Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rainbow Rowell. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rainbow Rowell. Pokaż wszystkie posty

sobota, 5 listopada 2016

Załącznik - Rainbow Rowell


Pióro Rainbow Rowell miałam okazję poznać już ponad rok temu. Jednak w żadnej z dotychczasowych książek, nie potrafiła mnie ta autorka do siebie przekonać, bo tak jak Fangirl bardzo mi się podobało (wycinając fragmenty bezsensownego dla mnie opowiadania o Simonie) tak Eleonora i Park oraz opowiadanie z Podaruj mi miłość były czymś, co bez większej trudności udało mi się wymazać z pamięci - zdecydowanie nie jestem w stanie zrozumieć fenomenu tej autorki. Czy Załącznik zmienił moje zdanie chociaż w jakimś stopniu?

Lincoln to prawie trzydziestolatek, który mieszka wraz z mamą i nie ma praktycznie własnego życia. Jego praca jest dość nietypowa, ponieważ polega na czytaniu cudzej korespondencji. Jako informatyk odpowiedzialny jest za kontrolowanie przestrzegania regulaminu dziennikarzy, pracujących w gazecie. Dlatego też jeśli filtr zatrzyma czyjeś maile, zawierające niedozwolone słownictwo bądź treści, Lincoln jest odpowiedzialny za wysłanie ostrzeżenia. W taki sposób poznaje dwie przyjaciółki, Beth i Jennifer. Z czasem zagłębia się w lekturę ich wiadomości tak mocno, że czeka na moment, w którym program zatrzyma ich rozmowy. Wie, że nie jest to w żadnym stopniu etyczne, jednak z czasem przestaje liczyć się z konsekwencjami.

Czy miłość sprzed pierwszego wejrzenia istnieje? Dla Lincolna zapewne tak, ponieważ wystarczyły tylko maile, aby zakochał się w Beth. Jednak czy można taką znajomość w jakikolwiek sposób przenieść na relację między dwoma osobami? Cześć zakochałem się w tobie, chociaż nawet nigdy cię nie widziałem, a tak w ogóle, to od miesięcy czytam twoje maile i wiem o tobie więcej niż kiedykolwiek byś mogła pomyśleć. Raczej nie ma to szansy na powodzenie. Lincoln zdaje sobie z tego sprawę, tym bardziej, że Beth ma chłopaka, a on od lat mieszka z matką i nie ma praktycznie znajomych. Co miałby do zaoferowania dziewczynie, która na pierwszy rzut oka ma wszystko?

Załącznik to historia prosta i lekka, w której obeszło się bez jakichkolwiek fajerwerków. Jednak w tym wszystkim pozostała ona urocza i przyjemna, bo to właśnie tymi dwoma słowami określiłabym całą książkę.

Autorka oddała klimat lat 90. i w ciekawy sposób uchwyciła przejście w nowe tysiąclecie, na które firma Lincolna przygotowywała się miesiącami. Nie sposób nie polubić bohaterów, trudno więc się dziwić Lincolnowi, dlaczego tak bardzo przywiązał się do czytania wiadomości dwóch przyjaciółek. Sposób w jaki Rainbow Rowell przedstawiła relacje między Beth i Jennifer sprawił, że rozdziały uciekały w zastraszającym tempie.

Jest to zdecydowanie jedna z lepszych książek tej autorki i muszę przyznać, że pozytywnie mnie zaskoczyła, jednak mimo wszystko Załącznik nie należy do powieści, które zostają w pamięci na długie tygodnie. Jest to zdecydowanie przyjemna lektura, należąca do gatunku tych, służących do oderwania się od rzeczywistości, pozwalająca na chwilę relaksu w towarzystwie wyjątkowo uroczych bohaterów, jednak nie zmieniająca życia czytelnika w żadnym stopniu.

Zapewne można by o tej powieści napisać coś więcej, jednak nie sądzę, aby było to potrzebne. Jeśli będziecie mieli kiedyś okazję sięgnąć po tę książkę, to skorzystajcie z tej szansy - ponieważ będziecie mgli swobodnie odpocząć, jednak jeśli nigdy nie wpadnie ona w Wasze ręce - nie macie czego żałować - zbyt wiele nie stracicie. 

Mogę jednak z czystym sumieniem powiedzieć, że jeśli szukacie książki od której moglibyście zacząć przygodę z Rainbow Rowell - Załącznik będzie jednym z lepszych wyborów. 

Mieliście już okazję zapoznać się z twórczością tej autorki? Tylko mnie ona nie zachwyciła, czy może jednak Was również ominął zachwyt nad jej książkami?

★★★★


niedziela, 6 grudnia 2015

Jeśli wierzysz, to na pewno dostaniesz to, czego pragniesz (Podaruj mi miłość - zebrała Stephanie Perkins)

via. lubimyczytać.pl

12 autorów, 12 świątecznych opowiadań, nieodłączny świąteczny klimat i morał, miłość to najpiękniejszy prezent.

Dziewczynka wychowywana przez Świętego Mikołaja, daleko na biegunie północnym, mogąca dostać na święta wszystko czego zapragnie, oprócz tej jednej rzeczy, której Mikołaj nie może dać, miłości...

Baśniowa wyspa, na której dziewczyna, która już dawno straciła nadzieję budzi starego boga, pragnącego naprawić zepsuty świat i uratować osobę, która przywróciła go do życia...

Piosenkarka, która wymienia się biletem lotniczym z nieznajomą, aby chociaż na jakiś czas oderwać się od sławy i przeżyć prawdziwe święta... 

To tylko mała część tego, co kryje ta książka. Historie jak z bajki, postacie rodem z baśni i jedno wspólne pragnienie, aby te święta były wyjątkowe. Mimo że każda historia jest inna, napisana przez innego autora cały zbiór, tworzą opowiadania, które łączy niesamowity klimat, który wypływa z tej książki kiedy tylko się ją otworzy. Przepiękna okładka, która nie pozwala oderwać od niej wzroku odzwierciedla to, co najpiękniejsze skrywa wnętrze, jednak jeśli mam być szczera moje serce skradły nie te opowiadania z baśniowymi postaciami, a te najprostsze, w których jedyną magią, jest magia świąt. 

O tej książce nie da się mówić nie wymieniając swoich ulubionych historii. Nie będę ukrywać że moje serce całkowicie skradł Cud Charliego Browna - Stephanie Perkins. Witamy w Christmas w Kalifornii - Kiersten White i Anioły Na Śniegu - Matta de la Pena to kolejne opowiadania, które zdobyły moją miłość i sprawiły ogromną radość podczas czytania. Najpiękniejsze w nich jest to, że każda historia może się wydarzyć każdemu z nas. Idąc po choinkę, wchodząc do baru czy pomagając sąsiadce. Nie potrzeba Świętego Mikołaja, nadprzyrodzonych mocy czy sławy, aby uchwycić to co najpiękniejsze i to, co najważniejsze w życiu. 

Wśród tylu opowiadań każdy znajdzie coś dla siebie i to nie koniecznie u autorów których dobrze znamy. Myślę nawet, że większość autorów z tego zbioru nigdy nie czytaliśmy, ale jeśli nie będziemy zwracać uwagi, kto napisał te, które akurat czytamy, możemy się nieźle zaskoczyć.

Rainbow Rowell & David Levithan to autorzy na których się zawiodłam i rozczarowałam. Autorka tak kochanej przeze mnie Fangirl już po raz drugi zasiała we mnie nić zawodu, a David Levithan po raz kolejny udowodnił, że nie wychodzi poza utarty przez siebie schemat. Miałam wrażenie, że historię przez niego stworzoną już czytałam, dlatego Kryzysowy Mikołaj, był kryzysowym opowiadaniem w Podaruj Mi Miłość

Koniec końców jednak nie ma tutaj opowiadania, które nie sprawia że czujemy zapach pierniczków, czy oczami wyobraźni nie widzimy sypiącego śniegu. Razem z bohaterami mamy możliwość przeżycia niesamowitych świąt i to aż 12 razy. 

12 świątecznych potraw stało się tradycją, może 12 opowiadań również taką będzie? 

Wystarczy dać się ponieść magii i wszystko jest możliwe. Jeden uśmiech, jedno słowo, jedno spojrzenie mogą sprawić, że to właśnie te święta zmienią nasze życie nieodwracalnie. Wystarczy otworzyć oczy i serce jak nasi bohaterowie, aby podarować komuś miłość, lub samemu zostać przez nią obdarowanym. 

Patrząc na okładkę widzę moje ulubione opowiadania, wyobrażam sobie że to Marigold i North. Od razu przypominam sobie to co najpiękniejsze w tej książce. Widzę chłopaka niosącego ogromną choinkę, widzę chłopaka który gotując chce przywrócić ludziom ich najlepsze wspomnienia, widzę książkę, która sprawiła, że po raz kolejny uwierzyłam w to, że w święta może zdarzyć się wszystko.

Jeśli nosisz w sobie magię, powinieneś chronić ją przez całe życie, bo kiedy raz pozwolisz jej zniknąć, już nigdy nie powróci.

Ocena:
7/10
+ 3,3 cm (Przeczytam Tyle Ile Mam Wzrostu) 

Które opowiadanie skradły Wasze serca? Chcielibyście przeżyć takie święta jak bohaterowie?


sobota, 12 września 2015

Jestem sobą, jestem Fangirl (Fangirl - Rainbow Rowell)


Pastelowy kolor, pastelowe wnętrze, czyli przyjemna, lekka i przeurocza historia o dziewczynie, z którą niejeden czytelnik może się utożsamić. Nowa szkoła, nowe - dorosłe życie, pozostawianie wszystkiego czego się zna, czyli nic nowego, czego nie znajdziecie w połowie książek NA/YA jednak czy można o Fangirl powiedzieć, że jest typowa dla tego gatunku? No raczej nie. 

Brak tu wielkich dramatów i romansów na każdej stronie. Brak rozhisteryzowanych lub wyidealizowanych bohaterów. Brak płytkich i nijakich postaci, przy których jedynym o czym marzymy to zamknięcie książki i jak najszybsze odłożenie jej na półkę. 

Cath i Wren to siostry o których coraz trudniej nie usłyszeć. One są dosłownie wszędzie, ale czy słusznie? Bliźniaczki, które przez całe dotychczasowe życie były sobie najbliższe, wraz z rozpoczęciem nowego rozdziału w swoim życiu, zaczynają się od siebie oddalać, bo podczas kiedy Wren chce wykorzystać czas studiów na zabawy i towarzystwo, Cath siedzi zamknięta wraz z komputerem nie tylko w akademiku ale również i w swoim świecie. Stają się dla siebie obce, co jednak nie sprawia, że mniej siebie potrzebują.

Cath wraz z siostrą od dziecka szalały na punkcie książek o Simonie Snow, jednak kiedy Wren potrafiła rozdzielić swoje życie od fikcyjnej historii tak Cath zamknęła się w niej jeszcze bardziej i całe swoje serce włożyła w fanfiction, które osiągnęło ogromny sukces. Jednak trafiając na studia stają przed nią nie jedne zadania, dlatego w pewnym stopniu musi się oderwać od świata, który sama tworzy i stanąć twardo na ziemi by stawić czoło problemom. Musi rozdzielić siebie między szkołę, opowiadanie i ojca, który po wyjeździe córek został całkiem sam. Z czasem Cath także musi stanąć twarzą twarz z innymi ludźmi, którzy z czasem mogą stać się bliżsi niżby się tego kiedykolwiek spodziewała.

Po niezbyt udanym pierwszym spotkaniu z Reinbow Rowell miesiąc przekonywałam samą siebie, aby dać tej autorce jeszcze jedną szansę i tak oto Fangirl wpadła w moje ręce i mogę z czystym sercem przyznać, że nie spodziewałam się takiego czegoś. Nie myślałam, że z historii tak prostej i tak spotykanej na co dzień, można stworzyć książkę, od której nie będzie można się oderwać.

Tym razem Rowell stworzyła bohaterów, którzy towarzyszyli mi jeszcze przez długi czas po zakończeniu tej książki. Nie wiem czy istnieje postać, z którą tak dobrze mogłabym się utożsamić. To dość dziwne uczucie czytać książkę i mieć wrażenie że jest o nas samych.

Cath to dziewczyna strasznie zamknięta w swoim świecie. Nie jest wyidealizowana ani nie jest totalną nieudacznicą i przede wszystkim będąc strasznie podobna wyglądem do Wren nadal ma swój charakter. Autorka pokazując różnice między bliźniaczkami nie zrobiła z tego wielkiego dramatu, ponieważ nie o to w tej książce chodziło, mimo że w tle można było wychwycić różne problemy otaczającego nas świata.

Jednym z moich ulubionych punktów tej książki był jedyny i niepowtarzalny Levi. Po raz pierwszy nie super seksowny chłopak, na którego widok wszyscy mdleją. Levi to nie model, tylko chłopak który chce pracować na ranchu i zarażać uśmiechem każdego. Levi taki już jest, uśmiechem chce zmieniać świat, dlatego nie ma dla niego ograniczeń. Kto nie chciałby mieć takiego przyjaciela? Który na dodatek wyjadałby wam batoniki, abyście w końcu zaczęli się żywić czymś innym niż proteiny i zajrzeli do szkolnej stołówki, która wcale nie pojawiła się w tajemniczych okolicznościach na kampusie dopiero po kilku miesiącach.

Fangirl to książka, przy której spędziłam niezwykle miłe chwile, takie podczas których robi się ciepło na sercu i mimowolnie się uśmiechamy. Takiej książki brakowało na mojej półce i jestem pewna że jeszcze nie raz do niej wrócę.

Nie jest odkryciem Ameryki, że Simon Snow to odpowiednik Harry'ego Pottera jednak jakbym miała podać jeden minus tej książki, to uważam za zbędne "fragmenty" książek o Simonie. Były one dla mnie po prostu nudne i strasznie naciągane, a opowiadanie Cath było przy nich o niebo lepsze. Takie fanfiction mogłabym czytać, ale tę serię wyrzuciłabym za okno. To jest jedyny drobiazg który mi się nie podobał. Musiałam o nim wspomnieć, żeby znowu nie było że książki tylko wychwalam, ale nie żałuję, że dałam drugą szansę tej autorce, bo tym razem nieodwołalnie skradła kawałek mojego serca.

Ocena:
8,5/10

Wyzwania:
+ 52 książki
+ 3,1 cm (Przeczytam Tyle Ile Mam Wzrostu) 

niedziela, 7 czerwca 2015

Eleonora & Park - Rainbow Rowell


Eleonora & Park czy Romeo & Julia w wydaniu XXI wieku? Romea i Julii wręcz nienawidzę, jak więc potoczyły się losy tej pary?

Nie da się ukryć, że Rainbow Rowell wywołała spore zamieszanie w książkowej sferze w ciągu ostatnich miesięcy. Szczególnie na zagranicznych kanałach bez problemu można się natknąć na Eleonorę i Parka czy Fangirl. Jak to zwykle bywa, za polską wersją trzeba było trochę poczekać, ale to nie znaczy, że książka wywołała mniejszy zachwyt wśród polskich czytelników. Rok temu, dałabym się pokroić za tę książkę, lecz im więcej szumu wokół niej było, tak mniejsza ochota na jej przeczytanie mnie nachodziła. Jednak nie byłabym sobą, gdybym wreszcie nie dała szansy tej historii, chociaż przez ilość pozytywnych recenzji postawiłam jej wysoką poprzeczkę, której niestety nie udało się jej przeskoczyć. Dobrze, że byłam przygotowana na drobne rozczarowanie, przez co książka okazała się uroczą lekturą. 

Eleonora, ruda dziewczyna, która swoim kolorem włosów, przestała zadziwiać przynajmniej wśród książkowych bohaterek. Jednak wśród swoich rówieśników Eleonora wraz ze swoim ognistym kolorem włosów, męskimi koszulami oraz krawatem we włosach jest ciekawym zjawiskiem. Nie trudno sobie wyobrazić, co się działo, podczas jej pierwszego dnia w szkole. W naszych czasach nie wygląda to inaczej. Każda osoba, która się czymś wyróżnia staje się głównym tematem, raczej niezbyt pozytywnych komentarzy.

Z kolei Park, to czarny chłopak: czarne włosy, czarny strój, koreańskie korzenie oraz dwie lewe ręce jeśli chodzi o kierowanie samochodem bez automatycznej skrzyni biegów. Jednak jest to jedyna osoba, której na widok Eleonory nie przychodzą do głowy same złośliwości, a z czasem pozwala nawet nieznajomej na wstęp do jego świata, którym są komiksy i muzyka. Przez długi czas miałam wrażenie, że autorka zrobiła z postaci straszne dzieciaki, jednak później sobie uświadomiłam, że takie przedstawienie młodzieży jest bardziej realistyczne niż w większości książek młodzieżowych, gdzie szesnastolatkowie wojują mieczami i ratują świat, gdzie normalnie większość zatrzymuje się na poziomie umysłowym dzieciaka z podstawówki i nie wytyka nosa spoza komputera.

Sami bohaterowie tej książki stwierdzili, że Romeo i Julia, to dwójka bogatych dzieciaków mających wszystko czego zapragną, którym wydawało się, że się kochają. Nic dodać nic ująć, lecz w żadnym wypadku te słowa nie odnoszą się do Eleonory i Parka. Życie dziewczyny jest naprawdę okropne i chyba nikt nie chciałby znaleźć się w jej sytuacji, gdzie musi dzielić pokój z czwórką rodzeństwa, podczas gdy zza ściany słychać płacz matki i krzyki ojczyma.

Uratowałeś mi życie - próbowała powiedzieć. - Nie na zawsze, nie na dobre. Prawdopodobnie tylko na jakiś czas. Ale uratowałeś mi życie i od teraz jestem twoja. To ja, którą jestem teraz, jest twoja. Na zawsze

Książka pani o tęczowym imieniu nie różni się zbytnio od historii pisanych przez pana zielonego. Dla mnie książki tych autorów są po protu okay. Eleonora & Park nie jest jakimś rwącym potokiem, porywającym czytelnika na długie godziny, jest to raczej powolna rzeczka bez wielkich zawirowań, która spokojnie niesie czytelnika wraz z historią bohaterów. Przyjemna, lekka lektura, jak najbardziej mile spędzony czas, który jednak nie był burzą mózgu, czy refleksją nad swoim życiem. Książka po prostu okay.

Główni bohaterowie nie byli papierowi, jednak nie wykraczali poza kartki książki. Ani Eleonora ani Park nie wzbudzili we mnie wielkich emocji ani uczuć, a cytaty, które inni uważają za romantyczne, dla mnie wydają się sztuczne. Moją ulubioną postacią zdecydowanie zostaje Cal, przyjaciel Parka, szkoda tylko, że nasz główny bohater nie traktował go jak przyjaciel.

Przez długi czas nie mogłam się przyzwyczaić do narracji pisanej z naprawdę dziwnej perspektywy, ale wątek muzyczny oraz piosenki z lat '80 sprawiły, że książka przesycona jest swego rodzaju klimatem tamtych lat, co jest zdecydowanie najmocniejszą stroną tej powieści. Za to że książka wprowadza czytelnika w pewnego rodzaju nostalgię ale i błogi spokój, na pewno z wielką chęcią sięgnę po inne książki Rowell, ale nie będę po nich oczekiwała zbyt wiele. Może gdybym była młodsza, ta historia by mnie zauroczyła, ale na dzień dzisiejszy nie jestem w stanie zrozumieć jej fenomenu. Oczywiście ta pozycja jest lepsza od nieszczęsnego Romea & Julii, ale jak widać książki w tych klimatach nie są dla mnie. Na pewno gdybym nie przeczytała tej pozycji, to bym przeżyła, bo żałować, przynajmniej ja nie miałabym czego.

Wyzwania:
+ 52 Książki
+ 2.3 cm (Przeczytam Tyle Ile Mam Wzrostu)
Ocena:
6/10

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia