wtorek, 26 kwietnia 2016

Naprzeciw pozorom (Ślepy Trop - Jørn Lier Horst)


Od dawna już norweskie kryminały podbijają serca polskich czytelników. Jednak tak jak innym pierwszy na myśl o skandynawskich zagadkach przyjdzie Jo Nesbo, tak ja bez wahania odpowiem Jørn Lier Horst. Zdecydowanie niedoceniany pisarz, który w przeciwieństwie do innych autorów kryminałów (kryminalistów?) potrafi mnie porwać od pierwszej strony, udowadniając, że zna się na rzeczy. 

Ślepy Trop to najnowszy (dziesiąty) tom losów komisarza Wistinga. Warto zaznaczyć, że wcześniej mieliśmy możliwość zaznajomienia się z domem 9, 8 a ostatnio 7 (Poza Sezonem - recenzja). 

Jeśli kiedyś zastanawialiście się, czy czytanie od końca może popsuć zabawę odpowiem tak: ciekawość mogą budzić nie tylko dalsze losy bohaterów, ale także a może i przede wszystkim to, co działo się w przeszłości. To wszystko sprawia, że cała seria już na samym starcie jest czymś niespotykanym i urozmaicającym monotonię wśród wielotomowych serii. 

William Wisting po raz pierwszy w swojej karierze trafia na sprawę, której z upływem kolejnych miesięcy nie jest w stanie rozwiązać ani na dobre postawić jakichkolwiek wniosków. Tajemnicze zniknięcie taksówkarza i brak jakichkolwiek narzędzi i okoliczności sprawia, że niezbyt przychylne komentarze płyną w kierunku policji. 

Kiedy jednak udaje się odnaleźć ślady mogące naprowadzić na jakikolwiek trop, nic nie nabiera sensu. Sprawa zniknięcia mężczyzny zaczyna mieć powiązania z wieloletnią siatką przemytniczą a z czasem łączy się z sprawą morderstwa, która za wszelką cenę ma być uciszona jak najszybciej. W takich okolicznościach komisarz musi podjąć decyzję, czy ważniejsza jest sprawa, czy lojalność względem własnego zawodu.

Jørn Lier Horst nie serwuje skomplikowanej historii z ogromną siatką fabularną, jednak mimo wszystko udaje mu się wzbudzić ciekawość wśród czytelników. Muszę jednak przyznać, że bohaterowie tak bardzo przeze mnie lubiani, tym razem byli zbyt papierowi. Córka komisarza w tej części staje się jedną z głównych postaci, łączącą pewnego starca ze sprawą prowadzoną przez ojca, jednak nie daje to nam możliwości poznania jej tak dobrze, jakbyśmy mogli.

Jako dawny szef wydziału śledczego autor serwuje nam wiadomości z pierwszej ręki, dlatego śledztwo w oczach czytelników nabiera prawdziwości, nie musimy obawiać się więc, że całość jest tylko jednym wielkim wymysłem na potrzeby książki. Możemy skupić się na umiejętnie poprowadzonej akcji, która utrzymana jest na dość równym poziomie, dzięki czemu nawet i przy kryminale możemy się odprężyć.

Bohaterowie u Horsta nie pojawiają się i nie znikają przy każdym tomie. To, co po tylu częściach udało się autorowi stworzyć, to nić fabularna łącząca poszczególne tomy. Dzięki temu kawałek po kawałku jesteśmy w stanie ułożyć układankę jaką stanowi prywatne życie komisarza i jego córki, która nie bez powodu pojawiła się w książce.

W twórczości Jørna Liera Horsta wszystko wydaje się być na miejscu. Nie ma chaotyczności tak dobrze znanej z początków niejednych kryminalnych serii. Wyćwiczone i lekkie pióro, doświadczenie a zarazem pomysłowość, sprawiają że czytelnik nie musi skupiać się na fabule. Ona płynie równym rytmem i już tylko od nas samych zależy czy sama historia nam się spodoba czy nie. Myślę jednak, że nie sposób nie docenić książek tego autora. Jeśli jeszcze nie mieliście okazji zaznajomić się z jego twórczością, koniecznie poświęćcie mu chociaż chwilę, ponieważ jak widać nie potrzeba wielkich fajerwerków, spisków i litrami lejącej się krwi aby stworzyć kryminał na bardzo wysokim poziomie.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Smak Słowa

Ocena:
8/10
+ 3,3 cm (Przeczytam Tyle Ile Mam Wzrostu) 






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Konnichiwa drogi czytelniku!
Bardzo dziękuję za każde wejścia, a tym bardziej za komentarze. Jeśli masz chwilkę skomentuj, jeśli nie wiesz co napisać, to chętnie się dowiem co aktualnie czytasz i oczywiście co ciekawego polecasz! ;)

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia