piątek, 17 lutego 2017

Zdobyć to co tak ulotne // Beatrice Colin


Książka złudzenie? Obłędna okładka, Paryż w tle i wielka miłość z końca XIX wieku, czy może coś całkiem innego? 

Zdobyć to co tak ulotne przyciągnęło moją uwagę kilka tygodni temu, kiedy na Instagramie zauważyłam angielskie wydanie. Wyobraźcie sobie moje zdziwienie, kiedy kilka dni później dowiedziałam się, że zostanie ona wydana również i u nas. Oczywiście nie mogłam po nią nie sięgnąć. W końcu uwielbiam literaturę osadzoną w XIX i XX wieku, dlatego już w dniu premiery sięgnęłam po tę pozycję i muszę przyznać, że się zaskoczyłam. 


Cait po stracie męża, zostaje damą do towarzystwa pewnej szkockiej nastolatki. Wraz z jej bratem wyrusza w podróż po Europie. Ich ostatnim przystankiem był Paryż, w którym to podczas lotu balonem poznają pewnego inżyniera z firmy Eiffla. Krótka znajomość zmienia ich perspektywy na przyszłość. Szkockie rodzeństwo widzi szansę w Emilu. Jamie - początkujący inżynier widzi okazję aby się czegoś nauczyć, a jego siostra Alice - dostrzega szansę wyjścia za mąż. Gdzie między tym wszystkim znajdą się pragnienia Emila i Cait? Czy w obliczu bogatego rodzeństwa i ich wuja, będą mieli szansę na dostrzeżenie swoich własnych marzeń? 

Jestem zakochana w okładce i ukazaniu budowy Wieży Eiffla. Wplecenie w fabułę historię powstawania ikony Paryża mnie oczarowało. Wraz z rozwojem akcji, jesteśmy obserwatorami jak belka po belce wznosi się monstrualna konstrukcja, będąca nie tylko symbolem stolicy Francji, ale w pewien sposób także znajomości bohaterów. 



W tym momencie zaczynają się jednak wcale nie takie małe "ale". Akcja dzieje się w 1888/89 roku. Jednak język tej powieści gryzie się niekiedy z realiami tej epoki. Magiczne Belle Epoque uleciało gdzieś wraz z rozwojem powieści. I mimo, że książkę czyta się szybko, to kiedy spojrzy się na całość, ma się wrażenie, że coś nie zagrało. 

Bohaterowie tej powieści to zarówno fikcyjne postaci ale również osobistości takie jak Gustave Eiffel i oczywiście główny bohater - Emile Nouguier - jeden z głównych architektów wieży. Na ich wspomnienie nie potrafię się nie uśmiechnąć, ponieważ niektóre sytuacje w tej książce, mimo że może i miejscami komiczne z punktu widzenia epoki w której dzieje się akcja, sprawiły, że ta książka okazała się idealnym towarzyszem w podróży pociągiem.



Zdobyć to co tak ulotne nie jest niczym wybitnym. Trudno mi nawet tę pozycję nazwać romansem, ponieważ wśród wszystkich zawirowań jakie stanęły na drodze bohaterów, uczucia nie miały szansy się rozwinąć. Wszystkie niedociągnięcia wynikają z powierzchowności w sposobie pisania autorki. Dzięki temu można się jednak zrelaksować i uznać tę pozycję za dobry przerywnik. Najważniejsze to aby nie oczekiwać po tej powieści zbyt wiele. Wtedy można się nawet dobrze bawić. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Konnichiwa drogi czytelniku!
Bardzo dziękuję za każde wejścia, a tym bardziej za komentarze. Jeśli masz chwilkę skomentuj, jeśli nie wiesz co napisać, to chętnie się dowiem co aktualnie czytasz i oczywiście co ciekawego polecasz! ;)