Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książka. Pokaż wszystkie posty

środa, 13 listopada 2019

Fakt, nie mit. Obalamy naukowe mity // Aleksandra Stanisławska & Piotr Stanisławski


Kiedy tylko zobaczyłam okładkę tej książki, mój mózg zakrzyczał, że jak to tak można Einsteina na okładce przerobić. Po czym stwierdziłam, że hej. W sumie to tytuł brzmi nieźle. Poczytałam o tym o czym ma być, przypomniałam sobie, że przecież Crazy Nauka to świetna strona i w taki oto sposób przeczytałam (dzięki opóźnienia PKP!) podczas jednej podróży (no z drobnymi przerwami) kilka naprawdę fajnych mitów. Przy okazji zdałam sobie sprawę, że niektórzy naprawdę w takie rzeczy wierzą. Niestety w płaską ziemię też...

Już na początku przyznam, że ta książka dość mocno przywodzi mi na myśl "Ludzie, krótka historia o tym jak spieprzyliśmy wszystko" Toma Phillipsa. Z jednej strony nie słusznie, ale w pewnym stopniu forma czy też może bardziej język, wydaje mi się podobny. Przez takie porównanie nie mogę ocenić "Faktu, nie mit" tak dobrze jakbym chciała, bo mimo że uważam tę książkę wartą zapamiętania, to jednak czuję, że zahacza ona tylko o takie najgłośniejsze tematy, o których można dużo samemu wiedzieć czy to ze szkoły, internetu czy rozmów ze znajomymi (chyba że to tylko w gronie moich znajomych takie rzeczy to krótko mówiąc, chleb powszedni).

Czasami zastanawiam się, czy ludzie naprawdę wierzą w te wszystkie teorie spiskowe, czy po prostu przyjmują taką a nie inną postawę aby się wyróżnić na tle innych. Niektóre pomysły wydają się taką naukową bzdurą, że naprawę forma "dowcipu" wydaje się jedynym słusznym usprawiedliwieniem, jednak trzeba sobie zdawać sprawę, że nie zawsze tak jest. 

Grono osób naprawdę myśli, że wi-fi czy mikrofalówka to mordercze wymysły. Że smugi za samolotami to sposób na zatrucie nas wszystkich. Z jednej strony powstawanie takich publikacji to nadzieja, że chociaż jakaś osoba zmieni swoje nastawienie do pewnych kwestii. Nie trzeba tej książki przeczytać od razu w całości. Można przyswajać fakt po fakcie, np. przed snem czy podczas podróży do pracy/szkoły/uczelni czy chociażby czekając aż zagrzeje się woda na makaron. To pozycja, która nie wywraca świata do góry nogami, nie zmienia postrzegania wszystkiego co nas otacza. Zasiewa jednak w człowieku ciekawość by pytać, by szukać odpowiedzi na naukowe tematy, a przy okazji jest świetnym zbiorem tematów i anegdotek, które zawsze można wykorzystać w towarzystwie. 

sobota, 9 listopada 2019

o tej książce opowiem po cichu // Szeptacz // Alex North


Jeśli drzwi nie zamkniesz w porę, szeptać zacznie ktoś wieczorem... 

Spóźniona? Czy to źle, że piszę o tej książce, kiedy powoli świat o niej zapomina? Muszę przyznać, że cieszę się, że przeczytałam powieść Alexa Northa gdy szum wokół premiery zaczął opadać. Udało mi się uniknąć zbytnich zachwytów ze strony innych, bo gdy tylko widziałam tę książkę, po prostu przewijałam strony czy też zdjęcia. Chciałam podejść do niej z czystym umysłem. Na tyle czystym na ile pozwoliły fenomenalne rekomendacje na okładce, czy to ze strony autorki uwielbianego przeze mnie Kredziarza czy autora Czwartej Małpy. Obie te historie były, krótko mówiąc powalające, dlatego spodziewałam się czegoś w takim oto klimacie. Na szczęście właśnie tego się doczekałam. To co. Powiem tylko, że ogromnie polecam i koniec? 

Jeśli na dwór wyjdziesz sam, złego pana spotkasz tam... 

Nie ma tak łatwo. Drobna rada. Zastanówcie się, czy na pewno macie ochotę na koszmary w nocy i problemy z zaśnięciem kiedy będziecie chcieli zacząć czytać tę książkę późnym wieczorem. Myślałam, że to przecież tylko zmyślona historyjka, nic wielkiego, jednak jak się okazało... moja wyobraźnia zadziałała aż za mocno. 

Jeśli okno uchylisz choć trochę, pukanie w szybę usłyszysz przed zmrokiem...

Mroczny dom, tajemnicza mała dziewczynka i ojciec samotnie wychowujący syna. Przeprowadzka do miasteczka, w którym niedawno zaginął chłopiec i okropna rymowanka, która wywoływała we mnie (i pewnie nie jednym czytelniku) dreszcze za każdym razem, gdy pojawiała się na kartach tej książki. Co więcej potrzeba? To już wystarczająco dużo składników jak na przepis na udany thriller. 

Dobra połowa tej książki sprawiła, że czytałam ją jak na szpilkach, w pełnym skupieniu, niemal na wdechu. Mimo potrzeby snu i głosu rozsądku krzyczącego w głowie, że już późno i powinnam spać, bo przecież budzik na rano nieubłaganie się przybliżał, to po prostu nie mogłam się oderwać. Byłam ciekawa co zaraz się wydarzy, jakie kroki podejmą bohaterowie, kto okaże się kim... 

Taka była ponad połowa powieści Northa. Niestety. Piszę to z niemałym rozczarowaniem, jednak uważam, że ta książka jest dość nierówna. Tak jak na początku czytałam ją z pełną uwagą, tak po połowie mój zapał upadł i na próżno szukałam klimatu, który mnie tak przeraził, że bałam się patrzeć za okno. Niemal do końca czytałam już bez większych emocji i dramatu (co nie znaczy, że bez ciekawości). Liczyłam jednak na coś innego. Nie mogę jednak odmówić autorowi pomysłowości i języka, za sprawą którego zbudował tak szalenie emocjonujący klimat w pierwszej części powieści. Zakończenie mimo swojej prostoty, zahacza jednocześnie o tyle aspektów i motywów, że nie mogę go nie docenić. Gdyby tylko (w moim odczuciu oczywiście) druga połowa budowała napięcie tak dobrze jak pierwsza, byłabym tą książką w pełni oczarowana. Tak muszę przyznać, że po prostu gorąco ją polecam i czekam na więcej powieści tego autora. Zdecydowanie warto dać mu szansę i samemu wyrobić sobie na temat jego twórczości zdanie. 

wtorek, 17 marca 2015

Dawca - Lois Lowry

via http://beckisbookshelf.tumblr.com/
Ostatnio nastąpił wysyp książek o tematyce dystopii. Wiele osób się sprzecza, że wszyscy teraz kopiują Igrzyska Śmierci, ale przecież to nie była pierwsza książka o takim charakterze. Tak więc ludzie niech się dalej sprzeczają co było pierwsze: jajko czy kura, a ja dzisiaj powiem co nieco o Dawcy autorstwa Lois Lowry.

Zawsze kiedy wychodzi film w oparciu na książce, robi się wokół niej szum. Tak było i tym razem, ale przynajmniej miałam okazję dowiedzieć się o tej powieści. Kiedy byłam w księgarni zawsze na półce leżały Skrawki Błękitu a za nimi chował się Dawca. Kogo się nie zapytałam, wszyscy jednogłośnie odpowiadali, że to przepiękna książka otwierająca oczy na wiele rzeczy. Czy się z tym zgadzam? Przekonacie się za chwilę.

Idealny świat, w którym ludzie są specjalnie dobierani. Tu nie ma nic co jest dziełem przypadku. Podanie o małżonka, podanie o dziecko. Podział na komórki rodzinne. Każdy dzień jest szczegółowo zaplanowany, każdy ma swoje zajęcie. Dzieci w szkole, dorośli w pracy, starcy w domu opieki. Specjalne kobiety rodzą dzieci, które raz w roku zostają przydzielane do "rodzin". Grudzień to dla niektórych bardzo ważny czas. To własnie wtedy dwulatki przechodzą do trzylatków, trzylatki do czterolatków, itd. aż do dwunastolatków. Właśnie wtedy to młodzi ludzie dowiadują się, jaki zawód im przydzielono. Tak jak 9-latki dostają rower, inni kurtkę z guzikami tak oni dostają zajęcie na całe swoje życie. Tego wyboru nie można zmienić. Jedynym wyjściem jest zwolnienie. Zwalnia się nie tylko osoby które pracują, ale także i starszych, i dzieci. Jednak czy gdyby ludzie wiedzieli z czym to się wiąże, kiedykolwiek sami chcieliby zostać zwolnieni?

