sobota, 17 października 2015

Celebrity Book Tag

via wordpress
Bardzo dawno na blogu nic się nie działo, dlatego w weekend zapraszam na książkowy tag, do którego zostałam nominowana przez autorkę bloga ksiazki-mitchelii.blogspot.com za co bardzo dziękuję! Szczerze przekładałam tego posta, ponieważ miał się pojawić również filmik, ale niestety liceum skutecznie krzyżuje moje plany i filmik pojawi się z innym tagiem, którego już się nie mogę doczekać, ale wracając do dnia dzisiejszego zapraszam na Celebrity Book Tag! 

 Emma Watson - Książka z piękną, kick-ass'ową bohaterką

Zawsze mam problem z tym pytaniem, ponieważ większość bohaterek jest dla mnie tylko narratorem. Nie przywiązuję się za bardzo do osób, które są "oczami" historii, nie wiem, dlaczego tak mam, ale często się na tym ostatnio przyłapuję. Jednak w końcu w książkach są też postacie drugoplanowe, do których częściej się przywiązuję. Jednak pierwsza myśl jest chyba najlepsza i najbardziej do tego pytania pasuje mi Chyłka z Kasacji (jeszcze tylko kilka dni do Zaginięcia!). Ten kto czytał na pewno wie, dlaczego ją wybrałam ;) 


Ryan Gosling - Książka z najgorętszym męskim bohaterem

Kolejne problematyczne dla mnie pytanie, jednak po ostatnich lekturach chyba z czystym sumieniem mogę tutaj przywołać Obcą a dokładniej Jamie'go, który jest ogromnym plusem tej historii i dzięki któremu sięgnę po kontynuację. Kochany, przystojny, szkocki rudzielec, który potrafi rozkochać w sobie niejedną dziewczynę! 




Brangelina - Ulubiona para literacka 

Wreszcie mogę udzielić jednoznaczną odpowiedź, ponieważ niezmiennie od ponad roku moją ulubioną literacką parą pozostaje Tessa i Jem z Diabelskich Maszyn. Czekam z niecierpliwością na historię, która pochłonie mnie w taki sposób jak ta i czekam na parę do której przywiążę się tak jak do Jessy! Jednak Jem ze swoją chorobą, troskliwością, delikatnością i oddaniem oraz zamiłowaniem do skrzypiec, tworzy z Tessą cudowną parę, oni są po prostu dla siebie stworzeni i mimo, że ich historia łamie mi serce, cieszę się, że Cassandra nie zakończyła jej inaczej. 

Shailene Woodley - Niedawno odkryty autor, którego pokochałaś

Niedawno miałam ogromną przyjemność poznać wspaniałą twórczość dwójki autorów, którzy bezgranicznie skradli moje serce i na pewno autor Marsjanina nie będzie tu czymś niezwykłym, ponieważ jeszcze nie raz się do niego odwołam. Dlatego cóż się dziwić, że trafia tutaj Andy Weir. Jednak nie mogę ograniczyć się do jednego pisarza, ponieważ czekałam na pewną książkę wiele miesięcy i mimo, że nigdy wcześniej nie spotkałam się z twórczością tego pisarza, książka mnie nie zawiodła. Mam tutaj na myśli Światło którego nie widać i Anthony'ego Doerr'a. Piękna książka, przepięknie napisana, która jak najbardziej zasłużyła na swój ogromny sukces. 

Josh Hutcherson - Ulubiona krótka książka 

Tu po raz kolejny podam dwa tytuły, bo inaczej będę miała wyrzuty sumienia. Pierwsza pozycja to oczywiście Opowieści z Narnii - Lew, Czarownica i Stara Szafa. Czytałam tę książkę dwa razy, film oglądałam niezliczenie wiele razy dlatego to jest pierwsze co mi przyszło na myśl, jednak patrząc na półkę muszę wspomnieć tutaj o Oceanie na końcu drogi, do którego z wielką przyjemnością wrócę.

Dwayne Johnoson - Ulubiona gruba książka

Tu będzie dość naciągane ponieważ nie przeczytałam całej tej książki a na dodatek w jej wnętrzu znajduje się 5 historii, jednak nie mogę nie wymienić tutaj mojego ukochanego wydania Charlesa Dickensa! Ponad 1400 stron to dla mnie naprawdę gruba książka. 

Leonardo DiCaprio - Książka z najbardziej przykrą śmiercią

Jak tu zrobić, żeby nie zaspojlerować! Mój wybór nie jest dość oczywisty, bo mam tutaj na myśli pewną postać z A Thousand Pieces Of You i wcale nie chodzi mi tutaj o śmierć ojca głównej bohaterki, o której jest mowa w samym opisie. Nadal liczę, że ta książka kiedyś pojawi się u nas i więcej osób będzie miało okazję ją przeczytać. Jednak już teraz uprzedzam, że niestety ta historia zaskakuje również i przykrymi momentami, i nadal nie mogę zapomnieć jednego zdania. Nic nie zapowiadało tego co się wydarzy i już się nie mogę doczekać kontynuacji, która wychodzi za kilka tygodni!

Kristen Stewart - Najnudniejsza książka

Nie jest łatwo trafić na naprawdę nudną książkę, ponieważ należę do osób, które zazwyczaj skupiają się na jakichkolwiek pozytywach (przez co wysoko oceniam książki). Aczkolwiek w czerwcu miałam nieprzyjemność zawieść się i wynudzić przy pewnej książce. Mam tutaj na myśli mianowicie Lotnisko w Monachium. Co mogę powiedzieć? Ta książka to po prostu zdecydowanie nie mój gatunek, przez co nie potrafię jej docenić. 

Ian Somerhalder - Najbardziej przesłodzona książka 

Przyznam się były historie, które momentami były strasznie przesłodzone, jednak w ogólnym rozrachunku jeszcze żadna nie zaszła mi tak za skórę, abym chciała ją tutaj umieścić ;) 

Jennifer Lawrence - Idealna książka lub seria

Specjalnie postanowiłam, że powiem tutaj o czymś innym niż zazwyczaj, dlatego jeśli chodzi o powieść tytuł ten ma zaszczyt posiadać Marsjanin (bo to oczywiste) Światło którego nie widać (chyba już tłumaczyłam dlaczego). Ale o pewnej serii nie sposób tutaj nie wspomnieć i oczywiście tym razem chodzi o Czas Żniw

To by było właściwie na tyle jeśli chodzi o ten TAG. Widziałam go już chyba na wszystkich możliwych blogach, ale jeśli ktoś się przed nim uchował, to teraz właśnie ma możliwość wykonania go, ponieważ właśnie takie osoby nominuję. Mam nadzieję, że Wam się spodobało ;) 

środa, 7 października 2015

Tam gdzie jest miłość, słowa są niepotrzebne (Obca - Diana Gabaldon)


Wiedziałam, że mnie kocha, było to dla mnie równie oczywiste jak to, że żyję. Tam bowiem, gdzie jest miłość, słowa są niepotrzebne. Miłość jest wszystkim. Jest nieśmiertelna. I wystarcza za wszystko inne.

Opowiem Wam o dziewczynie, która pewnego, dla niej zwykłego dnia, straciła wszystko to, co dotychczas znała. Wydawać by się mogło, że przecież można odzyskać to co się straciło, jednak co jeśli nasze życie nagle jest dla nas nieosiągalne o ponad 200 lat? Claire przeżyła wojnę, miała kochającego męża, lecz jeden krok w kamiennym kręgu zmienił jej życie bezpowrotnie. Przeniosła się bowiem do roku 1743. Dziewczyna może i mogłaby wrócić, co jeśli jednak jej losy potoczą się tak, że nie do końca będzie tego chciała? 

Kiedy Claire wkracza do świata o którym tylko słyszała z opowieści swojego męża, zagorzałego historyka poznaje o siebie więcej niżby chciała. Za wszelką cenę pragnie wrócić do kamiennego kręgu i życia które znała, jednak los a może przypadek rzucają jej pod nogi chłopaka, który wywraca jej życie do góry nogami. I mimo, że oboje coś do siebie czują, nikt przed drugim się do tego nie przyzna, bo w końcu może to nie wypada. Claire oddała już swoje serce innemu mężczyźnie, który ma się narodzić dopiero II wieki później...

Stając w obliczu niebezpieczeństw i konfliktów tamtych czasów utrata życia staje się niczym w porównaniu ze złamanym sercem, które z czasem zaczyna należeć to innego mężczyzny. Uważana za angielskiego szpiega Claire musi udowodnić nie tylko swoją niewinność i ukrywać swoje prawdziwe pochodzenie, ale musi także nauczyć się ukrywać własne uczucia. Co wybierze dziewczyna? Czy tęsknota, za ukochanym mężem i znacznie łatwiejszymi czasami zwyciężą z siłą namiętności i chęci pójścia w nieznane? 

Diana Gabaldon stworzyła dość osobliwą historię, która jednak rozkręcała się z wielkim trudem. Po książce widać, że to początki autorki, która nie potrafi zdobyć serca każdego czytelnika. Potrzeba bowiem silnego samozaparcia, aby przebrnąć pierwsze 300 stron aby na koniec dać się pochłonąć. Pewnie nie jedna osoba poddała się już na początku, przez co nie miała szansy poznać tego, co w tej książce najlepsze. 

Gdy już autorka wciągnie czytelnika do swojego świata wrzuca nas w wir gorącej namiętności i romansu wypełnionego bólem i tęsknotą. Przed bohaterami staje nie łatwa próba i to nie jedna. Ponieważ z czasem Gabaldon chyba chce złamać serce tych którzy to czytają. Kiedy zdołasz pokochać bohaterów musisz się z nimi rozstać i nie masz pojęcia, jakie losy ich spotkają. Nieprzewidywalne czasy i nieprzewidywalna historia, ponieważ nie wszystkiego jesteśmy się w stanie domyślić. 

Historia Claire na pewno nie należy do najłatwiejszych. Jednak walka o życie, oddanie samego siebie w zamian za życie najbliższych osób potrafią nakłonić czytelnika do ruszeniem za bohaterami. Z czasem autorce udaje się sprawić, że chce się więcej i więcej, jednak mimo wszystko po końcówce można i płakać, i śmiać się. Można rzucić książkę w kąt lub sięgnąć po więcej. Ja zdecydowanie zaliczam się do drugiej grupy, chociaż przy pierwszych 200 stronach płakałam i śmiałam się, ponieważ nie mogłam znieść tej książki, a o wciągnięciu w nią nawet nie było mowy. Łzy były aktem desperacji, który z czasem został wynagrodzony mile spędzonymi godzinami. 

Idealna historia na jesień, jednak nie dla każdego. Jednak warto zmusić się, aby przebrnąć przez całą książkę, ponieważ z czasem może wciągnąć, nawet jeśli straciliście już na to nadzieję. Dajcie szansę, a bohaterowie wykreowani przez autorkę sami was poprowadzą. Niektórzy może nawet i skradną wasze serce. 

Ocena:
7/10

Wyzwania: 
+ 52 Książki
+ 4,5 cm (Przeczytam Tyle Ile Mam Wzrostu)


niedziela, 4 października 2015

Podsumowanie września + Find The Soul na YouTube


Cześć! 
Witam Was po nieplanowanej przerwie, jednak cały ostatni tydzień byłam chora i nie mogłam się zmusić aby usiąść i coś napisać. Jednak teraz jest już lepiej, więc przyszedł czas aby podsumować miniony miesiąc!

Jednak wrzesień podsumuję troszeczkę inaczej niż dotychczas, ale o tym za chwilę ;) 

Mimo rozpoczęcia kolejnego roku w liceum i rozszerzenia z matematyki, fizyki i informatyki udało mi się przeczytać ponad 4 książki z czego jestem dumna, ponieważ nie były to byle jakie pozycje. 

Miesiąc zaczęłam z lekturą Jej Wszystkie Życia - Kate Atkinson i muszę przyznać, że z ogromną ochotą do tej książki wrócę, bo co tu dużo mówić, jest niesamowita. 

Kolejne dwie pozycje to wprowadzenie do kryminałów czyli 450 Stron oraz Poza Sezonem, o których już pisałam. 

Ostatnią całą książką był Marsjanin, czyli historia która całkowicie mnie porwała i nadal nie wypuszcza mnie ze swoich objęć! Byłam w kinie na ekranizacja i moja miłość jedynie się pogłębiła. Czy trzeba coś dodawać? 

Na koniec rozpoczęłam moją przygodę z Obcą, co było istną walką, którą we wrześniu przegrałam. Jednak dzisiaj tę książkę skończyłam i powiem tyle: nareszcie mnie wciągnęła i chcę więcej i więcej! Chyba się zakochałam, ale Jamie jest cudowny ;) Na pewno o tej książce powiem na dniach, a teraz będę próbować zdobyć kolejny tom. 

Jestem zadowolona z wyniku chociaż mam nadzieję, że październik będzie lepszy ;) 


Jeśli jednak chodzi o książki o które powiększyła się moja to jestem po prostu w siódmym niebie bo zdjęcie powyżej to tylko część!

I tu odsyłam Was do pierwszego filmiku! Tadaa! - KLIK Odważyłam się założyć książkowy kanał, ale bloga na pewno nie zostawię, to tylko dodatek ;) Zapraszam do oglądania, bo znajdziecie tam wszystkie książki z września! 

Jednak dla leniwych wrzucę listę i tutaj:

Pierwszą książką jaką dostałam jest Poza Sezonem, które otrzymałam od wydawnictwa Smak Słowa. Kolejne dwie Okularnik i Znalezione nie kradzione to prezent od mamy. Pochłaniacz i Światło którego nie widać to zakupy z nieprzeczytane.pl a ostatnie 4 cudeńka czyli The Perks Of Being A Wallflower, Everything Everything, Extraordinary Means i Confess to zawartość paczuchy od mojej przyjaciółki. 

Nie pozostaje nic jak siedzieć i czytać, bo półka aż się ugina. Szkoda tylko, że czasu brak...

Dajcie koniecznie znać, jak u Was wyglądał ubiegły miesiąc i co aktualnie czytacie! 

sobota, 26 września 2015

Houston, chyba mamy problem... (Marsjanin - Andy Weir)


Zastanawialiście się kiedyś nad książkami o samotności? Temat oklepany i wszystkim dobrze znany. Jeśli jednak pomyślimy, to chyba nic nie może się w tym temacie równać z Marsjaninem, no bo co pobije bycie samym na Marsie? Jednak samotność to nie główny temat tej książki. W niej można znaleźć dosłownie wszystko, a przede wszystkim od głównego bohatera można się wiele nauczyć. 

Kosmos był i jest ciekawym kąskiem dla pisarzy jednak stworzenie historii z tego gatunku, która zaintryguje nawet największych jego wrogów nie jest wcale takie proste. Aczkolwiek już teraz mogę powiedzieć, że Andy Weir sprawił, że akcja pozaziemska może dotyczyć czegoś jak najbardziej przyziemnego. 

Kiedy podczas akcji kosmicznej, załoga Aresa 3 stawia stopę na Czerwonej Planecie, wydawać by się mogło, że wszystko musi pójść dobrze. Jednak w kosmosie nic nie może być pewne i już 6 sola załogę spotyka silna burza piaskowa, która przerwa misję. Niejedno szkolenie przygotowuje astronautów na okoliczność szybkiej ewakuacji, jednak kiedy Mark zostaje ranny a jego sprzęt pokazuje spadek czynności życiowych, aby przeżyć, kapitan musi podjąć niełatwą decyzję. Ryzykować życie 5 osób aby szukać być może tylko ciała, czy odlecieć, zanim będzie za późno. 

Komisarz Lewis nie ryzykuje, dlatego gdy Watney odzyskuje przytomność jest dosłownie jedyną żyjącą istotą na całej planecie. Wydawać by się mogło, że jego los jest przesądzony, ale siła i wiara mogą dużo zdziałać, do czasu... Niektórych rzeczy nie jesteśmy w stanie przeskoczyć, nawet gdybyśmy pragnęli ich całym sobą.

Tytuł i opis być może bardzo banalny, jednak autor serwuje coś, czego nigdy się po tej książce nie spodziewałam. Pisana w formie dziennika historia to nie walka o przetrwanie jaką widać w niejednym tandetnym filmie si-fi. To walka człowieka, który mimo tragicznego położenia nie traci nadziei. Walka o coś, co jest praktycznie od samego początku niemożliwe do wykonania. Mark chce żyć, jednak jego działa nie są aktem desperacji. Każdy błąd może kosztować go życie a on jednak się nie poddaje. Nie załamuje się, do póki istnieje chociaż mały cień szansy, że nie wszystko jeszcze przepadło. 

Brak efektów specjalnych, fantastyki czy niespodziewanych cudów. Każdy popełniony błąd ma swoje konsekwencje. Życie na Marsie nie ma specjalnej taryfy ulgowej...

Mark podbił moje serce niesamowitą wiarą, nadzieją i humorem. On się nie poddaje z powodu byle czego. Jest zdany tylko i wyłącznie na siebie i chwyta się każdej możliwości. Czy my potrafimy tego dokonać? Czy potrafimy docenić otaczających nas ludzi? Ile bylibyśmy wstanie poświęcić dla innej osoby? Czy zaryzykowalibyśmy dosłownie wszystko, aby ratować przyjaciela? Te pytania nie dotyczą tylko Marka ale także i załogi. Satelity ciągle obserwują planety, dlatego gdy cały świat dowiaduje się, że nasz bohater nie zginął, być może będą w stanie zrobić cokolwiek. W końcu w obliczu takich sytuacji umiemy się łączyć, jednak czy nawet gdyby cała Ziemia zaczęła współpracować, ktokolwiek, jakakolwiek technika, determinacja i ciężka praca byłby w stanie zatrzymać czas, który tak nieubłaganie ucieka? W końcu kiedyś wszystkie zapasy na Marsie się skończą, a wtedy nie będzie już nic, co mogłoby dać jakąkolwiek nadzieję...

Andy Weir wykorzystał motyw wszystkim dobrze znany, aby stworzyć coś, czego jeszcze nie było. To nie jest książka której gatunek można łatwo sklasyfikować. Ta historia zmusza nas do myślenia i wymaga od nas, aby się zastanowić. Przy tym samym w niezwykły sposób wiąże czytelnika z bohaterami. Mimo że Mark jest sam na Marsie i nie możemy go poznać w innych okolicznościach budzi niesamowite uczucia, przez co nie można go nie polubić. To samo można powiedzieć o pozostałych członkach załogi. Uwierzcie że można się do nich przywiązać. Ta historia nie jest tylko na raz. 

O tej książce nie można zapomnieć. O niej nawet nie chce się zapomnieć. Nie po tylu emocjach, które towarzyszą przez cały czas. Od tej powieści nie można się oderwać, bo inaczej ma się wrażenie, że coś się przeoczy, jakby akcja trwała i nie zatrzymywała się wraz z zamknięciem książki. Razem z Markiem stawiamy czoło przeciwnościom, dlatego nie można się dziwić, że ta lektura po prostu porywa. Ona angażuje nas, aby towarzyszyć tej postaci. 

Mimo że to jest tylko fikcyjny bohater, podziwiam go i chciałabym mieć w sobie chociaż odrobinę jego wiary w to co robi i co może osiągnąć. 

Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że ta książka mnie wzruszyła i poruszyła do głębi. Końcówka na swój sposób złamała mi serce, chociaż wydawać by się mogło, że nie powinna. Czy coś więcej trzeba dodawać? Po prostu się zakochałam i już wiem co będę polecać każdej napotkanej osobie. 

Jeśli chcecie przeczytać naprawdę nieziemską książkę, musicie sięgnąć po Marsjanina
Czy można tego żałować? Wątpię, a jeśli komuś się to udało, to niech mnie spróbuje przekonać. 

PS. Ekranizacja wychodzi już w piątek! Najpierw książka a później film!

Ale tak na prawdę zrobili to dlatego, że każda istota ludzka ma podstawowy instynkt, który każe pomagać drugiej istocie ludzkiej znajdującej się w potrzebie. Czasem może się wydawać, że tak nie jest, ale to prawda.

Ocena:
10/10

Wyzwania: 
+ 52 Książki
+ 2.9 cm (Przeczytam Tyle Ile Mam Wzrostu)

niedziela, 20 września 2015

Nie wszystko co dzieje się poza sezonem, musi pozostać tajemnicą... (Poza Sezonem - Jørn Lier Horst)


Niektórzy zaczynają od początku, niektórzy od końca, a ja zacznę od środka. Dlaczego? Poza Sezonem to moje pierwsze spotkanie z twórczością Horsta, ale na pewno nie ostatnie. Mimo że jest to 7 tom serii, a 3 wydany w Polsce, to nic nie stoi na drodze, aby ta seria stała się jedną z moich ulubionych. Dlaczego?

Teraz może już od początku.

Sezon wakacyjny już dawno minął. Wielkimi krokami zbliża się zima, dlatego większość osób opuszcza domki letniskowe i zaszywa się na najzimniejsze miesiące w wielkich miastach. Jednak Ove Bakkerud postanawia spędzić ostatni już weekend, patrząc na piękny nadmorski krajobraz, który owiewa nie tylko mgła, ale jak się okazuje także i tajemnica. Chyba nikt się nie spodziewa, że zastanie własny dom doszczętnie splądrowany, a na dokładkę znajdzie martwe ciało w posiadłości sąsiada. Jednak czy nieszczęścia nie chodzą parami? Czasami może nawet i większymi stadami. 

Komisarz Wisting po raz kolejny staje przed sprawą, która na pierwszy rzut oka wydaje się strasznie schematyczna. Jednak jak się okazuje jedno ciało to nie koniec problemów, a tym bardziej tajemniczych wydarzeń. Można rzec że to dopiero początek. 

Morderstwo i kilka włamań. To przecież może być nieszczęśliwy przypadek, jednak kiedy ktoś usilnie próbuje zatrzeć ślady zwraca na siebie jeszcze większą uwagę. William Wisting krocząc powoli za sprawą trafia aż na Litwę jednak jak się okazuje sprawa ma nie jedno dno, a niektórzy mogli po prostu trafić w nieodpowiednie miejsce w nieodpowiednim czasie. Czasami jednak nawet i najbliższe osoby okazują się kimś całkiem innym. Line - córka komisarza dobrze się przekonała, jak wiele tajemnic może skrywać osoba, z którą spędzamy własne życie.  

Zaczęłam od środka nie przez przypadek. Jest to trzecia książka z serii Mroczny Zaułek, jednak w Polsce tak jak i w podobno Ameryce części wychodzą od końca, co jak się okazuje nie jest takie złe dla fabuły. W końcu każda książka to osobna sprawa i jedynie wątki obyczajowe mogą na tym ucierpieć. Jednak dla mnie jako dla osoby, która pierwszy raz spotyka się z Komisarzem Wistingiem nie jest to żaden problem. 

Autor udowadnia, że jego bohaterowie to nieprzypadkowy zlepek cech. W końcu Horst wie o czym pisze. Jako dawny szef wydziału śledczego na podstawy książki nie musi na zagłębiać się w świat kryminału. On sam się przekonał jak ta machina wygląda, dlatego czytelnikowi serwuje informacje z pierwszej ręki. 

Jørn Lier Horst potrafi nieźle namieszać. W każdy wątek potrafi wpleść na pozór nic nieznaczący szczegół, który jednak później okazuje się istotny dla fabuły. Zbierając poszlaki czytelnik może już być pewny jak sprawa się skończy. Może pomyśleć, że przechytrzył bohatera stworzonego przez Horsta, kiedy to autor nagle postawi nas przed ślepym zaułkiem lub zaserwuje jeszcze jedno morderstwo, które tylko otwiera kolejną drogę. Dokąd iść, którędy podążać? Te pytania zadaje sobie nie tylko Wisting. Jednak Horst ciągle wie co się dzieje i ani na chwilę nie zwalnia tępa. Sprawa jest czymś więcej niż tylko morderstwem, to istna zagadka dla czytelnika, która budzi niejedne emocje, przez co oderwać się od lektury można dopiero po jej zakończeniu. 

To nie tylko genialny kryminał. To także bohaterowie, których chce się poznać bliżej, do których chce się wracać. Autor zmusza nas do myślenia. Sprawia, że odbiorca snuje własne teorie, a przy tym świetnie się bawi i zwiedza miejsca, których inaczej by nie zobaczył. Mamy wycieczkę po Norwegii i Wilnie ale także i zakończenie, którego się nie spodziewaliśmy. 

Za możliwość poznania twórczości Horsta dziękuję wydawnictwu Smak Słowa.

Ocena:
8/10

Wyzwania:
+ 42/52 Książki
+ 2,9 cm (Przeczytam Tyle Ile Mam Wzrostu)

Zdjęcie pochodzi ze strony tumblr.com

wtorek, 15 września 2015

Kiedy fikcja staje się prawdą (450 Stron - Patrycja Gryciuk)


Pewnie nie raz wyobrażaliście sobie, jakby to było, gdyby to co przeczytaliście, zaczęło się dziać w rzeczywistości. Gdyby wasza ulubiona książka nagle wyszła poza granice wyobraźni i stała się czymś namacalnym. Jednak czy czasem fikcja nie powinna zostać tylko na kartach powieści? Każda historia w nieodpowiednich rękach może skończyć się koszmarem... 

Lars Washington, najbardziej poczytny autor Ameryki, jak na wielkiego mistrza przystało chce zakończyć karierę w wielkim stylu, wydając coś, co pobije wszystkie rekordy. Jednak kiedy dostaje pozwanie o zniesławienie jego życie zamienia się w wielki koszmar, jednak to dopiero początek problemów. Historia która znajduje się w jego ostatniej książce zaczyna się dziać naprawdę, a na dnie rzeki Hudson policja znajduje pierwsze ciała osób, które zginęły w dokładnie taki sam sposób jak w jego książce. Czy ktoś może być zdolny do tego, aby wypromować swoją powieść sięgając po tak drastyczne środki? 

W tym samym czasie Wiktoria Moreau odlicza dni do premiery swojej najnowszej książki. Po niezaprzeczalnym sukcesie poprzednich powieści i pracami nad ekranizacją jednej z nich, nikt nie myśli, że coś mogłoby stanąć na drodze do kolejnego sukcesu. Chyba że pewnego dnia znajdzie się list z pozwem o zniesławienie wielkiej firmy farmakologicznej. Na dodatek dotyczący książki która jeszcze się nie ukazała, a jej treść jej pilnie strzeżona... 

Co łączy te sprawy? I czy to możliwe, żeby w podobnym odstępie czasu powstały tak bardzo podobne do siebie książki? Czy oprócz lawiny problemów, które pojawią się w życiu Wiktorii dojdzie do tego jeszcze pozew o plagiat? Chociaż czy w zaistniałych okolicznościach mowa o plagiacie ma jakikolwiek sens? 

Muszę przyznać, że gdy tylko krótki opis tej książki wpadł w moje ręce wiedziałam, że muszę przeczytać tę historię, tym bardziej, że pierwszą powieść tej autorki od miesięcy miałam w planach. Na szczęście "450 Stron" nie musiało tak długo czekać na moją uwagę, ponieważ fala pozytywnych recenzji tylko wzmogła moją ciekawość, której nie ugasił nawet i mniej pochlebny komentarz. Kiedy zabierałam się za tę pozycję, zastanawiałam się, czy może nie oczekuję po tej książce zbyt dużo, jednak wciągnęła mnie od pierwszej strony i wystarczyły dwa wieczory, a właściwie zarwane noce by przeczytać tę historię, od której o 3 w nocy trzeba było mnie po prostu siłą odrywać. Wszystko krzyczało "spać! za 4 godziny szkoła!" ale to nie było w stanie nic zmienić. Raz otworzysz tę książkę i nie zamkniesz jej, aż nie przeczytasz, że to już koniec. A nawet wtedy nie chcesz się z nią rozstawać. Ciągle tylko siedzisz z rozdziawioną gębą i liczysz że zachwyt opadnie, na próżno. 

Na swoje usprawiedliwienie powiem, że jestem swego rodzaju nowicjuszką w świecie kryminałów, wcześniejsze moje podejścia do tego gatunku kończyły się zanudzeniem na śmierć. Mogę to chyba jednak przypisać błędem w dobieraniu literatury. Patrycja Gryciuk udowadnia, że kobiecy kryminał wcale nie musi być niższą półką. 450 Stron to jedna wielka tajemnicza intryga, w której gdy już myślisz, że wiesz co nastąpi, wszystko wymknie ci się z rąk. Nie myśl, że jesteś lepszy w rozwiązywaniu zagadki niż bohaterowie, bo zagwarantujesz sobie porażkę. 

Odważę się powiedzieć, że ta historia to swego rodzaju romans literatury z kryminałem, bo tutaj to książki grają główne skrzypce. Kto by pomyślał, że tak może wyglądać machina powstawania bestsellerów. Oprócz intrygujących morderstw autorka serwuje nam skomplikowany świat marketingu, dążenia do sławy i pieniędzy utrzymując to wszystko ze smakiem, dzięki czemu książkę czyta się przerażająco szybko, ale lekko. Ktoś może zarzucić zbędny romans, ale jak dla mnie historia z Młodym wprowadza humor do tej książki, dlatego oprócz kryminału znajdziecie w tej książce coś więcej. Bo kto nie lubi książek z motywem książek? Sukces słuszny i murowany! 

Ocena:
9/10

Wyzwania:
+ 41/52 Książki
+ 3,2 cm (Przeczytam Tyle Ile Mam Wzrostu)




sobota, 12 września 2015

Jestem sobą, jestem Fangirl (Fangirl - Rainbow Rowell)


Pastelowy kolor, pastelowe wnętrze, czyli przyjemna, lekka i przeurocza historia o dziewczynie, z którą niejeden czytelnik może się utożsamić. Nowa szkoła, nowe - dorosłe życie, pozostawianie wszystkiego czego się zna, czyli nic nowego, czego nie znajdziecie w połowie książek NA/YA jednak czy można o Fangirl powiedzieć, że jest typowa dla tego gatunku? No raczej nie. 

Brak tu wielkich dramatów i romansów na każdej stronie. Brak rozhisteryzowanych lub wyidealizowanych bohaterów. Brak płytkich i nijakich postaci, przy których jedynym o czym marzymy to zamknięcie książki i jak najszybsze odłożenie jej na półkę. 

Cath i Wren to siostry o których coraz trudniej nie usłyszeć. One są dosłownie wszędzie, ale czy słusznie? Bliźniaczki, które przez całe dotychczasowe życie były sobie najbliższe, wraz z rozpoczęciem nowego rozdziału w swoim życiu, zaczynają się od siebie oddalać, bo podczas kiedy Wren chce wykorzystać czas studiów na zabawy i towarzystwo, Cath siedzi zamknięta wraz z komputerem nie tylko w akademiku ale również i w swoim świecie. Stają się dla siebie obce, co jednak nie sprawia, że mniej siebie potrzebują.

Cath wraz z siostrą od dziecka szalały na punkcie książek o Simonie Snow, jednak kiedy Wren potrafiła rozdzielić swoje życie od fikcyjnej historii tak Cath zamknęła się w niej jeszcze bardziej i całe swoje serce włożyła w fanfiction, które osiągnęło ogromny sukces. Jednak trafiając na studia stają przed nią nie jedne zadania, dlatego w pewnym stopniu musi się oderwać od świata, który sama tworzy i stanąć twardo na ziemi by stawić czoło problemom. Musi rozdzielić siebie między szkołę, opowiadanie i ojca, który po wyjeździe córek został całkiem sam. Z czasem Cath także musi stanąć twarzą twarz z innymi ludźmi, którzy z czasem mogą stać się bliżsi niżby się tego kiedykolwiek spodziewała.

Po niezbyt udanym pierwszym spotkaniu z Reinbow Rowell miesiąc przekonywałam samą siebie, aby dać tej autorce jeszcze jedną szansę i tak oto Fangirl wpadła w moje ręce i mogę z czystym sercem przyznać, że nie spodziewałam się takiego czegoś. Nie myślałam, że z historii tak prostej i tak spotykanej na co dzień, można stworzyć książkę, od której nie będzie można się oderwać.

Tym razem Rowell stworzyła bohaterów, którzy towarzyszyli mi jeszcze przez długi czas po zakończeniu tej książki. Nie wiem czy istnieje postać, z którą tak dobrze mogłabym się utożsamić. To dość dziwne uczucie czytać książkę i mieć wrażenie że jest o nas samych.

Cath to dziewczyna strasznie zamknięta w swoim świecie. Nie jest wyidealizowana ani nie jest totalną nieudacznicą i przede wszystkim będąc strasznie podobna wyglądem do Wren nadal ma swój charakter. Autorka pokazując różnice między bliźniaczkami nie zrobiła z tego wielkiego dramatu, ponieważ nie o to w tej książce chodziło, mimo że w tle można było wychwycić różne problemy otaczającego nas świata.

Jednym z moich ulubionych punktów tej książki był jedyny i niepowtarzalny Levi. Po raz pierwszy nie super seksowny chłopak, na którego widok wszyscy mdleją. Levi to nie model, tylko chłopak który chce pracować na ranchu i zarażać uśmiechem każdego. Levi taki już jest, uśmiechem chce zmieniać świat, dlatego nie ma dla niego ograniczeń. Kto nie chciałby mieć takiego przyjaciela? Który na dodatek wyjadałby wam batoniki, abyście w końcu zaczęli się żywić czymś innym niż proteiny i zajrzeli do szkolnej stołówki, która wcale nie pojawiła się w tajemniczych okolicznościach na kampusie dopiero po kilku miesiącach.

Fangirl to książka, przy której spędziłam niezwykle miłe chwile, takie podczas których robi się ciepło na sercu i mimowolnie się uśmiechamy. Takiej książki brakowało na mojej półce i jestem pewna że jeszcze nie raz do niej wrócę.

Nie jest odkryciem Ameryki, że Simon Snow to odpowiednik Harry'ego Pottera jednak jakbym miała podać jeden minus tej książki, to uważam za zbędne "fragmenty" książek o Simonie. Były one dla mnie po prostu nudne i strasznie naciągane, a opowiadanie Cath było przy nich o niebo lepsze. Takie fanfiction mogłabym czytać, ale tę serię wyrzuciłabym za okno. To jest jedyny drobiazg który mi się nie podobał. Musiałam o nim wspomnieć, żeby znowu nie było że książki tylko wychwalam, ale nie żałuję, że dałam drugą szansę tej autorce, bo tym razem nieodwołalnie skradła kawałek mojego serca.

Ocena:
8,5/10

Wyzwania:
+ 52 książki
+ 3,1 cm (Przeczytam Tyle Ile Mam Wzrostu) 

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia