Pamiętacie jeszcze te czasy, kiedy gdzie się człowiek nie obejrzał, wszędzie mógł się natknąć na coś związanego z Zanim się pojawiłeś? Minął już prawie rok od premiery filmu, dlatego wszystko przycichło. Czy słusznie? Nie wiem, w końcu na wszystko przychodzi czas. Zanim się pojawiłeś bardzo mi się podobało. Zarówno jeśli chodzi o książkę jak i o film. Nadal uważam, że obsada była genialnie dobrana. Jednak nie mogłam przemóc się do sięgnięcia po kontynuację. Słyszałam na temat tej pozycji przeróżne opinie. Zarówno bardzo pochlebne, jak i te negatywne. Mój zapał z czasem osłabł, ale skoro ta książka leżała na półce praktycznie od premiery, to wypadałoby ją nareszcie przeczytać. Jak ja tej decyzji żałuję!
Zacznę od tego, że nie mogę przeboleć tytułu: Kiedy odszedłeś. Chyba nie można sobie wyobrazić większego spojlera. Do dzisiaj boli mnie to, że właśnie tytuł kontynuacji zniszczył mi pewną "przyjemność" z czytania pierwszej części. Wiedziałam już bowiem, jaki będzie koniec. A szkoda, bo zawsze jakiś cień nadziei się przydaje, nawet podczas czytania książki. Jednak nie jest to jedyna rzecz, która sprawiła, że ta książka to dla mnie jeden wielki minus. To właściwie dopiero czubek góry lodowej, znanej również jako gorycz rozczarowania.
