wtorek, 7 marca 2017

The Crown


Nie sądziłam, że nadejdzie dzień, w którym z taką pasją będę oglądała jakikolwiek serial. Nie myślałam, że kiedykolwiek będę o nim pisała na blogu. Jak to się stało, że The Crown wywróciło do góry nogami moje spojrzenie na seriale? 

Należę do tej raczej nielicznej grupy sfery książkowej, która nie bardzo lubi poświęcać czas na oglądnie czegokolwiek. Zazwyczaj telewizor mógłby dla mnie nie istnieć, jednak ostatnio coraz częściej sięgam po seriale, a ten jeden zasługuje na szczególną uwagę. 


Trudno nie znać chociaż kilkunastu faktów z życia brytyjskiej rodziny królewskiej. W końcu to najsławniejsza i być może najbardziej kontrowersyjna rodzina korony, w której epoce przyszło nam żyć. Nigdy szczególnie nie zwracałam uwagi na postać królowej Elżbiety II jednak po tych 10 odcinkach chociaż trochę ją zrozumiałam.

Jednak nie ze względu na samą historię opowiedzianą w serialu, zdecydowałam się go oglądać. Po wielu słowach zachwytu nad najkosztowniejszą produkcją Netflixa chciałam po prostu zobaczyć o co chodzi i przepadłam.


Po pierwsze aktorzy: niesamowicie dobrani i idealnie odzwierciedlający moje wyobrażenie zarówno królowej jak i jej siostry (jedynie denerwuje mnie aktor grający Filipa, ale z czasem się do niego przyzwyczaiłam). To jak oddają grację i powagę piastowanych przez nich urzędów, jest niesamowite. Kiedy doda się do tego stroje z lat 40. i 50. oraz klimat Londynu z tamtych czasów - nie sposób nie docenić pracy którą włożono w produkcję. 

Akcja pierwszego sezonu obejmuje początki zarówno małżeństwa królowej Elżbiety jak i pierwsze lata jej panowania. Obserwujemy jak księżniczka staje się pełnoprawną królową i jak z czasem dostrzega wagę swojego stanowiska. Równocześnie śledzimy losy Winstona Churchilla, na kilka drobnych chwil wracamy do czasów sprzed II wojny światowej aby poznać decyzję o abdykacji brata Króla Jerzego VI. 

Fabuła jest poprowadzona tak, że nie jest to nudny serial biograficzny. The Crown to przede wszystkim komercja, jednak bardzo dobrze dopracowana. 

To co w tym serialu chwyta za serce to obłędna muzyka (w końcu kto jak kto, ale Hans Zimmer potrafi tworzyć coś pięknego) idealnie komponująca się z daną chwilą i zdjęciami które zachwycają. Szerokie ujęcia dają szansę poznać królewski pałac, zabierają nas w podróż po dzikich terenach należących do kolonii brytyjskiej czy budynków Downing Street. Kiedy ogląda się ten serial, nawet w słabej jakości (niestety nie mam Netflixa). To dostrzega się, dlaczego jest to najbardziej kosztowna produkcja.

Byłam przygotowana na serial historyczny, a znalazłam moją nową wielką miłość. Nie jestem zbytnio obeznana w serialowym świcie, jednak mam wrażenie, że trudno będzie ten zachwyt ponownie wywołać. Nie wiem, jak wytrzymam do jesieni, kiedy historia Elżbiety powróci. Może obejrzę wszystkie odcinki jeszcze po kilka razy?

The Crown wzrusza, śmieszy i sprawia, że nie rozumie się zachowania bohaterów. Jednak jednocześnie sprawia, że nie sposób nie docenić wszystkiego co składa się na opowiedzianą historię. Jestem oczarowana i nie mogę się doczekać ukazania kolejnych lat z życia królowej, aż w końcu dotrzemy do bieżących wydarzeń.

Chyba nie muszę mówić, że polecam tę produkcję? Myślę, że znajdą w niej coś dla siebie i poszukiwacze nowej wciągającej historii jak i osób, które tak jak ja, poszukują wyjątkowej formy i sposobu jej opowiedzenia. Oglądajcie! 

Ktoś już jest po zapoznaniu się z tym serialem? Co myślicie? Jesteście równie oczarowani? 

*grafika pochodzi z tumblra

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Konnichiwa drogi czytelniku!
Bardzo dziękuję za każde wejścia, a tym bardziej za komentarze. Jeśli masz chwilkę skomentuj, jeśli nie wiesz co napisać, to chętnie się dowiem co aktualnie czytasz i oczywiście co ciekawego polecasz! ;)