sobota, 11 marca 2017

Ósme Życie // Nino Haratischwili


Ósme Życie to powieść o której było głośno w zeszłym roku. Jednak jak to ja, przez długi czas byłam do niej sceptycznie nastawiona, a wszystkie zachwyty wydawały mi się przesadzone. Kiedy czytałam opis, przechodziłam obok niego obojętnie, cały czas myśląc, że to nie dla mnie, aż do zeszłego miesiąca. 

Rok 2017 to u mnie przede wszystkim literatura z akcją osadzoną w przeszłości. Im więcej książek czytam, tym trudniej mi jest sięgnąć po coś, gdzie akcja dzieje się współcześnie, bądź w przyszłości. Co przeczytam kilka stron, to książki odkładam, dlatego pomyślałam, że to najwyższy czas, aby zapoznać się z twórczością Nino Haratischwili. 


Autorka stworzyła przede wszystkim sagę rodzinną. Najpierw poznajemy Stazję i wraz z nią śledzimy losy kolejnych pokoleń i zmian zachodzących w Europie. Pierwsze strony ukazują narodziny córki gruzińskiego wytwórcy czekolady, która słusznie, bądź też nie, uważana jest za tajemnicę wszelkiego nieszczęścia dziejącego się w rodzinie Jaszi. 

Bohaterowie nierozerwalnie splatają się z historią dziejącą się w tle. Rewolucja w Rosji i Wielka Wojna, wybuch II wojny światowej i wszelkie okrucieństwa z nią związane, kształtują bohaterów i wychowują kolejne pokolenia. 

Nie chcę zagłębiać się w szczegóły, ponieważ to co w tej książce najpiękniejsze, to śledzenie wydarzeń, odkrywanie kolejnych wątków i dążenie po nitce do kłębka. Ta książka toczy się własnym rytmem. Mimo tak wielu wydarzeń, autorka nie wywołuje sztucznych emocji. Gorycz czasów w których przyszło się znaleźć postaciom oraz ich niesamowicie wyraźne charaktery wystarczają, aby wciągnąć od pierwszego zdania. 



Nino Haratischwili sięgnęła po nietypową narrację, do której nie mogłam się z początku przyzwyczaić. Cała historia jest opowiadana przez jedną z najmłodszych osób w rodzinie. Nica kieruje swoją wypowiedź do siostrzenicy i kreśli przed nią obraz wydarzeń sprzed wielu lat. Dzięki temu wszystko staje się bardziej namacalne a wręcz intymne. Czytając fragmenty kierowane bezpośrednio do Brilki, budziło się we mnie przekonanie, że żadne z wypowiedzianych przez nią słów, nie jest "godne" moich oczu. Czułam się trochę jak intruz zaglądający przez szparę i podglądający życie innych. 

Było to jednak czymś nowym, co całkowicie mnie kupiło. Nigdy bym nie pomyślała, że właśnie ta powieść wywrze na mnie tak wielkie wrażenie (a wywarła). Nie wiem, która to jest powieść autorki, nie wiem jak długo przygotowywała się do niej, wiem jednak jedno, sposób w jaki została napisana jest po prostu genialny. Niezwykle plastyczny a miejscami poetycki język, sprawił, że nie nadążałam z zaznaczaniem cytatów i sentencji wypowiedzianych przez bohaterów. Jednak mimo, że ich wypowiedzi niosły ze sobą głębszy sens, to ani przez moment nie przeszło mi przez myśl, że było one wymuszone, nienaturalne czy wręcz pisane na siłę. 

To co mnie zaskoczyło, to sposób nacechowania bohaterów. Autorka z góry nie zakłada, że ten i ten bohater ma być zły, a inny dobry. Odważyła się mówić o postaciach historycznych, o których zbyt często się nie słyszy. Ósme Życie opowiada historię wojny ale ze strony ZSRR. Przyzwyczajona do książek, w których o wszelkie zło oskarża się Niemcy, czułam, że otwiera się przede mną nowa perspektywa i nowe spojrzenie. Oczywiście do wszystkiego trzeba podejść z umiarem i dystansem, jednak wiem, że oprócz niesamowicie przyjemnie spędzonego czasu, zyskałam coś więcej.

Nie myślcie jednak, że autorka z góry sądzi bohaterów. Oni są bardzo wyraziści, jednak nie do końca "czarni, albo biali". Czytelnik ma się nad ich działaniem zastanowić, a autorka dzięki swoim umiejętnościom, daje nam szansę na szersze spojrzenie na czynniki doprowadzające do takich a nie innych działań. Niektóre postacie się kocha inne się nienawidzi. Niektóre budzą niezrozumienie i do końca ich decyzje budzą zdziwienie. Jednak dzięki temu, że obserwujemy pokolenie po pokoleniu, Ósme Życie staje się powieścią mówiącą o wielu rzeczach. To co najpiękniejsze, to uchwycenie wielkich marzeń, poświęcenia ideom, oddania rodzinie, czy goryczy rozczarowań, bólu, straty i niezrozumienia. 

Boję się tych historii. Tych historii, które stale toczą się równolegle, chaotycznie, które wysuwają się na pierwszy plan, potem się chowają, wchodzą sobie w słowo. Bo one łączą się i przecinają, omijają się z daleka, nakładają na siebie, szpiegują się i zdradzają, prowadzą na manowce, zostawiają ślady, zacierają je, a przed wszystkim skrywają w sobie jeszcze tysiące innych historii. 
Klimat tej historii jest niepowtarzalny. Z jednej strony mam wrażenie, że wszystko w niej zostało przemyślanie i doprowadzone do perfekcji. Z drugiej zaś mam wrażenie, jakby to bohaterowie sami opowiedzieli swoje losy, a nie wymyśliła je autorka. Niektóre wydarzenia sprawiały, że uczucia jakie odczuwałam wydawały się niemożliwe do osiągnięcia tylko za pomocą słów, a Nino Haratichwili się to udało. Nie mam pojęcia jak potrafiła tego dokonać, jednak moja nieufność do tej książki i wszelkich zachwytów była zdecydowanie nieuzasadniona, więc jeśli ktoś ma podobne wątpliwości, to nie czekajcie, tylko sięgnijcie po tę powieść, ponieważ ja z dumą będę ją stawiała na mojej półce ukochanych historii i niesamowitych bohaterów, do których pragnie się wracać. 

Mam nadzieję, że niedługo uda mi się zabrać za drugi tom. Nie pragnę jednak, aby był on lepszy. Wystarczy, że będzie taki jak dotychczas. Pełnokrwisty, ale wyrafinowany i czarujący. Niezamykający historii na kartach powieści, bo przecież ona toczy się cały czas poza nią - w moim umyśle i nie sądzę, aby było mi łatwo o niej zapomnieć. O takich książkach wręcz chce się pamiętać.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Konnichiwa drogi czytelniku!
Bardzo dziękuję za każde wejścia, a tym bardziej za komentarze. Jeśli masz chwilkę skomentuj, jeśli nie wiesz co napisać, to chętnie się dowiem co aktualnie czytasz i oczywiście co ciekawego polecasz! ;)