"Tutejsze życie jest bardzo uporządkowane, przewidywalne i bezbolesne. Takiego dokonali wyboru."

Świat idealny, ale tylko na pozór. Brak kolorów, brak uczuć... Tu nie istnieje pojęcie miłość. Ludzie boją się tego słowa, uważają je za brak precyzji językowej. Chcąc uchronić siebie od wszelkiego niebezpieczeństwa usunęli ze swojego życia słowa i pojęcia takie jak ból, smutek, strata. Tym samym zrezygnowali ze szczęścia, rodziny, miłości...

Dla Jonasza nadszedł czas, kiedy zostanie przydzielony do jakiegoś zajęcia. Jednak on nie jest zwyczajnym dzieckiem. Potrafi dostrzec coś, czego inni nie widzą. Kiedy trafia pod opiekę starca, nawet nie wie, jakie niebezpieczeństwo na siebie przyjmuje. Wspomnienia to ogromny ciężar. Szczególnie te, które dotyczą całego świata. Czy da radę udźwignąć tę odpowiedzialność?


"Nie ból jest najgorszy w posiadaniu wspomnień, ale samotność. Wspomnieniami trzeba się dzielić."

Jak dla mnie taki świat jest przerażający, ale patrząc na XXI wiek, ta wizja wcale nie jest aż tak bardzo nierealna. Może właśnie to sprawia, że historia napisana przez Lowry tak porusza?
Mimo niełatwej tematyki książkę czyta się bardzo lekko i bardzo szybko. Można powiedzieć, że jest to książka na jeden wieczór. Zgadzam się, że jest piękna, ale jednak osobiście czegoś mi w niej zabrakło. Wszystko bardzo szybko się skończyło. Zabrakło mi akcji, a przede wszystkim zakończenia. Zdaję sobie jednak sprawę, że o to właśnie chodziło. Jaka wielka akcja mogłaby się wydarzyć w takim świecie? To niezłe wyzwanie zaskoczyć i poruszyć czytelników historią w której wszystko ma być idealne i dopracowane. To jest właśnie to piękno w tej książce. W swojej prostocie potrafi dotrzeć do ludzi. Szkoda, że takich lektur nie omawia się w szkole. Ta pozycja, przynajmniej moim zdaniem powinna się znaleźć się w kanionie polskich lektur. Z drugiej strony, jak się zmusza do przeczytania jakiś książek, to później różnie z nimi bywa. Jednak problematyką i spojrzeniem Lois Lowry potrafi dotrzeć do młodych i nie tylko tych młodych ludzi.

Mimo, że czegoś mi w tej książce zabrakło, z wielką chęcią sięgnę po Skrawki Błękitu i Posłańca, który niedługo ma wyjść. Ta pozycja była naprawdę bardzo przyjemna, dlatego powinniście poznać twórczość pani Lowry osobiście ;)

Czytaliście jakieś książki Lois Lowry? Jak tak, to co o nich myślicie? :)


Wyzwania:
+ 52 Książki
+ 2,5 cm (Przeczytam Tyle Ile Mam Wzrostu)

Ocena:
8/10

niedziela, 7 grudnia 2014

#11 Love, Rosie - Cecelia Ahern ~Lily


Możecie mnie zlinczować, zamordować i co tylko chcecie, jestem na to gotowa. Obiecałam sobie, że ten post pojawi się w weekend. Tak, mamy weekend, ale niestety nie ten co myślałam. Nawet nie wiem kiedy ten tydzień zleciał. Dopiero kilka dni temu dowiedziałam się, że po świętach już jest koniec semestru, tak więc teraz mam po 3 sprawdziany dziennie i moją aktualną lekturą jest grubaśny zbiór zadań z matematyki rozszerzonej oraz inne takie cegły, których gorąco NIE POLECAM.
via. tumblr
W piątek, kiedy już ta recenzja była gotowa do polskich kin trafiło Love, Rosie z moją kochaną Lily Collins w roli głównej! Ale oczywiście przed filmem wypada przeczytać książkę. Tak więc specjalnie polowałam na filmową okładkę przez co późno przeczytałam tę książkę. Nowe wydanie miało premierę w środę ale ja miałam to szczęście mieć ją tydzień wcześniej, przez co weekend upłynął pod piórem Cecilii Ahern.
Przechodząc do głównego tematu, przed wami recenzja Love, Rosie lub Na Końcu Tęczy, jak kto woli.
Książka w pięknej okładce, ale no to jest jak najbardziej subiektywna opinia, ale po prostu uwielbiam Lily i Sama, którego możecie znać z roli Finnick'a z Igrzysk Śmierci. Gdy otworzymy tą książkę, no to możemy się trochę zdziwić, ponieważ całość napisana jest w formie listów, maili, sms'ów itp. Muszę się przyznać, że na początku mnie to strasznie irytowało, nie mogłam się do tego przyzwyczaić, jednak teraz uważam, że jest to całkiem świetny pomysł. Dzięki temu lepiej poznajemy bohaterów. Oczywiście trzeba umieć pisać w takiej formie, jednak Cecilia Ahern jak najbardziej to potrafi.

Tytułowa Rosie, to oczywiście nasza główna bohaterka. Poznajemy ją jak i zarówno Alexa jako dzieci. Razem z nimi dojrzewamy, chociaż jak dla mnie w zbyt szybkim tempie. Książka tak wciąga, że wystarczy mrugnięcie okiem, a nasi bohaterowie już są dorośli, jednak ich życie nie jest usłane różami, przynajmniej nie życie Rosie.

Rosie i Alex byli nierozłączni przez całe swoje życie, aż pewnego dnia, rodzicie Alexa przeprowadzają się do Bostonu a on razem z nimi, podczas gdy Rosie zostaje w Dublinie. Wydawać by się mogło, że w tak nowoczesnych czasach odległość nie stanowi problemu. Rosie chciała studiować w Bostonie jednak pewna mała osóbka pokrzyżowała całe jej plany.
W czasie gdy Alex studiuje w Harvardzie, Rosie staje się nastoletnią mamą. Kiedy Alex spełnia marzenia i zostaje kardiochirurgiem Rosie dorabia pieniądze, by zapewnić w miarę przyzwoity los Katie. W czasie gdy myśli, że wszystkie jej marzenia przepadły nie zauważa, że to co niemożliwe stało się całkiem naturalną rzeczą. Bała się być mamą, jednak przezwyciężając wszystko Katie stała się jej całym światem.

Nie chcę więcej mówić na temat fabuły. Pewnie pomyślicie, że jest banalna, albo nijaka jednak wcale taka nie jest. Rosie, choć czasem nieziemsko irytująca, jest przykładem silnej osoby. Udowodniła, że nie można rezygnować z marzeń, bo mogą się one spełnić nawet i za 50 lat. Czasami gdy osiągnie się cel, wygląda on inaczej niż się tego spodziewaliśmy, ale jednak tego dokonaliśmy. Tego dokonała Rosie i to wielu trudach.

Całe życie mijała się z Alexem mimo, że przecież oboje się kochali. Czasami miałam okazję zdzielić Alexa książką po głowie (gdyby oczywiście było to możliwe) że jest taki głupi i ślepy. Przez większość czytania było błagalne wręcz "no bądźcie razem, no bądźcie razem, no powiedz to, no zrób to". Ale uwierzcie, oni powinni być razem! Gdy jedno z nich brało ślub miałam ochotę rzucić tę książkę w najodleglejszy kąt i tupać nogami na znak protestu. Jak na moje nieszczęście ślubów nie brakowało. Po prostu działo się wszystko przeciwko mnie. Gdy jedno brało ślub, drugiemu waliło się życie, gdy już wydawało się że może będą wreszcie razem to wyskakiwało znów coś nieprzewidywalnego.

Większość książki jest utrzymana w dość smutnym, wzruszającym nastroju. Kiedy jedno się układało, coś innego się waliło. Z czasem zrozumiałam, że Katie jest swego rodzaju Rosie. Podobnie wyglądało jej życie, niektóre sytuacje były skopiowane w czasie, jednak nie popełniła już tych samych błędów co Rosie.

Nie wiem co jeszcze powiedzieć o tej książce. Mam wrażenie, że co bym nie napisała, to nie odda to magii tej książki, ale uwierzcie, jest to moja kolejna próba tej recenzji i za każdym razem mam wrażenie, że ją zaniżam. Wydaje mi się taka banalna, tak, historia nie jest specjalnie oryginalna, ale sposób w jaki są wykreowane postacie, jakie sytuacje stają na ich drodze są naprawdę wciągające. Z łatwością mogłam wcielić się w role bohaterów, przez co trudno było mnie odciągnąć od czytania, co koniec końców skończyło się tym, że całość przeczytałam w może 4 godziny. A warto napomknąć, że książka ta ma ponad 500 stron, co nie jest wcale tak mało. Więc to chyba samo przez się potwierdza, że ta książka ma w sobie to "coś" chociaż bardziej skierowane do starszych czytelników niż nastolatków, jednak mi się bardzo spodobała. Mogę powiedzieć, że to jedna z najlepszych pozycji jakie przeczytałam w tym roku. (Tak, zanosi się na podsumowanie roku, przez co myślę nad założeniem vloga. Co o tym myślicie? Będziecie mnie odwiedzać?)
Piszcie co o wszystkim myślicie, a jeśli nie wiecie czy sięgnąć po tą książkę czy nie, SIĘGNIJCIE KONIECZNIE! I przy okazji zdzielcie Alexa po głowie ;)

"Teraz już wiem na pewno, że tam, na końcu tęczy, czeka na mnie spełnienie marzeń."

A tak na koniec. Wczoraj były mikołajki i miałam okazję być na tym filmie w kinie, za co dziękuję mojej przyjaciółce. Film jest fenomenalny jednak bardziej oparty na książce. Na pewno nie nazwałabym tego ekranizacją książki, ale z drugiej strony co się dziwić, gdy ta historia jest napisana w taki specyficzny sposób. Brakowało mi kilku postaci w filmie i żałowałam, że niektórych scen nie było, lub łączyli dwie postacie w jedną. Nie trawiłam Grega jednak łączyć go w jedno z Brianem Marudą to jednak kiepski pomysł, tym bardziej, że aktor był zbyt przystojny jak na nich ;) Mimo wszystko warto na film się wybrać. Gorąco polecam, a Lily i Sam jako Rosie i Alex to po prostu coś niesamowitego, numer #1 w śród filmowych par tego roku! Ale cóż, w tej kwestii nie będę obiektywna bo jak wiecie uwielbiam Dary Anioła i Igrzyska Śmierci, a Clary i Finnick to moje kochane postacie i do tego tacy aktorzy, że jako ogromna fanka jaram się tym, że zagrali razem i to jeszcze tak dobrze. Tak więc już ostatnie zdanie: gorąco polecam i książkę i film.

"Pozostawiłam więc moją cudowną, inteligentną rodzinę, zanurzyłam się w ciepłej kąpieli i zaczęłam rozważać samobójstwo przez utopienie. Potem jednak przypomniałam sobie o resztkach ciasta czekoladowego w lodówce i wynurzyłam się, nabierając powietrza w płuca. Dla niektórych rzeczy warto żyć."


Ocena:
9/10

wtorek, 21 października 2014

#6 Nevermore Kruk - Kelly Creagh ~Lily

via. tumblr
Książka ta wpadła w moje ręce całkiem przypadkiem. Chciałam ją przeczytać już dwa lata temu, jednak ciągle odkładałam jej zakup, aż w księgarni nie było nic innego, co przykułoby moją uwagę.

NEVERMORE KRUK - KELLY CREAGH
Muszę przyznać, że gdy zaczęłam czytać moją pierwszą myślą było "O matko na co ja zmarnowałam 40zł?" Naprawdę, gdy tylko dowiedziałam się, że główni bohaterowie z dwóch różnych sfer poznają się w szkole, podczas wspólnego projektu, westchnęłam z rezygnacją.

Pomyślałam, że to kolejna tandetna historyjka, jednak jak złudne było moje pierwsze wrażenie.
Dzięki Bogu ta książka różni się od Szeptem, które miałam nieszczęście czytać jakiś czas temu.

Tak więc wybaczę (a może i nie?) wydawnictwu spolszczenie słowa "cheerleaderka." Przysięgam, to jedyne do czego mogę się w tej książce przyczepić, ale no czirliderka? To słowo aż błaga by pozostało w angielskiej formie. No ale przynajmniej mam się czego przyczepić. Będą same ochy i achy, ale musicie mi wierzyć, ta książka jest niesamowita! Trafiła w sam środek mojego czytelniczego serca. Po raz pierwszy zetknęłam się z motywem snów, dodając do tego twórczość Edgara Allana Poe'go nieprzespane noce zagwarantowane. Jednak nawet siłą nie można było mnie oderwać od tej książki.

"Jedyny sposób, żeby zyskać władzę nad tym, co się z tobą dzieje w świecie snu,
jest uświadomienie sobie, że śnisz."

Varen (uwaga) ku zdziwieniu nie jest postacią nadnaturalną! Nie wampir, nie wilkołak, anioł czy co tam jeszcze teraz króluje w powieściach młodzieżowych. Normalny, no prawie normalny chłopak, chociaż zależy co kto lubi. W każdym razie got, a Isobel to jedna z najlepszych cheerleaderek w szkole. (Wow wreszcie nie zakompleksiona nastolatka, z problemami z myśleniem i koordynacją ruchową).

Zaczyna się niewinnie, niby proste wypracowanie z literatury, które jednak później przerodzi się w walkę nie tylko o ocenę. Kiedy Isobel poznaje Varena nie spodziewa się, że to on napisze zakończenie tej historii. Dziewczyna zaczyna czytać jedno z opowiadań Poe'go o Śmierci Szkarłatnej i wtedy zaczyna dostrzegać rzeczy, które nie należą do jej świata. Sny zaczynają być rzeczywistością, oba światy się ze sobą łączą.

Dziewczyna posiadająca przyjaciół, chłopaka, pasję nagle traci wszystko. Zazdrość potrafi wszystko zniszczyć, jednak wtedy to nie jest największym problemem Isobel. Jak to mówią prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie. Nie wiadomo jakby zakończyła się ta historia gdyby właśnie na drodze Isobel nie pojawiła się Gwen. Dziwaczka, a jednak jedyna osoba która była przy niej gdy wszyscy się odwrócili.
Jedno słowo zapisane pięknym pismem Varena, może zmienić całą historię, może zmienić życie Isobel.

"Teraz pisze zakończenie opowieści. która po głuchej nocy – w zbyt późnej godzinie – toczy się dalej sama, bez jego udziału. Teraz już wie, że zawsze miała się tak skończyć."

"I nawet jeśli rozpadlina, która teraz się między nimi rozciągała, sięgała aż za granice czasu i przestrzeni, snów i rzeczywistości, nadal musiała wierzyć, ze istnieje sposób, by ją przebyć, by dotrzymać obietnicy. Musi istnieć."

Kiedy on zaczyna o niej śnić, dziewczyna staje w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Wkrótce Varen nie będzie tylko osobą z którą przygotowuje szkolny projekt. Będzie osobą, za którą będzie gotowa poświęcić życie. Będzie osobą dla której stawi czoło tej, przed którą wszyscy ją przestrzegali, bo tylko ten do kogo sen należy, potrafi zmienić bieg jego wydarzeń. Czy uda jej się uratować chłopaka? Czy dotrzyma danej mu obietnicy i zapobiegnie powtórzeniu historii Poe'go? Ma czas zanim zegar wybije północ. Tic Tac...

"Nie ma nic z wyjątkiem cierpienia i żalu, gdy myślimy o rzeczach i ludziach,
których nie
możemy mieć, o możliwościach, których nie zyskamy."

Ja, wielbicielka historii bez happy endów, ryczałam na zakończeniu jak bóbr. Nie wierzyłam, nadal nie wierzę, że tak to się zakończyło. Gdyby nie świadomość, że jest kolejna część, chyba bym po prostu umarła z rozpaczy. Uwielbiam nie happy endy ale to? W życiu bym się tego nie spodziewała. Należę do osób, które znajdują "happy end" nawet tam gdzie ich nie ma, potrafię znaleźć promyk światła w śmierci bohaterów, ale po przeczytaniu tej książki myślę, że moje umiejętności gdzieś wyparowały, bo nie potrafię, nie potrafię zrobić nic więcej niż płakać i drzeć się do poduszki mimo późnej nocy.
Jeżeli coś dodać, to tylko: POLECAM.

Ocena:
10/10 

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia