wtorek, 16 maja 2017

Ziemia Kłamstw // Anne B. Ragde


Człowiek to istota, która usilnie lubi komplikować swoje życie. Co najgorsze, nie zawsze tylko i wyłącznie swoje, ale przy okazji także swoich bliskich. Decyzje z przeszłości lubią o sobie przypominać po latach, szczególnie wtedy, kiedy innych nieszczęść nie brakuje. Czy podobnie jest z rodziną Neshov? 

Kiedy wielkimi krokami zbliżają się święta Bożego Narodzenia, w okolicach Trondheim, życie pewnej rodziny zostaje wywrócone do góry nogami i odmienione na zawsze. W czasie gdy w jednym domu rodzice walczą z nieszczęściem jakim była utrata syna i jego samobójcza śmierć, Anna Neshov dostaje wylewu. Jej synowie stają w obliczu nie tyle możliwej śmierci matki, ale możliwości wspólnego spotkania się przy jej łożu. Różne sytuacje mogą być spełnieniem koszmarów, jednym z nich, może być ponowna, jednoczesna obecność w tym samym pomieszczeniu. 


Jak ktoś już mógł zauważyć - uwielbiam książki norweskich pisarzy i powieści, których akcja dzieje się w jej granicach. Przyznam jednak, że nigdy wcześniej nie słyszałam o Ziemi Kłamstw, ani tym bardziej o Anne B. Ragde, chociaż jest to jedynie wznowienie jej serii, która zadebiutowała na polskim rynku już kilka lat temu. Umknął mi również fakt, że ta saga, została zekranizowana w formie serialu (którego co prawda jeszcze nie widziałam, ale zapewne to zmienię, jak tylko napiszę co tak w sumie sądzę o tej pozycji). Nie mogłam się jednak nie pokusić o sprawdzenie, jak wypada pierwszy tom serii, docenionej niejedną nagrodą literacką.

Zdaję sobie sprawę, że sagi rodzinne nie są dla każdego. Ja sama jestem wśród nich bardzo wybredna i nie powiem, postawiłam rodzinie Neshov wysoką poprzeczkę. Powiem szczerze, że może i zbyt trochę wysoką. 



Anne B. Ragde stworzyła powieść zdecydowanie niełatwą w odbiorze. Ktoś niezaznajomiony z klimatem norweskich utworów, może stwierdzić, że jest ona po prostu nudna. Ja się już jednak przyzwyczaiłam do tego, że na rozwój wydarzeń należy poczekać. Nie mogę jednak oszukać nawet i samej siebie, że tutaj czekało się na to niemiłosiernie długo, a w ostatecznym rozrachunku Ziemia Kłamstw i tak nie obfituje w ilość akcji. Tak jak wątków nie brakuje, tak samych wydarzeń tak, mimo że autorka nie szczędzi szczegółowych opisów. Jest to główny powód, który utrudnił mi czytanie tej powieści, jednak kiedy spojrzę na tę pozycję z dystansem, było to jednocześnie jedynym większym minusem. 

Tak jak akcja była niezwykle spokojna, stonowana ale konsekwentnie prowadzona, tak opisy pozwalają na głębsze poznanie bohaterów i otoczenia, w którym się wychowywali i w którym nadal żyją. Każdy z braci jest inny i to w wyrazisty sposób. Tor jako najstarszy z rodzeństwa został na gospodarstwie, najmłodszy i najbardziej niezrozumiały przez innych wyjechał do Kopenhagi, a średni Margido pracuje w usługach pogrzebowych i dostarcza najszerszy obraz nieszczęścia, które może w niedalekiej przyszłości dosięgnąć jego własną rodzinę. 

Autorka nie podaje niczego na wyciągnięcie ręki, jej książka wymaga zaangażowania od odbiorcy, przez co nie każdy jest w stanie ją docenić. Również problemy z jakimi walczą bohaterowie sprawiają, że nie jest to tematyka, po którą każdy bez wahania sięgnie. Ta pozycja nie wzbudziła we mnie współczucia czy żadnych większych emocji (może poza czymś przeciwnym do empatii względem niektórych bohaterów), poraziła mnie jednak mentalnością ludzi, którzy przewijają się na jej kartach. Sprawiła, że nie potrafiłam nie dostrzec takich przykładów w mojej własnej społeczności, w której przyszło mi żyć. Ziemia Kłamstw powstała prawie 15 lat temu, jednak ukazane w niej cechy obowiązują nadal, co zdecydowanie nie świadczy o niczym dobrym. 

Z jednej strony czuję dystans do tej powieści, ponieważ nie ukrywam, że zabrakło mi w niej większego dynamizmu, jednak z drugiej strony nie opuszcza mnie przeświadczenie, że właśnie tak miało być. Nie wiem, czy kolejne tomy są równie trudne w odbiorze, jednak jeśli lubicie czasami poczuć dylematy w ocenie książki, a wymagające tytuły nie są czymś z góry przez Was odrzucanym, to może warto zastanowić się nad sięgnięciem po tę pozycję? Bo mimo okropnie długich opisów, niekoniecznie istotnych rzeczy, nie jest to głupia powieść, a wręcz przeciwnie, coś co za tą całą nieskrywanie skomplikowaną budową, skrywa większe treści. 

Za książkę dziękuję wydawnictwu Smak Słowa




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Konnichiwa drogi czytelniku!
Bardzo dziękuję za każde wejścia, a tym bardziej za komentarze. Jeśli masz chwilkę skomentuj, jeśli nie wiesz co napisać, to chętnie się dowiem co aktualnie czytasz i oczywiście co ciekawego polecasz! ;)