Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kiera cass. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kiera cass. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 29 maja 2016

Czasem aby zmienić wszystko, wystarczy zmienić własne życie (Korona - Kiera Cass)


Jak to możliwe, że seria w której można doszukać się wielu wad, która jest prosta a dla niektórych nawet banalna skrada serce milionów osób? Co usprawiedliwia baśniową historię, którą kochają i młodsze, i starsze czytelniczki? Czy to tęsknota za czasami dzieciństwa, czy jednak autorka potrafiła stworzyć serię zasługującą na wszystkie zachwyty zapominające o momentach słabości i niejednych potknięciach? 

Wydawać by się mogło, że tom zamykający nie tylko historię Eadlyn ale także całą serię w świecie rywalek, powinien być długi i wyczerpujący wszystkie wątki tak, aby nie było niedopowiedzeń. Co więc sprawiło, że Korona jest najkrótszą częścią? Dlaczego w jej kierunku poleciały przede wszystkim negatywne opinie i niejedna osoba się rozczarowała? 

Po burzliwym zakończeniu Następczyni przychodzi czas, aby Eadlyn zaczęła myśleć i zachowywać się jak dorosła osoba. Wraz z wyjazdem brata, otarciem się o śmierć matki i załamaniem ojca, na młodą księżniczkę spada odpowiedzialność rządzenia krajem, który niekoniecznie widzi ją w roli królowej. Podczas gdy każdy patrzy jej na ręce, w pałacu zostaje się garstka chłopaków, wśród których ma się znajdować jej przyszły mąż, Eadlyn poznaje momenty z życia rodziców, o których nigdy nie miała pojęcia. Zaczyna rozumieć, że nawet miłość jak z bajki, dla Ami i Maxona była naznaczona cierpieniem i wątpliwościami. Czy to będzie miało wystarczającą siłę, aby dostrzegła w Eliminacjach szansę dla samej siebie? 

Miłość jest równie przypadkowa, jak i zaplanowana, równie piękna, jak i katastrofalna.

W poprzedniej części Eadlyn zraziła do siebie nie tylko mieszkańców Illéi ale przede wszystkim czytelników. Jednak młoda, irytująca i rozpieszczona księżniczka to już przeszłość. Korona to przede wszystkim książka ukazująca dojrzałość, której tak zabrakło w poprzednim tomie. Myślę, że nawet ci, którzy skreślili historię księżniczki po Następczyni, w Koronie odnajdą to, czego im zabrakło ostatnim razem. 

Ostatni tom serii wraca do klimatów znanych z właściwej trylogii i Eliminacji Maxona, jednak to historia Eadlyn dzieli czytelników, ze względu na to, że tym razem naszymi oczami nie jest jeden z kandydatów a osoba która wśród nich wybiera. Każdy więc może mieć innych faworytów, a co za tym idzie, zakończenie nie spodoba się wszystkim. 



W Elicie po raz kolejny zostaje 6 kandydatów, jednak ze względu na długość całego tomu, nie mamy możliwości ich dobrego poznania. Całe Eliminacje zaczynają i kończą się za szybko. Brakuje w nich rozważnych decyzji. Odniosłam wrażenie, że wszystko było pisane jak najszybciej, przez co historia, która mogła stać się epickim zakończeniem, została niepotrzebnie spłaszczona. Nie wiedząc kiedy, było już po wszystkim, dlatego historia Eadlyn nie miała nawet możliwości zrównania się z wielką miłością jej rodziców, mimo że były na to ogromne możliwości. 

Cieszę się jednak, że Kiera otworzyła ostatni tom, na wątki Maxona, Ami (zabijcie mnie ale nie wiem jak odmienić jej imię nie robiąc błędu) Marlee czy Lucy, dając szansę na powtórne spotkanie się z bohaterami tak bardzo przez większość uwielbianych. Niezrozumiałe decyzje z poprzedniego tomu zostały wyjaśnione, a na pierwszy rzut oka nic nieznaczące postacie miały szansę rozwinąć swoje skrzydła. Eikko nie pozostał w cieniu, a autorka udowodniła, że ten tajemniczy bohater nie został wprowadzony do książki bez jakiegokolwiek celu.

Mimo wszystko jednak książka która zamyka wszystko nie powinna ograniczać się do opowiedzenia powierzchownie tylko niektórych wydarzeń z finału Eliminacji. Nie zrozumiem, dlaczego wszystko działo się w takim tempie, że czytelnik nie miał nawet możliwości nacieszyć się bohaterami, którzy znikali szybciej niż się pojawiali. Wiedząc na co stać Kierę po trylogii, czuję niedosyt i mimo, że wygrał kandydat, który skradł moje serce już na początku, któremu kibicowałam przez dwie książki, czuję się rozczarowana w sposób w jaki historia została opowiedziana. 

Nie znaczy to jednak, że książki nie należy czytać, ponieważ w ogólnym rozrachunku to właśnie Korona jest tą, która ukazuje wyższy poziom przez wzgląd na to, co ze sobą niesie. 

Czy tak powinien zakończyć się świat jaki wykreowała autorka? Rozczarowań nie można było uniknąć ale książkę można było dopracować, jeśli jednak jest coś, przez co ta książka skradła moje serce, bez względu na sentyment do poprzednich części, jest to zdecydowanie epilog. 

Wydawać by się mogło, że pół strony nie jest w stanie zmienić odbioru całej serii jednak w tym przypadku Kierze wystarczyło kilka zdań aby podsumować wszystko to, co stworzyła przez 5 tomów. W każdej książce można było wyłowić piękne cytaty jednak epilog Korony to jeden wielki cytat warty zapamiętania i wcielenia we własne życie. Kto wie, może nasza własna historia okaże się tą jak z bajki, jeśli tylko spojrzymy na nią pod odpowiednim kątem? 

Szczęśliwe zakończenie może nastąpić po przebyciu wielu kilometrów. Albo w czasie tak krótkim jak siedem minut.

Czasami to właśnie prostota; bohaterowie zarówno ci dojrzali, infantylni jak i irytujący, potrafią sprawić że książka staje się w tym wszystkim urocza i niezapomniana. Czy na wysokie noty zasługują tylko powieści wymagające wielkiego wkładu od czytelników? Czy trzeba się wstydzić, że historia taka jaką opowiedziała Kiera, skradła nasze serca? Myślę, że nie, dlatego przez sentyment, niesamowity epilog, ilość wylanych łez przy wszystkich tomach, świetnej zabawie i tych emocjach jakie wzbudziła we mnie ta a nie inna prostota jestem szczęśliwa, że miałam możliwość poznać wszystkie książki z tej serii.

Ocena:
8,5/10

wtorek, 14 lipca 2015

Jak w 7 min zostać królową? (Następczyni - Kiera Cass)

Wydaje mi się,  że nikt nie wie na pewno, czego szuka, dopóki tego nie znajdzie.

Zazwyczaj jest tak, że po książce spodziewamy się zbyt wiele, przez co czujemy się rozczarowani. Ostatnio przekonałam się jednak, że można książce postawić zbyt niską poprzeczkę, spodziewając się najgorszego. Można nie oczekiwać niczego dobrego i w zamian dostać jedną z piękniejszych historii. W skrócie, można zostać pozytywnie zaskoczonym.

O Rywalkach od samego początku pojawiały się skrajne opinie. Kiedy na świat wyszła wieść o 4 tomie, zawrzało, ponieważ część (w tym ja) uważała, że z na siłę przedłużanej historii nie wyniknie z nic dobrego, tylko pozostałe części stracą w oczach czytelników. Kiedy wreszcie książka trafiła do księgarni, rozpętało się małe piekło. Dosłownie.

I na autorkę i na książkę posypała się masa hejtów i skrajnie negatywnych recenzji. Nie wiem czy do tego czasu przeczytałam coś pozytywnego na temat Następczyni, ale nie przypominam sobie. Mam jednak wrażenie, że ja w ręce dostałam całkiem inną książkę. Niby tytuł ten sam, ale o czym wszyscy krzyczą? Czytaliśmy naprawdę to samo?

Muszę przyznać, że jestem dumna ze swojego uporu, że mimo wszystko sięgnęłam po tę książkę. Raz oberwałam za to, że gdy koleżanka rzucała w tę książkę same negatywne komentarze, opowiadała mi masę wad, ja mimo wszystko powiedziałam jej Okay, ale ja i tak to przeczytam. Muszę przekonać się na własnej skórze. Po prostu nie uwierzyłam, że ta książka może być aż takim dnem. Przez co całe szczęście nie było nic ciężkiego pod ręką, bo za tę chęć przeczytania, szła bym na zakończenie z podbitym okiem.

Wszyscy z radością wspominają romantyczną historię Ami i Maxona sprzed 20 lat. Jednak od tych dni minęło sporo czasu i nieuchronnie zbliża się czas, kiedy na tronie zasiądzie, po raz pierwszy w historii kobieta. Wystarczyło 7 min aby zostać następcą tronu, bo o tyle Eadlyn jest starsza od swojego brata bliźniaka, Ahrena.

Spodziewałam się, że Eadlyn zajdzie mi za skórę tak, że będę miała ochotę wyrzucić książkę przez okno. Jednak kiedy sobie przypomnę Americę w Elicie, to Eadlyn przestaje być taką jędzą jaką ją wszyscy malują. Ma humorki, ma przerost dumy nad treścią, ale temperament także, tylko ukazuje go inaczej niż matka. Wychowywała się w pałacu, więc wiadomo, że nie będzie zachowała się tak jak jej rodzice kiedy byli nastolatkami. Będąc pod taką presją, sama bym na wszystkich warczała. Zbudowała wokół siebie mur, więc Eliminacje stają się dla niej jedną wielką tragedią, przez co czego się nie dotknie, kończy to porażką. Kogoś to przypomina? Może rudzielca, który uważał że się nie zakocha tylko 20 lat wcześniej?

Pokochałam momenty Eadlyn z rodzeństwem. Ahren to brat jakiego chciałabym mieć. Kochany starszy brat (w tym przypadku młodszy). Kaden to urodzony władca, aż szkoda że się zmarnuje a Osten, mały psotnik który był ognikiem, po którym można było się wszystkiego spodziewać. Mam nadzieję, że w ostatniej części Cass wykorzysta tę postać, bo rodzeństwa był zdecydowanie za mało.

Jeśli chodzi o inne postacie, trzeba wziąć pod uwagę, że naszymi oczami w pałacu jest Eadlyn, dla której przyjaciele Ami nie mają większego znaczenia, dlatego nie dowiemy się co słychać u innych kandydatek, czego większość się chyba spodziewała. Marlee wydawała mi się całkiem inną postacią, tu się zgodzę, że już nie jest tą osoba co w poprzednich tomach, jeśli jednak chodzi o Maxona, nadal pozostaje tym uroczym chłopakiem jakiego zawsze widziała Ami. Nic dziwnego że Eadlyn zwraca się do niego tato, lub (trzy razy) tatusiu. Okay to drugie jest dziecinne, ale nie będzie do własnego ojca mówiła, wasza wysokość.

Dwadzieścia lat rządów, rozpoczętych w młodym wieku i zniesienie klas, które mimo wszystko zostały odciśnięte w sercu poddanych sprawiają, że kłopotów nie brakuje, dlatego Eliminacje to zasłona dymna na króla. Nic więc dziwnego, przynajmniej dla mnie że jest zmęczony tym wszystkim. Nie sprawia to jednak, że jest starym dziadkiem. Dzieciaki, w szczególności 10 letni Osten go odmładzają.

Jeśli o kandydatów, jest ich 35 więc nie można się spodziewać, że zaraz dostaniemy szczegółowy opis każdego z nich. Eadlyn jest przedstawiona, jako osoba, która za wszelką cenę nie chce się z tymi osobami zżyć, dlatego nie spędza z nimi za dużo czasu, przez co nie możemy poznać ich bliżej. Chciałabym aby to na nich Cass skupiła się w kolejnym tomie, jeśli oczywiście jakiś kandydat zostanie. Trudno ich ocenić, jednak jakieś tam charaktery się wyłaniają. Niektórzy są pewni siebie, niektórzy chamscy inni potrafią się rozpłakać, co było bardzo dziwne, lecz jednak jest grupa chłopaków, która przykuła mój wzrok i nie mam tu na myśli Kila, którego mi żal, że daje się tak wykorzystywać, ale Hale, Fox czy Henri to postacie które jakoś poznajemy bliżej. Może jeśli Eadlyn wykaże jakieś zaangażowanie to i więcej dowiemy się o kandydatach. Podoba mi się to, że w książce pojawił się chłopak mówiący po Fińsku, bo dzięki niemu mamy tu Erika, który jest chyba moją ulubioną postacią. Nie wiem, ale kojarzy mi się z Maxonem i Aspenem jednocześnie. W każdym razie szkoda, że jest tylko tłumaczem a nie kandydatem ;)

Nie odczułam, że Kiera schrzaniła wszystko czego się zabrała. Podziwiam ją, że zabrała się za pisanie kontynuacji, gdzie wiadomo, że zazwyczaj kończy się to źle, jednak Następczyni to swojego rodzaju Diabelskie Maszyny przy Darach Anioła. Ta sama podstawa, ten sam świat ale inna historia!

Następczyni obudziła we mnie te same uczucia co Rywalki i przede wszystkim świetnie się przy niej bawiłam.  To nadal ta sama Cass, ten sam lekki, niezbyt wyszukany język co wcześniej, tylko historia inna, którą trzeba oddzielić od poprzednich tomów. Niektórym się podoba, niektórym nie, tak samo jak i pozostałe tomy, jednak spoglądając na mój przykład, warto mimo wszystko przekonać się o niej na własnej skórze. Myślę że warto zaryzykować, bo może ktoś jeszcze trafi na egzemplarz taki jak ja?

Jestem sentymentalna, dlatego na pewno przez to zawyżam tę książkę, ale ta historia jest inna od wszystkich jakie czytałam. Tego świata nie da się przyrównać do żadnego innego, jak to często w młodzieżówkach się kończy. Uwielbiam tę serię mimo, że baśni o księżniczkach nienawidziłam. Jest to jedyna książka poza Harrym Potterem, do której potrafię powrócić i nadal będę to robić. Bo czytanie mimo wszystkich wad i niedopracowań jest źródłem śmiechu, łez i kilku godzin dobrze spędzonego czasu.


Są pewne rzeczy, których nie dowiesz się o sobie, dopóki nie wpuścisz kogoś w najgłębsze zakamarki serca.

Więc weźcie tę książkę, podejdźcie do niej z dystansem i niezbyt wysokimi wymaganiami. Spodziewajcie się historii nie o Ami i Maxonie, a może wam się spodoba. Jeśli nie to trudno, ale jeśli tak, to będzie to świetna zabawa jak i w poprzednich tomach.

Proszę powiedzcie, że nie tylko mi się ta książka spodobała, bo czuję się dziwnie osamotniona i przepraszam, że ta recenzja jest taka długa ale chciałam wam pokazać moje rozumowanie tego co się działo w książce ;)

Czas na dyskusję!
Jak myślicie z kim skończy Eadlyn, czy może jednak będzie sama? Na zagranicznych stronach spotykam się najczęściej z myślą, że Eadlyn będzie sama a królem zostanie Kaden. Niektórzy obstawiają Elitę, moje typy to: Kile, Fox, Hale, Henri. A co z Erikiem? To jest mój faworyt ;) 

Wyzwania:

+ 52 Książki
+ 3 cm (Przeczytam Tyle Ile Mam Wzrostu)

wtorek, 13 stycznia 2015

Tak już został urządzony ten świat... (Elita - Kiera Cass)


via. tumblr
„-Nie płacz skarbie. Gdybym mógł, oszczędził bym ci łez na resztę życia. 
-Nigdy więcej cię nie zobaczę. To moja wina.
-Nie, ja także powinienem być bardziej otwarty.
-Powinnam być bardziej cierpliwa. 
-Powinienem był ci się oświadczyć tamtego wieczora w twoim pokoju.
-Powinnam była ci na to pozwolić…”

Muszę powiedzieć, że nie byłam w stanie napisać tej recenzji zaraz po przeczytaniu tak jak zrobiłam to po pierwszym tomie. Nie potrafiłam napisać słowa, a moja dusza była po prostu rozdarta. Dosłownie bolało mnie serce podczas czytania tej książki. Nie spodziewałam się, że ta historia pójdzie w takim kierunku, przez co się trochę zawiodłam. Nie miałabym nic przeciwko, gdyby obyło się bez większych dramatów. Ta historia sama z siebie była nieszczęśliwa. Nie trzeba było jeszcze jej dokładać… Z chęcią bym przeczytała, taką słodką historię jakiej się spodziewałam po Rywalkach, jednak mimo wszystko to co wprowadziła autorka w tej części sprawiło, że czyta się jeszcze szybciej, bo wciąga niesamowicie.


Myślałam, że w drugim tomie decyzja zostanie podjęta Aspen czy Maxon? A tu po raz kolejny, raz ich nienawidziłam, raz ich kochałam. Jestem tak samo naiwna jak America… Wiem, że nie może mieć ich obu ale jednak nadal nie chcę, by którykolwiek musiał cierpieć, chociaż oni złamali jej serce, oboje…
Mogłabym podzielić tę książkę na dwie części. W pierwszej połowie myślałam, że już jest pewna co do swojej decyzji, lecz z czasem akcja nabrała takiego rozpędu, że chciałam krzyknąć „STOP! To nie może być prawda!” Ale jednak to była prawda.

Kiedy zostało się 6 kandydatek, każde potknięcie było widoczne, dlatego gdy jedna z nich dopuściła się zdrady, za którą karą jest śmierć, musiała ją ponieść i to na oczach wszystkich. Ale przecież miłość nie wybiera, czy to się nie liczy? Jak widać Illéa nie jest takim idealnym miejscem. Coraz częściej dochodzi do ataków rebeliantów, a pałac stał się najmniej bezpiecznym miejscem. Jednak nie do końca rozumiem tak samo jak i bohaterowie, co rebelianci chcą osiągnąć. Ataki na pałac, grożenie rodzinom kandydatek, morderstwa ich bliskich… Jednak z czasem doszłam do wniosku, że najgorszą osobą jest król, który nie tylko nie słucha własnego syna jako następcy tronu, ale staje się tak samo zgorzkniały jak Gregory Illéa, którego uważa się, za wspaniałego władcę, dzięki któremu ten kraj miał szansę się narodzić. Jednak czy dobry władca wykorzystuje swoje dzieci do własnych celów?

Kiedy w ręce Mer trafia dziennik Gregory'ego nie zdaje sobie sprawy w jakie kłopoty wpędza nie tylko siebie, nie tylko Maxona ale i cały naród. Nie zawsze gdy mamy dobre intencje to wystarcza. A czasem, gdy chcemy za dużo czasu na podjęcie decyzji, może ona już wcale nie należeć do nas. Bo gdy America zwleka, serce Maxona oddala się od niej. Czy będzie jeszcze na wyciągnięcie ręki czy już za późno? Czy gdy straci przyjaciółkę będzie potrafiła zaufać Maxonowi, który był w stanie oddać dla niej wszystko. Który przywrócił dla niej nieistniejące święto i poprosił jej ojca o rękę? Który ją kochał?

„-Jak to jest być zakochanym?
-To najcudowniejsza i najokropniejsza rzecz, 
jaka ci się kiedykolwiek może przydarzyć… 
Wiesz, że znalazłaś coś niesamowitego i chcesz zatrzymać to na zawsze, 
a każda sekunda, przez którą to posiadasz, to coraz większy strach, 
że możesz to stracić…”


Kiedy czas leci, nadchodzi moment by odpadła kolejna dziewczyna. Podczas gdy inne kandydatki mają poparcie od ludzi lub posiadają znajomości, miłość Maxona do Mer może nie wystarczyć przeciwko słowu króla.

I uwierzcie mi, że walczę ze sobą by nie dać tu spojlera, ale moja złość po tej części jest tak ogromna, że gdyby nie było kolejnego tomu byłabym gotowa napisać do Autorki. Ale nie chcę przez swoją złość robić czegoś, czego będę żałować. Powiem wam tyle, moje serce mnie bolało i boli do teraz, a najgorsze jest to, że łzy nie chciały lecieć, bo byłam tak byłam wymęczona emocjonalnie. Zwrotów akcji było wiele. Bywały momenty gdy już myślałam, że niektórzy bohaterowie odeszli na zawsze. A później już nie wiedziałam, kto ma jakie intencje.

„-Nie rozumiem, jak to możliwe, że dalej mnie kochasz. - przyznałam się.
-Tak po prostu jest. Niebo jest niebieskie, słońce jest jasne, 
a Aspen na zawsze kocha Americę. Tak już został urządzony ten świat.”

Jednak gdy królowa zaczęła się przywiązywać do Mer widząc w niej córkę, której tak pragnęła, król starał się coraz bardziej przyspieszyć eliminacje. A gdy wszystkie wydarzenia stały się wspomnieniami, zaczyna dobijać forma czasu przeszłego: byłem, widziałem, wierzyłem, kochałem… Przecież to samo przez siebie mówi co tam się stało, jednak naprawdę sięgnijcie po tę książkę, ale lepiej mając Jedyną także pod ręką, chociaż ja już nie wiem, czy chcę wiedzieć co oznacza okładka, bo co jeśli Maxon poślubi inną to czy będę w stanie to czytać?

„I kiedy będziesz potrzebowała własnej przestrzeni
By odnaleźć drogę
Będę tu cierpliwie czekał
By zobaczyć, co znajdziesz
Nie chcę być kimś, kto tak łatwo odchodzi
Jestem tu po to, by zostać i coś zmienić, póki mogę
Nasze różnice robią tak wiele,
żeby nas nauczyć jak używać narzędzi i umiejętności,
których mamy tak wiele
A na końcu, wciąż jesteś moim przyjacielem
przynajmniej nie przyczyniliśmy się do tego,
by nasza praca poszła na marne, nie spłonęliśmy
Musieliśmy się nauczyć jak skręcać w świecie bez przeszkód
Musiałam się nauczyć tego co mam, czym jestem a czym nie jestem
Nie zrezygnuję z nas…”*

* I won’t Give Up – Jason Mraz

Musze powiedzieć, że ogromnym plusem całej tej serii jest autorka. Jej podejście do tego co robi, jak traktuje pisanie jako swoją pasję, przekłada się na to, że te książki mają w sobie coś niesamowitego. I wiem, że możecie myśleć „Matko o czym ona mówi, historyjka o księciu i dziewczynie, jakaś baśniowa nudna powieść” ale tak nie jest. Naprawdę mogę powiedzieć, że jest to fenomen tego roku. Subtelne połączenie historii, które znamy z bajek ze światem wcale nie tak odległym od nas. Podczas gdy inne książki ciągle mówią o tym samym, mamy tu coś nowego ale niesamowicie intrygującego, co sprawia, że nie da się odłożyć tej książki, zanim nie doczytamy ostatniej strony, a później i tak nie można się szybko pozbyć myśli o bohaterach. 

I wiem, że niektórzy uważają to za typową młodzieżówkę i czytałam pełno słów krytyki, że ta historia jest nijaka, a America leci od jednego do drugiego jak wiatr zawieje, ale będę bronić tej książki. Osobiście uważam, że jest to słabsza część. Rywalki podobały mi się bardziej, jednak to nie zmienia faktu, że nadal jestem ogromnie szczęśliwa, że mogłam to przeczytać. 

Ocena:
8/10

niedziela, 4 stycznia 2015

TOP 3 ~Lily

„Znasz to uczucie, kiedy czytasz książkę i wiesz, że to będzie tragedia, czujesz, że nadciąga ciemność i zimno, widzisz, że sieć zaciska się wokół postaci, które żyją na jej stronicach. Ale jesteś przywiązany do tej historii, jakbyś był wleczony za powozem, nie możesz się go puścić ani zmienić kierunku.”

Niedawno pojawiło się podsumowanie zeszłego roku i tak jak obiecałam zrobiłam listę moich ulubieńców 2014. Zastanawiałam się ile w tym podsumowaniu umieścić pozycji. Nawet TOP 5 to dla mnie za dużo, ponieważ przeczytałam wiele dobrych książek ale takich naj naj nie mogłam nawet wybrać trzech. Jednak TOP 2 to byłoby takie dziwne, chociaż do nich nie miałam kompletnie żadnych zastrzeżeń i to dla mnie aż oczywiste, że te książki znajdą się na dzisiejszej liście. Wreszcie będę mogła powiedzieć coś więcej o Clare!

Tak więc koniec końców zdecydowałam się na moje prywatne TOP 3 książek przeczytanych w tym roku i jestem cholernie dumna, że mimo iż na blogu zasypywałam was romansidłami i młodzieżówkami  to moja trójka zdominowana jest przez moje kochane fantasy. Jak widać mogę przeczytać wiele wspaniałych książek ale to właśnie ten gatunek najbardziej zapada w mojej pamięci dlatego nie znajdziecie tu Green’a, Hoover czy Forman mimo że mam do nich sentyment.

Szczerze przyznam, chciało mi się śmiać, że cała trójka to autorzy a właściwie autorki (tak są same kobiety) których nazwiska zaczynają się na C. Możecie już się domyślać co tu może się znaleźć bo o wszystkim już tu wspominałam, a ostatnio narzekałam, że recenzje się jeszcze nie ukazały. Tak jak już mówiłam z dwiema pozycjami nie miałam wątpliwości. Ile bym nie miała wybrać tam na pewno te dwie by się pojawiły i pojawiać się będą jeszcze przez długi czas. Patrząc jednak na półkę, ogromną niesprawiedliwością byłoby ominąć jedną książkę, skoro utrzymywałam się w podobnej tematyce. Tak długo zwlekałam by przeczytać tę jedną książkę, a pokochałam ją bezgranicznie więc teraz nawet nie wiem, dlaczego o niej od razu nie pomyślałam.


Zacznę od końca bo mimo wszystko jedna z nich wywarła na mnie przeogromne wrażenie.
Tak więc pierwszą pozycją w mojej top trójce jest Kelly Creagh – Nevermore Kruk. Pisałam już o tej książce i wszyscy się ze mną zgodzili, że jest niesamowita. Zwlekałam z nią dwa lata ale teraz przynajmniej mogę wam się pochwalić, że znajduje się w tej zaszczytnej trójce. Książkę którą muszę przeprosić, że od razu o niej nie pomyślałam, tak samo, że od razu się za nią nie zabrałam. Jednak jak widać, jej czekanie zawsze wychodzi na dobre. Pierwszy raz spotkałam się z tematyką snów, z historią jakiej jeszcze nie było. Nienawidziłam Cheerleaderek, ale nie przeszkadzało mi że Isobel jest jedną z nich. Oczywiście pokochałam Varena, ale przez to nieszczęśliwe zakończenie po prostu umieram, że nigdzie nie mogę dostać drugiej części. Ta nieświadomość mnie po prostu niszczy, jednak mam nadzieję, że niedługo będę wam się zachwycać Nevermore Cienie. Nie będę mówiła zbyt dużo o tej książce skoro tutaj (klik) jest recenzja.

TOP 3

"Teraz pisze zakończenie opowieści. która po głuchej nocy – w zbyt późnej godzinie – toczy się dalej sama, bez jego udziału. Teraz już wie, że zawsze miała się tak skończyć."


Pozostając przy pięknych okładkach, (dzisiejsze są tylko piękne) przechodzę do drugiej pozycji. O tej serii mówiłam wam niedawno i się nieźle na nią nakręciłam. Pisałam, że obawiam się tej książki, bo co będzie jeśli ona wybierze nie tego co chciałam. Książka, którą zakończyłam rok i to w wielkim stylu. Książka przy której ryczałam, ale której recenzji nie potrafię napisać, czyli oczywiście Kiera Cass i moja Jedyna. Długo zastanawiałam się, którą część dać do tej TOP 3. Pewnie gdybym miała jedynkę pod ręką to ona by się znalazła, chociaż nie umiem zdecydować. Mam wrażenie, że zawsze pierwsze części są najlepsze bo nas we wszystko wprowadzają  i chyba tu powinny być Rywalki a nie Jedyna ale kurczę ta okładka, ten epilog, ta końcówka to coś magicznego. Te piękne cytaty i ogromny smutek gdy zginęły moje ukochane postacie. Tak zginęły moje ulubione postacie, ale no wiadomo, że nie powiem kto. Powiem tylko, że nawet moja mama była smutna, że ta kobieta poświęciła własne życie, aby uratować swoją miłość (która koniec końców i tak zginęła). Nie będę tu wam dużo opowiadać, bo nie pisałam jeszcze o Elicie której recenzja już od kilku dni czeka spokojnie na komputerze. Może uda mi się kiedyś przybliżyć wam Jedyną chociaż na razie muszę znaleźć właściwe słowa i spróbować wrócić do naszego świata w którym nie ma księcia ech… Zarówno, księżniczki tak jak i cheerleaderki to nigdy nie była moja bajka a jak widać na tej liście wszystko może się zdarzyć tak więc no jestem po prostu dumna, że przeczytałam tę książkę jeszcze w tamtym roku i POLECAM KONIECZNIE a już niedługo nowe książki Cass wiec będę w niebie!

TOP 3


„Złam mi serce. Złam je tysiąc razy, jeśli zechcesz. Możesz z nim zrobić, co chcesz, bo należy tylko do ciebie. Będę cię kochał do ostatniego tchnienia. Każde uderzenie mojego serca jest twoje.”

„To nie będzie "Żyli długo i szczęśliwie".
To będzie o wiele więcej.”



No i nareszcie, nareszcie, NARESZCIE mogę pisać do was o odkryciu tego roku, czyli no nikt inny jak nie moja jedyna, niepokonana Cassandra Clare! Ach tak długo ale nareszcie Diabelskie Maszyny mają swoje 5 minut na tym blogu. Może mnie to zmotywuje by napisać recenzje, kto wie. W każdym razie tak, to jest niepodważalnie moja ulubiona książka tego roku i po raz kolejny trójkącik. Poprzednio Maxon – America – Aspen a tu mamy Jem – Tessa – Will. Tak mój Jem mój kochany James nad którym wzdychałam i wzdychać będę, bo to po prostu chłopak jakiego bym chciała. America gra na skrzypcach i Jem też gra na skrzypcach, co jest na pewno ogromnym plusem tych historii bo jak wiecie moją pasją także jest muzyka, a o skrzypce w moim domu toczę bój od 10 lat lecz na razie bez skutków. Mamy po raz kolejny trylogię jednak tu już się nie zastanawiałam tak bardzo którą część wybrać. Mam ogromny sentyment do drugiej części, gdzie oświadczyny mnie zabiły, ale to jednak ostatni tom wywołał u mnie niesamowite emocje. Jak wiecie ja i moje chore uczucia gdy umiera ukochany i to główny bohater, chociaż płakałam jak bóbr to skończyło się nie tak źle. Książka absolutnie niesamowita, czyli oczywiście Mechaniczna Księżniczka. Londyn za czasów Królowej Wiktorii. Wichrowe Wzgórza i Opowieść o Dwóch Miastach. Świat Nocnych Łowców, historia dwóch parabatai (coś większego niż przyjaźń i rodzeństwo, to więź na całe życie, poświęcenie które dwie dusze splata w jedno) Willa i Jem’a, którzy zakochali się w Tessie Gray. I ta niesprawiedliwość, że Jem miał ograniczoną ilość uderzeń serca. To nie była uczciwa walka, ale po raz pierwszy oboje wygrali. No i oczywiście historia przepełniona sarkazmem i poczuciem humoru jakie mają tylko Herondale'owie, co jest ogromnym plusem książek Clare.

„Mówisz o poświęceniu, ale to nie jest z mojej strony żadne poświęcenie. To ja cię o nie proszę. Mogę ci ofiarować swoje życie, jednak to będzie krótkie życie; mogę ci oddać serce, choć nie wiem, ile jeszcze uderzeń wytrzyma.”

„Chcę, żebyś była szczęśliwa i by on był szczęśliwy. A mimo to kiedy będziesz zmierzać w kierunku ołtarza, aby się z nim spotkać i złączyć wasze dusze na zawsze, przejdziesz również po niewidzialnym szlaku mojego zdruzgotanego serca.”

TOP 3


Nie będę tu się dużo rozwodzić nad tą książką bo bym mogła. Jak już się nakręcę na Clare to koniec. Ale za dwa tygodnie doczekam się premiery Kronik Magnusa Bane’a i po raz kolejny przeniosę się do XIX wiecznego Londynu by po raz kolejny zagłębić się w tej historii, za co jestem dozgonnie wdzięczna. Ta historia to perełka na mojej półce. Pozycja obowiązkowa. POLECAM POLECAM POLECAM! 

„Wiara w to, że jesteś lepszy niż ci się wydawało.
Przebaczenie, byś nie musiał wiecznie siebie karać. Zawsze cię kochałem, Will, nieważne co zrobiłeś. I teraz potrzebuję, byś zrobił dla mnie to, czego sam nie mogę
zrobić dla siebie. Abyś był moimi oczami, gdy ich nie mam. Abyś był moimi rękoma,
gdy nie mogę użyć własnych. Abyś był moim sercem, kiedy moje przestanie bić.
- Nie – powiedział Will gwałtownie. – Nie, nie, nie. Nie będę żadną z tych
rzeczy. Twoje oczy będą widzieć, twoje ręce będą czuć, twoje serce będzie bić.”



Czytaliście którąś z tych historii? Jakie są wasze ulubione książki zeszłego roku? :)


poniedziałek, 22 grudnia 2014

#13 Rywalki - Kiera Cass ~Lily

ACHTUNG! UWAGA! ATTENTION! (BĘDĄ OCHY I ACHY)

„Mam nadzieję, że znajdziesz kogoś, bez kogo będziesz mógł żyć.
I mam nadzieję, że nigdy się nie dowiesz, jak to jest,
musieć mimo wszystko żyć bez tego kogoś”

via tumblr
Dzisiaj przychodzę do was z recenzją, która nie była w planach na najbliższy czas. Jestem jednak dopiero co po lekturze pewnej książki, którą muszę wam pokazać. Książki, która mnie zaskoczyła i nie wierząc w to co piszę jest o stopień wyżej od Darów Anioła (czyli na drugim miejscu). Nie mogę się doczekać aż sięgnę po pozostałe części i zaczynam się obawiać, czy nie strąci Diabelskich Maszyn z pierwszego miejsca. Piszę to całkiem świadoma własnych  słów, traktuję książki Clare jak bóstwo ale Kiera Cass zaskoczyła mnie niesamowicie. Bo gdzie ja a książka o księciu? Ja i księżniczki? Nieee przecież to nie pasuje a jednak. Muszę powiedzieć, że już na samym początku pokochałam okładki tej serii. Wiem, że nie ocenia się książek po okładce, ale no kurczę za tak pięknymi okładkami musi się kryć niesamowita historia. Będą ochy, będą achy i to nie jedne, ale pisanie zaraz po lekturze nie jest bezpieczne (oczywiście po czasie na ogarnięcie swoich emocji, łez i wkurzenia na ostatnie zdanie).




Kiedy dostałam tę książkę od przyjaciółki (Gosia, to o Tobie, nawet nie wiesz jak jestem Ci cholernie wdzięczna, że dałaś mi najpiękniejszy prezent gwiazdkowy jaki mogłam sobie wymarzyć!) byłam wręcz pewna, że przeczytam ją po świętach. Jednak do wigilii zostały się jeszcze 3 dni (piszę to w niedzielę, chociaż wiem że tego dzisiaj nie opublikuję) a ja już błagam mamę by mi kupiła kolejne tomy i tu brawa dla Mamy bo obiecała że jutro podczas wyjazdu przywiezie mi drugą część! (wcale nie boi się, że bez niej nie wpuszczę jej do domu ;) Tak więc widzicie, że ta recenzja jest spontaniczna, ale wierzcie mi, nigdy nie czułam się TAK po przeczytaniu książki.

Ale no, rozpisałam się już niemało a nawet nie padł tytuł tego zacnego buka, dlatego panie i panowie mam zaszczyt przedstawić Rywalki autorstwa Kiery Cass!

Tak więc wiecie już, że książkę tą dostałam od mojej przyjaciółki ,ale do kompletu była jeszcze cieniutka książeczka Rywalki: Książę i Gwardzista, w której znajdują się dwa opowiadania oraz dodatki, takie jak drzewa genealogiczne, lista kandydatek (o tym za chwilę) oraz moje ulubione playlisty do poszczególnych tomów! Oczywiście z nich skorzystałam, bo piosenki są niesamowite, ale i tak czytając słuchałam czegoś innego, co już zawsze będzie mi się z tą książką kojarzyło. Nie wiem czy już kiedyś o tym pisałam, ale podczas czytania muszę mieć słuchawki w uszach, bo wtedy nie dociera do mnie kompletnie nic z otoczenia, a ja znajduję się w świecie razem z bohaterami. Kończy się to zawsze tym, że nawet miesiące po zakończeniu książki, gdy usłyszę taką piosenkę (zazwyczaj leci jedna w kółko i w kółko) to od raz nasuwają mi się obrazy z książki, co jest dla mnie niesamowite.

Jednak lekturę tych opowiadań zostawiam sobie minimum na przerwę między drugim a trzecim tomem, chociaż jeśli jutro nie znajdzie się Elita w Gnieźnieńskim Empiku będę chyba tak zdesperowana, że pochłonę ją w kilka minut. Tak więc chyba już czas przejść to tego dzieła, które jeszcze raz przypominam nosi nazwę Rywalki.

Kiedy zaczęłam czytać tę książkę, od razu skojarzyła mi się z Igrzyskami Śmierci. Mamy świat po wojnie (i to na dodatek IV Wojnie Światowej), Państwo, które nie istnieje (Illéa). Ludzie są podzieleni na kasty od 1 do 8 a głową państwa jest Król. Nasza główna bohaterka to America , dziewczyna z Piątki, do której należeli muzycy, malarze, krótko mówiąc artyści. Dziewczynę, którą pokochałam, a zazwyczaj główne bohaterki mnie irytują (nie będę już pisać tytułu sami-wiecie-czego jeśli śledzicie bloga od jakiegoś czasu to wiecie o czym piszę). Tak więc mamy Americę, której rodzina jest biedna, ale mamy także surowe prawo, które łamie prawie każdej nocy, wymykając się z domu do chłopaka. Muszę powiedzieć, że pokochałam go (matko ja tu wszystkich kocham) od samego początku, lecz jak się okazało zrobiłam to zbyt pochopnie. Aspen, był Szóstką, czyli jego rodzina była w jeszcze gorszym stanie niż rodzina Ami. Jakie romantyczne było, gdy w nocy spotykali się w starym domku na drzewie, a ona śpiewała mu piosenki. Zawsze dostawała od niego jednocentówkę, niby to nic, jednak liczy się gest, a ona uzbierała już cały słoiczek. Spotykali się przez prawie dwa lata, a ona była pewna, że to miłość na całe życie, jednak wychodząc za mężczyznę z niższej klasy spadało się w dół razem z nim, a Aspen nie chciał tego dla Ami, która żyła muzyką.

No to może tyle o nich, bo zaraz zdradzę wam wszystkie szczegóły. Teraz przejdźmy do głównego wątku, ale po kolei. W Illéi panował zwyczaj, że młoda księżniczka wychodziła za księcia z innego kraju, aby wzmocnić sojusze. Książe jednak nie mając czasu na wybór małżonki, organizował Eliminacje, w których brała udział jedna dziewczyna z każdego miasta/rejonu (nie wiem jak to się nazywało). Za udział w Eliminacjach rodzina dostawała czeki, co mogło się okazać dla niektórych zbawieniem. Patrząc na rodzinę Ami, takie wspomogi byłyby wybawieniem. Jednak America nie chciała takie życia, nie chciała nawet słyszeć o zgłoszeniu. Miała ukochanego Aspena, z którym chciała spędzić życie. Jednak prośba niektórych ludzi, a utrata innych może spowodować, że jej nazwisko trafi do puli. I tak właściwie się zaczyna. Byłoby dziwne, gdyby główna bohaterka nie dostała się do 35 osób biorących udział w Eliminacjach na dworze, który wcale nie jest takim bezpiecznym miejscem. America nie mała dobrego zdania o księciu, który wydawał się płytki. Ale oboje nie zdawali sobie sprawy, że ten inny świat różni się aż tak bardzo od tego, o którym wiedzą. Ami dowiaduje się, że Pałac jak i całe państwo jest ciągle zagrożone przez rebeliantów, a młody książę Maxon, że świat poza murami jest pogrążony w głodzie i walce o każdy dzień.

Tak więc mamy 35 kandydatek, które będą walczyć o księcia, a niektóre tylko o koronę. Mamy także naszą Mer, która wcale nie chciała się tam znaleźć, a tym bardziej walczyć o Maxona. Czy to możliwe, żeby nie musiała walczyć o miłość tylko miłość walczyła o nią? Co będzie kiedy znajdzie się między Maxonem a Aspenem?

Tu was zaskoczę, nie znam odpowiedzi na to pytanie, bo (tak, to jest powód dlaczego miałam ochotę krzyczeć na ostatnie zdanie) kochana autorka zamieściła taki napis jak: KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ zaraz po tym, gdzie książę ograniczył kandydatki do Elity, w której znajduje się 6 dziewczyn. Teraz pytanie co z Ami? Czy przez swój charakter książę ją wyrzuci, zdając sobie sprawę, że ona go nie kocha? Czy może jednak ona coś do niego czuje, a on da jej szansę?

„Ty sobie nie dajesz rady z płaczącymi kobietami,
a ja nie radzę ze spacerami u boku księcia”

Musicie się o tym dowiedzieć. Wiem księżniczki i te sprawy, ale no kurczę nie spróbować chociaż sięgnąć po tę książkę, to to aż nie mam słowa… to marnotrawstwo. Kiera Cass ma niepodważalny talent. Sposób w jaki są przedstawione postaci, w jaki sposób bohaterka musi wybierać między miłością swojego starego życia, a miłością która nawet nie jest stała. Ale takie jest życie, trzeba podejmować decyzje, które zmienią nieodwracalnie nasze życie.

Muszę powiedzieć, że tak jak na początku kochałam Aspena tak go później nienawidziłam, tak jak nie lubiłam księcia (no bo kurczę, książę to taki sztywniak itp. Itd.) tak pokochałam go za to, że potrafi słuchać innych. Pokochałam go za to, że nawet gdy jako przyszły władca ludzie nie liczyli się z jego zdaniem, nie poddaje się, a już przy pierwszym spotkaniu nie wyrzuca Ami z pałacu. Ach ma jęzor dziewczyna. Nie ma to jak zrobić pierwsze dobre wrażenie ;)

„Podeszłam do niego i potarłam dłonią jego czoło.
- Co ty robisz?
-Usuwam ci pamięć. Sądzę, że możemy to zrobić lepiej”

Piękne jest w tej książce to, że nie wiemy kogo wybierze Ami. Nie wiemy jak potoczy się to wszystko. Czy państwo przetrwa, czy będzie w ogóle o kogo walczyć. Do tego tak lekki sposób w jaki ta książka została napisana sprawia, że czyta się ją niesamowicie szybko, a po odłożeniu tej książki nie jest się w stanie zasnąć przez długie godziny. (Mama już nie mogła wytrzymać i zabrała mi książkę wczoraj wieczorem, bym w końcu poszła się wykąpać, a później zgasiła mi światło i tak leżałam pół nocy zastanawiając się, co się dzieje na dalszych kartach tej historii).

I teraz skończyłam ją i ciągle myślę co tam się dzieje, a do tego te okładki! Jak patrzę na okładkę Jedynej  (trzecia część) to aż mi serce pęka, że nie wiem, co oznacza ta piękna biała suknia. Mam jednak nadzieję, że już wkrótce będę mogła wam to napisać. Teraz niestety muszę czekać aż te perełki trafią w moje ręce, a ja znów zatopię się w tej historii, która wzrusza, która jest zabawna (przez co się tak śmiałam, że mama nie chciała już ze mną siedzieć) i która zostaje w pamięci, mam nadzieję, na zawsze.

„Czasami, aby coś ukryć, najlepiej robić to na oczach wszystkich”


Ocena:
10/10

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia