poniedziałek, 17 lipca 2017

Miłość, po prostu // Żurnalista.pl

Poezja to sprawa indywidualna. Jej magia, to właśnie to, że każdy odbiera ją na swój własny sposób. Jaka jest dla mnie, najważniejsza cecha dobrej poezji? Uniwersalizm. Może po języku polskim, wszystkich już to znudziło, ja jednak coraz bardziej to doceniam. Kiedy nawet po latach, baaa stuleciach, sens utworu łatwo odczytać. Nie opuszcza mnie więc jedna smutna myśl. Co się stało z poezją XXI wieku? Ona nie jest trudna w zrozumieniu. Jest o wiele gorzej. Ona nic sobą nie reprezentuje. Czy naprawdę każda myśl przelana na papier staje się wierszem? 

Wiecie, ja naprawdę uwielbiam sięgać po tomiki poezji. Poe, Szymborska czy Pan Cogito Herberta, to stały element mojego literackiego świata. Lubię sięgać po nowe dla mnie utwory. Ta ciekawość doprowadziła mnie do ogromnego rozczarowana Milk & Honey. Jednak po blisko roku, dałam kolejną szansę "poezji" XXI wieku. I wiecie co? W skrócie powiem jedno... Było jeszcze gorzej. 

sobota, 15 lipca 2017

Królewska klatka // Victoria Aveyard


Zdarzają się książki dobre i złe. Wciągające i nudne. Każdy może, ten sam tytuł, odebrać na swój własny sposób. Są różne gusta i guściki, jednak nawet i gust potrafi z czasem się zmienić. Dlaczego o tym piszę? Ponieważ jeżeli przeczytalibyście moje recenzje o poprzednich książkach Victorii Aveyard, odnieślibyście wrażenie, że bardzo mi się one podobały. Jednak jeśli doczytacie ten post do końca to (uwaga spojler!) dowiecie się, że trzeci tom zdecydowanie mnie nie oczarował, a wręcz przeciwnie. Sprawił, że miałam ochotę tą książką rzucać we wszystkie kąty i wpaść w histerię na oczach autorki, za to, że tak krótko mówiąc, schrzaniła ten tom i... moją ukochaną postać! 

Dużo osób, jeszcze zanim zaczęłam czytać Królewską klatkę zapowiedziało, że ta część jest po prostu nudna i słaba. Nie potrafiłam sobie jednak odmówić sięgnięcia po nią. Cały czas obiecywałam sobie, że zrobię to tylko dla Mavena, bo inne postacie bardzo mnie zaczęły irytować w poprzednim tomie (poza Calem, bo go nie lubię od samego początku). Jednak dopiero po 15 stronach, które sama przeczytałam, zrozumiałam, że te wszystkie głosy mogą mieć rację. Już sam początek jest bardzo zniechęcający. Ale na szczęście, bookathon był wystarczającą motywacją, aby się z tą pozycją uporać. 

piątek, 14 lipca 2017

bookathon - podsumowanie


Myślę, że spora część z Was, zauważyła, że w ubiegłym tygodniu miał miejsce Bookathon, czyli maraton czytelniczy. Co prawda, była to już któraś edycja, jednak na dobrą sprawę, dopiero tym razem, zdecydowałam, że wezmę w nim udział. 

Myślę, że nie muszę przedstawiać samej idei bookathonu - przez 7 dni czytamy książki, które w większym lub mniejszym stopniu będą odpowiadały codziennym wyzwaniom, a przy tym po prostu czerpiemy radość z czytania. Najważniejsze to po prostu czytać. A to jest też świetna okazja, aby wraz z tysiącem innych osób, na bieżąco dzielić się uwagami, na temat czytanych przez nas pozycji. 

Jednak dzisiaj nie o tym, czym jest bookathon, a o tym, co udało mi się przeczytać. Bo jest to chyba mój osobisty rekord! 

niedziela, 9 lipca 2017

podsumowanie czerwca


Lipiec zagościł już na stałe, a ja dopiero teraz znalazłam chwilę, aby podsumować miniony miesiąc. Ktoś jeszcze pamięta o czerwcu i o tym, co udało mu się w nim przeczytać? Ja zdecydowanie tak, więc czy ma znaczenie, że nowy miesiąc trwa już ponad tydzień (a ja przeczytałam w ciągu jego trwania więcej niż przez cały czerwiec?). 

Wynik w tym miesiącu nie był imponujący, książki raczej też utrzymane na równym poziomie, aczkolwiek znalazła się ta najgorsza, którą aż trzeba paluchem pokazać. Ale o tym za chwilę. 

piątek, 7 lipca 2017

Światło, które utraciliśmy // Jill Santopolo


Moja pierwsza myśl, kiedy zobaczyłam tę książkę? "Ta książka ma przepiękną okładkę, ale tytuł to czysta kopia Światła, którego nie widać." Jakie więc było moje zdziwienie, gdy odkryłam, że ten tytuł nawiązuje do jednej z moich ukochanych powieści nie bez przyczyny. Jednak jeśli chcecie się przekonać w jaki sposób, to niestety musicie sami sięgnąć po tę pozycję. Nie będę Wam odpierać tej przyjemności. 

Uwielbiam jak akcja powieści dzieje się w wielkiej metropolii. Kiedy życie bohaterów jest ukształtowane przez takie a nie inne warunki i zasady obowiązujące w miejscu, które ich wychowało i ukształtowało. Jill Santopolo zabiera czytelników do Nowego Yorku, któremu to właśnie dedykowana jest książka. Miastu, które tętni życiem, miejscu na którego widok świat wstrzymał oddech, kiedy 11 września 2001 roku, runęły wieże World Trade Center. Tego dnia zakończyła się historia niejednego życia, wtedy też zaczęła się wspólna opowieść dwojga bohaterów - Gabe'a i Lucy. Tragiczne wydarzenia, które rozegrały się na ich oczach sprawiły, że zrozumieli, że życie jest kruche i krótkie. Należy więc przeżyć je tak, aby marzenia nie były jedynie nierealnymi, alternatywnymi możliwościami ich życia. Marzenia trzeba realizować, a każdy dzień przeżyć z pasją. 


wtorek, 4 lipca 2017

Zdrajca Tronu // Alwyn Hamilton // przedpremierowo


PREMIERA 5 LIPCA

Od kiedy czytałam pierwszy tom tej serii, minęło już trochę czasu. Utkwił mi jednak w głowie komentarz jednej dziewczyny: czasami mimo wyraźnych wad w powieści, po prostu najlepiej dać się porwać świetnej fabule i czerpać z niej jak najwięcej radości. Buntowniczka miała niedociągnięcia, bohaterowie byli egoistyczni (Amani), wybuchowi (Amani) i czasem denerwujący (Amani). Czasami niektóre fragmenty były przewidywalne i schematyczne. Jednak mimo wszystkich tych niedociągnięć, nie była to historia, która pozostałby mi obojętna. Dałam się wciągnąć w fabułę i tego nie żałowałam. Czy żałuję więc sięgnięcia po kontynuację? 

Młodzieżówki, szczególnie te z elementami fantasy, lubią w pewnym stopniu nachodzić na siebie. Trudno o historię, która w żadnym momencie nie przypominałaby wcześniej czytanych książek. Zdrajca Tronu nie oszczędził mi wspomnień, czy podobnych sytuacji jak z innych serii. Momentami czułam się jak w Rywalkach, Diabolice czy (o zgrozo!) Czerwonej Królowej. Jednak były to tylko delikatne przebłyski, kojarzące się z tym, co dobre. Nie uważam więc tego za coś niezwykle niedopuszczalnego. 

sobota, 1 lipca 2017

Po własnych śladach // Mariusz Koperski



Od momentu, kiedy czytałam ostatni kryminał, minęło już trochę czasu (oczywiście przemilczę tutaj epizod z Prokuratorem). Nie jest więc niczym dziwnym, że Po własnych śladach, czytało mi się szybko i w gruncie rzeczy przyjemnie. Co jednak skrywa w sobie ta pozycja? 

Muszę przyznać, że na początku nie zwróciłam uwagi na to, że akcja tej książki dzieje się w okresie Bożego Narodzenia. Najmocniej moją uwagę przykuł fakt, że akcja dzieje się w Zakopanem, a co za tym idzie, była to okazja, aby chociaż w taki sposób, wybrać się tam w wakacje. Wielkie było więc moje zdziwienie, kiedy zaczęłam czytać i okazało się, że już od pierwszej strony szaleje tam potężna śnieżyca. Ale cóż, nie sprawia to, że tę pozycję można czytać tylko zimą. 

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia