niedziela, 29 maja 2016

Czasem aby zmienić wszystko, wystarczy zmienić własne życie (Korona - Kiera Cass)


Jak to możliwe, że seria w której można doszukać się wielu wad, która jest prosta a dla niektórych nawet banalna skrada serce milionów osób? Co usprawiedliwia baśniową historię, którą kochają i młodsze, i starsze czytelniczki? Czy to tęsknota za czasami dzieciństwa, czy jednak autorka potrafiła stworzyć serię zasługującą na wszystkie zachwyty zapominające o momentach słabości i niejednych potknięciach? 

Wydawać by się mogło, że tom zamykający nie tylko historię Eadlyn ale także całą serię w świecie rywalek, powinien być długi i wyczerpujący wszystkie wątki tak, aby nie było niedopowiedzeń. Co więc sprawiło, że Korona jest najkrótszą częścią? Dlaczego w jej kierunku poleciały przede wszystkim negatywne opinie i niejedna osoba się rozczarowała? 

Po burzliwym zakończeniu Następczyni przychodzi czas, aby Eadlyn zaczęła myśleć i zachowywać się jak dorosła osoba. Wraz z wyjazdem brata, otarciem się o śmierć matki i załamaniem ojca, na młodą księżniczkę spada odpowiedzialność rządzenia krajem, który niekoniecznie widzi ją w roli królowej. Podczas gdy każdy patrzy jej na ręce, w pałacu zostaje się garstka chłopaków, wśród których ma się znajdować jej przyszły mąż, Eadlyn poznaje momenty z życia rodziców, o których nigdy nie miała pojęcia. Zaczyna rozumieć, że nawet miłość jak z bajki, dla Ami i Maxona była naznaczona cierpieniem i wątpliwościami. Czy to będzie miało wystarczającą siłę, aby dostrzegła w Eliminacjach szansę dla samej siebie? 

Miłość jest równie przypadkowa, jak i zaplanowana, równie piękna, jak i katastrofalna.

W poprzedniej części Eadlyn zraziła do siebie nie tylko mieszkańców Illéi ale przede wszystkim czytelników. Jednak młoda, irytująca i rozpieszczona księżniczka to już przeszłość. Korona to przede wszystkim książka ukazująca dojrzałość, której tak zabrakło w poprzednim tomie. Myślę, że nawet ci, którzy skreślili historię księżniczki po Następczyni, w Koronie odnajdą to, czego im zabrakło ostatnim razem. 

Ostatni tom serii wraca do klimatów znanych z właściwej trylogii i Eliminacji Maxona, jednak to historia Eadlyn dzieli czytelników, ze względu na to, że tym razem naszymi oczami nie jest jeden z kandydatów a osoba która wśród nich wybiera. Każdy więc może mieć innych faworytów, a co za tym idzie, zakończenie nie spodoba się wszystkim. 



W Elicie po raz kolejny zostaje 6 kandydatów, jednak ze względu na długość całego tomu, nie mamy możliwości ich dobrego poznania. Całe Eliminacje zaczynają i kończą się za szybko. Brakuje w nich rozważnych decyzji. Odniosłam wrażenie, że wszystko było pisane jak najszybciej, przez co historia, która mogła stać się epickim zakończeniem, została niepotrzebnie spłaszczona. Nie wiedząc kiedy, było już po wszystkim, dlatego historia Eadlyn nie miała nawet możliwości zrównania się z wielką miłością jej rodziców, mimo że były na to ogromne możliwości. 

Cieszę się jednak, że Kiera otworzyła ostatni tom, na wątki Maxona, Ami (zabijcie mnie ale nie wiem jak odmienić jej imię nie robiąc błędu) Marlee czy Lucy, dając szansę na powtórne spotkanie się z bohaterami tak bardzo przez większość uwielbianych. Niezrozumiałe decyzje z poprzedniego tomu zostały wyjaśnione, a na pierwszy rzut oka nic nieznaczące postacie miały szansę rozwinąć swoje skrzydła. Eikko nie pozostał w cieniu, a autorka udowodniła, że ten tajemniczy bohater nie został wprowadzony do książki bez jakiegokolwiek celu.

Mimo wszystko jednak książka która zamyka wszystko nie powinna ograniczać się do opowiedzenia powierzchownie tylko niektórych wydarzeń z finału Eliminacji. Nie zrozumiem, dlaczego wszystko działo się w takim tempie, że czytelnik nie miał nawet możliwości nacieszyć się bohaterami, którzy znikali szybciej niż się pojawiali. Wiedząc na co stać Kierę po trylogii, czuję niedosyt i mimo, że wygrał kandydat, który skradł moje serce już na początku, któremu kibicowałam przez dwie książki, czuję się rozczarowana w sposób w jaki historia została opowiedziana. 

Nie znaczy to jednak, że książki nie należy czytać, ponieważ w ogólnym rozrachunku to właśnie Korona jest tą, która ukazuje wyższy poziom przez wzgląd na to, co ze sobą niesie. 

Czy tak powinien zakończyć się świat jaki wykreowała autorka? Rozczarowań nie można było uniknąć ale książkę można było dopracować, jeśli jednak jest coś, przez co ta książka skradła moje serce, bez względu na sentyment do poprzednich części, jest to zdecydowanie epilog. 

Wydawać by się mogło, że pół strony nie jest w stanie zmienić odbioru całej serii jednak w tym przypadku Kierze wystarczyło kilka zdań aby podsumować wszystko to, co stworzyła przez 5 tomów. W każdej książce można było wyłowić piękne cytaty jednak epilog Korony to jeden wielki cytat warty zapamiętania i wcielenia we własne życie. Kto wie, może nasza własna historia okaże się tą jak z bajki, jeśli tylko spojrzymy na nią pod odpowiednim kątem? 

Szczęśliwe zakończenie może nastąpić po przebyciu wielu kilometrów. Albo w czasie tak krótkim jak siedem minut.

Czasami to właśnie prostota; bohaterowie zarówno ci dojrzali, infantylni jak i irytujący, potrafią sprawić że książka staje się w tym wszystkim urocza i niezapomniana. Czy na wysokie noty zasługują tylko powieści wymagające wielkiego wkładu od czytelników? Czy trzeba się wstydzić, że historia taka jaką opowiedziała Kiera, skradła nasze serca? Myślę, że nie, dlatego przez sentyment, niesamowity epilog, ilość wylanych łez przy wszystkich tomach, świetnej zabawie i tych emocjach jakie wzbudziła we mnie ta a nie inna prostota jestem szczęśliwa, że miałam możliwość poznać wszystkie książki z tej serii.

Ocena:
8,5/10

czwartek, 26 maja 2016

Ulubione Książki Pani Mamy (Dzień Matki)


Dzisiaj jest wyjątkowy dzień i chyba nie trzeba przypominać dlaczego. Co prawda, każdego dnia powinniśmy pamiętać o naszych mamach, za ich trud włożony w to, jakimi ludźmi jesteśmy, jednak w ten szczególny dzień, możemy szczególnie im podziękować, dlatego: Wszystkiego najlepszego dla wszystkich mam! 

W związku z tym szczególnym świętem, razem z Panią Mamą (tak woła na moją mamę przyjaciółka i w domu nazwa się przyjęła) przygotowałyśmy dla Was specjalny post, poświęcony książkom, które przeczytałyśmy razem i które zazwyczaj obie pokochałyśmy, chociaż nie wszystkie. Mam nadzieję, że takie urozmaicenie się Wam spodoba. Zapraszam na subiektywną listę książek Pani Mamy (Kolejność ma znaczenie)


Z całej biblioteczki wybrałyśmy 30 pozycji, które przeczytałyśmy obie w ostatnich kilku latach. Pierwszą dziesiątkę najlepszych książek zawładnęła twórczość Remigiusza Mroza. Co tu dużo mówić? Mama przeczytała Trawers jeszcze przede mną (mnie zostało się jeszcze 100 stron) jednak kazała tutaj zaznaczyć, że jest obrażona za zakończenie i nie wie co ze sobą zrobić. Ustawiając książki w kolejności nie chciała także oddzielać Ekspozycji, którą jednak ocenia niżej niż pozostałe książki z tej serii ze względu na to że "nienawidzę tej starej babci" ;) Pierwsze miejsce bezkonkurencyjnie zajmuje Marsjanin, czyli najlepsza książka według Pani Mamy. 


Kolejna dziesiątka to przede wszystkim książki, które przeczytała ze względu na mnie i moje ich ciągłe przeżywanie, jednak spokojnie, o bohaterów się nie kłócimy. Pani Mama woli Jaxona ja Naczelnika, mama jest Team Will ja pozostaję wierna Jem'owi i kibicuję Eikko kiedy mama dla Eadlyn wybrała Kile'a. 



Ostatni zestaw to po pierwsze Igrzyska Śmierci które zapoczątkowały czytelniczą karierę mojej mamy (nie wliczam tutaj Harry'ego Pottera, którego czytała w dniach kiedy wychodziły poszczególne tomy). Czerwona Królowa to z kolei książka, której Pani Mama nie potrafi sobie przypomnieć. Coś jej świata że czytała, jednak nie wie w którym kościele dzwoni. Jednak dokładnie zapamiętałam, jak streściła mi zakończenie, myśląc że przeczytałam już całą książkę. Takich rzeczy się nie zapomina. Tutaj po raz kolejny ja wolę Mavena, mama Cal'a. 

Zmierzch pojawił się tutaj, jednak nie bez powodu na szarym końcu, bo ostatnia piątka, to książki, których obie nie lubimy i których powtórnie czytać nie będziemy. Egzemplarze leżące gdzieś w koncie regału pamiętają jeszcze epokę, kiedy był tylko jeden film i od tamtego czas się kurzą. Zbrodnia i Kara to z kolei książka przeczytana w zeszłym tygodniu. Czytałyśmy ją na głos, na zmianę po rozdziale i obie zgodnie uważamy, że ta książka była męcząca, bezsensowna i po prostu nudna. Powieści psychologiczne na przyszłość będziemy omijać ;) 

Mam nadzieję, że taki "inny" post Wam się spodobał. Wasze mamy również czytają książki czy raczej nie? A może mają całkowicie inny gust niż Wy? Jeśli macie jakieś rekomendacje dla Pani Mamy, piszczcie w komentarzach, może coś z nich znajdzie się w przyszłorocznym zestawieniu, kto wie ;) 




środa, 25 maja 2016

Zakładkowelove


Książkoholicy dzielą się na dwie grupy: jedni używają zakładek, a inni wszystkiego co jest pod ręką. Chociaż znam takich, którzy po prostu zapamiętują numer strony, gdzie zakończyli czytać, jak to było jeszcze kilka lat temu w moim przypadku. 

Jednak odkąd zaczęłam czytać więcej i przede wszystkim wszędzie, bez zakładki nie chwytam książki do ręki. Te dwie rzeczy są u mnie nierozłącznym duetem. Biorę nową książkę, sięgam i po zakładkę, zazwyczaj po taką która pasuje kolorystycznie (chociaż jak się do jakiejś zakładki przyczepię, to potrafię nie zmieniać jej przez długie tygodnie). 

Dzisiaj przygotowałam luźny post, aby zebrać myśli do kilku następnych recenzji (stos książek ostatnio diametralnie urósł). Tak więc zapraszam Was na pokaz moich jeszcze pachnących świeżością zakładek! 



Zapewne większość z Was kojarzy EpikBoxa? Sama nigdy samego pudełka nie zamawiałam, jednak zakładki posiadam już od sierpnia, kiedy to na III Zlocie Nocnych Łowców dopadłam do stoiska i zobaczyłam żółtą zakładkę z kaczką i napisem "Never trust a duck" wtajemniczeni wiedzą o co, a właściwie o kogo chodzi. 

Jednak będąc w tym roku na Warszawskich Targach Książki nie mogłam ominąć karuzeli najnowszych zakładek. To byłoby sprzeczne z moją naturą, dlatego tym razem zabrałam ze sobą urocze magnetyczne zakładki z Dumą i Uprzedzeniem ale nie tylko. Panie i Panowie poznajcie najnowsze zakładki EpikBox'a i tym samym nowych mieszkańców mojej biblioteczki! 


Od lewej: Claire Randall & Jamie Fraser (Outlander) Jace Herondale & Clary Fray & Magnus Bane (Dary Anioła) oraz Daenerys & Jon Snow (Gra o Tron). Wybrać tylko tyle postaci nie było łatwo, ponieważ najchętniej zgarnęłabym je wszystkie, ale trzeba stwarzać pozory rozgarniętego człowieka, prawda? ;) 

Całkiem inne zakładki wzbogaciły moją kolekcję zaledwie kilka dni temu za sprawą Tojko (klik) którą gorąco, gorąco pozdrawiam. Jeśli jeszcze jakimś cudem nie spotkaliście się z jej zakładkami, to uwierzcie że warto to zrobić, ponieważ są cudowne i co najważniejsze stworzone z myślą o typowych książkoholikach!


Moją ulubienicą jest zdecydowanie "Książkowy Pochłaniacz" dlatego to właśnie ta zakładka w najbliższych tygodniach będzie mi towarzyszyć. Jeśli jednak chodzi o Lunę, co tu dużo mówić: to właśnie ona na równi z bliźniakami jest moją ulubioną postacią z Harry'ego Pottera! A samego zgredka nie sposób nie kochać! 

Do której grupy się zaliczacie? Zakładki czy jednak wszystko co wpadnie w ręce? A może macie jeszcze inne sposoby zaznaczania stron? (Tylko nie mówcie o zaginaniu rogów!) Macie jakieś ulubione zakładki? Podzielcie się zdjęciami! Może coś wpadnie mi w oko ;) 

piątek, 20 maja 2016

Strach uśmierca umysł (Endgame. Wezwanie - James Frey & Nils Johnson - Shelton)



Nasza przyszłość nie została jeszcze spisana. Nasza przyszłość to twoja przyszłość... 
Co ma być to będzie. Więc słuchaj. Podążaj za nami. Raduj się. Miej nadzieję. Módl się... 
Zagrajcie z nami. 
Ludu Ziemi. 
Rozpoczyna się Endgame. 

Pojęcie Sąd Ostateczny jest znane już od wieku wieków. Każda religia, mitologia, każde wierzenia posiadają własną wizję końca świata. Jakkolwiek różne one by nie były, to i tak wszystkie sprowadza ją się do jednego: po tym nie będzie już nic, a jednak. Endgame to Gra Ostateczna. To gra która zapoczątkuje koniec, który może przetrwać tylko jeden lud. 12 graczy szkolonych od dziecka, 12 ludów, których przedstawiciele będą walczyć o to, aby okazać się tym jedynym, któremu dane będzie przeżyć.


Legendy i mity każdego zakątka świata są wariacjami na ten sam temat, 

różnymi wersjami jednej opowieści, jednej  h i s t o r i i.


Panie i Panowie rozpoczyna się Endgame. Ta gra jest początkiem końca i końcem nowego początku

Kiedy w ziemię uderza kolejno seria meteorytów, niektórzy myślą, że to czysty przypadek, jednak kilka osób na świecie wie, co to oznacza. Niektóry ten moment wyczekiwani od pokoleń, inni błagali aby ten czas nie nadszedł za ich życia, jednak cała dwunastka wie, że teraz zacznie się gra, w której są dwa wyjścia: wygrasz albo zginiesz. Nie ma nic pomiędzy.

Nikt nie wie, skąd Endgame weźmie swój początek, kto stworzył grę w której zginą miliardy osób, w której na ziemi pozostanie jeden lud. Jednak od wieków, z pokolenia na pokolenie szkoleni są gracze, od których zależeć będzie przyszłość.

Europa, Azja, Australia, Afryka, Ameryka Północna i Południowa. Dwanaście osób w wieku 13-19 lat pozbawionych jakichkolwiek mocy czy nadnaturalnych zdolności. Świat jaki widzimy za oknem i sąd ostateczny, jakiego nikt nie chciałby nigdy doświadczyć. 

Endgame Wezwanie to pierwszy tom trylogii, o której już w dniu premiery było niezmiernie głośno. Wydawać by się mogło, że tak huczne przedsięwzięcie jakim jest książka, w której ukryte zagadki są warte pół miliona dolarów w złocie, nie bez przyczyny może budzić sprzeczne emocje wśród czytelników. Czy taka reklama jest jednoznaczna z epicką historią, czy jednak cały szum to tylko przykrywka nad kolejną tandetną historią?

Opinie dotyczące Endgame są sprzeczne, jednak nie można zaprzeczyć, że jest to książka, jakiej świat jeszcze nie widział. To powieść łamigłówka, w której bohaterowie nie są wyidealizowani, nie walczą aby uratować cały świat, nie przeciwstawiają się władzy. Grają, walczą, zabijają, aby samemu przeżyć. Ta książka nie narzuca bohatera, który ma wygrać. Mamy możliwość poznania każdego bohatera i wybrać, którego będziemy wspierać, a uwierzcie postacie są różne. Japonka, która w życiu nie wymówiła ani słowa, Amerykanka, która błagała aby dzień endgame nigdy nie nadszedł, 13-letni Mongoł który rozlał więcej krwi niż większość ludzi na ziemi przez całe swoje życie, czy Chińczyk, który nie czuł wyrzutów sumienia, mordując rodzinę z czystej zemsty...


Ta książka to jedna wielka plansza, w której bohaterowie są jedynie pionkami, kierowanymi całkiem nieświadomie przez istoty wykraczające poza wyobraźnię. Ta książka to przede wszystkim akcja. To prawda, że nie ma zbyt dużej możliwości do bliskiego poznania wszystkich bohaterów, jednak wystarczająco dużą, aby móc poznać ich na tyle, aby wiedzieć jakimi motywami się kierują. Z czasem poznajemy także ich wizerunek sprzed lat, dzięki czemu nie jest to tylko historia, która przede wszystkim staje się sensacją.

Wraz z wykruszaniem się bohaterów, tym bardziej się do nich przywiązujemy, tym bardziej chcemy wiedzieć, jak historia się zakończy. Ciekawość to zbyt małe słowo. Tej książki nie sposób odłożyć przez świeżość jaką wnosi na półki księgarni.

Niektórzy uważają, że jest to kolejne wydanie Igrzysk Śmierci, ja jednak mówię, że to fakt, że tu także jest gra, w której może być tylko jeden zwycięzca, lecz na tym podobieństwa się kończą. Niespotykany sposób wydania tej książki od sposobu jej zapisania, po wszelkiego rodzaju grafikę: zdjęcia, obrazy, fragmenty układanek, ta książka nie bez powodu stała się multimedialnym fenomenem.

Żałuję, że przez tłumaczenie niektóre zagadki straciły sens, ponieważ niezaprzeczalnie czytelnicy nieanglojęzyczni pozbawieni są możliwości zmierzenia się z samymi bohaterami, a może po prostu ja nie potrafię połączyć żadnych faktów?

Szczególnie moje serce skradła Chiyoko Takeda, Jago i Sarah. To nie są bohaterowie infantylni, irytujący czy egoistyczni, posiadający talent do długich i męczących monologów. Razem z nimi rusza się w podróż za kluczem ziemi, jednym z trzech artefaktów które gwarantują zwycięstwo a nudę zostawiają poza naszym zasięgiem.

Tylko na pozór jest to historia w której liczy się tylko gra. Bohaterowie odkrywają i nazywają to, co dzieję się ze światem XXI wieku. Dążą do poznania tego, dlaczego endgame nastąpi i kto tak naprawdę zgotował światu taki los. 

Jeśli miałabym uczepić się czegoś to przyznam szczerze, że zabrakło mi w tej książce rozlewu krwi. Myślałam, że bohaterowie szybciej się wykruszą, szczególnie jeśli chodzi o tych, których z całego serca nienawidzę. Jednak na wszystko przyjdzie pora, ponieważ po zdobyciu Klucza Ziemi, nadchodzi czas na odnalezienie Klucza Niebios, ponieważ Wezwanie to dopiero początek góry lodowej jaką stworzyli autorzy.

Ocena:
8,5 / 10



piątek, 13 maja 2016

PRZEDPREMIEROWO (to ty jesteś Bobbym Fischerem - Christer Mjåset)

Człowiek zawsze trzyma się błędów, które popełnił

Na świecie jest wiele książek i tych lepszych i tych gorszych. W naszym polskim kanonie lektur znajdują się przede wszystkim pozycje, które nudzą, męczą i tylko odpychają od czytania, dlatego czasem zastanawiam się, dlaczego książki, które niosą ze sobą wielkie wartości a przy tym zaciekawiają od pierwszej strony, będąc jednocześnie krótkie, nie mogą wymienić powieści po które nikt nie chce sięgać. to ty jesteś Bobbym Fischerem nie bez powodu jest nazywana jedną z największych norweskich opowieści ubiegłych lat, jednak na pytania dlaczego, odpowiem za chwilę.

Lillehammer to miasto znane teraz przede wszystkim ze skoków narciarskich, jednak dla Håkona jest ono miejscem gdzie spędził dzieciństwo i miastem do którego już nigdy nie chce wrócić. Jednak po prawie 30 latach, które minęły od pozostawienia przeszłości za sobą Håkon przyjeżdża na pogrzeb przyjaciela. Wie jednak już od początku, że będzie tego żałował i że nic dobrego nie może z tego wyniknąć.

Spojrzenie w przeszłość szczególnie tą mroczną i bolesną nigdy nie jest łatwe, jednak jeszcze gorsze jest to, gdy po latach dowiadujemy się rzeczy, które zmieniają wszystko w co dotychczas wierzyliśmy. Nikt nie chciałby wiedzieć, że najdroższe nam rzeczy, zostały nam odebrane przez własnych przyjaciół.

Nocne wyprawy w poszukiwaniu starych skarbów, powojenny bunkier, piątka przyjaciół i zniknięcie młodej dziewczyny. Na pozór nic nieznaczące i niełączące się fakty, rzuciły cień na dalsze życie bohaterów i odcisnęły na nich niezatarty ślad. Pytanie co tak właściwie zrobili, przez lata towarzyszy Håkonowi. Pogrzeb jednego z przyjaciół a zarazem śmierć, która nie wydaje się tak bardzo przypadkowa, staje się okazją nie tylko do spotkania po latach, ale także ostatnią szansą aby przenieść się w czasie i zostawić na zawsze niektóre sprawy. Dla bohaterów przychodzi czas aby zamknąć pewien rozdział ich życia. 



Norwegia to przede wszystkim kryminały, jednak jak widać to nie one tak bardzo chwyciły mnie za serce. Pierwsze spotkanie z Christerem Mjåsetem na pewno nie jest ostatnim, ponieważ ta pozycja to historia, do której wrócę i która już teraz zajmuje specjalne miejsce w moim sercu.

Autor znany dotychczas z thrillerów medycznych sięgnął po całkiem inny gatunek. To powieść niesamowicie głęboką i mądrą. Łączącą bolesną przeszłość i brutalną prawdę budząc tym samym niejedne refleksje. 

Zniknięcie przyjaciółki oraz historia lata, które sprawiło, że bohaterowie zmienili się na zawsze, łączy elementy kryminału. Christer Mjåset stworzył kompozycję, która nabiera tempa z każdym rozdziałem. Jednak mimo małej ilości stron pozostaje czymś więcej niż tylko zwykłym opowiadaniem. To pełnowymiarowa opowieść w której poznajemy dzieciństwo Håkona, Bo, Pera, Kristoffera oraz Erlenda. Postaci które poznajemy już jako dorosłych mężczyzn ukształtowanych przez wydarzenia do których wracają wraz z utratą osoby ze swojej dawnej paczki.

Jest to powieść mistrzowsko rozegrana, budząca emocje aż do ostatniej kropki. Mjåset poprowadził książkę tak, aby stopniowo wszystko w oczach zarówno czytelników jak i bohaterów nabierało sensu. Wydawać by się mogło, że na 200 stronach nie jest się w stanie wykreować postaci, które miałyby szansę stać się kimś więcej niż tylko imieniem na papierze, jednak to właśnie te 200 stron sprawiło, że od kilku dni nie mogę zapomnieć o historii Agnes. Tyle wystarczyło, aby powiedzieć więcej niż niejedna wielotomowa seria. 

Tajemniczy tytuł nawiązuje do słynnego szachisty - Bobby'ego Fischera. Tak jak jeden ruch podczas gry wpłynął na jego karierę, tak jedna decyzja zmieniła życie bohatera, w którego ręce w dziwnych okolicznościach trafia goniec właśnie tego, a nie innego szachisty. Szachownica to symbol życia, w którym jeden ruch może odmienić wszystko. 

Czas nieubłaganie rzuca cień na nasze życie, nie znaczy to jednak że już wszystko jest za nami. Powieść Christera Mjåseta to coś więcej. To opowieść o przyjaźni i stracie. O konfrontacji z przeszłością i pogodzeniu się z tym czego zmienić już nie można. To porywająca i wzruszająca powieść, która mimo mojego podejścia z dystansem okazała się jedną z piękniejszych powieści jakie ostatnio czytałam. to ty jesteś Bobbym Fischerem to historia, do której się wraca i której się nie zapomina. 

Premiera książki:
18 maja


Ocena: 
9/10


Za możliwość przeczytania tej książki przed premierą dziękuję wydawnictwu Smak Słowa.

piątek, 6 maja 2016

Ból obezwładnia tylko słabych (Inwazja na Tearling - Erika Johansen)


Często sięgając po jakąś serię książek wpadamy po uszy już od pierwszej strony. Jednak ilu autorom udaje się utrzymać niesamowity poziom powieści do samego końca? Królowa Tearlingu chodziła za mną ponad pół roku, a kiedy się za nią zabrałam, nie mogłam uwierzyć w to, co ofiarowała czytelnikom autorka. Żadne opinie i opisy nie były w stanie oddać tego co skrywała piękna okładka. Historia Kelsea czasem brutalna, niesprawiedliwa i przede wszystkim będąca czymś "innym" nie pozwoliła o sobie zapomnieć przez kolejne pół roku, które przyszło mi czekać na kontynuację. 

Jak to bywa z kontynuacjami, nie muszę wyjaśniać, jednak nie spodziewałam się, że Inwazja na Tearling wzbudzi we mnie takie emocje. Wiedziałam, że świat Eriki Johansen potrafi zaskakiwać, nie sądziłam jednak, że cała historia potoczy się takim torem i po raz kolejny nie pozostawi żadnych niedomówień: o tych powieściach się po prostu nie zapomina a tym bardziej nie odkłada się ich z czystym sercem. 

Kiedy Kelsea objęła tron, raz na zawsze położyła kres zsyłkom ludzi do Mortmesne. Jednak jej decyzja sprowadziła na ziemie Tearlingu gniew i wojska Szkarłatnej Królowej. Nawet tajemnicze i magiczne klejnoty młodej królowej nie mają szans w starciu z kilkakrotnie razy większą i lepiej uzbrojoną armią. Chcąc dobrze Kelsea skazała własne królestwo na niechybną zgubę i rzeź, przed którą nie ma ucieczki. 

Czasy sprzed Przeprawy pozostają dla wszystkich wielką tajemnicą, jednak wraz z pojawieniem się tajemniczej postaci Kelsea ma szansę poznać świat, który zostawił za sobą William Tear. Zderzenie z przeszłością pokazuje, jak bardzo ludzie zniszczyli swój własny świat. Kelsea z czasem zaczyna rozumieć ideę lepszego świata, który pragnie ocalić nim zostanie doszczętnie zniszczony przez jedną jej decyzję. 

Bohaterowie z przeszłości otwierają drzwi do poznania przeszłości Tearlingu i być może są jedyną szansą aby uratować królestwo od zagłady. Kelsea staje przed trudnymi decyzjami, nawet rady Carlin i wieloletnie nauki nie przygotowały jej na to, że objęcie tronu będzie tak bardzo różniło się od znanych przez nas historii z bajek i baśni.



W Inwazji na Tearling historia królestwa nabiera nowego wymiaru. Pomysłowość autorki przeszła moje najśmielsze oczekiwania, tym bardziej że po raz kolejny uchwyciła prawdziwą naturę człowieka. Kelsea nie jest idealna, zdaje sobie sprawę, że w obliczu niebezpieczeństwa staje się coraz bardziej zapatrzona w siebie, jednak za wszelką cenę nie chce być taka jak jej matka. Jednak czy tak bardzo pragnąc oderwać się od przeszłości, nie staje się taka jak królowa Elyssa? 

Erika Johansen w drugim tomie daje możliwość poznania historii narodzin Tearlingu, pokazuje także jak wyglądał świat przed Przeprawą zaskakując rozwiązaniem i jego prostotą, której nie sposób przewidzieć. Jedno zagranie sprawia, że cała historia Królowej Tearlingu nabiera innego ale także i mrocznego znaczenia. 

Wprowadzając nowych bohaterów, powieść staje się wielowymiarowa, jednak z czasem wszystko łączy się w jedno. Lily i Kelsea dzieli nie tylko epoka, w której żyją, a jednak ich los nieodwracalnie się łączy i być może jest jedyną szansą aby uratować ich własne historie. 

Bohaterowie wykreowani przez Johansen są przede wszystkim ludzcy. W świecie owianym magią i tajemnicą: nienawidzą, kochają, niszczą, pragną zemsty i zrozumienia. W Inwazji na Tearling powracają dobrze znane postaci, pojawiają się jednak i nowe, które nie tylko intrygują ale przede wszystkim otwierają oczy i dają inne spojrzenie na znaną nam historię. 

Królowa Tearlingu zostawiła po sobie szeroko otwarte drzwi. Jednak widzimy przez nie tylko majaczący gdzieś daleko świat. Kontynuacja przekracza te drzwi, staje przed nimi i ukazuje przed sobą cały horyzont historii, który jednak gdzieś tam za pagórkami chowa to, co pozostało do odkrycia w finale trylogii. 

Nie potrafię sobie wyobrazić, że kolejny tom ukarze się dopiero pod koniec listopada i to za granicą. Kończąc Inwazję na Tearling czułam się zmiażdżona genialnością autorki. Historia Lily na początku nie mająca żadnego sensu rozłożyła mnie na łopatki a finał książki i niesamowite rozwiązania sprawiły, że moja wyobraźnia pracowała na najwyższych obrotach. Nawet przez myśl mi nie przyszło, że ta historia może mieć taki drugi wymiar. Zostałam zaskoczona nie raz dlatego jeśli jeszcze się zastanawiacie, czy sięgnąć po tę historię, nie zwlekajcie sekundy dłużej. 

Ta powieść jest genialna pod każdym względem. 

Ocena: 
9/10



środa, 4 maja 2016

Podsumowanie Kwietnia


Kolejny miesiąc za nami, a ładna pogoda sprzyja czytaniu przede wszystkim dobrych książek! Zdecydowanie ubiegłe 30-dni było owocne w niesamowite lektury w których nie zabrakło zarówno powrotów jak i zakończeń ukochanych historii. 

W kwietniu udało mi się przeczytać 5 książek co stanowi średnią, jeśli chodzi o to ile czytam w tym roku. Niektórym może to się wydawać mało, ja jestem jednak z wyniku dumna, ponieważ pozycje jakie przeczytałam, w dużym stopniu chwyciły mnie za serce. 

Oczywiście nie mogło zabraknąć kryminałów w zestawieniu, tym razem królowała Norwegia i Jo Nesbo z Więcej Krwi, które było o niebo lepsze od poprzedniego spotkania z tym autorem, chociaż na pewno jego twórczość mnie nie porwała. Jednak Norwedzy potrafią także sprawić, że książka porwie mnie już po kilku stronach i tak było w przypadku Ślepego Tropu Horsta (recenzja)


Ubiegły miesiąc to przede wszystkim książki, do których już teraz mam ogromny sentyment. Pani Noc Cassandry Clare nie pozwala mi zebrać myśli już od kilku tygodni, dlatego recenzja jeszcze się nie pojawiła, mimo ogromnych chęci. Z kolei Nevermore Otchłań mimo cudownego zakończenia (pomijając epilog) jest przyczyną ogromnego smutku, ponieważ ta historia dobiegła już końca (recenzja) 

Na koniec książka która wzbudziła we mnie bardzo mieszane uczucia i mam tutaj na myśli Ugly Love Colleen Hoover (recenzja). Książka nie sprostała poprzeczce jaką jej postawiłam, jednak sama Colleen Hoover okazała się cudowną, ciepłą i niesamowitą osobą i mimo że od spotkania z nią minęło już kilka tygodni, nadal nie mogę uwierzyć, że mogłam ją przytulić i podziękować za jej cudowne powieści. Z niecierpliwością czekam na jesień i kolejną jej książkę u nas! 

Jeśli chodzi o parę słów o maju: 
Na razie mam długą majówkę (ostatni rok cieszę się wolnym w matury) i wykorzystuję ten czas przede wszystkim na czytanie, dlatego po cichu liczę że bilans maja będzie lepszy niż w ubiegłych miesiącach. Teraz piszę do Was na kacu po Inwazji na Tearling. Nie mam pojęcia jak dojść do siebie po tej historii: Kocham ją całym sercem! Recenzji możecie spodziewać się na dniach, muszę tylko chociaż trochę ochłonąć. 

Oczywiście maj to przede wszystkim Warszawskie Targi Książki! Jeszcze tylko nieco ponad dwa tygodnie! 

Kwiecień: 
Przeczytane książki: 5
Przeczytam Tyle Ile Mam Wzrostu: +15,4 cm (razem 75,1 cm)

Jak Kwiecień wypadł u Was? Jakie książki okazały się tymi najlepszymi, a które niestety nie sprostały Waszym oczekiwaniom?