piątek, 14 kwietnia 2017

The Call // Peadar O'Guilin


Wyobraźcie sobie, że już od urodzenia, jesteście oswajani z myślą, że pewnego dnia, po prostu znikniecie. Nie znacie dnia ani godziny kiedy to się stanie. Może będzie spali, może będziecie spędzali czas z rodziną lub spacerowali po lesie. Po prostu znikniecie i będziecie mieli dokładnie 3 minuty i 4 sekundy, aby przeżyć. Inaczej do świata powróci jedynie wasze ciało, lub to, co z niego pozostanie... 

Nessa jest jedną z uczennic szkoły przetrwania. Szkoły, w której uczy się, a przynajmniej stara się wyszkolić młodzież tak, aby była w stanie przeżyć wezwanie. Jednak na czym ono tak naprawdę polega? Wezwani trafiają do Szaroziemia, krainy Sidhe, gdzie muszą ujść z życiem. Muszą unikać pułapek przygotowanych przez zamieszkujący tamte tereny lud. 3 minuty wydają się krótkim czasem, jednak w Szaroziemi biegnie on inaczej niż w normalnym świecie, dlatego szanse na przetrwanie stają się coraz mniejsze. 

W szkole przetrwania nie ma tygodnia, aby nie zabrzmiał żałobny dzwon, aby nie powróciło ciało pozbawione duszy. Nessa obcuje z wezwaniem od lat, jednak jej szanse na przeżycie są jeszcze mniejsze niż najlepiej wyszkolonych dzieciaków, którzy również nie zawsze mają wystarczająco dużo szczęścia. Nessa porusza się o kulach, jest najwolniejsza ze wszystkich, dlatego nie ma żadnych szans na przeżycie. To nie znaczy jednak, że jest słaba i godzi się ze swoją porażką. W końcu do czasu wezwania ma życie, które warto przeżyć... 

Zanim sięgnęłam po tę pozycję, zostałam zbombardowana słowami zachwytu. Wszyscy jak jeden mąż mówili, że jest to niesamowicie ponura powieść, którą pochłonęli w kilka godzin. I wiecie co? Po części mieli zdecydowaną rację. 

The Call to stuprocentowo ponura książka. Pełna brutalności, śmierci i walki nie tylko z wrogiem. Na początku myślałam, że te wszystkie słowa były przesadzone, jednak to szczera prawda. Irlandia, jaką poznajemy na kartach tej powieści, sprawiała we mnie wrażenie wyblakłego filmu. Świata pozbawionego koloru i szczęścia. Jedyna barwa jaka tam króluje to czerwień zmieszana ze wszystkimi odcieniami szarości.


Jednak zdecydowanie nie mogę powiedzieć, że przeczytałam tę książkę "jednym duszkiem". Prawda jest taka, że do połowy w ogóle nie mogłam się w tej pozycji odnaleźć. Kłamstwem byłoby, gdybym powiedziała, że była nudna, ale to dopiero druga połowa sprawiła, że nie mogłam się oderwać i byłam niesamowicie ciekawa jak wszystko się dalej potoczy. Początek wydawał mi się przewidywalny, dlatego nie potrafiłam poświęcać pełnej uwagi akcji, jednak moje przeczucie okazało się złudne. 

The Call to przede wszystkim książka młodzieżowa, bohaterowie to nastolatkowie, jednak świat wykreowany przez autora to coś, z czym się dotychczas nie zetknęłam. Postacie ukazują typowe cechy dla ich wieku. Ich zachowanie jest typowe aż do bólu, jednak mnie to zdecydowanie do siebie przekonało. Autor nie chciał na siłę sprawić, że 15 czy 16-latkowie byliby odbierani jako nad wyraz dojrzali. Dzięki temu bohaterowie są prawdziwi, ale co najważniejsze, nie budzą sztucznego i wymuszonego współczucia. Tutaj niektórym się kibicuje, innym życzy się wszystkiego najgorszego. Ta książka stawia na rozrywkę i gdyby cała była utrzymana na poziomie drugiej połowy, byłabym zdecydowanie zachwycona. 

Jednak ze względu na to, że aż tyle czasu zabrało mi odnalezienie wspólnego języka z tą powieścią, pozostał we mnie pewien dystans. Widzę że przed autorem jeszcze spora droga, aby porwać mnie od pierwszej strony. Liczę jednak, że kontynuacja The Call sprawi, że zgodzę się z tymi wszystkimi osobami, które mówią, że wystarczył jeden wieczór aby "pochłonąć" utwór Peadara O'Guilina. Mam ogromną nadzieję, że dalsze losy bohaterów nadal będą tak zaskakujące, a rozwiązania nieprzewidywalne i oryginalne. Wezwanie zaskoczyło mnie nie raz, a nietuzinkowe pomysły na rozwiązanie wątków, które od początku wydawały się przewidywalne, były czymś, co sprawia, że z tą pozycją warto się zapoznać. Może lepiej nie nastawiać się na arcydzieło, ale na coś przyjemnego i lekkiego już tak. Język powieści jest prosty i można od niego oczekiwać czegoś więcej, myślę jednak, że niejednej osobie może ta historia przypaść do gustu, szczególnie tym, którzy chcą oderwać się od naszego świata i wszystkich obowiązków chociaż na kilka godzin. 

Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem Czwarta Strona

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Konnichiwa drogi czytelniku!
Bardzo dziękuję za każde wejścia, a tym bardziej za komentarze. Jeśli masz chwilkę skomentuj, jeśli nie wiesz co napisać, to chętnie się dowiem co aktualnie czytasz i oczywiście co ciekawego polecasz! ;)