Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwo SQN. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwo SQN. Pokaż wszystkie posty

sobota, 14 października 2017

no i po co tyle zwlekałam? // Rdza // Jakub Małecki



Jakub Małecki, to nazwisko nie jest mi obce. Od ponad roku co jakiś czas obijało się ono o moje uszy, jednak nigdy nie było to nic wystarczająco przekonującego, abym nareszcie zdecydowała się sięgnąć, po jakąś książkę. Na Dygot trafiałam nie raz i były to zdecydowanie pozytywne opinie, jednak miesiące mijały, a ja jak po tę pozycję nie sięgałam, tak nie sięgnęłam. Co więc ma w sobie Rdza, że jak tylko o niej usłyszałam, to wiedziałam, że muszę ją przeczytać? 

Bo co to jest za wielka sztuka chodzić po ciemku, jak się ciemności nie boisz? Sztuka jest chodzić po ciemku, jak się od tego cały człowiek trzęsie. To jest wielkie szczęście, bać się. 
Tylko wtedy można pokazać, że się jest odważnym.

Nie ukrywam, że największe emocje czy refleksje, wzbudza we mnie jeden konkretny typ literatury. Nie jest to jeden gatunek, jednak pewien element, który sprawia, że powieści w których on występuje, mają już na samym starcie ogromną przewagę nad innymi. Największe znaczenie mają dla mnie utwory, w których historia - szczególnie ta związana z II wojną światową czy ogólnie powiedzmy 100 lat pomiędzy połową XIX i XX wieku odgrywa mniejszą lub większą rolę. Dlaczego? Chyba sama do końca nie znam odpowiedzi na to pytanie. Mam wrażenie, że problemy w tamtym okresie nie były takie trywialne jak teraz? Uczucia jakie łączyły ludzi były trwalsze a przez wydarzenia jakie je kształtowały jeszcze piękniejsze? Jest to czysto subiektywne podejście, jednak tak to już u mnie jest. Dlatego kiedy dowiedziałam się, że Rdza łączy dwie historie - jedną z przeszłości i początku II wojny światowej a drugą - historię Szymka, chłopca z małego miasteczka. Po porostu musiałam sprawdzić, czy będzie to coś, w czym będę mogła się zakochać. 

wtorek, 30 maja 2017

Pieśń Jutra // Samantha Shannon


(Uzbrójcie się w cierpliwość - to naprawdę długa pisana pogadanka na temat Pieśni Jutra.)

Na niektóre książki czeka się z taką niecierpliwością, że kiedy przychodzi ten dzień, kiedy znajdzie się ona w naszych rękach - po prostu nie chce się jej czytać, bo znów trzeba będzie czekać. Szczególnie jest to bolesne, kiedy na kolejny tom trzeba czekać aż minimum dwa lata. Kiedy więc wreszcie doczekałam się premiery Pieśni Jutra, nie potrafiłam tak po prostu jej otworzyć i zacząć czytać. W taki oto sposób dopiero równo miesiąc po premierze zdecydowałam, że ta pozycja na półce dłużej leżeć nie może. Czy to była dobra decyzja? Czy to był ten czas na powrót do świata jasnowidzów, Sajonu Londyn i przede wszystkim - ukochanych bohaterów? 

piątek, 20 maja 2016

Strach uśmierca umysł (Endgame. Wezwanie - James Frey & Nils Johnson - Shelton)



Nasza przyszłość nie została jeszcze spisana. Nasza przyszłość to twoja przyszłość... 
Co ma być to będzie. Więc słuchaj. Podążaj za nami. Raduj się. Miej nadzieję. Módl się... 
Zagrajcie z nami. 
Ludu Ziemi. 
Rozpoczyna się Endgame. 

Pojęcie Sąd Ostateczny jest znane już od wieku wieków. Każda religia, mitologia, każde wierzenia posiadają własną wizję końca świata. Jakkolwiek różne one by nie były, to i tak wszystkie sprowadza ją się do jednego: po tym nie będzie już nic, a jednak. Endgame to Gra Ostateczna. To gra która zapoczątkuje koniec, który może przetrwać tylko jeden lud. 12 graczy szkolonych od dziecka, 12 ludów, których przedstawiciele będą walczyć o to, aby okazać się tym jedynym, któremu dane będzie przeżyć.


Legendy i mity każdego zakątka świata są wariacjami na ten sam temat, 

różnymi wersjami jednej opowieści, jednej  h i s t o r i i.


Panie i Panowie rozpoczyna się Endgame. Ta gra jest początkiem końca i końcem nowego początku

Kiedy w ziemię uderza kolejno seria meteorytów, niektórzy myślą, że to czysty przypadek, jednak kilka osób na świecie wie, co to oznacza. Niektóry ten moment wyczekiwani od pokoleń, inni błagali aby ten czas nie nadszedł za ich życia, jednak cała dwunastka wie, że teraz zacznie się gra, w której są dwa wyjścia: wygrasz albo zginiesz. Nie ma nic pomiędzy.

Nikt nie wie, skąd Endgame weźmie swój początek, kto stworzył grę w której zginą miliardy osób, w której na ziemi pozostanie jeden lud. Jednak od wieków, z pokolenia na pokolenie szkoleni są gracze, od których zależeć będzie przyszłość.

Europa, Azja, Australia, Afryka, Ameryka Północna i Południowa. Dwanaście osób w wieku 13-19 lat pozbawionych jakichkolwiek mocy czy nadnaturalnych zdolności. Świat jaki widzimy za oknem i sąd ostateczny, jakiego nikt nie chciałby nigdy doświadczyć. 

Endgame Wezwanie to pierwszy tom trylogii, o której już w dniu premiery było niezmiernie głośno. Wydawać by się mogło, że tak huczne przedsięwzięcie jakim jest książka, w której ukryte zagadki są warte pół miliona dolarów w złocie, nie bez przyczyny może budzić sprzeczne emocje wśród czytelników. Czy taka reklama jest jednoznaczna z epicką historią, czy jednak cały szum to tylko przykrywka nad kolejną tandetną historią?

Opinie dotyczące Endgame są sprzeczne, jednak nie można zaprzeczyć, że jest to książka, jakiej świat jeszcze nie widział. To powieść łamigłówka, w której bohaterowie nie są wyidealizowani, nie walczą aby uratować cały świat, nie przeciwstawiają się władzy. Grają, walczą, zabijają, aby samemu przeżyć. Ta książka nie narzuca bohatera, który ma wygrać. Mamy możliwość poznania każdego bohatera i wybrać, którego będziemy wspierać, a uwierzcie postacie są różne. Japonka, która w życiu nie wymówiła ani słowa, Amerykanka, która błagała aby dzień endgame nigdy nie nadszedł, 13-letni Mongoł który rozlał więcej krwi niż większość ludzi na ziemi przez całe swoje życie, czy Chińczyk, który nie czuł wyrzutów sumienia, mordując rodzinę z czystej zemsty...


Ta książka to jedna wielka plansza, w której bohaterowie są jedynie pionkami, kierowanymi całkiem nieświadomie przez istoty wykraczające poza wyobraźnię. Ta książka to przede wszystkim akcja. To prawda, że nie ma zbyt dużej możliwości do bliskiego poznania wszystkich bohaterów, jednak wystarczająco dużą, aby móc poznać ich na tyle, aby wiedzieć jakimi motywami się kierują. Z czasem poznajemy także ich wizerunek sprzed lat, dzięki czemu nie jest to tylko historia, która przede wszystkim staje się sensacją.

Wraz z wykruszaniem się bohaterów, tym bardziej się do nich przywiązujemy, tym bardziej chcemy wiedzieć, jak historia się zakończy. Ciekawość to zbyt małe słowo. Tej książki nie sposób odłożyć przez świeżość jaką wnosi na półki księgarni.

Niektórzy uważają, że jest to kolejne wydanie Igrzysk Śmierci, ja jednak mówię, że to fakt, że tu także jest gra, w której może być tylko jeden zwycięzca, lecz na tym podobieństwa się kończą. Niespotykany sposób wydania tej książki od sposobu jej zapisania, po wszelkiego rodzaju grafikę: zdjęcia, obrazy, fragmenty układanek, ta książka nie bez powodu stała się multimedialnym fenomenem.

Żałuję, że przez tłumaczenie niektóre zagadki straciły sens, ponieważ niezaprzeczalnie czytelnicy nieanglojęzyczni pozbawieni są możliwości zmierzenia się z samymi bohaterami, a może po prostu ja nie potrafię połączyć żadnych faktów?

Szczególnie moje serce skradła Chiyoko Takeda, Jago i Sarah. To nie są bohaterowie infantylni, irytujący czy egoistyczni, posiadający talent do długich i męczących monologów. Razem z nimi rusza się w podróż za kluczem ziemi, jednym z trzech artefaktów które gwarantują zwycięstwo a nudę zostawiają poza naszym zasięgiem.

Tylko na pozór jest to historia w której liczy się tylko gra. Bohaterowie odkrywają i nazywają to, co dzieję się ze światem XXI wieku. Dążą do poznania tego, dlaczego endgame nastąpi i kto tak naprawdę zgotował światu taki los. 

Jeśli miałabym uczepić się czegoś to przyznam szczerze, że zabrakło mi w tej książce rozlewu krwi. Myślałam, że bohaterowie szybciej się wykruszą, szczególnie jeśli chodzi o tych, których z całego serca nienawidzę. Jednak na wszystko przyjdzie pora, ponieważ po zdobyciu Klucza Ziemi, nadchodzi czas na odnalezienie Klucza Niebios, ponieważ Wezwanie to dopiero początek góry lodowej jaką stworzyli autorzy.

Ocena:
8,5 / 10



wtorek, 22 marca 2016

Bo najważniejsze to otworzyć swoje serce na miłość (Osobliwe i cudowne przypadki Avy Lavender - Leslye Walton)


Czy można powiedzieć o tej książce jeszcze coś nowego? Wszechogarniające zachwyty i miłość wypełniły ostatnio czytelniczy świat w związku z premierą książki Lesyle Walton, lecz jak to ja, im więcej słów zachwytu czytałam, tym mniej ta książka mi się podobała. Chciałam poczekać aż szum opadnie, ludzie zapomną, abym w spokoju mogła po nią sięgnąć i na trzeźwo napisać recenzję. Jednak będąc w sobotę w księgarni ta książka mnie przyciągała, a ja mając zastój w czytaniu postanowiłam, że te niecałe 300 stron wielką czcionką już bardziej zaszkodzić nie mogą, skoro nie oczekiwałam niczego po tej książce. Tak w skrócie ta książka zamieszkała w mojej biblioteczce. Jednak czy i moje serce porwała tak jak zrobiła to wśród setek czytelników?

Zaledwie tydzień po pechowym rejsie Titanica, po drugiej stronie Kanału La Manche rodzina Roux zostawia za sobą ukochaną Francję, aby poszukać szczęścia w tętniącym życiem Nowym Yorku. Jednak kiedy ich stopy dotykają nowego kontynentu życie okazuje się tak samo szare jak mury wielkiego miasta. Kiedy rodzinę dosięga szereg nieszczęść najstarsza córka postanawia zamknąć swoje serce na miłość i wraz ze swoim mężem wyjeżdża do Seattle aby tam zacząć swoją historię na nowo.

Jednak duchy z przeszłości nie opuszczają Emilienne. Jej niezwykły zmysł sprawia, że ludzie się od niej odwracają, uważając ją za wiedźmę, a ona sama musi stawić czoło najpierw samotnemu wychowaniu córki, a później pogodzić się z odmiennością wnuczki.

Ava Lavender to zwykła dziewczyna, która na nieszczęście urodziła się posiadając skrzydła. Ten osobliwy przypadek sprawia, że na zawsze pozostaje już niezwykła, mimo że bardzo chciałaby móc żyć tak jak wszyscy inni. Skrzydła, dla niektórych uważane za przekleństwo, innym objawiają się jako znak anioła drzemiącego w sercu Avy, dlatego gdy w mieście pojawia się aż nazbyt pobożny mężczyzna, wszystko skłania się w kierunku wielkiej katastrofy. Jak widać noc przesilenia letniego dla rodziny Roux już od lat pozostawia po sobie gorzki posmak...



Ava Lavender chcąc poznać tajemnicę swoich narodzin, odsłania przed nami krok po kroku historię swojej rodziny, jej tajemniczych i często mrocznych wydarzeń, ale także niezwykłych i cudownych przypadków łączących w sobie nutkę baśni i magii. Opowieść Avy łączy francuską delikatność i lekkość z mrokiem wielkich miast Ameryki, tworząc niesamowity i tajemniczy klimat w którym pokolenie po pokoleniu poznajemy rodzinę Roux.

Podchodziłam do tej książki z dystansem, ponieważ w jednej z recenzji padło słowo, że jest to książka młodzieżowa, które odstraszają mnie swoją banalnością i przewidywalnością. Odnoszę wrażenie, że ten kto to napisał miał styczność z tą książką tylko przez okładkę, ponieważ ta historia nie ma w sobie nic, przez co można by zniżać ją do tego poziomu.

Osobliwe i cudowne przypadki Avy Lavender to powieść łącząca wszystko to co najlepsze w sagach rodzinnych, z nutką realizmu magicznego, który jednak nie przytłacza swoją nierealnością. Książka od początku do samego końca pozostaje owinięta smugą tajemnicy. Historia Avy posiada klimat znany tylko wielkim klaskom. Opowiada nie tylko o nieszczęśliwej miłości i obsesji, ale także o niespełnionych i porzuconych oraz utraconych szansach. O poświęceniu jakiego można doświadczyć tylko w rodzinie i być może przede wszystkim o pokonywaniu strachu i przeszkód, które często sami sobie stawiamy na drodze.

Leslye Walton stworzyła krótką, ale wielką powieść, porywającą do swojego magicznego świata już od pierwszej strony. Tajemnica rodziny Roux, w której nie brak często niezwykłych zdolności, dzięki umiejętności autorki pozostaje powieścią bardzo delikatną i lekką, która odrywa nas od świata niezauważenie. Idealnie wyważone wątki kończą się wtedy kiedy powinny. Autorka uniknęła niedopowiedzeń jednocześnie utrzymując tajemniczy klimat do ostatniej strony. Historia opowiedziana przez Avę wzrusza, rozkochuje a przede wszystkim otwiera nam drzwi i daje spojrzenie często na miejsca gdzie czujemy że nie powinniśmy być. Lesyle Walton stworzyła sceny tak intymne i magiczne, że wydawać by się mogło że powinny one zostać tylko w pamięci rodziny Lavender, jednak autorka daje nam szansę abyśmy mogli razem z bohaterami siedzieć w ogrodzie, za zamkniętymi drzwiami piekarni czy w kuchni wypełnionej duchami przeszłości.

Ta powieść zapada w pamięć a swoją niezwykłością i magią, nie tylko tą nadprzyrodzoną, zostaje w sercach najbardziej wymagających czytelników. Idealna pod każdym względem, zasługująca na każde słowa zachwytu. Moje serce porwała bezpowrotnie.

Ocena:
9,5/10






Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia