niedziela, 3 marca 2019

Dziewczyna która wybrała po raz drugi // Kasie West


Po zakończeniu pierwszej części Pivot Point, czyli Dziewczyny, która wybrała swój los muszę przyznać, że nie spodziewałam się, że ta historia może potoczyć się w takim kierunku. Pierwszy tom był specyficzny w twórczości Kasie West. Utwierdził mnie w tym, że niektórzy autorzy powinni eksperymentować z gatunkami, bo może to doprowadzić do powstania czegoś intrygującego, jednak mimo naprawdę pozytywnego zaskoczenia, wolałam Kasie w "klasycznym" romantycznym wydaniu. Po tym tomie? Już nie jestem tego taka pewna. 

Jeżeli jednak jestem czegoś pewna, to tego, że Kasie West nie zawodzi, jeżeli szuka się typowej ale jednak nie do końca typowej historii miłosnej nastolatków. Po przeczytaniu bodajże 7 tytułów od tej autorki wiem, że jeśli potrzebuję czegoś lekkiego, co oderwie mnie od rzeczywistości, czegoś uroczego (nawet w bardziej skomplikowanym i mrocznym wydaniu) co na pewno poprawi mi humor, to mam gotowy przepis w swojej biblioteczce. 

Zaczynając czytać Dziewczynę która wybrała po raz drugi miałam jednak problem. Nie do końca pamiętałam, co dokładnie działo się w poprzednim tomie, jednak z czasem, kiedy rozwijały się wydarzenia w tej części, przypominało mi się to co się działo poprzednio. Jakbym czytała oba tomy na raz. Cieszę się jednak, że tym razem historia była jakby prostsza i wątek romantyczny wrócił na bliższy plan. Nie znaczy to jednak, że nie brakuje tutaj zwrotów akcji. Po wydarzeniach kończących poprzedni tom, nie dałoby się ich chyba uniknąć. 

Kasie West wykorzystała jednak drugi tom do wprowadzenia całkiem nowych postaci i przybliżyła tych bohaterów, o których poprzednio przeczytaliśmy zaledwie kilka zdań. Niespodzianką było również to, że tym razem do narracji została wprowadzona Laila. Na początku wydawało mi się to zbędne, jednak z czasem okazuję się to pewnego rodzaju łącznikiem pomiędzy dwoma światami. Powiedzmy, że odebrałam to jako nasze oczy i uszy po drugiej stronie.  

Nie mogę jednak ukryć, że mimo zdecydowanie pozytywnego odebrania tej historii, miałam momenty, kiedy nie mogłam jej czytać. Nie wiem czy nie jest to przypadkiem wynik małej ilości czasu na czytanie w ostatnich miesiącach (czy wręcz jego brak), czy może niektóre fragmenty po prostu ograniczały moje zaangażowanie w śledzeniu losów bohaterów. Niemniej jednak, końcówka tej książki, w moim odczuciu wynagradza wszystko i idealnie domyka całość. Taką Kasie lubię najbardziej. 

środa, 27 lutego 2019

nietypowa opowieść o końcu świata // Potop // Salcia Hałas



Opowieść będzie smutna, bo o końcu świata
i różnych innych końcach. 
Ale śmieszna też, w miarę możliwości będzie. 
Bo niektóre nieszczęścia są tylko smutne. 
Ale niektóre są też częściowo śmieszne, 
z różnych przyczyn. 
Najczęściej z powodu niedorzeczności. 

Książką można zachwycić się na kilka sposobów. Formą, treścią, językiem. Nowatorskim podejściem, czy wręcz przeciwnie - powrotem do dawnych wzorców. Czasami zachwyca wydanie: interesująca okładka czy piękne ilustracje. Rzadko się jednak zdarza, aby w moje ręce trafiła powieść, która łączy więcej niż tylko kilka z tych czynników. Czy Potop jest jedną z tych wyjątkowych opowieści?

Zdecydowanie. 

Począwszy od pięknych ilustracji, po nietypową formę - poemat prozą, intrygujący język i niebanalnych bohaterów. Gdy dodamy do tego skłaniającą do myślenia treść, a nie tylko rozrywkę - myślę, że mam kolejnego faworyta spośród wszystkich polskich książek, jakie czytałam. 

Potop - poemat przewlekły o końcu świata. 

Nie da się, mówi, przepowiedzieć przyszłości, 
można tylko trochę zajrzeć pod podszewkę. 
Przyszłość to nitki na wietrze, które mogą się różnie przepleść.

Już od pierwszych stron, uderzyła mnie szczerość i bezpośredniość, która płynie z tej książki. To z jednej strony opowieść o trzech kobietach z osiedla w Gdyni, opowieść o zmianach zachodzących na przestrzeni wielu lat. Jednocześnie jest to jednak i historia tego, jak psuje się świat. Niektóre rzeczy można zauważyć dopiero, gdy spojrzy się na nie z perspektywy czasu. Ten, który uchwyciła autorka w Potopie, sprawia, że można - a nawet trzeba zastanowić się nad tym końcem świata, który prawdopodobnie, ściągamy na siebie sami. 

Ktoś mógłby powiedzieć, że nie jest to treść odkrywcza, że do podobnych wniosków można dotrzeć samemu i to nawet bez wsparcia w postaci niektórych trunków. Nie zaprzeczę, jednak sposób, w jaki trzy kobiety przeprowadzają nas przez wydarzenia, sprawia, że mimo niedorzeczności, jestem w stanie uwierzyć we wszystko. 

Najlepsze słowo jest jedno - ta książka mnie oczarowała. Nie zapierała tchu w piersi, nie wywołała łez czy śmiechu, a jednak pozostawiła po sobie natrętne myśli, które nie chcą mnie zbyt łatwo opuścić. To była, to jest fenomenalny lektura. 

Niektórych "skrótowy" zapis może zrazić, do niektórych niezwykle metaforyczny język może po prostu nie trafić lub może być męczący. Jest to jednak tak krótka książka, że naprawdę warto się z nią zapoznać. Potop to podsumowanie współczesności. Tego co człowiek zrobił z tym co go otacza i z tym, kto go otacza, 

Magia i fizyka są ze sobą nierozerwalnie związane
i tworzą wzór.
Tylko nikt tego wzoru nie odkrył jeszcze.
Bo ludzie wolą wysyłać samochody w kosmos, 
zamiast się więcej dowiedzieć. 
Dowiedzieć, jak ten wzór wygląda naprawdę.


poniedziałek, 18 lutego 2019

Zamiana // Rebecca Fleet


Debiut. W przypadku thrillerów/kryminałów mam wrażenie, że debiut może być albo kompletną porażką, albo czymś, co mnie porwie bez reszty. Nie trafiłam jeszcze na powieść z tych gatunków, o której miałabym tak mieszane uczucia jak teraz. Czy chciałabym czytać coś więcej tej autorki, czy jednak nie? Czy jej pierwsza książka mnie zraziła, czy pozostawiła chęć i zainteresowanie następną historią? Nie wiem. Nie mogę jednak jej skreślić - to pewne. 

Na samym początku muszę ponarzekać, ponieważ spodziewałam się, tak jak zresztą zapowiadano, dynamicznego thrillera. Nie doczekałam się jednak ani thrillera, ani dynamicznej akcji. Mam wrażenie, że to klimatyczna obyczajówka, z pewną niewiadomą, jednak zabrakło mi w całej historii nuty niepewności, takiego dreszczyku, strachu i niewiedzy, co może się wydarzyć. 

Prawdą jest jednak, że styl Fleet jest obiecujący. Książkę czyta się szybko i bezboleśnie, powiedziałabym, że jest to powieść z gatunku "tych na raz" - czytasz za jednym razem, nie odkładając jej, ale już nigdy do niej nie wracasz. Na dobrą sprawę, nie jest to historia która zapada w pamięć, ponieważ sama fabuła nie jest czymś nowym. Ciągle mam wrażenie, że gdzieś już coś podobnego widziałam. 

Nie chcę streszczać książki, bo nie o to chodzi, jednak wydawało mi się, że zamiana bohaterów domami, kompletnie nieznajomych osób, to przepis na wartką akcję i może powtórkę emocji, których można by się spodziewać. W końcu taki pomysł, to przepis na niejedną tragedię. 

Bardzo podobał mi się brytyjski klimat tej powieści, na plus oceniam również zakończenie, które było niespodzianką przede wszystkim dlatego, że zakładając, że to miał być thriller, spodziewałam się czegoś kompletnie innego. Tutaj? Wszystko dawało mi poczucie, że czytam jakąś powieść obyczajową z motywem tajemnicy. Trochę jakby ktoś bardzo chciał być Sherlockiem Holmesem ale kompletnie nie miał pojęcia jak takie coś stworzyć, więc pomyślał, że czytelnik dopisze sobie zarówno akcję jak i emocje. 

Nie jest to słaba książka, autorka może i się rozwinie w ciekawym kierunku, jednak pozostawiła we mnie ogromne niezrozumienie w kwestii, co to właściwie miało być i raczej mieszane uczucia. Czy polecam? Chyba muszę sprawiedliwie powiedzieć - nie wiem.


piątek, 1 lutego 2019

Retelling - i wyszło to na dobre? // Dunbar // Edward st Aubyn



"Dlaczego mój świat legł w gruzach właśnie wtedy, gdy po raz pierwszy zacząłem go rozumieć?"

Nie wiem dlaczego, ale retelling w przypadku książek, kojarzy mi się przede wszystkim z baśniami czy bajkami. Ile to Kopciuszków można by wymienić? Dużo. Jednak gdy usłyszałam o Dunbarze... Nie pomyślałabym, że w historię Szekspira, a dokładniej Króla Leara można tchnąć coś nowego. Jednak wystarczyło na dobrą sprawę, zaledwie nazwisko Szekspira, by moja ciekawość sięgnęła takiego poziomu, że musiałam sięgnąć po powieść Edwarda st Aubyna. Pokrótce? Zdecydowanie mi się podobało. 


Opowiadając o tej książce można by sypać banałami, bo owszem, zahacza o rzeczy na pozór błahe, ale również i o takie, o których w naszej codzienności zapominamy. Na dodatek wszystko jest napisane tak, że czyta się na jednym wdechu. Za każdym razem, kiedy musiałam wracać na zajęcia i zamykać tę powieść, byłam nieszczęśliwa, bo to historia z gatunku tych, które wręcz należy przeczytać za jednym razem. Ułatwia to niezwykle przyjemny język, który zarysowuje akcje w taki sposób, że nie sposób chociaż w pewnym stopniu "nie wczuć się". 

niedziela, 13 stycznia 2019

przerost formy nad znikomą treścią // Osiem białych nocy // Andre Aciman



Będzie krótko. A przynajmniej chciałabym, aby wyszło krótko. Szkoda tylko, że autor nie miał takiego postanowienia, kiedy zaczął pisać Osiem białych nocy. A jeśli miał, to cóż, szkoda że się w nim nie utrzymał. Nie chcę, żeby po tym tekście wyszło, że lubię krytykować książki. Nie sprawia mi to większej satysfakcji, ale czasami zdarzają się powieści, o których delikatnie powiedzieć się nie da. Jak możecie się domyślić, ta zdecydowanie się do nich zalicza.

Andre Aciman zdobył jakiś czas temu ogromny rozgłos, za sprawą ekranizacji powieści pt. Tamte dni, tamte noce. Zachwytom nad zarówno książką jak i filmem w zasadzie nie ma końca. Jednak spokojnie, ja nie miałam okazji zapoznać się z tym tytułem (no dobrze, może i zaczęłam oglądać film, ale jednak wyłączyłam go po bodajże mniej niż 30 minutach). Gdybym tylko mogła przewidzieć, że tak może skończyć się i z książkami Acimana! Oj chciałam ją odłożyć po 30 minutach. Przebrnęłam jednak do końca i czuję się trochę jak taki Syzyf. Było ciężko, poddawałam się nie raz, robiłam kolejne podejścia, ale lepiej nie było aż do samego końca, który nie wniósł w zasadzie nic. 

wtorek, 1 stycznia 2019

Śmierć Komandora 2 Metafora się zmienia // Haruki Murakami



Niech najlepszą oceną będzie fakt, że zaraz po zakończeniu tego tomu, wypożyczyłam dwie inne książki Murakamiego i nie mam zamiaru na nich poprzestać. To musi świadczyć o tym, że Śmierć Komandora rozkochała mnie w twórczości tego japońskiego autora. 

Drugi tom to nic innego jak oczywiście kontynuacja historii, którą poznajemy w Śmierci Komandora 1 Pojawia się idea. Historii trochę jakby obyczajowej, ale jednak nie. Historii chciałoby się powiedzieć tajemniczej i nieoczywistej, nie do końca rzeczywistej, a jednak pozostawiającej nieodparte wrażenie, że to wszystko dzieje się naprawdę. 

środa, 5 grudnia 2018

eksperyment literacki czyli "Pod Podszewką" // Sylwia Stano, Zofia Karaszewska


Kiedy nie za bardzo masz czas, aby pozwolić sobie na lekturę książki, której fabuła bez reszty będzie mogła cię porwać, ale jednak coś czytać chcesz... szukasz alternatywy. Na słabe książki szkoda czasu (ale w sumie dopóki samemu się nie sprawdzi to skąd wiedzieć, że jest słaba, hmm?) ale zawsze można sięgnąć po coś lżejszego, coś co przybliży postać polskich autorów i być może pozwoli bliżej ich poznać. Kto by nie chciał dowiedzieć się, jak "od podszewki" wygląda ich życie? 

Książka Sylwii Stano i Zofii Karaszewskiej to efekt pewnego projektu, w którym to zaproszeni autorzy mogli zaprojektować sobie dowolną część garderoby. Skłoniło to wszystkich do rozmowy, nie tylko o ubraniach, ale w sumie o wszystkim. Czy warto te przemyślenia przeczytać? 

Chciałabym bez wahania napisać, że WARTO! Ale jednak nie mogę. Na dobrą sprawę, nie do końca wiedziałam, za co się zabieram i czego mogę oczekiwać. Liczyłam chyba jednak na coś więcej, chociażby ze względu na to, że byłam na kilku spotkaniach z autorami, którzy wzięli udział w tym projekcie i zdecydowanie chciałabym, aby ich wypowiedzi na kartach tej książki były bardziej rozbudowane. Skróciłabym otoczkę autorek na rzecz bezpośredniej treści i samych zaprojektowanych ubrań. 

Największe rozczarowanie? Zdecydowanie wzbudziło to, że całość projektu wydała mi się strasznie prototypowa w wykonaniu. Myślałam, że efekty poszczególnych pomysłów będą albo niezwykle oryginalne, albo wykonane niesamowicie starannie. 

Jednak ta pozycja sprawdziła się jako coś do czytania w zamian za książkę fabularną, na które ostatnio nie bardzo mam czas. Do tramwaju? W przerwie na uczelni, czy do pociągu? To super propozycja. Nie za długie rozdziały sprawiają, że nie łatwo się zgubić i stracić wątek. Ładnie wydana, może ciekawsza dla wielkich fanów występujących w tej książce autorów, interesujących się jednocześnie modą. Dla mnie? Nie żałuję, że ją przeczytałam, ale w gruncie rzeczy muszę powiedzieć, że jestem obojętna względem tej książki. Tak jak pisałam, odebrałam ją jako prototyp. Z chęcią zobaczyłabym taki projekt na wybiegu ale już z większymi środkami przeznaczonymi na ten cel. Cieszy mnie jednak świadomość, że pojawiają się inicjatywy, które urozmaicają świat książkowy w naszym kraju. W końcu autor nie musi się ograniczać tylko do pisania książek albo publikacji o tym jak książki pisać. 

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia