środa, 25 listopada 2015

Cokolwiek pozostanie musi być prawdą...(Zaginięcie - Remigiusz Mróz)


Czasami po przeczytaniu jakiejś książki, nie jesteśmy sobie w stanie wyobrazić, że kontynuacja mogłaby być lepsza. Często jest, że gdy pierwszy tom z hukiem zapisuje się w sercach czytelników kolejne części tylko zawodzą, jednak tym razem kontynuacja nie pozostawia złudzeń, od każdej reguły są wyjątki, a tutaj wszystko dopiero się rozkręca. 

Kiedy rozbrzmiewa Afraid to Shoot Strangers wiedz że coś się dzieje, to znak, że Chyłka powraca i to w wielkim stylu. Niepodważalna mistrzyni ciętej riposty, twarda i konkretna pani mecenas powraca i wraz z Zordonem podejmuje się sprawy, która od samego początku wydaje się beznadziejna. 

Córka bogatego biznesmena znika z domku bez jakiegokolwiek śladu. Wszystkie okoliczności przemawiają na niekorzyść rodziców. Jednak gdy sprawa się rozkręca, powoli wyłania się drugie dno, które obrońcy będą musieli odkryć, jeśli nie chcą ponieść druzgocącej klęski.

Tym razem jednak nie chodzi tylko i wyłącznie o honor ale także i o życie dziewczynki, którą wszyscy uważają za zmarłą. Czy gdy prokuratura i policja nic już w tym kierunku nie robią, adwokaci będą w stanie coś zmienić?

Kolejna część "przygód" w kancelarii Żelazny & McVay pozwala zbliżyć się do bohaterów. Kiedy Chyłka bierze sprawę swojej znajomej z liceum mamy możliwość poznania kilku szczegółów z życia pani mecenas. Jednak mimo, że sprawa toczy się równie szybko jak w Kasacji, gdzie nie zauważamy, kiedy książka się kończy, autor nie zdradza nam zbyt wiele jeśli chodzi o wątki obyczajowe.

Trzeba przyznać, że Remigiusz Mróz lubi namieszać i gdy już zmierzamy do jakiś wniosków wszystko wywraca się o 180 stopni. Po raz kolejny autor nie oszczędza swoich bohaterów, przed którymi stają nie lada próby. Ta książka nie zwalnia z tępa tak dobrze znanego z poprzedniej części budząc różnego rodzaju emocje.

Czytelnik ma możliwość snuć własne teorie ale i przy okazji świetnie się bawić, bo po raz kolejny humor towarzyszy nawet najmroczniejszym momentom, które jednak potrafią nieźle zmrozić krew w żyłach. Genialnie wyważona atmosfera, zwroty akcji przy których nie wierzy się w to co się czyta i zakończenie którego nie sposób przewidzieć sprawiają, że Zaginięcie staje się godną kontynuacją, którą z czystym sercem mogę nazwać najlepszą polską książką tego roku.

Zaufanie to coś, czym zostajemy obdarzeni czytając tę książkę. Autor nie daje nam wszystkiego na wyciągnięcie ręki, musimy wierzyć, że w końcu doczekamy się rozwiązań które przychodzą na różnie sposoby. Ta historia to rozrywka na kilka wspaniale spędzonych godzin z uśmiechem na ustach. Rozrywki, której nie trzeba daleko szukać. Jeśli chce się sięgnąć po niesamowity thriller prawniczy nie trzeba szukać Gishama. Polski system prawny naprawdę potrafi przejść najśmielsze oczekiwania czytelnika. Nie musimy przenosić się za ocean. Możemy pozostać w granicach naszego państwa i chociaż trochę poudawać, że rozumiemy nasze prawo.

Jednak spokoju podczas tej lektury za dużo nie zaznamy, autor w kilku momentach sprawił, że ze złości miałam łzy w oczach i o mało książka nie wylądowała na ścianie. Jak ktoś znajdzie lekarstwo jak przetrwać do kontynuacji, będzie bogaty, bo na dzień dzisiejszy nie wyobrażam sobie jak można stworzyć coś jeszcze lepszego. Strasznie wysoka poprzeczka, świetni bohaterowie i ostatnie strony, które tylko podsycają ciekawość, to nie lada próba, nawet dla największego mola książkowego.

Ocena:
10/10
+ 3.9 cm (Przeczytam Tyle Ile Mam Wzrostu)

piątek, 13 listopada 2015

Ostatnia deska ratunku przed niesprawiedliwością (Kasacja - Remigiusz Mróz)


 Pewnie dla każdego istnieje taki gatunek książki, po który nie sięga, czasami może i nieświadomie. W moim przypadku od zawsze mijałam się z thrillerami i kryminałami. Bałam się, że wszystkie książki będą podobne i schematyczne, jednak teraz z ulgą ale i wstydem muszę przyznać że byłam bardzo naiwna. Sięgając po raz pierwszy z własnej woli po książkę polskiego autora zrozumiałam, jak bardzo nie doceniamy tego, co mamy na wyciągnięcie ręki. Czegoś, czego powinniśmy byś świadomi i dumni. Trzeba schować swoje uprzedzenie do kieszeni i przekonać się na własnej skórze, że polski thriller prawniczy może być najlepszy w swoim gatunku i sprawi, że wpadniemy w historię od samego początku a na koniec będziemy zbierali szczękę z podłogi.

Kasacja jest przede wszystkim książką niesamowicie dynamiczną, przez co nie da się jej odłożyć, dopóki nie doczytamy do końca. W jej przypadku nie można zmrużyć oka, bo kiedy marnujemy czas na spanie, tam ciągle dzieje się akcja!

Duet prawniczy poznajemy kiedy Kordian Oryński zaczyna aplikację w warszawskiej kancelarii i trafia na patronkę, której niejeden może pozazdrościć, ale której może się i także przestraszyć. Joanna Chyłka to kobieta w pełni świadoma swoich cech i wartości. Waleczna, nie godząca się z porażką, czasem bezwzględna i porywcza, ale przy tym doprowadzająca do końca każdą sprawę, jakiej się podejmie. To kawał prawniczki z krwi i kości, która potrafi walczyć o swoje.

Nie lada wyzwaniem staje się dla niej młody aplikant, który biorąc pod uwagę jej umiejętności i wiedzę wydaje się pochodzić z innej planety. Jednak przed nimi staje sprawa, która od samego początku wydaje się beznadziejna. W końcu jak obronić osobę, która ani nie zaprzecza popełnieniu morderstwa, ani się do niego nie przyznaje? A na dodatek osoby, która spędziła rzekomo w mieszkaniu 10 dni w obecności trupów?

Mimo że jest to 100% prawniczy świat autor nie zarzuca nas artykułami żywcem zaciągniętymi z kodeksów. Język stanowi jedynie urozmaicenie, które zachęca czytelnika do wgłębienia się w całą sprawę. Świetnie wykreowani bohaterowie z odmiennymi charakterami stanowią nie lada zagadkę, która sprowadza do tego, że książkę czyta się niesamowicie szybko. Zazwyczaj kiedy historia wciąga, jest to oceniane na plus, jednak kiedy Kasacja dobiega końca chce się więcej i więcej.

Liczne zwroty akcji, momenty trzymające w napięciu ale także chwile ulgi i humoru, którego nie brakuje, udowadniają, że autor świetnie zna świat, w który przeniósł bohaterów. Przy tej książce spokojnie można pobijać rekordy szybkości czytania, ale nie przerywając tym niesamowitej radości jaką czerpie się ze spotkania z Chyłką i Zordonem. Kiedy czytelnik podąża za ich tropem buduje własne teorie, czasem może być dumny że wyprzedził o krok prawników, jednak końcówka wywraca o 180 stopni wyobrażenia każdego. Niesamowita intryga, która tylko pogłębia naszą ciekawość jak potoczą się dalsze losy bohaterów sprawia, że na pierwszy rzut oka prosta historia staje się najlepiej grającą na emocjach czytelnika książką ostatnich lat. 

Otwierasz tę książkę, znikasz na kilka godzin, a później już nigdy nie spoglądasz na świat tak jak wcześniej. W końcu kasacja to ostatnia deska ratunku przed niesprawiedliwością.

Ocena:
10/10
+ 3.7 cm (Przeczytam Tyle Ile Mam Wzrostu)

PS. Książkę przeczytałam w kwietniu, wtedy też napisałam recenzję, ale sama nie wiem dlaczego teraz dopiero ją publikuję. Zaginięcie na blogu już po weekendzie! 


środa, 11 listopada 2015

Im więcej sekretów skrywasz, tym silniejszy jesteś w środku (Confess - Colleen Hoover)

via. http://idzn.co/idzn/danny-o-connor (Danny O'Connor art)
Wiesz, to mogłoby być przeznaczenie...

Ile jest książek, których po opisie nigdy byśmy nie przeczytali? Confess to zdecydowanie taki przypadek. Gdybym nie znała autorki oraz nie przeczytała niejednej recenzji, w których wszyscy jednogłośnie mówią, że ta książka wstrząsa, łamie serce i wzrusza, pewnie dzisiaj nie mogłabym się pod tym wszystkim podpisać, a jednak, może to także było przeznaczenie? 

Wystarczy sięgnąć po prolog, aby sobie uświadomić, że autorka już od samego początku rzuca wyzwanie i czytelnikowi, i samej sobie. Już pierwsze strony udowadniają, że autorka wie o czym pisze i jest świadoma tego co chce przekazać, i tym czymś na pewno nie jest banalna historia miłosna, która narzuca się w opisie. O nie, tym razem autorka po raz kolejny na pierwszy plan wysuwa motywy i problemy, których raczej YA nie porusza. 

Auburn Mason Reed poznajemy jako 15-letnią dziewczynę, pełną marzeń i planów, jednak już za chwilę widzimy ją jako młodą kobietę, której los nie oszczędził, a której życie niczym nie przypomina tego, co sobie wyobrażała będąc nastolatką. Utrata ukochanej osoby, oraz ograniczenie kontaktu z bliskimi sprawiają, że Auburn musi szybko dorosnąć, jednak dla niektórych niezbyt szybko. Mimo wszelkich starań życie Auburn nie jest najłatwiejsze, jednak ma nadzieję, że to się zmieni, kiedy zaczyna pracę w galerii sztuki. 

Owen Mason Gentry to chłopak, który oprócz niesamowitego talentu skrywa także i bolesne wspomnienia. Jednak czasami inni potrafią wybaczyć nam rzeczy których my sami sobie wybaczyć nie potrafimy. Owen i jego ojciec tego udowadniają, i są przykładem jak różnie osoby są w stanie przeżyć te same tragedie. Każdy przeżywa inaczej i czasami sięga po nienajlepsze środki. 

Kiedy Auburn staje w drzwiach Owena łączy ich nie tylko wspólne imię, ale także i przeszłość, choć zdaje sobie z tego sprawę tylko jedno z nich, które od lat wierzyło, że można mieć więcej niż jedno przeznaczenie. Oboje skrywają tajemnice, których woleliby nie ujawniać i oboje wierzą, że to drugie jest w stanie coś zmienić w ich życiu. Niestety czasami wiara i nadzieja to za mało i musimy wybrać to, co najlepsze dla naszych bliskich, nie ważne jak bardzo łamie nam to serce. 

Colleen Hoover po raz kolejny pokazuje jak wiele jesteśmy w stanie poświęcić dla drugiej osoby, pokazuje jednak także, że niektórych rzeczy nie jesteśmy w stanie przeskoczyć mimo największych nadziei i chęci. Uczucia które towarzyszą bohaterom, z czasem przenoszą się także na czytelnika, dlatego ta historia tak bardzo porusza i sprawia, że się z nimi utożsamiamy. 

Tajemnice sprawiają, że człowiek staje się w środku silniejszy i tak samo jest z książkami Hoover. Im mniej o nich wiemy, im więcej jest dla nas tajemnicą, tym bardziej potrafią nas zaskoczyć i poruszyć. 

Ciężko mi powiedzieć, żebym oczekiwała po tej książce czegoś konkretnego. Fakt, że nie ukazała się jeszcze u nas sprawił, że podeszłam do niej z czystą kartą, jednak teraz myślę, że jest to jedna z najpiękniejszych historii, jakie Hoover stworzyła. Porównując ją z poprzednimi książkami widać, jak bardzo one dojrzały. Autorka w pełni świadoma swoich możliwości wykorzystała je, tworząc coś, co potrafi dać nam nadzieję na lepsze jutro. Z każdego upadku jesteśmy w stanie się podnieść, jednak czasami musimy zdecydować czyje dobro jest ważniejsze, nasze, czy bliskich nam osób.

Poświęcenie i odpowiedzialność to coś czego Auburn i Owen muszą się nauczyć wkraczając w prawdziwie dorosłe życie. Zwykli bohaterowie, których uczucia są podobne do naszych, sprawiają, że niby prosta historia swoją oryginalnością pochłania, wzrusza, chwyta za serce i sprawia że nie wstydzimy się własnych łez. Autorka po raz kolejny wychodzi poza zarysowany schemat wykracza poza pewne granice dając nam pewnego rodzaju ciepło i satysfakcję ale także i smutek, kiedy wszystko się kończy. 

Ocena:
10/10

+2,3 cm (Przeczytam Tyle Ile Mam Wzrostu)

środa, 4 listopada 2015

Pewnego dnia będę gotów, by pójść, zobaczyć świat za moją ścianą... (Światło, którego nie widać - Anthony Doerr)

Drogie dzieci, dziś opowiem wam historię, która uczy aby otworzyć oczy i popatrzeć na to, co możemy zobaczyć, zanim zamkniemy je na zawsze...

Światło, którego nie widać, to powieść inna niż wszystkie, może miejscami podobna do historii, które już znamy, ale jednak z czasem uświadamiamy sobie realizm jej obrazu i wtedy już nic nie jest takie samo. 

Kiedy wojna ogarnia świat, już nigdy nic nie będzie takie samo. Zmieni się każdy w tym również i Ty. 

Marie-Laurie poznajemy jako kilkuletnią dziewczynkę, która większość czasu spędza w paryskim muzeum, gdzie pracuje jej ojciec. Już od samego początku, gdy zaczyna tracić wzrok, potrafi dostrzec to, co inni uważają za zbędne. Interesują ją historie, książki i zwierzęta. Jednak kiedy wojna nie omija Francji musi wraz z ojcem uciekać z Paryża. W taki sposób trafia do domu stryjecznego dziadka w malowniczym Saint-Malo, gdzie zmienia się wszystko i tak naprawdę wszystko się dopiero zaczyna. 

Werner jest sierotą i wraz z młodszą siostrą mieszka w sierocińcu w małym miasteczku w Niemczech. Już od dziecka jest zafascynowany działaniem różnego rodzaju urządzeń i nie potrafi sobie wyobrazić, że miałby pracować w kopalni. Kiedy jednak zaczyna naprawiać skomplikowane radia staje przed nim szansa, którą jest szkoła w której kształci się młodych i utalentowanych chłopców, którzy są szansą dla ojczyzny na lepsze jutro. Jednak co znaczy lepsze jutro? Miliony żyć, oddanych w imię ojczyzny? 



Jako dzieci ani Werner ani Marie-Laurie nawet nie myśleli, że kiedyś ich życie będzie w ogóle mogło tak wyglądać. Że każdy dzień będzie przepełniony smutkiem, tęsknotą, stratą, bólem i poświęceniem... Kiedy los rzuca ich na takie a nie inne ścieżki, niewidoma dziewczyna i chłopak, który brzydzi się samym sobą i tym kim się stał, stają przed walką nie tylko z wrogiem, ale przede wszystkim ze samym sobą. Czy kiedy ich ścieżki się przetną, dziecięce marzenia będą w stanie się urzeczywistnić? Czy szara rzeczywistość jeszcze kiedykolwiek odzyska dla nich barwy? 


Anthony Doerr stworzył powieść, która porusza wszystkie zmysły, przenosi nas do świata, w którym nie chcielibyśmy żyć, ale do świata, który człowiek sam stworzył. Autor w niesamowity sposób prowadzi nas ścieżkami wydreptanymi przez bohaterów, sprawia że klimat tamtych lat wypełnia każdą cząstkę i w niejednym momencie sprawia, że nie da się powstrzymać łez i okrzyków sprzeciwu wobec polityki, która kiedyś naprawdę była stosowana. 

To co w tej książce jest najpiękniejsze to jej realizm. Dwoje bohaterów w świecie, który w każdym calu jest przeciwieństwem tego, gdzie ich serce chciałoby żyć. Pisząc powieść prawie 10 lat, Anthony Doerr stworzył wyjątkowy klimat, przeniósł bolesną rzeczywistość do przepięknej, malowniczej miejscowości. Wplótł element tajemnicy i legendy a przede wszystkim otworzył czytelnikowi oczy, aby dał się poprowadzić dwójce niesamowitych bohaterów, którzy uczą co w życiu powinno się liczyć. 

Myślę, że nawet osobom, które nie przepadają za literaturą z wątkami historycznymi, ta książka się spodoba. Nie spotkałam jeszcze ani jednej osoby, która skrytykowałaby tę pozycję i po jej przeczytaniu wiem, że złe słowa w kierunku Światła, którego nie widać nie mogą być szczerą prawdą. Bohaterowie sprawiają, że chce się za nimi podążać, niesamowity świat, sprawia, że nie chce się z niego wychodzić, wyjątkowy język, wspaniałe cytaty i krótkie rozdziały nie pozwalają czytelnikowi oderwać się chociaż na chwilę. Autor co jakiś czas wyrywa nas z przeszłości, którą przeplata dniem, który ma wszystko zmienić. Z każdą stroną przybliża nas do tego, na co czekamy od pierwszej strony i tym samym sprawia, że strony same się przewracają, a my nie wiemy kiedy przychodzi koniec. 

niedziela, 1 listopada 2015

Podsumowanie Października


Chcieć to nie zawsze móc. Tak bym podsumowała miniony miesiąc, który nie wypadł bardzo tragicznie ale także pozytywnie nie zaskoczył. Jak na innych blogach czytam, ile udało wam się przeczytać książek to mnie pęka serce! Dlaczego szkoła pożera mi aż tyle czasu? Ostatnio w domu jestem tylko aby spać (nie mylić z wyspać). Liczę na to, że listopad da mi chociaż trochę odpoczynku (chociaż już wiem, że wszystkie weekendy będę miała zajęte). Jak tu pogodzić szkołę, wolontariat i pasje? Przydałby się zmieniacz czasu Hermiony i to bardzo. 

Ale żeby zbytnio nie histeryzować (keep calm and read books) spojrzę na wynik pozytywnie. Udało im się przeczytać 3 książki i dwie w połowie! 



Pozytywnie zaskoczyłam się Obcą której recenzję znajdziecie tutaj (klik). Jak do niej przysiadłam to już poszło i udało mi się skończyć ją z ogromnym niedosytem i chęcią na drugą część, którą planuję przeczytać w listopadzie. 

Drugą książką w tym miesiącu, którą przeczytałam w całości było Każdego Dnia o którym także już pisałam (klik). Na jesień książka idealna, jako przerywnik po Obcej również ;)

Ostatnią książką na ten miesiąc było Światło, którego nie widać, (recenzja wkrótce dlatego zamilknę).

Myślę, że gdyby nie pewna lektura, ten wynik byłby lepszy, jednak goni mnie termin Pana Tadeusza, którego przeczytałam dosłownie w połowie. Zostało mi się jeszcze 6 ksiąg (na 12) i wiem, że skończę go do wtorku. Nie lubię Mickiewicza i mimo, że ta książka jest nawet fajna to nie potrafię się do niej przekonać, dlatego równocześnie zabrałam się za Confess Colleen Hoover, które również skończyłam w połowie i muszę je koniecznie dokończyć, ponieważ moje serce chce więcej i więcej. Jeśli pokochaliście Maybe Someday, ta książka naprawdę jest dla Was, ponieważ klimaty są podobne (mam na myśli sztukę). 


Z kolei na zdj powyżej prezentuje się stosik zdobyczy z ubiegłego miesiąca. Jak widać wszystkie łupy pochodzą z biedronki ;)

Tak więc koniec końców tak prezentuje się październik, mam nadzieję, że u Was to wypadło lepiej. Pochwalcie się co też udało Wam się ciekawego przeczytać!