Zapewne ogromna część z Was, wychowała się na księżniczkach z Disneya. Może ktoś tak jak ja, pozostał względem nich obojętny i nigdy z wytęsknieniem nie wyczekiwał, aż Kopciuszek, Mulan czy jakakolwiek inna bajka poleci w telewizji, albo wręcz przeciwnie, z premedytacją zmieniał kanał no bo "mamo no naprawdę?".
Tak więc tematy księżniczek zaczęły mnie interesować zdecydowanie później, a już szczególnie, kiedy trafiła do mnie pierwsza z książek Kiery Cass. Nie byłam już wtedy dzieckiem, ale pozwoliłam sobie na odrobinę marzeń i fantazji. Nie jest tajemnicą, że historia Ami i Maxona jest moją ulubioną jeżeli chodzi o romanse młodzieżowe, nie ma już też szans na to, aby cokolwiek innego to zmieniło, gdyż po prostu taką tematykę omijam. Co więc się stało, że sięgnęłam po Royal? W dużej mierze szydercze komentarze, które pojawiły się, jak tylko okazało się, że taka książka zostanie wydana w Polsce i wszystkie zarzuty, że jest to po prostu plagiat Rywalek. Wiem, że nie jestem jedyną, której to wystarczyło za bodziec, do sięgnięcia po wytwór Valentiny Fast. Będę śledzić pojawiające się recenzje, bo ciekawi mnie spojrzenie innych na historię Tani i tego w jaki sposób została ona opisana.