środa, 3 maja 2017

Lokatorka // JP Delaney // PRZEDPREMIEROWO


PREMIERA 14 CZERWCA

Ile razu w życiu trafiamy na takie książki, po których już od pierwszych stron czujemy, że to jest własnie to? I co "to" tak naprawdę znaczy? Myślę, że dotychczas trafiłam może na 10 takich książek. "Takich" czyli na takie tytuły, które porwały mnie od początku, do końca utrzymały niesamowity poziom i co najważniejsze klimat, a przy okazji oprócz rozrywki dostarczyły mi chwil rozmyślań. Czy Lokatorka to jedna z "tych" książek? 

Wiecie, ja po prostu po ludzku nie lubię książek psychologicznych. Nigdy ta dziedzina nauki mnie nie interesowała, a powieści z takim motywem mnie najnormalniej w świecie nudzą, nawet thrillery. Dlaczego więc dzisiaj piszę o pozycji, która jest właśnie thrillerem psychologicznym? 

Może po prostu dla tego, że czasami lubię robić coś sprzecznego ze swoją naturą i uparcie sięgam po coś, co powinno budzić moje wątpliwości? Jednak Lokatorka zaintrygowała mnie swoim opisem a już pierwsze strony ten zachwyt pogłębiły. 

The Girl Before... Oryginalny tytuł idealnie pasuje do książki. A to dlaczego? Emma po napaści we własnym mieszkaniu, wraz z chłopakiem poszukuje nowego miejsca, w którym poczułaby się bezpiecznie. Nigdy nie pomyślałaby, że Folgate Street 1, wraz ze swoją surowością i nietypową nowoczesnością będzie miejscem, w którym mogłaby się tak poczuć. Jednak aby zamieszkać w tak wyjątkowym miejscu, trzeba wypełnić formularz i spełniać niekoniecznie standardowe warunki. Największe znaczenie i tak ma głos właściciela budynku a zarazem jego architekta. To do niego należy decyzja, kto jest "godny" mieszkać w idealnym mieszkaniu. Tylko Edward ma prawo veta... 

Jane po przeżyciu swojej osobistej tragedii postanawia zacząć wszystko od nowa. Pragnie miejsca, które da jej nową kartę. Po wielu poszukiwaniach i odrzuconych ofertach, trafia na Folgate Street 1. I od tego dnia, jej życie zmienia się nie koniecznie tak, jakby tego chciała... 

Dwie bohaterki łączy nie tylko dom, w którym pragną zamieszkać. Ich losy splatają się na wielu płaszczyznach. Jednak tylko jedna z nich, będzie miała szansę poznać losy poprzedniczki. Jednak czy to, uratuje ją od podobnego losu? 



Uwielbiam thrillery. Jest to gatunek, od którego przede wszystkim oczekuję zaangażowania, dreszczyku emocji i pełnej palety uczuć. JP Delaney ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu sprawił, że przez niecałe dwa dni, nie byłam w stanie oderwać się od jego książki i wyjść ze świata Folgate Street 1. 

Powiedzieć, że to była ciekawość, to nie powiedzieć nic. Miałam uczucie, że każda kolejna strona jest mi potrzebna do oddychania. Każda chwila, kiedy musiałam odłożyć Lokatorkę na bok, była okropna, bo wszystko ciągnęło mnie do tego, aby poznać dalsze losy, dalsze wydarzenia, a przede wszystkim zakończenie. 

Psychologia nigdy do mnie nie trafiała, ale teraz stwierdzam, że po prostu dotychczas trafiałam na powieści, których autorzy wykorzystywali ten motyw nieudolnie. JP Delaney napisał coś, gdzie do ostatniej strony nie można być pewnym kto jest oprawcą, a kto ofiarą. Kogo tak naprawdę powinniśmy się obawiać. Do tego wplecenie motywu architektury sprawia, że jest to książka jedyna w swoim rodzaju. 

Mogłabym użyć wszystkich synonimów słowa genialny, fenomenalny czy fantastyczny a to i tak będzie mało. Oniemiałam po zakończeniu przygody z tą historią. Może niektórzy pomyślą, że przesadzam, ale myślałam, że po Pielgrzymie nie będzie mi już dane trafić na książkę,  przy której dreszczyk niepewności będzie mi towarzyszył przez cały czas, a jednak jak się okazuje, martwiłam się niepotrzebnie. 

Nie wiem, jak autor to zrobił, ale przestronność i surowość a zarazem modernizm budynku, nadał tej opowieści niezwykle oryginalny klimat. Te 450 stron to stanowczo za mało. Chciałabym więcej, jednak tyle stron wystarczyło, aby opowiedzieć o losach Emmy i Jane bez żadnych braków i niedomówień. Tu wszystko jest dopięte na ostatni guzik. Obsesja na punkcie perfekcjonizmu bohatera przejawia się również w postaci samej warstwy językowej. Nie pamiętam książki, w której forma i treść tak by się uzupełniały. Ja po prostu straciłam serce i rozum dla Lokatorki i mam nadzieję, że autor już niedługo zaserwuje nam kolejną dawkę tak niesamowitych emocji. 

Za możliwość przeczytania tej książki dziękuję Wydawnictwu Otwartemu

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Konnichiwa drogi czytelniku!
Bardzo dziękuję za każde wejścia, a tym bardziej za komentarze. Jeśli masz chwilkę skomentuj, jeśli nie wiesz co napisać, to chętnie się dowiem co aktualnie czytasz i oczywiście co ciekawego polecasz! ;)