środa, 10 lutego 2016

Nie oceniaj książki po tytule (Najlepsza książka na świecie - Peter Stjernström)


Jak nisko jest w stanie upaść pisarz? Kiedyś autor znanych powieści - dzisiaj zapijaczona pisarzyna, czytająca głupie teksty na scenie, tylko po to, aby wzbudzić śmiech wśród słuchaczy. Czy do tego ma się sprowadzać rola "wieszcza" narodowego? 

Tytus Jensen upadł bardzo nisko. Alkohol odebrał mu to, w czym kiedyś był dobry i zamienił go w uzależnionego człowieka, pozbawionego celu i chęci powrotu do swojej pisarskiej kariery. Kiedy jednak pewnego dnia, podczas imprezy wraz ze swoim przyjacielem - poetą Eddie'm X zaczynają pleść głupoty, pojawia się pomysł, aby napisać najlepszą książkę na świecie, która połączyłaby w sobie kilka różnych gatunków, tym samym pozwalając zająć pierwsze miejsce na listach bestsellerów nie tylko w powieściach kryminalnych ale także poradnikach czy książkach kucharskich. 

Wydawać by się mogło, że pomysł to klucz do sukcesu, co jednak, jeśli podobny schemat zaświta w dwóch głowach jednocześnie? Kto ma szansę napisać naprawdę dobrą książkę, która zachwyci czytelników: dawno zapomniany pisarz, uzależniony od różnych używek, czy poeta który swoimi wierszami miłosnymi rozkochał serca nowego pokolenia? Szanse nie są równe, a warunek jest tylko jeden: kto pierwszy ten lepszy, a metody nie koniecznie muszą być sprawiedliwe. 

Skandynawia znana jest przede wszystkim ze świetnych kryminałów, które wiodą prym na światowych listach bestsellerów, jednak jak wygląda u nich z książkami z innych gatunków? Niezaprzeczalnie pisarzom z północy nie brakuje oryginalnych pomysłów, jednak z ich wykonaniem bywa już nie tak kolorowo. 

Wyścig po najlepszą książkę na świecie zapowiadany był jako jedna z najlepszych komedii ostatnich lat, jednak wśród całego zamieszania bohaterów nad połączeniem wielu gatunków cały humor gdzieś wyparował, pozostawiając nam - czytelnikom nie lada wyzwanie. Motyw książki w książce z doświadczenia kończy się niezbyt udanym sukcesem i tym samym Peter Stjemström niepotrzebnie spowolnił i tak naciąganą akcję. Dość abstrakcyjny pomysł bohatera wydawał się intrygujący, dopóki nie poznajemy sposobu jego wykonania. Jak dobrze wiadomo: ilość nie koniecznie przekłada się na jakość.

Początkowo dość chaotyczny sposób narracji sprawia, że łatwo się we wszystkim zakręcić, jednak dzięki temu pojawia się element zaskoczenia, który trzeba przyznać odegrał swoją rolę. Nie jest łatwo przewidzieć, na jaki szalony pomysł wpadnie zarówno Peter jak i Tytus Jensen. 

Zakręcona fabuła mimo wszystko pasuje do klimatu powieści, w której wbrew pozorom przez karykaturę a niekiedy i parodię można zobaczyć ludzką głupotę. Poprzez swój cynizm zwraca uwagę, że bycie pisarzem to nie takie proste zadanie, jak się niektórym mogłoby wydawać. Zyski i pieniądze często są przedkładane nad czytelnika, co może prowadzić do drastycznych skutków jakie doświadczają bohaterów. 

Może nie na próżno szukać w tej książce większego sensu, jednak mimo wszystko pozostał po niej pewien niesmak. Brak jej wyrazistego charakteru przez co trudno mi powiedzieć, aby ta książka wciągnęła mnie lub chociaż rozbawiła. 

Ocena:
5,5/10

+ 8/52 Książki
+ 2,8 cm (Przeczytam Tyle Ile Mam wzrostu)

piątek, 5 lutego 2016

Pieniądze to nie wszystko, bo człowiek oprócz kieszeni ma jeszcze i serce... (Lalka - Bolesław Prus)


Damy, eleganccy panowie, dworki szlacheckie i bale, to zapewne jedna z wielu myśli wiążących się z XIX wiekiem. Wydawać by się mogło, że kiedy Polska była pod zaborami, to wszystko mogło być tylko snem, a nie rzeczywistością jak w powieściach Jane Austin. Jednak jeśli marzycie o narodzie, który przelewał własną krew w imię niepodległości, który chciał za wszelką cenę oderwać się od wroga, to niestety musicie się rozczarować...

Lalka - jedno słowo, które budzi przeróżne dyskusje, spory i uczucia. Jedna z najdłuższych lektur, jedna ze znienawidzonych książek, do której czuje się niechęć jeszcze przed przeczytaniem. Jednak dzisiaj proszę zapomnijcie chociaż na chwilę, że na języku polskim rozkłada się tę książę na czynniki pierwsze. Pomyślcie, że to książka jak wiele innych i wcale nie tak bezsensowna jakby mogło się na pierwszy rzut oka wydawać. Dzisiaj nikt nie każe wam jej czytać na czas, nie macie wyznaczonego terminu, jedynie ten jaki wyznaczy Wam wasze własne serce... 

Po jakże burzliwej epoce romantyzmu, pełnej tak sprzecznych emocji przychodzi czas aby myśleć trochę bardziej racjonalnie, jednak czy można tak z dnia na dzień porzucić wszystkie wzorce? Stanisław Wokulski nie miał łatwego startu w życie. Ten przywilej należał się tylko szlachcie, jednak nie poddawał się i dążył do swoich celów. Wbrew wszystkim chciał się uczyć i uczciwie zarabiać. Odrobina szczęścia oszczędziła mu miłości ale nie talentu do mnożenia kapitałów, przez co zaczął liczyć się z szacunkiem i podziwem ze strony otaczających go ludzi, ale także i pogardą ze strony tych, którzy na swoją fortunę napracować się nie musieli. 

W tym momencie zaczyna się nasza historia. Nie będę ukrywać, że Stanisław skradł moje serce, szkoda tylko, że jego własne wybrało miłość do Izabeli Łęckiej. Damy, która była nią tylko z tytułu. 

Nie spodziewajcie się, że jest to romans. Ta epoka już przeminęła, Bolesław Prus stworzył historię o dążeniu do swoich pragnień i o tym, że czasem nasze wyobrażenia różnią się od rzeczywistości. Rozczarowania to jedna z nieodłącznych części podążania za szczęściem. Wokulski jest obrazem człowieka, który nieszczęśliwie się zakochał, czy można go jednak za to potępiać? 

Prus pod "banalną" historią miłości przedstawił rozkład naszego państwa. Ludzką niesprawiedliwość, gdzie dobrzy ludzie się marnują, a wszystko kręci się wokół tych, którzy mają fortunę i najczęściej są zepsuci do szpiku kości. Czy to brzmi aż tak nierealnie? 

Zgodzę się, że jest to książka, którą nie łatwo zacząć. Setki stron, wśród których znajdują się momenty, które można by pominąć, tworzą dość zawikłaną całość, która jednak łączy się w przepiękną historię o człowieku, który nie zapomniał o człowieczeństwie mimo tak wielu wzlotów i upadków związanych z głupotą i miłością. Z jednej strony romantyk, z drugiej strony pozytywista posiadający ogromne serce. 

Izabela jest najbardziej irytującą i pustą postacią jaką kiedykolwiek miałam nieszczęście spotkać, jednak przy rozmarzonym idealiście jakim był Rzecki oraz tak niezwykle wykreowanym Wokulskim ta postać wydaje się tam pasować. Ta powieść należy do gatunku, który bezpowrotnie wyginął. Napisana niezwykłym stylem, w którym warto się zakochać i który bezapelacyjnie warto poznać, nie tylko ze względu na szkołę, ale przede wszystkim ze względu na to, że my także jesteśmy Polakami, a Lalka jest jedną z najprawdziwszych historii o nas samych. 

Złudne nadzieje, niedopowiedzenia i tak różni bohaterowie składają się na powieść, która pokazuje nasz naród od tej gorszej strony. Wyidealizowane, irytujące postacie są niezwykle prawdziwe i tym samym nie idealizują tła dla całej historii. Prus sam napisał, że chciał stworzyć powieść ukazującą te niesprawiedliwości a ja z czystym sercem muszę przyznać, że mu się to udało, a wśród tego wszystkiego wszczepił postać, która popełniając tak wiele błędów może nas nauczyć jak wiele szczęścia daje pomoc drugiemu człowiekowi. 

Ocena: 
8/10

+ 7/52 Książki
+ 6,2 cm (Przeczytam Tyle Ile Mam Wzrostu)




poniedziałek, 1 lutego 2016

Podsumowanie Stycznia + TBR na Luty


Pierwszy miesiąc nowego roku już za nami, dlatego zapraszam Was na "krótkie" podsumowanie Stycznia. Dzisiaj jednak obejdzie się bez mini book haul'u ponieważ jednym z moich postanowień noworocznych jest kupować mniej książek! Muszę przeczytać to co już znajduje się u mnie na półkach i kupować tylko te awaryjne must have jak Szklany Miecz, czy Pani Noc. Czekam za długo aby tych książek nie przeczytać wraz z premierą! 

Jeśli nie wiecie, dlaczego powinnam ograniczyć kupowanie książek przedstawię wam zeszły rok. Styczeń 2015 roku zaczęłam z dwiema półkami nad komodą, grudzień zaś zakończyłam z regałem robionym na zamówienie posiadającym 16 półek ☺ 

Rok zaczął się dla mnie wyśmienicie, przynajmniej pod względem książkowym. Udało mi się przeczytać 8 książek! Dawno nie miałam tak dobrego wyniku, a tu jeszcze pojawiły się niezłe grubaski. Oby cały rok tak się utrzymał! 


Po pierwsze po raz kolejny przeczytałam Rywalki, Elitę i Jedyną. Niektórzy mogą mówić, że nie ma już takiej frajdy jak po raz pierwszy, ja jednak dostrzegłam jeszcze więcej szczegółów i mimo, że znałam zakończenie świetnie się bawiłam. Ta seria już na zawsze pozostanie w moim sercu! ♥ 

Kolejne książki jakie przeczytałam to Wszechświat kontra Alex Woods (recenzja - klik) Złodziejka Książek (recenzja - klik) i mój jedyny i niepowtarzalny Scott Murdoch czyli Pielgrzym (recenzja - klik) 

Wczoraj w nocy udało mi się skończyć Lalkę, o której już niedługo będziecie mogli poczytać na blogu. Nie taki diabeł straszny jak go malują! Dowiecie się, za co pokochałam powieść Prusa ;)

Dosłownie koniec miesiąca, bo ostatnie godziny spędziłam przy Najlepszej książce na świecie, którą przybliżę Wam w nadchodzących tygodniach (no w ramach ścisłości zostało mi się kilkadziesiąt stron, ale to aż wstyd przerzucać na nowy miesiąc)



Jeśli chodzi o czytelnicze plany na luty przedstawiają się one nie tak efektywnie jak styczniowy stosik. Po pierwsze już teraz zabrałam się za Przewieszenie Remigiusza Mroza. 17 Lutego premierę ma Szklany Miecz dlatego oczywistością jest, że ta książka znajduje się w tym zestawieniu. Na główne danie w tym miesiącu przypada Zbrodnia i Kara oraz Uwięziona w bursztynie, którą zaczęłam już w grudniu, trzeba ją dokończyć zanim wyjdzie kolejny sezon Outlander'a! 

Jako że w lutym nie mam żadnego wolnego wątpię abym była w stanie przeczytać więcej pozycji. Niestety ferie już się skończyły a następne wolne na horyzoncie pojawi się dopiero 18 marca dlatego trzeba wziąć się do nauki, aby zacząć drugą połowę liceum z zadowalającymi wynikami ;) 

Na liście awaryjnej znajduje się jednak Pewnego Dnia - Davida Levithana a także Ława Przysięgłych John'a Grishama. Nudzić się na pewno nie będę, a o blogu nie zapomnę! 

Koniecznie podzielcie się Waszymi stosikami ze stycznia! Ile książek a przede wszystkim jakie książki udało Wam się przeczytać? 

PS. W lutym planuję podać szczegóły II Edycji Książkowego Tour Te Pologne. Macie propozycje, jaka to książka powinna tym razem ruszyć w świat? 

środa, 27 stycznia 2016

Służbą jest życie (Pielgrzym - Terry Hayes)

"Życie to piękno, tak śniłam skrycie. Na jawie widzę: służbą jest życie"

Thrillery, kryminały, i powieści sensacyjne stanowią wielką część literatury XXI wieku. Czy zatem można jeszcze napisać coś nowego? Coś, co sprawi, że książkę pokochają wszyscy czytelnicy nie zważając na wiek i poglądy? Czy można stworzyć historię mającą ponad 750 stron i nie pozwolić czytelnikowi odłożyć jej chociażby na chwilę? Terry Hayes pokazuje, że nawet tak obszerna książka, łącząca to co najlepsze we wszystkich gatunkach, może stać się klasykiem, którego powinni przeczytać wszyscy, otóż Pielgrzym udowadnia, że ma jeszcze dużo do powiedzenia.

Kiedy zaczynałam czytać Pielgrzyma myślałam, że jest to kryminał, z czasem zamieniło się to w powieść szpiegowską z momentami sensacji. Do którejkolwiek jednak szufladki nie wrzucimy tej książki, zawsze będzie to coś o wiele więcej. 

Historia Saracena przeplata się ze wspomnieniami Scotta. Mężczyzna który ma na celu zniszczyć Stany Zjednoczone ze względu na swoje przekonania, poglądy i idee, a najlepszy agent, który miał nadzieję, że skończył swoją karierę raz na zawsze. Kto tutaj rozdaje karty? Do której melodii zatańczą bohaterowie? 

Wydawać by się mogło że to strasznie oklepany temat, ile było już historii, w których Zachód był na celowniku? Jednak Terry Hayes jako brytyjski scenarzysta wie jak wykorzystać gotowe motywy, aby zwrócić uwagę czytelnika na całkiem inne rzeczy. 

Całą próbę zamachu biologicznego odebrałam jako tylko tło dla tej historii. Co prawda jest to koło, które toczy całą powieść, ale to bohaterowie grają tutaj pierwsze skrzypce i postacie które są świetnie wykreowane. Scott jest zdecydowanie najinteligentniejszym bohaterem jakiego było mi dane spotkać. Dorosły, doświadczony mężczyzna, któremu życie wydało takie a nie inne karty. Dawny student medycyny a późniejszy najlepszy agent wywiadu, tzw. Jeździec Niebieskiej nie jest wyidealizowany. Jest żywy.

Co prawda akcja rozkręca się dość powoli. Zaczynamy wszystko od początku, czyli od momentów z przeszłości, które tak a nie inaczej ukształtowały bohaterów. Dzięki temu wszystkiemu poznajemy motywy  ich postępowania, ale jednak o zrozumieniu ciężko tu mówić. Czy można zrozumieć chęć zamordowania milionów niewinnych ludzi w imię Boga? 

Myślę jednak że dzięki temu, że wstęp trochę się dłuży możemy docenić tępo właściwej akcji. W tej książce nie brakuje pomyłek, zwrotów akcji czy po prostu ludzkich błędów, które mogą kosztować życie tylu osób. Człowiek nie jest doskonały, nawet agent taki jak Pielgrzym. 

Ta powieść gra na emocjach czytelnika i nie pozwala o sobie zapomnieć nawet długo po jej zakończeniu. Im szybciej rozkręca się akcja, tym szybciej przewraca się strony, nie mogąc się doczekać ostatecznego finału, który jest mistrzowsko rozegrany. Historie które na początku wydają się zbędne, z czasem okazują się niezwykle znaczące. Autor sprawdza uwagę czytelnika, aby przechytrzyć go tak samo jak głównego bohatera. Mamy tę okazję wiedzieć więcej niż Pielgrzym, ale czy jesteśmy w stanie połączyć fakty zanim on to zrobi? 

Pod całą otoczką sensacji plątają się tematy dużo głębsze, za co chylę czoła autorowi. Największym zaskoczeniem tej powieści jest fakt, że oprócz niesamowitego napięcia, adrenaliny i emocji potrafiła mnie poruszyć, a nawet miejscami wzruszyć. Pielgrzym zwraca uwagę na to że miłość nie jest słabością, a szczególnie nie ta do dziecka. Scott widzi bardzo dużo i przekazuje to czytelnikowi. Mimo wszystko pozostaje skryty, przez co wokół niego powstaje pozytywna otoczka tajemnicy. To właśnie wspomnienia Scotta i to co się z nimi wiąże wzbudziły we mnie tak wielkie poruszenie. 

Pielgrzym to powieść niesamowicie bystra i inteligenta. Wciągająca ale pozostawiająca po sobie trochę niedopowiedzeń, na które chciałoby się poznać odpowiedzi. Mam nadzieję, że wkrótce będziemy mieli ku temu okazję, bo dla kolejnej książki ze Scottem, rzuciłabym wszystko inne, mimo że znów miałabym problemy z powrotem do rzeczywistości. Do tej książki chce się wracać, dlatego nie wyobrażam sobie, że moglibyście przejść koło niej obojętnie. 

Ocena: 
11/10 

+ 6/52 Książki
+ 5,1 cm (Przeczytam Tyle Ile Mam Wzrostu) 



sobota, 23 stycznia 2016

Jak każda nieszczęśliwa historia, ta zaczęła się szczęśliwie... (Złodziejka Książek - Markus Zusak)


Każdy z nas wie, co znaczy trzymać nową książkę w ręce, badać jakie w dotyku są kartki, słyszeć szelest nieprzeczytanych stron, z których każda jest dla nas tajemnicą. Przygoda z książkami dla Liesel Meminger zaczyna się przypadkowo. Kiedy znajduje pierwszą z nich, nie ma znaczenia, że nie rozumie skrytych w niej słów. Liczy się to, co dzięki niej może odkryć i to, że jest to jedyna książka która wiąże ją z przeszłością.

"Podręcznik grabarza" to pierwsza książka, ale nie ostatnia. Ucząc się czytać wraz z papą, jej miłość do książek rośnie, a na ścianie w piwnicy przybywa słów, których Liesel się uczy. Jednak poza ich małym światem przytłacza rzeczywistość II Wojny Światowej, która nie oszczędziła i samych Niemiec. Poza bezpiecznymi murami domu i ramionami papy, który każdego wieczoru odgania koszmary Liesel, kryje się niebezpieczeństwo i wszechogarniająca bieda. 

Kiedy jako kilkuletnia dziewczynka, Złodziejka trafia do nowej rodziny przy Himmelstrasse (Himmel - niebo) nie spodziewa się, że niebo z czasem zmieni się w piekło. A osoby, które na pierwszy rzut oka wydawały jej się potworami, zostaną w jej pamięci na zawsze.

Złodziejka Książek już od dłuższego czasu przewijała się przez listę książek, które chcę przeczytać, jednak zawsze jakoś się z nią mijałam, a wokół mnie przybywało słów zachwytu nad historią Liesel Meminger. Kiedy jednak ta książka znalazła się na mojej półce, odłożyłam wszystko inne i otworzyłam ją na pierwszej stronie. Jak możecie się domyślać, nie odłożyłam jej do momentu, kiedy przez łzy nie byłam wstanie dłużej już czytać. Zusakowi wystarczyło kilka godzin, aby poruszyć mnie tak, jak nie udało się temu nikomu już od miesięcy. 

Nie jest to książka o II Wojnie Światowej mimo, że akcja dzieje się podczas jej trwania. 
Nie jest to książka o miłości, chociaż można się od niej nauczyć, co to znaczy kochać bezinteresownie. 
Jest to historia o tym, co to znaczy być człowiekiem, w czasach kiedy wszyscy o tym zapominają. To historia o przyjaźni i poznawaniu samego siebie. To powieść która wzrusza i która oddaje sprawiedliwość tym, którzy jej nie doświadczyli. 

Zusak stworzył bohaterów, których znamy tak, jakby mieszkali obok nas. W tej powieści nie znajdziecie sztuczności czy przede wszystkim oderwania od rzeczywistości. To historia boleśnie prawdziwa, udowadniająca, że istnieją jeszcze książki po prostu piękne.

Mimo, że mamy okazję poznać bohaterów i to całkiem dobrze, autor żadnego z nich nie czyni narratorem. Ten przywilej przypada Śmierci, która zwraca nam uwagę na to, co w ludziach jest najlepsze, a co najgorsze i udowadnia, jak bardzo te skrajne rzeczy są ze sobą powiązane. 

Ludzie mają jednak coś, czego im szczerze zazdroszczę. Mają dość rozumu, by umierać.

Jeśli kiedykolwiek zastanawialiście się, czy warto sięgnąć po tę pozycję, nie wahajcie się ani sekundy. Zusak nie tworzy niczego na siłę. Mimo, że wojna stanowi tło dla tej historii, a opowiada ją śmierć, jest to powieść wyjątkowo ludzka. Jeśli czegokolwiek żałuję, to jedynie tego, że zabrałam się za nią tak późno. Ten autor sprawia, że czujemy sympatię do kogoś, kogo powinniśmy się bać. W momentach kiedy śmierć zabiera naszych ukochanych bohaterów, nie czujemy złości tylko zrozumienie. Autor oddaje sprawiedliwość, pokazując, że śmierć przychodzi po każdego, niezależnie od rasy, wieku, czy majątku. 

To powieść przerażająco piękna, obok której nie sposób przejść obojętnie.


Nienawidziłam słów i kochałam je. Mam nadzieję, że nauczyłam się ich używać.

Ocena:
10/10

Wyzwania:
+ 4/52 Książki 
+ 4,3 cm (Przeczytam Tyle Ile Mam Wzrostu)



środa, 20 stycznia 2016

WYNIKI - Konkurs Noworoczny


Śnieg za oknem, mróz przez który nie chce się wychodzić na zewnątrz (przynajmniej mi się nie chce) to idealny moment, aby uszczęśliwić 4 osoby, spośród wszystkich, które zgłosiły się do konkursu noworocznego! To jest ten czas, w którym poznacie zwycięzców. 

Przypominam, że macie tydzień na odpowiedzenie na email! Inaczej będę musiała wybrać kolejne osoby ☺

Aby nie przedłużać książki lecą do:

Powiedz wilkom, że jestem w domu - Sara 
Imię Róży - Medyk 
Hopeless - Rose Belle
Miasto Popiołów - Lenka


Mam nadzieję, że książki Was nie zawiodą i cóż, pozostaje mi życzyć udanej lektury! Gratuluję i już zapraszam na kolejny konkurs, na który (mam nadzieję) nie trzeba będzie za długo czekać ;) 


niedziela, 17 stycznia 2016

Kiedy wszechświat spada ci na głowę (Wszechświat kontra Alex Woods - Gavin Extence)


Śmiech, szyderstwo, absurd często są głęboko osadzone w poczuciu rozpaczy.

Wszechświat - jedna wielka nieskończoność, której nie sposób ogarnąć myślami, to nasz dom. Jesteśmy częścią tej nieskończoności, a Alex Woods ma możliwość odkryć, że nawet wszechświat potrafi mieć poczucie humoru i jednym małym incydentem może nieodwracalnie zmienić życie pewnego chłopca. 

7 kontynentów, tysiące kilometrów oceanów a kawałek wszechświata w postaci meteorytu wybrał właśnie Alexa na koniec swojej wędrówki. Śpiączka, choroba i sława to tylko niektóre owoce tego spotkania. Miesiące spędzone samotnie w domu, z czasem rodzące się zamiłowanie do literatury i nauki oraz samotna matka wierząca w nadprzyrodzone moce to przepis na katastrofę w starciu z rówieśnikami. Jesteś inny - jesteś niebezpieczny, dlatego życie Alexa nie jest łatwe a wypadek niczego mu nie ułatwił, współczucie to najgorsze, co możemy ofiarować w takich okolicznościach.

Mózg każdego człowieka tworzy pełny, unikalny wszechświat, który zawiera wszystko, co znamy: wszystko, co widzimy i czego dotykamy, wszystko, co czujemy i co pamiętamy. W pewnym sensie mózg tworzy naszą rzeczywistość. Bez mózgu nie ma nic.

Wszechświat Alexa składa się z kilku stałych punktów. Nieodłącznej padaczki i dość niecodziennej przyjaźni z panem Petersonem, która to właśnie jest naszą ścieżką prowadzącą przez tą niezwykłą historię. 

Historia Alexa na pewno skłania do myślenia i refleksji ale bez zbędnej ckliwości i sentymentu. To połączenie komedii z tragedią, w której czegoś mi zabrakło. Humor nie sprawił że się śmiałam, a tragedia nie sprawiła, że poleciały łzy. Zgadzam się, że jest to powieść mądra i zaskakująca, poruszająca największą zagadkę człowieczeństwa - moralność. Czy można z góry określić co jest oznaką człowieczeństwa, a co nie? Czy pragnienie sprawiedliwej śmierci sprawia, że przestajemy być ludźmi? Powieść Extence'a przeplata się z twórczością Kurta Vonnegut'a i zwraca nam uwagę jak schematyczne mamy podejście do wydarzeń nas otaczających. Czy nie do wszystkiego trzeba podchodzić indywidualnie? 

I kiedy z gwiazd rój strzał się cisnął, 
A niebo spadło łzą rzęsistą, 
Czy rad był Bóg, i czy być może, 
Że Ciebie i Baranka stworzył? 

Jednak mimo, że jest to głęboka powieść, napisana niebanalnym językiem nie wywołała u mnie większych emocji. Zabrakło mi akcji i wyrazistości bohaterów oraz przede wszystkim więzi między nimi. Mam wrażenie, że autor chciał stworzyć powieść na miarę Vonnegut'a, która przez śmiech i absurd zwróci uwagę na większe wartości, jednak we mnie ta historia wzbudziła nie tyle nostalgię, co uczucie psychicznego odrętwienia. Miałam wrażenie jakby czas zwolnił a nawet jakby ogłuszył mnie jakiś kawałek wszechświata. 

Po tylu recenzjach, tylu wspaniałych słowach spodziewałam się czegoś innego, czegoś co "rozpali moją wyobraźnię". To miała być podnosząca na duchu opowieść o niezwykłej podróży i nietypowej przyjaźni, dla mnie jest to jednak tylko ciepła aczkolwiek smutna książka, przy której można pomyśleć przez dłuższy czas. Nie jest to powieść na jeden raz, nie jest to też autor, który nieodwracalnie zmienił moje życie. Może jednak muszę po prostu do tej historii dojrzeć? 

Zawsze łatwiej podporządkować się ogółowi, ale wiara w zasady zakłada, że należy robić to, co słuszne, a nie to, co łatwe. Chodzi o wewnętrzną spójność, a to jest coś, co możesz sam kontrolować.

Ocena: 
6+/10

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia