czy jest lepsze niż Coś Do Stracenia i Coś Do Ukrycia, bo po prostu nie wiem jakie tamte książki są. Wiem tylko tyle, że bohaterka którejś z nich mignęła w tej części, ale nawet nie zwróciłam na nią uwagi. Jeśli chodzi o Coś Do Ocalenia, nie zawiodłam się. Dawno nie czytałam, prostej, lekkiej, romantycznej książki, które pochłonęłabym w tak ekspresowym tempie. Ale cóż, Hunt - kto by nie chciał, aby taki żołnierz stal się jego rycerzem?

Głównym atutem tej książki jest motyw podróży. Najpierw jesteśmy na Węgrzech, później przenosimy się do Pragi. Zatrzymujemy na chwilę w Niemczech by ruszyć dalej, do innych miejsc, których jednak nie zdradzę. Sama, chciałabym tak uciec na kilka tygodni. Niestety nie mogę tego zrobić, ale ta książka chociaż na kilka godzin przeniosła mnie w niesamowitą podróż po Europie. Autorka w niesamowity sposób wplotła do historii najciekawsze miejsca, miejsca które większość zna. Możemy przejść się po zamku, skoczyć na bungee czy zjeść tradycyjne potrawy razem z bohaterami. To jest magią tej książki. Bohaterka była miejscami wku - rza - ją -ca. Jednak mimo wszystko Kelsey ma ciekawe spojrzenie na świat. Co do Hunta, w pewnym momencie myślałam, że go uduszę, jednak nie szło przewidzieć tego co tam się może wydarzyć.

Jeśli myślicie, że to opowieść mlekiem i miodem płynąca, to się zawiedziecie. Na pocałunek trzeba się naczekać więcej niż główna bohaterka. W pewnym momencie chciałam już wrzeszczeć: no pocałuj ją wreszcie! Szkoda, że i tak by mnie nie usłyszeli. (Ale zawsze warto próbować prawda?)

Sposób pisania Cory Carmack sprawia, że to naprawdę przyjemna lektura. Bardzo dziękuję księgarni Poczta Książkowa od której to w ramach konkursu walentynkowego dostałam tę książkę. Tak pewnie bym się za nią nie szybko zabrała, a mimo wszystko warto to zrobić. Nie czytałam poprzednich książek i w niczym mi to nie przeszkodziło, dlatego polecam Coś Do Ocalenia. Jeśli czytaliście pozostałe dwie książki, z chęcią się dowiem co Wy o nich myślicie. Może mnie jakoś przekonacie? ;)

Wyzwania:
+ 52 Książki
+ 2,6 cm (Przeczytam Tyle Ile Mam Wzrostu)

Ocena:
7/10

wtorek, 13 stycznia 2015

Tak już został urządzony ten świat... (Elita - Kiera Cass)


via. tumblr
„-Nie płacz skarbie. Gdybym mógł, oszczędził bym ci łez na resztę życia. 
-Nigdy więcej cię nie zobaczę. To moja wina.
-Nie, ja także powinienem być bardziej otwarty.
-Powinnam być bardziej cierpliwa. 
-Powinienem był ci się oświadczyć tamtego wieczora w twoim pokoju.
-Powinnam była ci na to pozwolić…”

Muszę powiedzieć, że nie byłam w stanie napisać tej recenzji zaraz po przeczytaniu tak jak zrobiłam to po pierwszym tomie. Nie potrafiłam napisać słowa, a moja dusza była po prostu rozdarta. Dosłownie bolało mnie serce podczas czytania tej książki. Nie spodziewałam się, że ta historia pójdzie w takim kierunku, przez co się trochę zawiodłam. Nie miałabym nic przeciwko, gdyby obyło się bez większych dramatów. Ta historia sama z siebie była nieszczęśliwa. Nie trzeba było jeszcze jej dokładać… Z chęcią bym przeczytała, taką słodką historię jakiej się spodziewałam po Rywalkach, jednak mimo wszystko to co wprowadziła autorka w tej części sprawiło, że czyta się jeszcze szybciej, bo wciąga niesamowicie.


Myślałam, że w drugim tomie decyzja zostanie podjęta Aspen czy Maxon? A tu po raz kolejny, raz ich nienawidziłam, raz ich kochałam. Jestem tak samo naiwna jak America… Wiem, że nie może mieć ich obu ale jednak nadal nie chcę, by którykolwiek musiał cierpieć, chociaż oni złamali jej serce, oboje…
Mogłabym podzielić tę książkę na dwie części. W pierwszej połowie myślałam, że już jest pewna co do swojej decyzji, lecz z czasem akcja nabrała takiego rozpędu, że chciałam krzyknąć „STOP! To nie może być prawda!” Ale jednak to była prawda.

Kiedy zostało się 6 kandydatek, każde potknięcie było widoczne, dlatego gdy jedna z nich dopuściła się zdrady, za którą karą jest śmierć, musiała ją ponieść i to na oczach wszystkich. Ale przecież miłość nie wybiera, czy to się nie liczy? Jak widać Illéa nie jest takim idealnym miejscem. Coraz częściej dochodzi do ataków rebeliantów, a pałac stał się najmniej bezpiecznym miejscem. Jednak nie do końca rozumiem tak samo jak i bohaterowie, co rebelianci chcą osiągnąć. Ataki na pałac, grożenie rodzinom kandydatek, morderstwa ich bliskich… Jednak z czasem doszłam do wniosku, że najgorszą osobą jest król, który nie tylko nie słucha własnego syna jako następcy tronu, ale staje się tak samo zgorzkniały jak Gregory Illéa, którego uważa się, za wspaniałego władcę, dzięki któremu ten kraj miał szansę się narodzić. Jednak czy dobry władca wykorzystuje swoje dzieci do własnych celów?

Kiedy w ręce Mer trafia dziennik Gregory'ego nie zdaje sobie sprawy w jakie kłopoty wpędza nie tylko siebie, nie tylko Maxona ale i cały naród. Nie zawsze gdy mamy dobre intencje to wystarcza. A czasem, gdy chcemy za dużo czasu na podjęcie decyzji, może ona już wcale nie należeć do nas. Bo gdy America zwleka, serce Maxona oddala się od niej. Czy będzie jeszcze na wyciągnięcie ręki czy już za późno? Czy gdy straci przyjaciółkę będzie potrafiła zaufać Maxonowi, który był w stanie oddać dla niej wszystko. Który przywrócił dla niej nieistniejące święto i poprosił jej ojca o rękę? Który ją kochał?

„-Jak to jest być zakochanym?
-To najcudowniejsza i najokropniejsza rzecz, 
jaka ci się kiedykolwiek może przydarzyć… 
Wiesz, że znalazłaś coś niesamowitego i chcesz zatrzymać to na zawsze, 
a każda sekunda, przez którą to posiadasz, to coraz większy strach, 
że możesz to stracić…”


Kiedy czas leci, nadchodzi moment by odpadła kolejna dziewczyna. Podczas gdy inne kandydatki mają poparcie od ludzi lub posiadają znajomości, miłość Maxona do Mer może nie wystarczyć przeciwko słowu króla.

I uwierzcie mi, że walczę ze sobą by nie dać tu spojlera, ale moja złość po tej części jest tak ogromna, że gdyby nie było kolejnego tomu byłabym gotowa napisać do Autorki. Ale nie chcę przez swoją złość robić czegoś, czego będę żałować. Powiem wam tyle, moje serce mnie bolało i boli do teraz, a najgorsze jest to, że łzy nie chciały lecieć, bo byłam tak byłam wymęczona emocjonalnie. Zwrotów akcji było wiele. Bywały momenty gdy już myślałam, że niektórzy bohaterowie odeszli na zawsze. A później już nie wiedziałam, kto ma jakie intencje.

„-Nie rozumiem, jak to możliwe, że dalej mnie kochasz. - przyznałam się.
-Tak po prostu jest. Niebo jest niebieskie, słońce jest jasne, 
a Aspen na zawsze kocha Americę. Tak już został urządzony ten świat.”

Jednak gdy królowa zaczęła się przywiązywać do Mer widząc w niej córkę, której tak pragnęła, król starał się coraz bardziej przyspieszyć eliminacje. A gdy wszystkie wydarzenia stały się wspomnieniami, zaczyna dobijać forma czasu przeszłego: byłem, widziałem, wierzyłem, kochałem… Przecież to samo przez siebie mówi co tam się stało, jednak naprawdę sięgnijcie po tę książkę, ale lepiej mając Jedyną także pod ręką, chociaż ja już nie wiem, czy chcę wiedzieć co oznacza okładka, bo co jeśli Maxon poślubi inną to czy będę w stanie to czytać?

„I kiedy będziesz potrzebowała własnej przestrzeni
By odnaleźć drogę
Będę tu cierpliwie czekał
By zobaczyć, co znajdziesz
Nie chcę być kimś, kto tak łatwo odchodzi
Jestem tu po to, by zostać i coś zmienić, póki mogę
Nasze różnice robią tak wiele,
żeby nas nauczyć jak używać narzędzi i umiejętności,
których mamy tak wiele
A na końcu, wciąż jesteś moim przyjacielem
przynajmniej nie przyczyniliśmy się do tego,
by nasza praca poszła na marne, nie spłonęliśmy
Musieliśmy się nauczyć jak skręcać w świecie bez przeszkód
Musiałam się nauczyć tego co mam, czym jestem a czym nie jestem
Nie zrezygnuję z nas…”*

* I won’t Give Up – Jason Mraz

Musze powiedzieć, że ogromnym plusem całej tej serii jest autorka. Jej podejście do tego co robi, jak traktuje pisanie jako swoją pasję, przekłada się na to, że te książki mają w sobie coś niesamowitego. I wiem, że możecie myśleć „Matko o czym ona mówi, historyjka o księciu i dziewczynie, jakaś baśniowa nudna powieść” ale tak nie jest. Naprawdę mogę powiedzieć, że jest to fenomen tego roku. Subtelne połączenie historii, które znamy z bajek ze światem wcale nie tak odległym od nas. Podczas gdy inne książki ciągle mówią o tym samym, mamy tu coś nowego ale niesamowicie intrygującego, co sprawia, że nie da się odłożyć tej książki, zanim nie doczytamy ostatniej strony, a później i tak nie można się szybko pozbyć myśli o bohaterach. 

I wiem, że niektórzy uważają to za typową młodzieżówkę i czytałam pełno słów krytyki, że ta historia jest nijaka, a America leci od jednego do drugiego jak wiatr zawieje, ale będę bronić tej książki. Osobiście uważam, że jest to słabsza część. Rywalki podobały mi się bardziej, jednak to nie zmienia faktu, że nadal jestem ogromnie szczęśliwa, że mogłam to przeczytać. 

Ocena:
8/10

poniedziałek, 22 grudnia 2014

#13 Rywalki - Kiera Cass ~Lily

ACHTUNG! UWAGA! ATTENTION! (BĘDĄ OCHY I ACHY)

„Mam nadzieję, że znajdziesz kogoś, bez kogo będziesz mógł żyć.
I mam nadzieję, że nigdy się nie dowiesz, jak to jest,
musieć mimo wszystko żyć bez tego kogoś”

via tumblr
Dzisiaj przychodzę do was z recenzją, która nie była w planach na najbliższy czas. Jestem jednak dopiero co po lekturze pewnej książki, którą muszę wam pokazać. Książki, która mnie zaskoczyła i nie wierząc w to co piszę jest o stopień wyżej od Darów Anioła (czyli na drugim miejscu). Nie mogę się doczekać aż sięgnę po pozostałe części i zaczynam się obawiać, czy nie strąci Diabelskich Maszyn z pierwszego miejsca. Piszę to całkiem świadoma własnych  słów, traktuję książki Clare jak bóstwo ale Kiera Cass zaskoczyła mnie niesamowicie. Bo gdzie ja a książka o księciu? Ja i księżniczki? Nieee przecież to nie pasuje a jednak. Muszę powiedzieć, że już na samym początku pokochałam okładki tej serii. Wiem, że nie ocenia się książek po okładce, ale no kurczę za tak pięknymi okładkami musi się kryć niesamowita historia. Będą ochy, będą achy i to nie jedne, ale pisanie zaraz po lekturze nie jest bezpieczne (oczywiście po czasie na ogarnięcie swoich emocji, łez i wkurzenia na ostatnie zdanie).




Kiedy dostałam tę książkę od przyjaciółki (Gosia, to o Tobie, nawet nie wiesz jak jestem Ci cholernie wdzięczna, że dałaś mi najpiękniejszy prezent gwiazdkowy jaki mogłam sobie wymarzyć!) byłam wręcz pewna, że przeczytam ją po świętach. Jednak do wigilii zostały się jeszcze 3 dni (piszę to w niedzielę, chociaż wiem że tego dzisiaj nie opublikuję) a ja już błagam mamę by mi kupiła kolejne tomy i tu brawa dla Mamy bo obiecała że jutro podczas wyjazdu przywiezie mi drugą część! (wcale nie boi się, że bez niej nie wpuszczę jej do domu ;) Tak więc widzicie, że ta recenzja jest spontaniczna, ale wierzcie mi, nigdy nie czułam się TAK po przeczytaniu książki.

Ale no, rozpisałam się już niemało a nawet nie padł tytuł tego zacnego buka, dlatego panie i panowie mam zaszczyt przedstawić Rywalki autorstwa Kiery Cass!

Tak więc wiecie już, że książkę tą dostałam od mojej przyjaciółki ,ale do kompletu była jeszcze cieniutka książeczka Rywalki: Książę i Gwardzista, w której znajdują się dwa opowiadania oraz dodatki, takie jak drzewa genealogiczne, lista kandydatek (o tym za chwilę) oraz moje ulubione playlisty do poszczególnych tomów! Oczywiście z nich skorzystałam, bo piosenki są niesamowite, ale i tak czytając słuchałam czegoś innego, co już zawsze będzie mi się z tą książką kojarzyło. Nie wiem czy już kiedyś o tym pisałam, ale podczas czytania muszę mieć słuchawki w uszach, bo wtedy nie dociera do mnie kompletnie nic z otoczenia, a ja znajduję się w świecie razem z bohaterami. Kończy się to zawsze tym, że nawet miesiące po zakończeniu książki, gdy usłyszę taką piosenkę (zazwyczaj leci jedna w kółko i w kółko) to od raz nasuwają mi się obrazy z książki, co jest dla mnie niesamowite.

Jednak lekturę tych opowiadań zostawiam sobie minimum na przerwę między drugim a trzecim tomem, chociaż jeśli jutro nie znajdzie się Elita w Gnieźnieńskim Empiku będę chyba tak zdesperowana, że pochłonę ją w kilka minut. Tak więc chyba już czas przejść to tego dzieła, które jeszcze raz przypominam nosi nazwę Rywalki.

Kiedy zaczęłam czytać tę książkę, od razu skojarzyła mi się z Igrzyskami Śmierci. Mamy świat po wojnie (i to na dodatek IV Wojnie Światowej), Państwo, które nie istnieje (Illéa). Ludzie są podzieleni na kasty od 1 do 8 a głową państwa jest Król. Nasza główna bohaterka to America , dziewczyna z Piątki, do której należeli muzycy, malarze, krótko mówiąc artyści. Dziewczynę, którą pokochałam, a zazwyczaj główne bohaterki mnie irytują (nie będę już pisać tytułu sami-wiecie-czego jeśli śledzicie bloga od jakiegoś czasu to wiecie o czym piszę). Tak więc mamy Americę, której rodzina jest biedna, ale mamy także surowe prawo, które łamie prawie każdej nocy, wymykając się z domu do chłopaka. Muszę powiedzieć, że pokochałam go (matko ja tu wszystkich kocham) od samego początku, lecz jak się okazało zrobiłam to zbyt pochopnie. Aspen, był Szóstką, czyli jego rodzina była w jeszcze gorszym stanie niż rodzina Ami. Jakie romantyczne było, gdy w nocy spotykali się w starym domku na drzewie, a ona śpiewała mu piosenki. Zawsze dostawała od niego jednocentówkę, niby to nic, jednak liczy się gest, a ona uzbierała już cały słoiczek. Spotykali się przez prawie dwa lata, a ona była pewna, że to miłość na całe życie, jednak wychodząc za mężczyznę z niższej klasy spadało się w dół razem z nim, a Aspen nie chciał tego dla Ami, która żyła muzyką.

No to może tyle o nich, bo zaraz zdradzę wam wszystkie szczegóły. Teraz przejdźmy do głównego wątku, ale po kolei. W Illéi panował zwyczaj, że młoda księżniczka wychodziła za księcia z innego kraju, aby wzmocnić sojusze. Książe jednak nie mając czasu na wybór małżonki, organizował Eliminacje, w których brała udział jedna dziewczyna z każdego miasta/rejonu (nie wiem jak to się nazywało). Za udział w Eliminacjach rodzina dostawała czeki, co mogło się okazać dla niektórych zbawieniem. Patrząc na rodzinę Ami, takie wspomogi byłyby wybawieniem. Jednak America nie chciała takie życia, nie chciała nawet słyszeć o zgłoszeniu. Miała ukochanego Aspena, z którym chciała spędzić życie. Jednak prośba niektórych ludzi, a utrata innych może spowodować, że jej nazwisko trafi do puli. I tak właściwie się zaczyna. Byłoby dziwne, gdyby główna bohaterka nie dostała się do 35 osób biorących udział w Eliminacjach na dworze, który wcale nie jest takim bezpiecznym miejscem. America nie mała dobrego zdania o księciu, który wydawał się płytki. Ale oboje nie zdawali sobie sprawy, że ten inny świat różni się aż tak bardzo od tego, o którym wiedzą. Ami dowiaduje się, że Pałac jak i całe państwo jest ciągle zagrożone przez rebeliantów, a młody książę Maxon, że świat poza murami jest pogrążony w głodzie i walce o każdy dzień.

Tak więc mamy 35 kandydatek, które będą walczyć o księcia, a niektóre tylko o koronę. Mamy także naszą Mer, która wcale nie chciała się tam znaleźć, a tym bardziej walczyć o Maxona. Czy to możliwe, żeby nie musiała walczyć o miłość tylko miłość walczyła o nią? Co będzie kiedy znajdzie się między Maxonem a Aspenem?

Tu was zaskoczę, nie znam odpowiedzi na to pytanie, bo (tak, to jest powód dlaczego miałam ochotę krzyczeć na ostatnie zdanie) kochana autorka zamieściła taki napis jak: KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ zaraz po tym, gdzie książę ograniczył kandydatki do Elity, w której znajduje się 6 dziewczyn. Teraz pytanie co z Ami? Czy przez swój charakter książę ją wyrzuci, zdając sobie sprawę, że ona go nie kocha? Czy może jednak ona coś do niego czuje, a on da jej szansę?

„Ty sobie nie dajesz rady z płaczącymi kobietami,
a ja nie radzę ze spacerami u boku księcia”

Musicie się o tym dowiedzieć. Wiem księżniczki i te sprawy, ale no kurczę nie spróbować chociaż sięgnąć po tę książkę, to to aż nie mam słowa… to marnotrawstwo. Kiera Cass ma niepodważalny talent. Sposób w jaki są przedstawione postaci, w jaki sposób bohaterka musi wybierać między miłością swojego starego życia, a miłością która nawet nie jest stała. Ale takie jest życie, trzeba podejmować decyzje, które zmienią nieodwracalnie nasze życie.

Muszę powiedzieć, że tak jak na początku kochałam Aspena tak go później nienawidziłam, tak jak nie lubiłam księcia (no bo kurczę, książę to taki sztywniak itp. Itd.) tak pokochałam go za to, że potrafi słuchać innych. Pokochałam go za to, że nawet gdy jako przyszły władca ludzie nie liczyli się z jego zdaniem, nie poddaje się, a już przy pierwszym spotkaniu nie wyrzuca Ami z pałacu. Ach ma jęzor dziewczyna. Nie ma to jak zrobić pierwsze dobre wrażenie ;)

„Podeszłam do niego i potarłam dłonią jego czoło.
- Co ty robisz?
-Usuwam ci pamięć. Sądzę, że możemy to zrobić lepiej”

Piękne jest w tej książce to, że nie wiemy kogo wybierze Ami. Nie wiemy jak potoczy się to wszystko. Czy państwo przetrwa, czy będzie w ogóle o kogo walczyć. Do tego tak lekki sposób w jaki ta książka została napisana sprawia, że czyta się ją niesamowicie szybko, a po odłożeniu tej książki nie jest się w stanie zasnąć przez długie godziny. (Mama już nie mogła wytrzymać i zabrała mi książkę wczoraj wieczorem, bym w końcu poszła się wykąpać, a później zgasiła mi światło i tak leżałam pół nocy zastanawiając się, co się dzieje na dalszych kartach tej historii).

I teraz skończyłam ją i ciągle myślę co tam się dzieje, a do tego te okładki! Jak patrzę na okładkę Jedynej  (trzecia część) to aż mi serce pęka, że nie wiem, co oznacza ta piękna biała suknia. Mam jednak nadzieję, że już wkrótce będę mogła wam to napisać. Teraz niestety muszę czekać aż te perełki trafią w moje ręce, a ja znów zatopię się w tej historii, która wzrusza, która jest zabawna (przez co się tak śmiałam, że mama nie chciała już ze mną siedzieć) i która zostaje w pamięci, mam nadzieję, na zawsze.

„Czasami, aby coś ukryć, najlepiej robić to na oczach wszystkich”


Ocena:
10/10

wtorek, 21 października 2014

#6 Nevermore Kruk - Kelly Creagh ~Lily

via. tumblr
Książka ta wpadła w moje ręce całkiem przypadkiem. Chciałam ją przeczytać już dwa lata temu, jednak ciągle odkładałam jej zakup, aż w księgarni nie było nic innego, co przykułoby moją uwagę.

NEVERMORE KRUK - KELLY CREAGH
Muszę przyznać, że gdy zaczęłam czytać moją pierwszą myślą było "O matko na co ja zmarnowałam 40zł?" Naprawdę, gdy tylko dowiedziałam się, że główni bohaterowie z dwóch różnych sfer poznają się w szkole, podczas wspólnego projektu, westchnęłam z rezygnacją.

Pomyślałam, że to kolejna tandetna historyjka, jednak jak złudne było moje pierwsze wrażenie.
Dzięki Bogu ta książka różni się od Szeptem, które miałam nieszczęście czytać jakiś czas temu.

Tak więc wybaczę (a może i nie?) wydawnictwu spolszczenie słowa "cheerleaderka." Przysięgam, to jedyne do czego mogę się w tej książce przyczepić, ale no czirliderka? To słowo aż błaga by pozostało w angielskiej formie. No ale przynajmniej mam się czego przyczepić. Będą same ochy i achy, ale musicie mi wierzyć, ta książka jest niesamowita! Trafiła w sam środek mojego czytelniczego serca. Po raz pierwszy zetknęłam się z motywem snów, dodając do tego twórczość Edgara Allana Poe'go nieprzespane noce zagwarantowane. Jednak nawet siłą nie można było mnie oderwać od tej książki.

"Jedyny sposób, żeby zyskać władzę nad tym, co się z tobą dzieje w świecie snu,
jest uświadomienie sobie, że śnisz."

Varen (uwaga) ku zdziwieniu nie jest postacią nadnaturalną! Nie wampir, nie wilkołak, anioł czy co tam jeszcze teraz króluje w powieściach młodzieżowych. Normalny, no prawie normalny chłopak, chociaż zależy co kto lubi. W każdym razie got, a Isobel to jedna z najlepszych cheerleaderek w szkole. (Wow wreszcie nie zakompleksiona nastolatka, z problemami z myśleniem i koordynacją ruchową).

Zaczyna się niewinnie, niby proste wypracowanie z literatury, które jednak później przerodzi się w walkę nie tylko o ocenę. Kiedy Isobel poznaje Varena nie spodziewa się, że to on napisze zakończenie tej historii. Dziewczyna zaczyna czytać jedno z opowiadań Poe'go o Śmierci Szkarłatnej i wtedy zaczyna dostrzegać rzeczy, które nie należą do jej świata. Sny zaczynają być rzeczywistością, oba światy się ze sobą łączą.

Dziewczyna posiadająca przyjaciół, chłopaka, pasję nagle traci wszystko. Zazdrość potrafi wszystko zniszczyć, jednak wtedy to nie jest największym problemem Isobel. Jak to mówią prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie. Nie wiadomo jakby zakończyła się ta historia gdyby właśnie na drodze Isobel nie pojawiła się Gwen. Dziwaczka, a jednak jedyna osoba która była przy niej gdy wszyscy się odwrócili.
Jedno słowo zapisane pięknym pismem Varena, może zmienić całą historię, może zmienić życie Isobel.

"Teraz pisze zakończenie opowieści. która po głuchej nocy – w zbyt późnej godzinie – toczy się dalej sama, bez jego udziału. Teraz już wie, że zawsze miała się tak skończyć."

"I nawet jeśli rozpadlina, która teraz się między nimi rozciągała, sięgała aż za granice czasu i przestrzeni, snów i rzeczywistości, nadal musiała wierzyć, ze istnieje sposób, by ją przebyć, by dotrzymać obietnicy. Musi istnieć."

Kiedy on zaczyna o niej śnić, dziewczyna staje w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Wkrótce Varen nie będzie tylko osobą z którą przygotowuje szkolny projekt. Będzie osobą, za którą będzie gotowa poświęcić życie. Będzie osobą dla której stawi czoło tej, przed którą wszyscy ją przestrzegali, bo tylko ten do kogo sen należy, potrafi zmienić bieg jego wydarzeń. Czy uda jej się uratować chłopaka? Czy dotrzyma danej mu obietnicy i zapobiegnie powtórzeniu historii Poe'go? Ma czas zanim zegar wybije północ. Tic Tac...

"Nie ma nic z wyjątkiem cierpienia i żalu, gdy myślimy o rzeczach i ludziach,
których nie
możemy mieć, o możliwościach, których nie zyskamy."

Ja, wielbicielka historii bez happy endów, ryczałam na zakończeniu jak bóbr. Nie wierzyłam, nadal nie wierzę, że tak to się zakończyło. Gdyby nie świadomość, że jest kolejna część, chyba bym po prostu umarła z rozpaczy. Uwielbiam nie happy endy ale to? W życiu bym się tego nie spodziewała. Należę do osób, które znajdują "happy end" nawet tam gdzie ich nie ma, potrafię znaleźć promyk światła w śmierci bohaterów, ale po przeczytaniu tej książki myślę, że moje umiejętności gdzieś wyparowały, bo nie potrafię, nie potrafię zrobić nic więcej niż płakać i drzeć się do poduszki mimo późnej nocy.
Jeżeli coś dodać, to tylko: POLECAM.

Ocena:
10/10 

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia