sobota, 26 września 2015

Houston, chyba mamy problem... (Marsjanin - Andy Weir)


Zastanawialiście się kiedyś nad książkami o samotności? Temat oklepany i wszystkim dobrze znany. Jeśli jednak pomyślimy, to chyba nic nie może się w tym temacie równać z Marsjaninem, no bo co pobije bycie samym na Marsie? Jednak samotność to nie główny temat tej książki. W niej można znaleźć dosłownie wszystko, a przede wszystkim od głównego bohatera można się wiele nauczyć. 

Kosmos był i jest ciekawym kąskiem dla pisarzy jednak stworzenie historii z tego gatunku, która zaintryguje nawet największych jego wrogów nie jest wcale takie proste. Aczkolwiek już teraz mogę powiedzieć, że Andy Weir sprawił, że akcja pozaziemska może dotyczyć czegoś jak najbardziej przyziemnego. 

Kiedy podczas akcji kosmicznej, załoga Aresa 3 stawia stopę na Czerwonej Planecie, wydawać by się mogło, że wszystko musi pójść dobrze. Jednak w kosmosie nic nie może być pewne i już 6 sola załogę spotyka silna burza piaskowa, która przerwa misję. Niejedno szkolenie przygotowuje astronautów na okoliczność szybkiej ewakuacji, jednak kiedy Mark zostaje ranny a jego sprzęt pokazuje spadek czynności życiowych, aby przeżyć, kapitan musi podjąć niełatwą decyzję. Ryzykować życie 5 osób aby szukać być może tylko ciała, czy odlecieć, zanim będzie za późno. 

Komisarz Lewis nie ryzykuje, dlatego gdy Watney odzyskuje przytomność jest dosłownie jedyną żyjącą istotą na całej planecie. Wydawać by się mogło, że jego los jest przesądzony, ale siła i wiara mogą dużo zdziałać, do czasu... Niektórych rzeczy nie jesteśmy w stanie przeskoczyć, nawet gdybyśmy pragnęli ich całym sobą.

Tytuł i opis być może bardzo banalny, jednak autor serwuje coś, czego nigdy się po tej książce nie spodziewałam. Pisana w formie dziennika historia to nie walka o przetrwanie jaką widać w niejednym tandetnym filmie si-fi. To walka człowieka, który mimo tragicznego położenia nie traci nadziei. Walka o coś, co jest praktycznie od samego początku niemożliwe do wykonania. Mark chce żyć, jednak jego działa nie są aktem desperacji. Każdy błąd może kosztować go życie a on jednak się nie poddaje. Nie załamuje się, do póki istnieje chociaż mały cień szansy, że nie wszystko jeszcze przepadło. 

Brak efektów specjalnych, fantastyki czy niespodziewanych cudów. Każdy popełniony błąd ma swoje konsekwencje. Życie na Marsie nie ma specjalnej taryfy ulgowej...

Mark podbił moje serce niesamowitą wiarą, nadzieją i humorem. On się nie poddaje z powodu byle czego. Jest zdany tylko i wyłącznie na siebie i chwyta się każdej możliwości. Czy my potrafimy tego dokonać? Czy potrafimy docenić otaczających nas ludzi? Ile bylibyśmy wstanie poświęcić dla innej osoby? Czy zaryzykowalibyśmy dosłownie wszystko, aby ratować przyjaciela? Te pytania nie dotyczą tylko Marka ale także i załogi. Satelity ciągle obserwują planety, dlatego gdy cały świat dowiaduje się, że nasz bohater nie zginął, być może będą w stanie zrobić cokolwiek. W końcu w obliczu takich sytuacji umiemy się łączyć, jednak czy nawet gdyby cała Ziemia zaczęła współpracować, ktokolwiek, jakakolwiek technika, determinacja i ciężka praca byłby w stanie zatrzymać czas, który tak nieubłaganie ucieka? W końcu kiedyś wszystkie zapasy na Marsie się skończą, a wtedy nie będzie już nic, co mogłoby dać jakąkolwiek nadzieję...

Andy Weir wykorzystał motyw wszystkim dobrze znany, aby stworzyć coś, czego jeszcze nie było. To nie jest książka której gatunek można łatwo sklasyfikować. Ta historia zmusza nas do myślenia i wymaga od nas, aby się zastanowić. Przy tym samym w niezwykły sposób wiąże czytelnika z bohaterami. Mimo że Mark jest sam na Marsie i nie możemy go poznać w innych okolicznościach budzi niesamowite uczucia, przez co nie można go nie polubić. To samo można powiedzieć o pozostałych członkach załogi. Uwierzcie że można się do nich przywiązać. Ta historia nie jest tylko na raz. 

O tej książce nie można zapomnieć. O niej nawet nie chce się zapomnieć. Nie po tylu emocjach, które towarzyszą przez cały czas. Od tej powieści nie można się oderwać, bo inaczej ma się wrażenie, że coś się przeoczy, jakby akcja trwała i nie zatrzymywała się wraz z zamknięciem książki. Razem z Markiem stawiamy czoło przeciwnościom, dlatego nie można się dziwić, że ta lektura po prostu porywa. Ona angażuje nas, aby towarzyszyć tej postaci. 

Mimo że to jest tylko fikcyjny bohater, podziwiam go i chciałabym mieć w sobie chociaż odrobinę jego wiary w to co robi i co może osiągnąć. 

Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że ta książka mnie wzruszyła i poruszyła do głębi. Końcówka na swój sposób złamała mi serce, chociaż wydawać by się mogło, że nie powinna. Czy coś więcej trzeba dodawać? Po prostu się zakochałam i już wiem co będę polecać każdej napotkanej osobie. 

Jeśli chcecie przeczytać naprawdę nieziemską książkę, musicie sięgnąć po Marsjanina
Czy można tego żałować? Wątpię, a jeśli komuś się to udało, to niech mnie spróbuje przekonać. 

PS. Ekranizacja wychodzi już w piątek! Najpierw książka a później film!

Ale tak na prawdę zrobili to dlatego, że każda istota ludzka ma podstawowy instynkt, który każe pomagać drugiej istocie ludzkiej znajdującej się w potrzebie. Czasem może się wydawać, że tak nie jest, ale to prawda.

Ocena:
10/10

Wyzwania: 
+ 52 Książki
+ 2.9 cm (Przeczytam Tyle Ile Mam Wzrostu)

niedziela, 20 września 2015

Nie wszystko co dzieje się poza sezonem, musi pozostać tajemnicą... (Poza Sezonem - Jørn Lier Horst)


Niektórzy zaczynają od początku, niektórzy od końca, a ja zacznę od środka. Dlaczego? Poza Sezonem to moje pierwsze spotkanie z twórczością Horsta, ale na pewno nie ostatnie. Mimo że jest to 7 tom serii, a 3 wydany w Polsce, to nic nie stoi na drodze, aby ta seria stała się jedną z moich ulubionych. Dlaczego?

Teraz może już od początku.

Sezon wakacyjny już dawno minął. Wielkimi krokami zbliża się zima, dlatego większość osób opuszcza domki letniskowe i zaszywa się na najzimniejsze miesiące w wielkich miastach. Jednak Ove Bakkerud postanawia spędzić ostatni już weekend, patrząc na piękny nadmorski krajobraz, który owiewa nie tylko mgła, ale jak się okazuje także i tajemnica. Chyba nikt się nie spodziewa, że zastanie własny dom doszczętnie splądrowany, a na dokładkę znajdzie martwe ciało w posiadłości sąsiada. Jednak czy nieszczęścia nie chodzą parami? Czasami może nawet i większymi stadami. 

Komisarz Wisting po raz kolejny staje przed sprawą, która na pierwszy rzut oka wydaje się strasznie schematyczna. Jednak jak się okazuje jedno ciało to nie koniec problemów, a tym bardziej tajemniczych wydarzeń. Można rzec że to dopiero początek. 

Morderstwo i kilka włamań. To przecież może być nieszczęśliwy przypadek, jednak kiedy ktoś usilnie próbuje zatrzeć ślady zwraca na siebie jeszcze większą uwagę. William Wisting krocząc powoli za sprawą trafia aż na Litwę jednak jak się okazuje sprawa ma nie jedno dno, a niektórzy mogli po prostu trafić w nieodpowiednie miejsce w nieodpowiednim czasie. Czasami jednak nawet i najbliższe osoby okazują się kimś całkiem innym. Line - córka komisarza dobrze się przekonała, jak wiele tajemnic może skrywać osoba, z którą spędzamy własne życie.  

Zaczęłam od środka nie przez przypadek. Jest to trzecia książka z serii Mroczny Zaułek, jednak w Polsce tak jak i w podobno Ameryce części wychodzą od końca, co jak się okazuje nie jest takie złe dla fabuły. W końcu każda książka to osobna sprawa i jedynie wątki obyczajowe mogą na tym ucierpieć. Jednak dla mnie jako dla osoby, która pierwszy raz spotyka się z Komisarzem Wistingiem nie jest to żaden problem. 

Autor udowadnia, że jego bohaterowie to nieprzypadkowy zlepek cech. W końcu Horst wie o czym pisze. Jako dawny szef wydziału śledczego na podstawy książki nie musi na zagłębiać się w świat kryminału. On sam się przekonał jak ta machina wygląda, dlatego czytelnikowi serwuje informacje z pierwszej ręki. 

Jørn Lier Horst potrafi nieźle namieszać. W każdy wątek potrafi wpleść na pozór nic nieznaczący szczegół, który jednak później okazuje się istotny dla fabuły. Zbierając poszlaki czytelnik może już być pewny jak sprawa się skończy. Może pomyśleć, że przechytrzył bohatera stworzonego przez Horsta, kiedy to autor nagle postawi nas przed ślepym zaułkiem lub zaserwuje jeszcze jedno morderstwo, które tylko otwiera kolejną drogę. Dokąd iść, którędy podążać? Te pytania zadaje sobie nie tylko Wisting. Jednak Horst ciągle wie co się dzieje i ani na chwilę nie zwalnia tępa. Sprawa jest czymś więcej niż tylko morderstwem, to istna zagadka dla czytelnika, która budzi niejedne emocje, przez co oderwać się od lektury można dopiero po jej zakończeniu. 

To nie tylko genialny kryminał. To także bohaterowie, których chce się poznać bliżej, do których chce się wracać. Autor zmusza nas do myślenia. Sprawia, że odbiorca snuje własne teorie, a przy tym świetnie się bawi i zwiedza miejsca, których inaczej by nie zobaczył. Mamy wycieczkę po Norwegii i Wilnie ale także i zakończenie, którego się nie spodziewaliśmy. 

Za możliwość poznania twórczości Horsta dziękuję wydawnictwu Smak Słowa.

Ocena:
8/10

Wyzwania:
+ 42/52 Książki
+ 2,9 cm (Przeczytam Tyle Ile Mam Wzrostu)

Zdjęcie pochodzi ze strony tumblr.com

wtorek, 15 września 2015

Kiedy fikcja staje się prawdą (450 Stron - Patrycja Gryciuk)


Pewnie nie raz wyobrażaliście sobie, jakby to było, gdyby to co przeczytaliście, zaczęło się dziać w rzeczywistości. Gdyby wasza ulubiona książka nagle wyszła poza granice wyobraźni i stała się czymś namacalnym. Jednak czy czasem fikcja nie powinna zostać tylko na kartach powieści? Każda historia w nieodpowiednich rękach może skończyć się koszmarem... 

Lars Washington, najbardziej poczytny autor Ameryki, jak na wielkiego mistrza przystało chce zakończyć karierę w wielkim stylu, wydając coś, co pobije wszystkie rekordy. Jednak kiedy dostaje pozwanie o zniesławienie jego życie zamienia się w wielki koszmar, jednak to dopiero początek problemów. Historia która znajduje się w jego ostatniej książce zaczyna się dziać naprawdę, a na dnie rzeki Hudson policja znajduje pierwsze ciała osób, które zginęły w dokładnie taki sam sposób jak w jego książce. Czy ktoś może być zdolny do tego, aby wypromować swoją powieść sięgając po tak drastyczne środki? 

W tym samym czasie Wiktoria Moreau odlicza dni do premiery swojej najnowszej książki. Po niezaprzeczalnym sukcesie poprzednich powieści i pracami nad ekranizacją jednej z nich, nikt nie myśli, że coś mogłoby stanąć na drodze do kolejnego sukcesu. Chyba że pewnego dnia znajdzie się list z pozwem o zniesławienie wielkiej firmy farmakologicznej. Na dodatek dotyczący książki która jeszcze się nie ukazała, a jej treść jej pilnie strzeżona... 

Co łączy te sprawy? I czy to możliwe, żeby w podobnym odstępie czasu powstały tak bardzo podobne do siebie książki? Czy oprócz lawiny problemów, które pojawią się w życiu Wiktorii dojdzie do tego jeszcze pozew o plagiat? Chociaż czy w zaistniałych okolicznościach mowa o plagiacie ma jakikolwiek sens? 

Muszę przyznać, że gdy tylko krótki opis tej książki wpadł w moje ręce wiedziałam, że muszę przeczytać tę historię, tym bardziej, że pierwszą powieść tej autorki od miesięcy miałam w planach. Na szczęście "450 Stron" nie musiało tak długo czekać na moją uwagę, ponieważ fala pozytywnych recenzji tylko wzmogła moją ciekawość, której nie ugasił nawet i mniej pochlebny komentarz. Kiedy zabierałam się za tę pozycję, zastanawiałam się, czy może nie oczekuję po tej książce zbyt dużo, jednak wciągnęła mnie od pierwszej strony i wystarczyły dwa wieczory, a właściwie zarwane noce by przeczytać tę historię, od której o 3 w nocy trzeba było mnie po prostu siłą odrywać. Wszystko krzyczało "spać! za 4 godziny szkoła!" ale to nie było w stanie nic zmienić. Raz otworzysz tę książkę i nie zamkniesz jej, aż nie przeczytasz, że to już koniec. A nawet wtedy nie chcesz się z nią rozstawać. Ciągle tylko siedzisz z rozdziawioną gębą i liczysz że zachwyt opadnie, na próżno. 

Na swoje usprawiedliwienie powiem, że jestem swego rodzaju nowicjuszką w świecie kryminałów, wcześniejsze moje podejścia do tego gatunku kończyły się zanudzeniem na śmierć. Mogę to chyba jednak przypisać błędem w dobieraniu literatury. Patrycja Gryciuk udowadnia, że kobiecy kryminał wcale nie musi być niższą półką. 450 Stron to jedna wielka tajemnicza intryga, w której gdy już myślisz, że wiesz co nastąpi, wszystko wymknie ci się z rąk. Nie myśl, że jesteś lepszy w rozwiązywaniu zagadki niż bohaterowie, bo zagwarantujesz sobie porażkę. 

Odważę się powiedzieć, że ta historia to swego rodzaju romans literatury z kryminałem, bo tutaj to książki grają główne skrzypce. Kto by pomyślał, że tak może wyglądać machina powstawania bestsellerów. Oprócz intrygujących morderstw autorka serwuje nam skomplikowany świat marketingu, dążenia do sławy i pieniędzy utrzymując to wszystko ze smakiem, dzięki czemu książkę czyta się przerażająco szybko, ale lekko. Ktoś może zarzucić zbędny romans, ale jak dla mnie historia z Młodym wprowadza humor do tej książki, dlatego oprócz kryminału znajdziecie w tej książce coś więcej. Bo kto nie lubi książek z motywem książek? Sukces słuszny i murowany! 

Ocena:
9/10

Wyzwania:
+ 41/52 Książki
+ 3,2 cm (Przeczytam Tyle Ile Mam Wzrostu)




sobota, 12 września 2015

Jestem sobą, jestem Fangirl (Fangirl - Rainbow Rowell)


Pastelowy kolor, pastelowe wnętrze, czyli przyjemna, lekka i przeurocza historia o dziewczynie, z którą niejeden czytelnik może się utożsamić. Nowa szkoła, nowe - dorosłe życie, pozostawianie wszystkiego czego się zna, czyli nic nowego, czego nie znajdziecie w połowie książek NA/YA jednak czy można o Fangirl powiedzieć, że jest typowa dla tego gatunku? No raczej nie. 

Brak tu wielkich dramatów i romansów na każdej stronie. Brak rozhisteryzowanych lub wyidealizowanych bohaterów. Brak płytkich i nijakich postaci, przy których jedynym o czym marzymy to zamknięcie książki i jak najszybsze odłożenie jej na półkę. 

Cath i Wren to siostry o których coraz trudniej nie usłyszeć. One są dosłownie wszędzie, ale czy słusznie? Bliźniaczki, które przez całe dotychczasowe życie były sobie najbliższe, wraz z rozpoczęciem nowego rozdziału w swoim życiu, zaczynają się od siebie oddalać, bo podczas kiedy Wren chce wykorzystać czas studiów na zabawy i towarzystwo, Cath siedzi zamknięta wraz z komputerem nie tylko w akademiku ale również i w swoim świecie. Stają się dla siebie obce, co jednak nie sprawia, że mniej siebie potrzebują.

Cath wraz z siostrą od dziecka szalały na punkcie książek o Simonie Snow, jednak kiedy Wren potrafiła rozdzielić swoje życie od fikcyjnej historii tak Cath zamknęła się w niej jeszcze bardziej i całe swoje serce włożyła w fanfiction, które osiągnęło ogromny sukces. Jednak trafiając na studia stają przed nią nie jedne zadania, dlatego w pewnym stopniu musi się oderwać od świata, który sama tworzy i stanąć twardo na ziemi by stawić czoło problemom. Musi rozdzielić siebie między szkołę, opowiadanie i ojca, który po wyjeździe córek został całkiem sam. Z czasem Cath także musi stanąć twarzą twarz z innymi ludźmi, którzy z czasem mogą stać się bliżsi niżby się tego kiedykolwiek spodziewała.

Po niezbyt udanym pierwszym spotkaniu z Reinbow Rowell miesiąc przekonywałam samą siebie, aby dać tej autorce jeszcze jedną szansę i tak oto Fangirl wpadła w moje ręce i mogę z czystym sercem przyznać, że nie spodziewałam się takiego czegoś. Nie myślałam, że z historii tak prostej i tak spotykanej na co dzień, można stworzyć książkę, od której nie będzie można się oderwać.

Tym razem Rowell stworzyła bohaterów, którzy towarzyszyli mi jeszcze przez długi czas po zakończeniu tej książki. Nie wiem czy istnieje postać, z którą tak dobrze mogłabym się utożsamić. To dość dziwne uczucie czytać książkę i mieć wrażenie że jest o nas samych.

Cath to dziewczyna strasznie zamknięta w swoim świecie. Nie jest wyidealizowana ani nie jest totalną nieudacznicą i przede wszystkim będąc strasznie podobna wyglądem do Wren nadal ma swój charakter. Autorka pokazując różnice między bliźniaczkami nie zrobiła z tego wielkiego dramatu, ponieważ nie o to w tej książce chodziło, mimo że w tle można było wychwycić różne problemy otaczającego nas świata.

Jednym z moich ulubionych punktów tej książki był jedyny i niepowtarzalny Levi. Po raz pierwszy nie super seksowny chłopak, na którego widok wszyscy mdleją. Levi to nie model, tylko chłopak który chce pracować na ranchu i zarażać uśmiechem każdego. Levi taki już jest, uśmiechem chce zmieniać świat, dlatego nie ma dla niego ograniczeń. Kto nie chciałby mieć takiego przyjaciela? Który na dodatek wyjadałby wam batoniki, abyście w końcu zaczęli się żywić czymś innym niż proteiny i zajrzeli do szkolnej stołówki, która wcale nie pojawiła się w tajemniczych okolicznościach na kampusie dopiero po kilku miesiącach.

Fangirl to książka, przy której spędziłam niezwykle miłe chwile, takie podczas których robi się ciepło na sercu i mimowolnie się uśmiechamy. Takiej książki brakowało na mojej półce i jestem pewna że jeszcze nie raz do niej wrócę.

Nie jest odkryciem Ameryki, że Simon Snow to odpowiednik Harry'ego Pottera jednak jakbym miała podać jeden minus tej książki, to uważam za zbędne "fragmenty" książek o Simonie. Były one dla mnie po prostu nudne i strasznie naciągane, a opowiadanie Cath było przy nich o niebo lepsze. Takie fanfiction mogłabym czytać, ale tę serię wyrzuciłabym za okno. To jest jedyny drobiazg który mi się nie podobał. Musiałam o nim wspomnieć, żeby znowu nie było że książki tylko wychwalam, ale nie żałuję, że dałam drugą szansę tej autorce, bo tym razem nieodwołalnie skradła kawałek mojego serca.

Ocena:
8,5/10

Wyzwania:
+ 52 książki
+ 3,1 cm (Przeczytam Tyle Ile Mam Wzrostu) 

poniedziałek, 7 września 2015

III Zlot Nocnych Łowców


Dzisiaj - ponad tydzień od tytułowego wydarzenia przychodzę do Was z postem pełnym wspomnień, emocji i wrażeń. Już uprzedzam że trochę ochłonęłam, a nadal jak tylko pomyślę o tym dniu, to emocje biorą górę więc, wybaczcie ale będę się dzisiaj zachowywać jak to na typową fangirl przystało ;)

Nie wiem czy pamiętacie jak w styczniu skakałam z radości, że III zlot się odbędzie. Czekałam na niego od zeszłego sierpnia, gdy dzień po II zlocie dowiedziałam się, że coś takiego miało miejsce. Wtedy postanowiłam, że teraz nie przegapię takiego wydarzenia i tak od stycznia bilet z numerem 032 czekał sobie spokojnie na dzień 28 Sierpnia. 

W moich planach było przeczytanie całej serii od nowa przed zlotem, ale zatrzymałam się w połowie Miasta Szkła i na tym się skończyło. Sama trafiłam do teamu Miasto Popiołów (najlepszy team!). Jak możecie się domyślić teamów było tyle ile części Darów Anioła. Mieliśmy zaszczytne 6 miejsce ale kompletnie tego nie poczułam, bo poznałam niesamowitych ludzi, którzy tak jak ja uwielbiają twórczość Clare. Ostatni będą pierwszymi prawda? W końcu ktoś musi przegrać żeby inni wygrali, ale nie o to chodziło. Chodziło o świetną zabawę, o spotkanie ogromnej rodziny jaką tworzymy: 

Zlot zaczął się w południe w Poznaniu 28 Sierpnia. Każdy uczestnik dostał paczkę startową ale o tym później ;) 

Co było pierwsze? BANE'S NEXT TOP MODELS! Czyli każdy kto miał przebranie i się zgłosił mógł poczuć się jak na wybiegu! 

Kolejnym przystankiem było przedstawienie swojej drużyny, czyli 4 minutowe scenki związane z książką którą mieliśmy. Ja byłam uwaga: Dumbledore'm! Dla mnie chyba najlepsze były scenki Miasta Zagubionych Dusz czyli Nocne Sprawy. 

Później nie brakowało konkursów, w których zdobywaliśmy punkty dla drużyny. Miałam przyjemność brać udział w konkursie (zabijcie mnie jeśli pomyliłam nazwy) Krzyżując Plany Sebastiana Morgensterna, czyli krótko mówiąc w rozwiązywaniu krzyżówki w której mieliśmy 13/17 haseł ale nie mogliśmy sobie przypomnieć czym były spięte zasłony u Magnusa oraz jaki tatuaż miała Maia. Ale koniec końców zajęliśmy 3 miejsce. Drugi konkurs, w którym brałam udział to Literki Pani Cassandry Clare, gdzie losując literę z alfabetu trzeba było wymienić jak najwięcej słów związanych z książką. Mieliśmy P i oczywiście jak już usiadłam, to moja głowa wypełniła się hasłami, których za skarby świata nie mogłam sobie przypomnieć. Znacie to? 

Co jeszcze się działo? Tańczyliśmy kaczuchy i nagrywaliśmy filmik dla Cassie, który zobaczyła i odpisała! Patrzcie i przy okazji obejrzyjcie filmiko/teledysk - klik a tutaj jak Cassie zobaczyła zdjęcie - klik. Teraz to musi do nas przyjechać!

Najgorsze było rozstanie i sama końcówka, kiedy dziewczyny dziękowały a myśmy to wszystko przedłużali. Nawet i szantaże były odnośnie IV zlotu, który mam nadzieję się odbędzie bo ja na pewno pojadę! Już mam całe wakacje zapełnione ale pojadę!

Co było najlepsze? Tulenie osób, scenki oraz konkurs z soundtrack'u! Ten pisk jak poleciała piosenka ze sceny z pocałunku nadal mam w głowie ;) No i nie mogłabym zapomnieć o podróży tramwajem z całą paczką, gdzie pijany facet gadał bzdury i się dziwnie patrzył. Cyrk Objazdowy to my!

Tak więc koniec końców był to najlepszy dzień wakacji, który muszę powtórzyć! Jak o tym myślę, to aż ciepło na serduchu się robi <3

Jeśli chodzi o paczkę startową i nagrody oraz zakupy na stoisku epikbox i Kath Lily Handmade to przedstawiają się one u mnie tak:


No i oczywiście na ścianie przy półce wisi to cudo <3


Jeśli chodzi o Cassandrę Clare to dziękuję jej nie tylko za te wspaniałe książki ale przede wszystkim za to że dzięki niej poznałam wspaniałych ludzi! Dla was też coś mam, bo jak widać mam trochę gadżetów ale także i jedną książkę na zbyciu więc już niedługo pojawi się konkurs nocnych łowców! 

Na koniec już ogromne ogromne podziękowania dla dziewczyn za taki wkład pracy w zorganizowanie zlotu. Nie wiem co mogłabym wam powiedzieć, ale dziewczyny chylę czoła bo to co zrobiłyście jest niesamowite! 

Jeśli się zastanawialiście kiedykolwiek czy taki zlot to dobra inicjatywa, to polecam takie wydarzenia każdemu książkoholikowi! 

Mam nadzieję, że taki post się Wam spodoba ;) 

PS. Jeśli chcecie pooglądać zdjęcia zapraszam tutaj: klik

*zdjęcie, album oraz nagłówek należą do strony Świat Nocnych Łowców

sobota, 5 września 2015

My Little Pony Book TAG


Po Tagowej przerwie na blogu przyszedł czas aby trochę rozładować szkolną atmosferę więc dzisiaj zapraszam na My Little Pony Book TAG, do którego zostałam nominowana przez Poczytajmy Coś

Na starcie muszę jedna przyznać, że kucyków nigdy nie oglądałam, ale kojarzę je przez moją przyjaciółkę. Może po tym tagu to zmienię? 

Żeby nie przedłużać, zaczynamy!

Applejack - książka w której ważne są wartości rodzinne

Muszę powiedzieć że głowiłam się nad tym pytaniem. Jednak koniec końców zdecydowałam się na coś, co znamy wszyscy. Harry Potter to seria którą można przypasować do każdego pytania, jednak mam wrażenie, że tutaj naprawdę liczyły się wartości rodzinne. Chociażby patrząc na Weasley'ów czy Malfoy'ów. Może u tych drugich w inny sposób, jednak więzy krwi były dla nich straszne ważne, a jeśli chodzi o Weasley'ów jest to chyba najbardziej kochająca się rodzina jaką poznałam w książce. Myślę, że wartości rodzinne były i są ważne w tej książce, w końcu w jakiś sposób uczy nas że rodziną nie są tylko osoby spokrewnione, ale takie, które oddałyby za nas czasami życie. Harry przekonał się o tym nie raz.

 Pinkie Pie - najzabawniejsza książka jaką spotkałaś/eś w swojej "czytelniczej karierze"

Książek z humorem raczej na mojej półce nie brakuje, ale jest taka jedna pozycja, którą ostatnio sobie odświeżałam i dzięki temu wiem, że przy żadnej innej się tyle nie śmiałam. Cassandra Clare potrafi naprawdę stworzyć niesamowite postacie, dlatego nie sposób nie podać tutaj Miasta Kości. Szczególnie mam tutaj na myśli sytuacje  Clary - Jace - Simon. W pozostałych częściach humor też jest, ale to w pierwszym tomie odczuwa go się najlepiej, co potwierdza ilość zaznaczonych przeze mnie cytatów, ale naprawdę mam wielki sentyment do tych książek. 

Rarity - książka z silną i niezależną bohaterką, która ma wielu adoratorów.

Chciałabym podać książkę która jeszcze się w tagach u mnie nie pojawiała, ale muszę przyznać, że mam wielki problem z tym pytaniem. Nie trudno mi jest wybrać silną i niezależną postać, ale taką która ma wielu adoratorów już tak. Nie wiem co by tu powiedzieć, przychodzi mi na myśl Mare z Czerwonej Królowej, jednak nie do końca mi tu pasuje. Do pierwszej części nie sposób nie przypisać Chyłki z Kasacji ale znów mi nie pasuje do drugiej części. To samo z Isobel z Nevermore (Wie ktoś może co z trzecią częścią?) Tak więc to pytanie zostanie u mnie bez jednoznacznej odpowiedzi ;)

Fluttershy - wspaniała książka, o której istnieniu wiedzą nieliczni.

Nie wiem dlaczego przychodzi mi tutaj na myśl Kate Atkinson - Jej Wszystkie Życia którą mam przyjemność właśnie kończyć. Książka jest inna niż wszystkie które dotychczas czytałam, ale przez czas i miejsce akcji, oraz gatunek i bohaterkę idealnie wpasowała się w moje czytelnicze gusta. Nie jest to jakoś specjalnie znana książka, ale myślę, że jeśli ktoś lubi historie dość odważne, z wątkiem wojennym i fantastycznym ta książka jest idealna. Przewija się przez nią nie jeden wątek i problem, dlatego jest to książka która daje do myślenia a przez czas akcji troszeczkę przywodzi mi na myśl Jane Austen. W końcu to też Anglia ;)

Twilight Sparkle- książka z postacią, która mogłaby zostać Twoją przyjaciółką.

Fangirl! Zdecydowanie Cath. Odnalazłam się w tej postaci i pewnie nie jako jedyna. Rowell nie przypadła mi szczególnie do gustu ale ta książka mimo wad jest niesamowita. Myślę, że z Cath stworzyłybyśmy fajny duet. Pewnie nie wychodziłybyśmy z pokoju ale to nic, mówiłybyśmy w tym samym języku. Zresztą, gdyby chodziło o przyjaciela to i tak pojawiłaby się ta książka, bo Levi to chłopak, za którego dałabym się pokroić. Mieć takiego przyjaciela, to coś czego zazdroszczę Cath i Regan! Już teraz mogę wam powiedzieć, że Levi to moja ulubiona postać w tej książce.


Rainbow Dash - książka, do której masz największy sentyment.

Robię się nudna, ale nie sposób nie powiedzieć tu tego tytułu: Mechaniczna Księżniczka, czy całe Diabelskie Maszyny. Nawet nie chodzi tu o samą książkę, ale o okoliczności w których czytałam tę serię. Po prostu nie będę w stanie o niej zapomnieć. 

Spike - książka z nieszczęśliwie zakochaną postacią.

Nie wiem dlaczego przychodzi mi tutaj na myśl Maybe Someday. Wiem jak koniec końców ta książka się skończyła jednak mimo wszystko trudno mówić, by Sydney zakochała się szczęśliwie. Wycierpieć musiała nie raz, dlatego jakoś mi tutaj pasuje. 

Powiem szczerze, że trudno mi kogoś nominować, bo nigdy nie wiem, kto już jaki tag robił, jednak z czego widziałam takiego tagu jeszcze nie było na blogu Czytanie Moim Tlenem oraz Oxu - Czytanie dlatego to te blogi nominuję i oczywiście jeśli chcecie, dajcie znać jakie książki Wy byście wybrali!

czwartek, 3 września 2015

Prawdziwy bohater heroicznych czynów dokonuje w tajemnicy (Królowa Tearlingu - Erika Johansen)


Wyobraźcie sobie, że całe swoje dotychczasowe życie spędzacie w odosobnieniu, a jedynymi ludźmi których znacie są wasi przybrani rodzice. Kelsea właśnie takie wiodła życie przez prawie 19 lat. Jednak miała świadomość, że wszystko co ją otacza należy do niej i któregoś dnia będzie musiała wziąć odpowiedzialność za to co dzieje się wokół niej. Wiedziała, że jest kimś więcej niż dziewczyną wychowywaną w chacie daleko od ludzi. Wiedziała, że jej matka była królową i kiedyś przyjdzie dzień, w którym i ona zasiądzie na tronie. 

Jednak mimo, że Kelsea wiedziała kim jest i przygotowywała się do tej roli od dziecka, nie spodziewała się, że o tron będzie musiała się upomnieć, a tym bardziej nie myślała, że utrzymanie się na tronie będzie jeszcze trudniejsze. W ciągu kilkunastu lat, kiedy Tearlingiem rządził regent - wuj Kelsea, królestwo zmierzało ku upadkowi, przez co Kelsea staje przed nie lada wyzwaniem sklejenia tego, co jej matka i wuj rozbili w drobne kawałki, a co kiedyś było wspaniałym krajem. 

Nie bez przyczyny Kelsea nie była wychowywana na dworze. Od samego początku groziła jej śmierć jednak teraz musi wyjść z ukrycia i stanąć oko w oko z królową Mort, która lata wcześniej podporządkowała sobie upadający Tearling. W takich okolicznościach młoda księżniczka będzie musiała stawić czoło czarownicy, jeśli oczywiście do tego czasu nie straci głowy. Chętnych do pozbycia się nowej królowej nie brakuje. W końcu szlachta niezbyt przychylnie patrzy na osobę, która pomaga słabszym i biedniejszym. Czy Kelsea będzie potrafiła odnaleźć się w nowej roli i stawić czoło siłom, których nie rozumie? 

"Królowa Tearlingu" to dość tajemnicza pozycja, o której w Polsce nie za dużo się słyszy. Premiera przeszła raczej niezauważona, jednak to nie powstrzymało tej historii, przed zdobyciem grona zaufanych czytelników. Piękna twarda okładka i opis przypominający nieco baśnie z dzieciństwa sprawiły, że nie jedna osoba zniknęła ze świata na kilka godzin, czytając książkę stworzoną przez Erikę Johansen.

Na pewno niezaprzeczalnym plusem tej książki jest główna bohaterka, która w żaden sposób nie pasuje do ogólnego pojęcia "ideał piękna". Kelsea jest przedstawiona jako zwykła dziewczyna, niewyróżniająca się urodą a do tego przy kości. Autorka co jakiś czas to przypomina, aby nie zapominać o tym, że jako córka pięknej królowej nasza bohaterka wcale nie musi być ideałem z wyglądu. Autorka skupia się na jej charakterze i ukazuje królową, na którą wszyscy czekali przez wzgląd na to, co jako głowa państwa Kelsea reprezentuje swoją postawą, zachowaniem i decyzjami.

Dawno nie spotkałam historii fantasy osadzonym w takim świecie. Teraz fantastyka odeszła od świata kreowanego na średniowieczu i magii przejawiającej się w postaci czarownicy i zaczarowanych przedmiotów. Erika wraca do tego jednak tworzy historię która na swój sposób wciąga i mimo, że do zapierającej dech w piersiach książek się nie zalicza, to po skończeniu chce się więcej, dlatego mam nadzieję, że już niedługo w Polsce doczekamy się drugiej części.

Mam nadzieję, że nie czekam na nią jedyna. Jeśli chcecie przeczytać fantastykę trochę z klasycznym światem bez wampirów i wilkołaków, pisaną dość dobitnym językiem ale nadal pozostającą lekką lekturą, na pewno powinniście sięgnąć po Królową Tearlingu.

Ocena:
7/10

Wyzwania:
+ 52 książki
+ 3,7 cm (Przeczytam Tyle Ile Mam Wzrostu) 

wtorek, 1 września 2015

Sierpień był i się zmył - stosiki


Wakacje za nami, kolejny miesiąc minął, więc teraz trzeba brać się do pracy ale i do podsumowania sierpnia. Jak można było się tego spodziewać, plany planami ale życie i tak toczy się swoimi torami, dlatego nie wszystko co przeczytać w wakacje chciałam, to przeczytałam. 

Koniec końców jednak jak na tyle czasu co mogłam poświęcić na czytanie, wynik mnie zadowala, a stos książek, o które powiększyła się moja biblioteczka jeszcze bardziej. Na dodatek działo się wiele ciekawych rzeczy, o których powiem już wkrótce.

Nie przedłużając, w sierpniu udało mi się przeczytać 5 pozycji i zacząć 2 inne. 


Miesiąc zaczęłam książką Mój Paryż moja miłość o której pisałam tutaj - klik. Później po wielu trudach (niezwiązanych ze samą książką) przeczytałam Królową Tearlingu, o której będziecie mogli poczytać już jutro, a przynajmniej mam taką nadzieję. 

Jeśli chodzi o dwa dolne cudeńka to nic innego jak Cassandra Clare i Dary Anioła. Czytałam już wszystko o Nocnych Łowcach, jednak przed Zlotem postanowiłam sobie co nieco odświeżyć. Udało mi się jednak przeczytać tylko Miasto Kości i Miasto Popiołów oraz zacząć Miasto Szkła. Bałam się, że może po roku ta seria nie wyda mi się tak niesamowita, jednak nic takiego się nie wydarzało, a Dary Anioła nadal wzbudzają we mnie pełno emocji! (będzie niedługo konkurs!)

Ostatnia już książka w tym miesiącu to Fangirl! Recenzja też pojawi się na dniach bo o tej książce nie sposób nie wspomnieć ;) 

Tak wiec, może jak na wakacje wynik nie jest powalający, ale jednak jak najbardziej zadowalający. 

  
Powyższy cud stos, to z kolei książki, w które zasiliła się moja - nowa biblioteczka. Po wakacyjnym remoncie doczekałam się wiszącego regału, w którym miejsca na nowe pozycje jeszcze nie brakuje. 

A co nowego na nim się pojawiło i w jakich okolicznościach? 

Największe tomiszcze i ponad prawie 1500 stron to Charles Dickens i 5 jego książek w jednym. Opowieść o dwóch miastach, Opowieść Wigilijna, Oliver Twist, Wielkie Nadzieje oraz David Copperfield. Jest to niezaprzeczalnie najważniejsza pozycja na mojej półce pochodząca z serii Barnes & Nobel, którą dostałam od mamy.

Kolejne pozycje to Nasze Szczęśliwe Czasy - Gong Ji-Young, jeden z dwóch egzemplarzy Oddam Ci słońce - Jandy Nelson (drugi podróżuje w akcji - Książkowe Tour De Pologne) oraz Fangirl - Rainbow Rowell. Wszystkie 3 książki to łupy z zakupu podręczników do szkoły. 

Ekspozycja - Remigiusza Mroza - to książka którą kupiła moja mama, ale którą z czasem przygarnęłam. 

Mój zakup z tego miesiąca to dwujęzyczne wydanie opowiadań Edgara Allana Poego, którego szczerze uwielbiam za Śmierć Szkarłatną! Nawet nie wiecie ile szukałam Poego w polskim wydaniu! 

Obca - Diany Gabaldon oraz 450 Stron - Patrycji Gryciuk to urodzinowe prezenty od przyjaciół (jednakże urodziny mam dopiero za równy tydzień) 

Ostatnie dwie pozycje, które możecie zobaczyć, to Jej Wszystkie Życia - Kate Atkinson oraz Jeden Dzień - Davida Nichollsa. Obie książki są u mnie tymczasowo i pochodzą z wymiany listowo-książkowej. Pierwszą z nich niedawno zaczęłam i mam zamiar za chwilkę do niej usiąść ;) 

Tak więc z tego stosiku jestem niesamowicie dumna i już nie mogę się doczekać, kiedy będę czytać! Duża rozbieżność gatunkowa powinna chyba mi to tylko ułatwić ;) 

Czytaliście coś z tego zbioru? Co o nich myślicie? I jak przedstawiają się Wasze stosy z ubiegłego miesiąca? Konieczmie dajcie znać! ☺