Pokazywanie postów oznaczonych etykietą colleen hoover. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą colleen hoover. Pokaż wszystkie posty

piątek, 23 marca 2018

dałam się nabrać? // Slammed // Colleen Hoover



O Colleen Hoover pisałam na blogu już nie raz. Zarówno pozytywnie jak i wręcz przeciwnie. Na początku myślałam jednak, że pierwszej jej serii nie przeczytam. Dlaczego? Wiele osób skutecznie mi ją po prostu odradzało, mówiąc że jest najsłabsza. Czy mieli rację? Czy Slammed i kontynuacja (bo w tym poście postaram się podsumować całość, a nie tylko pierwszy tom) jest naprawdę najgorszą historią Hoover? Już na wstępie mogę Wam powiedzieć, że zdecydowanie nie. Czy jednak jest tak pięknie jak można by się spodziewać? 

Jeżeli ktoś śledzi mnie na instagramie, to zapewne zauważył, że mniej więcej miesiąc temu oszalałam na punkcie historii Layken i Willa. Zaledwie po kilku rozdziałach, wiedziałam, że to jest ta Hoover w której się zakochałam. Taka, która jeszcze nie miała szansy popaść w schemat i przesadzony dramatyzm. Której historia bardzo prosta, okazała się niezwykle poruszająca i przejmująca. Slammed po prostu chwyciło mnie za serce. Zarówno prostotą języka jak i samym rozwojem uczucia u bohaterów. To jednak, co okazało się największym plusem tej książki, to nic innego jak poezja, a dokładniej slamy poetyckie. Każdy wiersz w którym bohaterowie odsłaniali fragmenty siebie, sprawiał, że miałam ogromną potrzebę znalezienia się kiedyś na takim wydarzeniu. Dlaczego więc uważam, że w pewien sposób dałam się nabrać?

niedziela, 8 października 2017

cukierkowa czy nie, niektórych książek nie sposób ocenić // It ends with us // Colleen Hoover


PREMIERA 11 PAŹDZIERNIKA

Czytając tę książkę nie byłam w stanie pohamować raczej negatywnych odczuć względem niej, a w szczególności do całokształtu twórczości Hoover. Moje nastawienie względem niej zmieniało się kilkakrotnie. Od początkowego zauroczenia, do znudzenia i złości na autorkę. Jednak dotarłam do pewnego momentu, w którym uświadomiłam sobie, że muszę napisać coś dwutorowo. Osobno opowiedzieć o samej historii z tej książki, a osobno o wielkim rozczarowaniu autorką. Inaczej zdecydowanie dzisiaj nie padłoby z moich ust, żadne pozytywne słowo. 

Twórczość Colleen Hoover śledzę od chwili wydania w Polsce Hopeless. Minęły więc już ponad trzy lata. Przeczytałam w sumie 10 książek tej autorki. Miałam okazję ją spotkać, kiedy była w trasie po Polsce. Jednak po skończeniu tej dziesiątej, czara goryczy się przelała. Już rok temu powstrzymywałam się przed wylaniem swoich żali przy November 9. Confess broniłam, bo tę historię poznałam 2 lata temu i w oryginale zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Teraz jednak nie będę ukrywać, że moja złość, przysłania "radość" z czytania w tym przypadku It ends with us. 

niedziela, 7 maja 2017

Confess // Colleen Hoover // recenzja druga.


PREMIERA 10 MAJA


Może Was zastanawiać dzisiejszy tytuł. Dlaczego recenzja druga? A no odpowiedź jest bardzo prosta. Confess czytałam 1,5 roku temu w wydaniu angielskim i wtedy to ukazała się moja pierwsza opinia na temat tej książki Hoover. Jednak nie byłabym sobą, gdybym nie sięgnęła po polskie wydanie. Do zeszłego miesiąca uważałam Confess za moją ukochaną powieść tej autorki. Czy polskie tłumaczenie albo czas który upłynął odkąd poznałam tę historię, coś w tej kwestii zmienił? Sama byłam tego nieziemsko ciekawa, więc kiedy tylko nadarzyła się okazja, aby przeczytać tę książkę - porwałam ją i zniknęłam na kilka godzin.

Wiecie co mnie do tej książki przyciągnęło jak ćmę do światła? Motyw sztuki i pewne wydarzenie z pierwszego rozdziału, w skrócie dramat i łzy już od pierwszych stron. Jednak sama nie wiem, jak napisać dzisiejszego posta. Może trochę przeredaguję swoje własne słowa sprzed lat?

sobota, 17 grudnia 2016

Baśń XXI wieku? (Never Never - Colleen Hoover & Tarryn Fisher)


O Colleen Hoover pisałam już nie raz. Czytałam jej niejedną książkę. Bywały lepsze, bywały gorsze (szczególnie po spojrzeniu na nie z biegiem czasu), zazwyczaj chętnie sięgałam po kolejne jej pozycje, jednak po Ugly Love nie miałam długo ochoty, na książkę z podobnego gatunku. Jak jednak wypadł duet Hoover i Fisher, o której nigdy nic nawet nie czytałam?

wtorek, 19 kwietnia 2016

Nie pytaj o przeszłość, nie licz na przyszłość (Ugly Love - Colleen Hoover)


"Łzy mi
lecą,
lecą,
lecą."

Cytując Milesa Archera mogłabym właściwie ograniczyć recenzję do tych 5 słów. Czy w takim razie jest tu jeszcze coś do dodania? 

Po raz pierwszy książka napisana przez Colleen Hoover pozostawiła po sobie gorzki posmak rozczarowania i zawodu. 

Zdecydowanie nie ma sensu rozpisywać się nad stylem pisania autorki, z jaką łatwością oraz jak szybko (a nawet za szybko) się ją czyta. Wyczekiwałam na tę powieść od ponad roku, po wszystkich słowach zachwytu i ogromnej miłości do innych książek Colleen poprzeczka była wysoka i tym razem okazała się nie do przeskoczenia, jednak zacznijmy od początku. 

Tate wprowadza się do mieszkania starszego brata, aby odnaleźć się w nowym mieście, uczelni i pracy. Jednak gdy staje przed drzwiami mieszkania wszystko układa się inaczej, niż kiedykolwiek sobie to wyobrażała. Kiedy na korytarzu znajduje śpiącego i pijanego przyjaciela swojego brata nawet nie myśli o tym, że to właśnie ten chłopak wywróci jej życie do góry nogami i sprawi, że to z jego łzami wymiesza się jej cierpienie. 

Miles Archer to chłopak, który za wszelką cenę stara się zamknąć za sobą przeszłość, a jednocześnie nie pozwala otworzyć się przyszłości. Jako pilot stara się wznieść poza goniące go cienie młodości a jednocześnie pamięta, że nie może przekroczyć pewnych granic. 

Kiedy ścieżki pełnej życia i upartej Tate oraz Milesa starającego się być obojętnym na jakiekolwiek uczucia się przecinają, wniosek może być tylko jeden: to wszystko musi skończyć się katastrofą. 

Miles stawia dwie zasady: nie pytaj o przeszłość i nie licz na przyszłość. Tate wmawia sobie, że to jej zdecydowanie wystarczy, decyduje się na taki związek, chociaż doskonale wie, że kiedyś teraźniejszość nie będzie już dla niej wystarczająca. Chce uzdrowić Milesa i pokazać mu, że nie można zamykać się na miłość, nawet jeśli ma być to pokuta za wydarzenia sprzed lat.

Jak gorzkie i bolesne będzie zderzenie się światów dwójki młodych ludzi, kiedy każdy z nich skrywa swoje prawdziwe uczucia i oczekiwania? 


Colleen Hoover zdecydowanie wie, jak pisać, aby czytelnik nie mógł odłożyć książki z czystym sumieniem. Budzi ciekawość, urywając w najważniejszych momentach i podsycając tym samym naszą ciekawość. 

Tym razem akcja toczy się dwoma torami. Wzgląd na teraźniejszość daje nam Tate, a Miles przenosi nas 6 lat wstecz, gdzie razem z nim przeżywamy to, co zamknęło jego serce na miłość. Dwie ścieżki pozwalają nam poznać bohaterów, aby wkrótce połączyć się w jedną i tę samą historię. 

Mimo, że sam pomysł na fabułę jest czymś intrygującym, a tajemnica Milesa, którą stronę po stronie odrywamy wzbudziła we mnie wielkie zaangażowanie, to mimo wszystko zabrakło mi czegoś w całości. Mam wrażenie, że wszystko działo się za szybko i zbyt powierzchownie. Nawet nie zarejestrowałam, kiedy minęła połowa książki, która nie wzbudziła we mnie większych emocji. 

Dopiero ostatnie 100 stron sprawiło, że zaczęłam doceniać to co w tej książce jest pięknego. Mała liczba bohaterów i dwa wątki nie tworzą z Ugly Love skomplikowanej książki. Zazwyczaj prostota w wydaniu Hoover chwytała za serce, a tym razem pozostawiała rozgoryczenie i pytanie: i jak to? tak po prostu? 

Po raz kolejny główna bohaterka nie wyszła poza bycie narratorką, ani jej nie kibicowałam ani nie życzyłam źle. W tej historii to Miles zdecydowanie gra pierwsze skrzypce. 

Jeżeli miałabym wskazać największy plus jaki pierwszy przychodzi mi do głowy to jest nim właśnie Miles, który zamknięty w sobie intryguje, namiętnością zachwyca, a swoimi łzami porusza czytelnika oraz Kapitan, który budził moją sympatię już od samego początku, będąc powiernikiem smutków i radości głównych bohaterów. 

Autorka uchwyciła jak wiele odcieni ma miłość i cierpienie tak bardzo z nią związane. Sprawiła, że w niejednym momencie płakałam wraz z bohaterami, jednak nie sprawiła, że przeżyłam tę historię razem z nimi. 

Duchy przyszłości przywodzą mi na myśl, że Ugly Love to Hopeless w trochę innym, doroślejszym wydaniu. Te historie są od siebie bardzo różne jednak momentami podobne. Widać, podobieństwo u męskich bohaterów jednak nie można tego nazwać szablonowością. Tak jak historia może mieć dwa oblicza tak i książka może okazać się zachwycająca i rozczarowująca jednocześnie. 


Ocena:
7/10






środa, 11 listopada 2015

Im więcej sekretów skrywasz, tym silniejszy jesteś w środku (Confess - Colleen Hoover)

via. http://idzn.co/idzn/danny-o-connor (Danny O'Connor art)
Wiesz, to mogłoby być przeznaczenie...

Ile jest książek, których po opisie nigdy byśmy nie przeczytali? Confess to zdecydowanie taki przypadek. Gdybym nie znała autorki oraz nie przeczytała niejednej recenzji, w których wszyscy jednogłośnie mówią, że ta książka wstrząsa, łamie serce i wzrusza, pewnie dzisiaj nie mogłabym się pod tym wszystkim podpisać, a jednak, może to także było przeznaczenie? 

Wystarczy sięgnąć po prolog, aby sobie uświadomić, że autorka już od samego początku rzuca wyzwanie i czytelnikowi, i samej sobie. Już pierwsze strony udowadniają, że autorka wie o czym pisze i jest świadoma tego co chce przekazać, i tym czymś na pewno nie jest banalna historia miłosna, która narzuca się w opisie. O nie, tym razem autorka po raz kolejny na pierwszy plan wysuwa motywy i problemy, których raczej YA nie porusza. 

Auburn Mason Reed poznajemy jako 15-letnią dziewczynę, pełną marzeń i planów, jednak już za chwilę widzimy ją jako młodą kobietę, której los nie oszczędził, a której życie niczym nie przypomina tego, co sobie wyobrażała będąc nastolatką. Utrata ukochanej osoby, oraz ograniczenie kontaktu z bliskimi sprawiają, że Auburn musi szybko dorosnąć, jednak dla niektórych niezbyt szybko. Mimo wszelkich starań życie Auburn nie jest najłatwiejsze, jednak ma nadzieję, że to się zmieni, kiedy zaczyna pracę w galerii sztuki. 

Owen Mason Gentry to chłopak, który oprócz niesamowitego talentu skrywa także i bolesne wspomnienia. Jednak czasami inni potrafią wybaczyć nam rzeczy których my sami sobie wybaczyć nie potrafimy. Owen i jego ojciec tego udowadniają, i są przykładem jak różnie osoby są w stanie przeżyć te same tragedie. Każdy przeżywa inaczej i czasami sięga po nienajlepsze środki. 

Kiedy Auburn staje w drzwiach Owena łączy ich nie tylko wspólne imię, ale także i przeszłość, choć zdaje sobie z tego sprawę tylko jedno z nich, które od lat wierzyło, że można mieć więcej niż jedno przeznaczenie. Oboje skrywają tajemnice, których woleliby nie ujawniać i oboje wierzą, że to drugie jest w stanie coś zmienić w ich życiu. Niestety czasami wiara i nadzieja to za mało i musimy wybrać to, co najlepsze dla naszych bliskich, nie ważne jak bardzo łamie nam to serce. 

Colleen Hoover po raz kolejny pokazuje jak wiele jesteśmy w stanie poświęcić dla drugiej osoby, pokazuje jednak także, że niektórych rzeczy nie jesteśmy w stanie przeskoczyć mimo największych nadziei i chęci. Uczucia które towarzyszą bohaterom, z czasem przenoszą się także na czytelnika, dlatego ta historia tak bardzo porusza i sprawia, że się z nimi utożsamiamy. 

Tajemnice sprawiają, że człowiek staje się w środku silniejszy i tak samo jest z książkami Hoover. Im mniej o nich wiemy, im więcej jest dla nas tajemnicą, tym bardziej potrafią nas zaskoczyć i poruszyć. 

Ciężko mi powiedzieć, żebym oczekiwała po tej książce czegoś konkretnego. Fakt, że nie ukazała się jeszcze u nas sprawił, że podeszłam do niej z czystą kartą, jednak teraz myślę, że jest to jedna z najpiękniejszych historii, jakie Hoover stworzyła. Porównując ją z poprzednimi książkami widać, jak bardzo one dojrzały. Autorka w pełni świadoma swoich możliwości wykorzystała je, tworząc coś, co potrafi dać nam nadzieję na lepsze jutro. Z każdego upadku jesteśmy w stanie się podnieść, jednak czasami musimy zdecydować czyje dobro jest ważniejsze, nasze, czy bliskich nam osób.

Poświęcenie i odpowiedzialność to coś czego Auburn i Owen muszą się nauczyć wkraczając w prawdziwie dorosłe życie. Zwykli bohaterowie, których uczucia są podobne do naszych, sprawiają, że niby prosta historia swoją oryginalnością pochłania, wzrusza, chwyta za serce i sprawia że nie wstydzimy się własnych łez. Autorka po raz kolejny wychodzi poza zarysowany schemat wykracza poza pewne granice dając nam pewnego rodzaju ciepło i satysfakcję ale także i smutek, kiedy wszystko się kończy. 

Ocena:
10/10

+2,3 cm (Przeczytam Tyle Ile Mam Wzrostu)

środa, 27 maja 2015

Maybe Someday - Colleen Hoover


W angielskim alfabecie jest tylko dwadzieścia sześć liter. Można by pomyśleć, że z tyloma literami niewiele można zrobić. Można by pomyśleć, że kiedy wymiesza się je i połączy w słowa, mogą one wywołać tylko ograniczoną liczbę uczuć. A jednak tych uczuć może być nieskończenie wiele i ta piosenka jest dowodem na to. Nigdy nie zrozumiem, w jaki sposób kilka prostych słów połączonych ze sobą może kogoś zmienić, a jednak ten utwór i jego słowa całkowicie mnie odmieniają. Czuję się tak, jakby "może kiedyś" zamieniło się we "właśnie teraz".

Może kiedyś, a może nigdy. Czy komukolwiek i kiedykolwiek uda się oddać w kilku słowach to, jak wyjątkową historię stworzyła Colleen Hoover? Czy z tych kilkudziesięciu liter, z których składa się alfabet, da się stworzyć słowa, które będzą w stanie opisać to, co czułam podczas czytania tej książki? Może kiedyś...

Znacie to uczucie, kiedy jeszcze przed wydaniem jakiejś książki wiecie, że będzie ona czymś niesamowitym i na pewno się wam spodoba? Tak miałam w przypadku tej historii. Jestem ogromną fanką Hoover, jednak to co wywołało we mnie Hopeless w żadnym stopniu nie równa się tej książce. Ogrom emocji, to dopiero początek. Tak jak w przypadku historii Sky zabrakło mi wyważenia, tak w przypadku Maybe Someday wpadłam do świata Sydney od pierwszej strony. Niestety podróż po jej świecie trwała tylko 3 godziny. Na tylko tyle byłam w stanie odwlec czytanie tej pozycji i uwierzcie mi, że nie zauważyłam, kiedy odwróciłam kartkę i dalej już nic nie było. To był chyba najgorszy moment w historii kiedy kończy się książka. Rozpacz, żal i smutek, że podróż z tymi bohaterami trwała zdecydowanie za krótko. 

Chyba nic nie jest w stanie lepiej opisać tej powieści niż słowa które płyną z jej wnętrza. Słowa które wypłynęły z serca Hoover, to co wypowiedziała bohaterka jej książki, to jedyne i słuszne słowa, jakie nadają się, aby nimi opisać tę książkę. Nigdy nie zrozumiem, w jaki sposób kilka prostych słów połączonych ze sobą może kogoś zmienić, a jednak ten utwór i jego słowa całkowicie mnie odmieniają. 



Można się zastanawiać, dlaczego ta książka potrafi odmienić spojrzenie na świat, jednak jej bohaterowie pokazują co tak naprawdę powinno się liczyć. Kiedy zaczyna się nasza przygoda z tą historią poznajemy Sydney, której 22 urodziny okazują się początkiem jednej wielkiej katastrofy. Nieszczęścia chodzą parami a czasami nawet stadami, dlatego jednego dnia, można stracić nie tylko pracę i mieszkanie ale także i osoby którym bezgranicznie się ufało. Można pomyśleć, że to dość przereklamowane jak na historię, która wywołała tak wielkie zamieszanie, ale jeśli tak myślicie, to jesteście w błędzie. 

Dwie osoby, stabilne związki. Wydawać by się mogło że nic im więcej do szczęścia nie potrzeba, jednak co się stanie, kiedy dwójkę młodych ludzi łączy wspólna pasja? Czy może okazać się prawdą, że wspólna miłość do muzyki może przerodzić się w miłość do drugiej osoby? 

Ridge i Sydney. Historia jak z Romea i Julii. Dwoje młodych ludzi poznających się na balkonach. Jednak zamiast wierszy mamy kartkę z numerem telefonu i historię bardziej emocjonalną i wciągającą niż największy klasyk Szekspira. Może to brzmi bardzo ckliwie i zapowiada się na romans mlekiem i miodem płynący, jednak tego oczekiwać po tej książce nie ma co. 

Hoover stożyła coś wyjątkowego i wrażliwego. Postacie nie są kolejnymi idealnymi kukiełkami w dłoniach autora. Poznajemy osoby, które potrafią liczyć się z tym co najważniejsze dla innych, a nie tylko dla nich. Nie sposób nie podziwiać Maggie. Dziewczyny, która pogodziła się z tym ile dało jej życie. Ona udowadnia, że w każdej sytuacji można być szczęśliwym i kochanym. Zawsze można wykorzystać życie tak aby się z niego cieszyć, nie zamykając się na innych i zarażając swoim optymizmem nawet wrogów. To się nazywa dojrzałość, za którą podziwiam tę bohaterkę. 

Jej przeciwieństwem jest Warren, postać która odsłania ciemne chmury wiszące nad bohaterami. Nie wiem czy da się go nie lubić. Jego zamiłowanie do robienia kawałów jest po prostu zaraźliwe, przez co przy tej książce można się także pośmiać. Tym bardziej, że inni nie pozostają mu dłużni. Niektóre pomysły były naprawdę epickie. 

Jednak chyba nie sposób ominąć najjaśniejszego punktu tej historii. Mam tutaj na myśli oczywiście Ridga. Nie mogę być obiektywna, ale chłopak który gra na gitarze podwójnie skradł mi serce. W końcu muzyka dla mnie jest jedną z najważniejszych rzeczy w życiu. Czekałam na dobrą książkę z motywem muzycznym, jednak nie spodziewałam się, że Hoover da mi coś więcej. Coś tak niesamowicie wyjątkowego. Książkę, która jest muzyką wręcz przesiąknięta. Dla osoby, która sama gra na gitarze, opisy jak słyszy ją Ridge były chyba najbardziej wzruszającymi momentami tej powieści. To udowadnia, że najlepiej słyszy się sercem. Ale Ridge udowadnia także, że można kochać dwie osoby na raz. 

Sydney jako główna bohaterka ale także i nasze oczy na tę historię otwiera przed nami książkę w której nie brak dialogu. Bohaterowie w tej książce bardzo dużo rozmawiają, nie ukrywają tego co myślą i mówią śmiało o swoich uczuciach. Nie jest to często spotykane, dlatego spośród nieśmiałych głównych bohaterów Sydney pozytywnie się wyróżnia. 

Najbardziej co mnie poruszyło w tej książce to słowa w każdej postaci: sms'y, rozmowy, listy, gesty a przede wszystkim piosenki. Jednak jeden gest, jeden ruch dłonią pod koniec książki sprawił, że oddałam jej moje serce. Niektóre gesty znaczą więcej niż wypowiedziane całe zdania. 

Ta książka sprawiła, że kiedy ją skończyłam, leżałam z zamkniętymi oczami w absolutnej ciszy i chciałam chociaż na chwilę poczuć się jak główny bohater. Aby chociaż w małym stopniu zrozumieć to, jak wyglądał jego świat. 

Po tej historii chylę czoła Hoover ponieważ stworzyła coś nadzwyczajnego. Niby historia jakich nie brakuje, ale jednak coś wyjątkowego. Powieść bardziej dojrzałą niż Hopeless, dlatego jeśli po tej pierwszej pozycji nie przekonaliście się do tej autorki dajcie szansę Maybe Someday. Najpiękniejsza książka z motywem muzycznym, ale także lekka i pouczająca lektura. Zwykła historia i niezwykli bohaterowie, wszystko to tworzy swego rodzaju piosenkę, którą najlepiej słyszy się sercem a nie uszami. 
Hej serce. Słyszysz mnie? Wypowiadam ci wojnę.
Wyzwania:
+ 52 Książki
+ 2.7 cm (Przeczytam Tyle Ile Mam Wzrostu)
Ocena:
10/10

środa, 29 października 2014

#7 Hopeless - Colleen Hover ~Lily


Hopeless czyli beznadziejny.

To jedyne słowo, jakie przychodziło mi za każdym razem, gdy pisałam recenzję tej książki. Wymazywałam wszystko i zaczynałam od nowa, bo były po prostu beznadziejne. Chyba nic nie jest w stanie oddać jak bardzo ta książka mnie oczarowała, zniszczyła a może nawet zmiażdżyła. Moje uczucia zostały po prostu wyprane i wykręcone do ostatniej kropelki łez. W pewnym momencie nie szło już po prostu ze mnie nic wycisnąć. 


HOPELESS

Już gdy zobaczyłam okładkę wiedziałam, że ta książka to będzie coś innego. Kolejną rzeczą która mnie oczarowała to tytuł, który jak widać jest po angielsku, co nie często się u nas zdarza. Gdy przeczytałam, co inni o tej książce myślą, wiedziałam, że muszę ją przeczytać. Już od lipca na nią polowałam, aż w końcu wpadła w moje ręce. I mogę z czystym sercem powiedzieć, że warto było czekać. 

Sky główna bohaterka jest inna niż wszystkie dotychczasowe bohaterki jakie spotkałam. Dziewczyna, która nie ma w domu żadnych nowinek technicznych: telewizora, komputera, telefonu ani internetu. W końcu przekonuje mamę, by mogła iść do liceum. To już jest dziwne bo kto chciałby iść do szkoły?

Polubiłam Sky za to, że nie przejmowała się tym, co inni o niej myślą. Miała dystans do samej siebie i nawet gdy znajdowała obraźliwe komentarze na swojej szafce, dopisywała na nich "pikantniejsze" szczegóły, bo ludzie potrafili tylko wyzywać, nawet tego nie uzasadniając. Polubiłam ją za to, że nie przejmowała się przeszłością, za to że potrafiła zaakceptować to, że jest adoptowana i nie drążyć rzeczy z przeszłości. 

Holder. Chłopak, którego pokochałam za to, że po tylu latach ciągle szukał nadziei. Nigdy jej nie stracił, bo wiedział, że w końcu odnajdzie to czego szuka. Na początku oceniłam go tak samo jak Sky. Uwierzyłam w plotki o nim, lecz bardzo się przy tym myliłam. Nie wszystko co jest oczywiste musi być prawdziwe. 
Jeden chłopak, który w wieku kilku lat widział, jak porwano jego przyjaciółkę i którego siostra popełniła samobójstwo. Obwinia się, że zawiódł dwie ukochane w życiu osoby, nie wiedząc jakie czarne wydarzenia działy się w ich życiu.

"Hope i Les - szepcze. - Hopeless. - Znów się śmieje, po czym wstaje.
- Słyszycie? - krzyczy, przykładając dłonie do ust.
- Razem jesteście Hopeless: beznadziejne!"

Książka tak piękna i wzruszająca, jakiej nigdy jeszcze nie czytałam. Może na pozór zwykła historyjka, która jednak ma drugie dno. Porusza nie łatwe problemy, z którymi większość z nas by sobie nie poradziła. Lecz gdy mamy kogoś bliskiego wszystko wygląda inaczej. 
Można wtedy nawet odzyskać utraconą przez lata Nadzieję.


"Wmawiam sobie, że to był tylko zły sen i oddycham. Oddycham po to, żeby się upewnić, że jeszcze żyję, ponieważ to wcale nie wygląda na życie."

"Nie będę życzyć sobie idealnego życia. Rzeczy, które przewracają się w życiu są testami, zmuszają cię do wybrania pomiędzy poddaniem się i leżeniem na ziemi, a otarciem kurzu i powstaniem jeszcze wyżej niż stałeś zanim zostałeś przewrócony.
Wybieram stanie wyżej"

Nie chcę opisywać tych wydarzeń, bo chcę byście sami je odkryli. Jedynie proszę zaufajcie mi.
Przeczytajcie tę książkę, a nie będziecie żałować.


"Była najodważniejszą osobą, jaką znałem.  To, co zrobiła, wymagało olbrzymiej odwagi.
Po prostu zakończyła to wszystko, nie wiedząc, co jest po drugiej stronie,
nie wiedząc, czy w ogóle coś jest.
O wiele łatwiej wieść życie, w którym nie pozostało ani odrobiny prawdziwego życia,
niż onieśmielić się powiedzieć "pieprzę to" i odejść.
Była jedną z tych niewielu osób, które odważyły się to zrobić.
Będę ją podziwiał do końca swoich dni.
Sam nie mam tyle odwagi, żeby zrobić to co ona"


Ocena:
9/10


Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia