czwartek, 30 kwietnia 2015

KONKURS - Książkowe #ToLubię - "Szeptem" B. Fitzpatrick

Obiecałam i wreszcie mogę wypełnić moje słowa. Tak jak już kiedyś pisałam z okazji 10 tys. wyświetleń organizuję konkurs, w którym jest do zdobycia książka B. Fitzpatrick pod tytułem Szeptem. Chociaż w taki sposób chciałabym Wam podziękować, że zaglądacie tutaj, bo przecież nikt Was do tego nie zmusza. Bywały chwile kiedy chciałam zostawić bloga, ale minęło już tyle czasu, a ja nadal piszę, co jest tylko Waszą zasługą (no i może książek o których po prostu musiałam gdzieś napisać, bo rozrywały mnie emocje) 

Dlaczego nagrodą akurat ta książka? Nie dlatego, że jej nie lubię, ale dlatego, że była to moja pierwsza recenzja na tym blogu. To od niej wszystko się zaczęło i gdyby nie ta książka, nie ta historia, nie byłoby mnie tu dzisiaj. 
Czy Szeptem mi się podobało? - nie koniecznie o czym można się przekonać, kiedy przekopiecie się przez czeluści bloga, sięgając aż do 10 września ubiegłego roku. Ale nie będę taka, ułatwię Wam klik ☺

Dlatego pomyślałam, że ta książka tak leży i leży i nikt jej nigdy nie przeczyta, a jest w stanie nowym. Szkoda byłoby, aby strony zrobiły się żółte a do środka nikt nigdy nie zajrzał, więc jeśli ktoś chce przygarnąć do siebie historię Patcha i Nory ten konkurs jest dla Was. 

Co trzeba zrobić, aby zdobyć tę książkę?

1) Być obserwatorem bloga 
2) Wkleić baner na bloga z linkiem do tego posta (baner poniżej)
3) Wykonać zadanie: Książkowe #ToLubię. Już wyjaśniam o co chodzi:
Wybierzcie jedną książkę, którą uwielbiacie i po prostu napiszcie jej tytuł i autora.
5) Konkurs trwa do północy 17 maja 
6) Zwycięzcę wylosuję w przeciągu 7 dni, ponieważ akurat od 17 maja będę gościła dziewczynę z wymiany. Może poproszę ją o pomoc, co wy na to? 
7) Konkurs odbędzie się jeśli zgłosi się więcej niż 5 osób

Wzór:

  • Książkowe #ToLubię "tytuł" i autor
  • email:
  • obserwuję jako:
  • baner: (link)


Tak więc nie pozostaje mi nic innego jak życzyć wam powodzenia!

Niech los zawsze Wam sprzyja! 



Listy do śmierci? (Love Letters To The Dead - Ava Dellaira)

Kochani, dlaczego się poddaliście?

Truth is beautiful, no matter what the truth is. Even if it's scary or bad. It is beauty simply because it's true. And truth is bright. Truth makes you more you.

Kiedy słyszy się o jakieś książce przez cały czas, to przychodzi wreszcie taki moment, gdy trzeba po nią sięgnąć. Love Letters To The Dead zawładnęło ostatnio zagranicznym booktube'm oraz Instagramem, dlatego gdzie nie zajrzałam, tam wszędzie na mojej drodze stawała książka Avy Dellairy.

Muszę przyznać, że o polskiej wersji tej książki dowiedziałam się dopiero, gdy w drodze do mnie był oryginał. Jednak kiedy zobaczyłam tłumaczenie po prostu się załamałam. Myślałam, że po If I Stay nic mnie już nie zaskoczy, ale jak widać się udało. Dopiero teraz zaczęłam doceniać dobre tłumaczenia. Można tutaj dać przykład We Were Liars - w większości ci co czytali tę książkę w oryginale są nią oczarowani, a ci co w tłumaczeniu - zawiedzeni. Dlatego sobie darowałam na razie powieść E. Lockhart. Poczekam trochę i przeczytam w oryginale - kiedyś. 

Jednak dzisiaj zmierzymy się z Love Letters To The Dead. Książką która dla mnie osobiście jest chyba nie więcej niż okay. Może się narażę, możecie uważać, że nie potrafię docenić jej przesłania, ale dla mnie jest to Charlie, tylko z Laurel w roli głównej. Czytając odnosiłam wrażenie, że to już było i chyba dużo się nie myliłam.

Laurel nasza główna bohaterka zaczyna liceum. Po śmierci siostry postanawia nie iść tam gdzie ona. Pragnie uniknąć napływającego zewsząd współczucia. Wszystko zaczyna się od lekcji angielskiego, kiedy to uczniowie dostają za zadanie napisać list do zmarłej osoby. Laurel wybiera Kurta, ale na jednym liście się nie kończy. Z czasem robi się ich coraz więcej, grono adresatów powiększa się o nowych artystów, aby w końcu zapełnić cały zeszyt. Co najdziwniejsze, pierwszy list, który był szkolnym zadaniem, nie został nigdy oddany. 

Czytanie tej książki po angielsku nie było jakimś wielkim wyzwaniem, ponieważ Laurel jako nastolatka nie używa jakiś skomplikowanych zwrotów, a forma listów tylko przyśpiesza czytanie, które mimo wszystko było przyjemnie spędzonym czasem. Jednak spodziewałam się po tej książce czegoś więcej.

May - siostra Laurel popełnia samobójstwo, za co nasza narratorka się obwinia. Ich rodzicie się rozstali, matka przeprowadziła się do Californii, przez co Laurel tym bardziej czuje się winna. Aby odciążyć ojca, jeden tydzień spędza u niego, a następny u swojej cioci, która jest jednak bardzo specyficzną, samotną osobą, przez co nie mogę się dziwić Laurel, że woli spędzać czas z ojcem.

Kiedy zaczyna się nowy rok szkolny, poznajemy Natalie i Hannah. Dwie dziewczyny skrywające tajemnice i to nie jedne. Jednak nadal nie rozróżniam Natalie od Hannah. Nawet podczas czytania, te postacie były dla mnie bardzo do siebie podobne, co wprawiało tę książkę w monotonność. Oczywiście nie byłoby książki dla młodzieży, gdyby nie chłopak, którym w tym przypadku jest Sky. (Nie mogłam się przyzwyczaić do tego imienia, ponieważ w Hopeless to była dziewczyna!)

Mamy tutaj kilka wątków, nie tylko samobójstwo May, wokół którego akcja się toczy, ale także problemy z tolerancją, wybaczaniem drugiemu człowiekowi. Żadna rodzina w tej książce nie była normalna. Rodzice Laurel się rozstali, Sky został z mamą, która stała się "trochę" dziwna, a śpiewanie do kwiatów przestało go dziwić, a do tego jedna z przyjaciółek straciła rodziców i żyła w ciągłym strachu przez brata. Gdyby niektóre tajemnice wyszły na jaw, wszystko mogłoby się źle skończyć.
Myślę, że kiedy się traci kogoś bliskiego, to trochę tak, jakby się traciło siebie.

Osobiście zabrakło mi w tej książce głębi i nie merytorycznej. Książka niesie ze sobą jakieś przesłanie, ale autorka nie umiała tego w pełni wykorzystać. W pewnym momencie pojawiło się wiele ciekawych wątków, które można by ciekawie rozbudować, a skończyło się na tym, że było ich sporo ale ledwie muśniętych, przez co świat dla czytelnika jest strasznie ograniczony. Dodałabym do tego strasznie utarte już schematy.

Mimo, że książka jest piękna, to pozostawiła u mnie duży niedosyt. Czytało się lekko, historia Laurel skłaniała aby zastanowić się nad własnym życiem, może aby coś w nim zmienić, aby docenić niektóre rzeczy. Jednak mimo wszystko pozostawiała niesmak. Gdybym nie tak dawno nie czytała Charliego, może ta książka bardziej by do mnie przemówiła, a tak tylko sprawiała wrażenie damskiego odpowiednika. Może to było spowodowane tym, że książka w jakimś stopniu powstała dzięki pomocy Stephena Chbosky'ego? Autorka sama dziękowała mu za pomoc, a jego słowa widnieją na angielskim wydaniu. Czy się z nimi zgadzam, że jest to nowy głos w literaturze? Niekoniecznie, nowa twarz tak, ale nowy głos już nie.

Można być szlachetnym, odważnym i pięknym, a mimo wszystko czuć, że się upada.

Jednak Listy mają w sobie ogromną moc, która sprawiła, że ta książka jest wyjątkowa. Każdy z nich kierowany jest do osoby sławnej. Laurel uwielbiała filmy i muzykę, przez co kierowała swoje myśli do osób, które się w nich przewinęły. Dzięki temu opisywała nie tylko swoje życie, ale nawiązywała do przeszłości tych osób, przez co możemy się dowiedzieć wielu rzeczy, których sami raczej byśmy nie znaleźli. Kurt Cobain, Amy Winehouse, Judy Garland i wielu innych. Osoby, o których kiedyś gdzieś słyszeliśmy urozmaicają strony tej książki. Książki, w której przewijają się przeróżne uczucia i emocje: złość, tęsknota, nadzieja, miłość, radość, smutek...

Książka mimo wielu wad, sprawia że inaczej spogląda się na osoby, które odeszły lub w jakikolwiek nas zraniły. Jeśli taki zamysł miała autorka, to się zgodzę, że jej się udało.

Wyzwania:
+ 52 Książki 
+ 2.5 cm (Przeczytam Tyle Ile Mam Wzrostu)

Ocena:
6.5/10

sobota, 25 kwietnia 2015

Tam gdzie każdy może zdradzić każdego (Czerwona Królowa - Victoria Aveyard)

Powstańmy Czerwoni Niczym Świt!


Powstaniemy czy upadniemy? Oto jest pytanie. Jeszcze przed premierą tej książki nasłuchałam się o niej bardzo dużo i to na dodatek samego dobrego. Nic więc dziwnego, że postawiłam jej poprzeczkę bardzo wysoko, może nawet i za wysoko. Zawsze była możliwość, że książka okaże się całkowicie inna, lub po prostu nie trafi w mój gust. Jak jej losy się potoczyły? Zobaczcie sami.

Stwarzanie nadziei, gdy w rzeczywistości jej nie ma, to okrucieństwo. Fałszywa wiara wywołuje rozczarowanie, ból i wściekłość, przez co niełatwe sprawy stają się jeszcze trudniejsze.

Victoria Aveyard to nowa postać na książkowych półkach, jednak muszę powiedzieć, że jej debiut jest naprawdę niesamowity. Często pierwsza książka to jakieś flaki z olejem. Tego tutaj na szczęście nie było. Kiedy tylko pierwszy raz zetknęłam się z Czerwoną Królową, wiedziałam, że muszę przeczytać ją w pierwszej kolejności. Ostatnio byłam bardzo cięta na młodzieżówki, a szczególnie te poruszające klimaty dystopii, jednak dałam tej powieści szansę i okazało się to jak najbardziej słusznym posunięciem. Wiadomo, że tego typu książki są po części do siebie podobne, ale Aveyard stworzyła coś, co wyróżnia się z tłumu nie tylko okładką. 

Będąc już przy okładce, trzeba oddać, że jak zwykle wydawnictwo Otwarte stanęło na wysokości zadania i po raz kolejny wydało książkę, w przepięknej szacie graficznej. Okładka jest prosta, ale piękna. Chociażby dlatego nigdy się z nią nie rozstanę. Po raz kolejny Okładkowe Love, ale przecież wiecie, że jak książka jest ładna to i szybciej się po nią sięgnie. (Tak, tak nie oceniaj książki po okładce)

Coś więcej niż bajka. Życie nie jest usłane różami i nigdy nie będzie. Świat dzieli się na dwie barwy: Srebrną & Czerwoną. Dwa kolory krwi, dwa rodzaje ludzi, którzy nigdy nie będą sobie równi. Srebrni posiadają moce: potrafią panować nad żywiołami, mają nadprzyrodzoną siłę, lub mogą czytać w myślach. Czerwoni, to ludzie tacy jak my: słabi - mający swoje zadanie - służyć srebrnym. 
Tu już mogę dać pierwszy plus tej historii. Taki podział występuje na całym świecie, a nie tylko w Norcie, gdzie dzieje się akcja. Po raz pierwszy (przynajmniej dla mnie) nie jesteśmy zamknięci w obrębie jednego królestwa/państwa. Jak dla mnie to bardziej urzeczywistnia tę historię. Kiedy podążamy za Mare, wkraczamy do świata, który nie razi swoją nierealnością. 

via. tumblr
Naszą główną postacią jest Mare. Można powiedzieć, że bohaterka bardzo podobna do wszystkich jakie już były: Katniss, America, Tris itp. itd. ale jednak ma swój charakter. Ludzie są podobni, Mare także, ale koniec końców, każdego z nas coś wyróżnia i tak samo jest w przypadku Mare. Patrzymy na historię jej oczami, przez co możemy dać się oszukać. W książce bardzo często przewija się: Każdy może zdradzić każdego. W pewnym momencie stało się to jej pewnego rodzaju mottem. Myślę, że gdyby to jedno zdanie było mniej razy powtarzane, to całość byłaby bardziej zaskakująca. Przez ten mały fakt z większym dystansem podchodziłam do postaci, ale końcówki i tak nie przewidziałam.

Prawda się nie liczy. Liczy się tylko to, w co wierzą ludzie.

Mare jako czerwona, która nie ma pracy, nie chodzi systematycznie do szkoły, ma po skończeniu 18 lat, trafić do wojska. Norta jest w czasie wojny, w którą Srebrni się własną skórą nie angażują. Jednak przez pewien zbieg okoliczności Mare trafia do pałacu, jako służąca. Pech chciał, że przyszło jej zacząć pracę podczas Królewskiej Próby, kiedy wybiera się dziewczynę z najpotężniejszymi zdolnościami, aby zasiadła na tronie u boku księcia. Jednak co się stanie kiedy Mare przeżyje coś czego nie powinna? Co jeśli mając czerwoną krew, posiada srebrne moce? 

Oczywiście całą historię umila para książąt. Cal i Maven. Jeszcze zanim sama zaczęłam czytać Czerwoną Królową wiedziałam, że jeden z nich jest dobry, a drugi zły.  Nie wiedziałam jednak który, a patrząc na to co przemawia przez książkę, jednoznaczne powiedzenie: "Ten jest dobry! Ten jest zły!" jest eee niepoprawne. Słowa mogą kłamać. & Prawdą jest to, co ja nazwę prawdą. Mógłbym podpalić cały ten świat i nazwać pożar deszczem. Kiedy spotyka się po raz któryś taki cytat, to zaczyna się wątpić w to, w co się dotychczas wierzyło. Cal jest następcą tronu, przeciwieństwem swojego młodszego brata Mavena. Dzieli ich jednak nie tylko wiek ale także i matka. Maven jest synem drugiej żony króla Tyberiusza - królowej Elary. Zimnokrwistej, wrednej, krwiożerczej bestii, którą mimo wszystko bardzo polubiłam, czego nie mogę powiedzieć o Evangeline, czyli jednej z dziewczyn biorącej udział w Królewskiej Próbie. 

-Dziewczyna, którą prawie usmażyłaś, jest moją kuzynką.
-Przykro mi.
-Powinno ci być przykro, że nie trafiłaś. Evangeline to złośliwa suka.

Nie wiem, czy fakt, że lubię (nie)happy endy sprawia, że zaczynam lubić czarne charaktery? (jeśli ktoś czytał CK to chyba już możecie się domyślić, który z braci jest moim ulubieńcem) W każdym razie komu tutaj zaufać? 

Ale żeby nie było, że tylko wychwalam tę książkę. Bardzo żałuję, że autorka nie zakończyła tego w jednym tomie. Mam wrażenie, że to by było dobre dla tej historii. Oczywiście przeczytam kontynuację, ale mam nadzieję, że nie powstanie z tego kolejny tasiemiec. Naprawdę nie obraziłabym się, gdyby powstała jeszcze tylko jedna część. Nie lubię, gdy coś ciągnie się za długo, bo tylko książka na tym traci. 
Nie powiem wam, który z braci jest moim ulubieńcem, przynajmniej nie w tym poście, (nie chcę wam pewnej rzeczy przez to zaspojlerować) jednak jestem przy nim zła na autorkę. Zła na to, że mnie nie zaskoczyła. To by było coś naprawdę niesamowitego, gdyby pozory okazały by się mylne. Niestety z czasem trudno mi było już zwątpić, który jest tym złym. Po prostu gdyby trochę dorzucić ognia temu drugiemu księciu, byłabym w niebie. Nie lubię postaci zbyt wyidealizowanych. I tego mi w tej książce zabrakło. Czy to ten drugi nie mógł być zły? (Ach te problemy)

Teraz nie wiem jak to cudo ocenić. Wiadomo, że pozytywnie. Gdyby ta książka zakończyła się na jednym tomie bez wahania dałabym jej 10. Ale z drugiej strony, kontynuacja może okazać się czymś jeszcze lepszym. Nie da się nie docenić zakończenia. Po prostu myślałam, że całe miasto usłyszało jak się wydarłam. Kipiałam ze złości? To mało, to było tak, jakby ktoś zmiażdżył mi serce. Byłam po prostu wkurzona, zła, WŚCIEKŁA. Pisząc to przypominają mi się tamte emocje i właśnie za to kocham Czerwoną Królową. Za emocje jakie we mnie wzbudziła. Dała takiego porządnego kopa. Miałam wrażenie że ta książka się ze mnie śmiała: "Haha tego się nie spodziewałaś!" byłam w stanie usłyszeć jej słowa. To było jakby jakaś lodowata dłoń zaciskała się na moim sercu by później je po prostu puścić i pozwolić, aby rozpadło się na miliony kawałków. 

I teraz powiem tak. Zakończenie jest po prostu... że szczęka opada. Okay żeby nie było, że wcześniej nie było akcji. Była, ale zakończenie to jest to, co ja w książkach kocham! Nie jakiś romans, tylko to! Krew się polała a ja oniemiałam po prostu. Wątek miłosny to za duże słowo. Jak był opisany jeden pocałunek to byłam w stanie przestać to czytać, może dlatego, że to był nie ten brat? Albo po prostu, ten pocałunek to była dla mnie strata czasu, tam działo się tyle innych rzeczy a ona się z nim całuje! 

No i co ja mam z tym zrobić? Dlaczego do kontynuacji trzeba czekać tak długo? 

Jeśli nie czytaliście tej książki to naprawdę dajcie jej szansę. Ale nie myślcie, że skoro tytuł jest taki oczywisty, to już wiadomo jak to się kończy. Mam nadzieję, że udało mi się pokazać, że w tej książce nic nie jest takie jak na pierwszy rzut oka wygląda ☺ Haha to teraz was sprawdzę, pozory mylą czy nie? W co wierzyć w tej recenzji? Powodzenia, w końcu: Każdy może zdradzić każdego

UWAGA. MOŻE UCHODZIĆ ZA SPOJLER.
Usiłuje się oprzeć woli, walczy z nią ze wszystkich sił, ale na darmo. Tej bitwy nie może wygrać. Gdy zaciska palce na złoconej rękojeści miecza i wyciąga ostrze z pochwy, ostatni fragment układanki wskakuje na miejsce. Łzy spływają mu po policzkach i parują w zetknięciu z gorącą skórą.
-To nie ty. Wiem, że to nie ty. To nie twoja wina.
Nikt na to nie zasługuje. N i k t. 
Miecz unosi się i drży w powietrzu trzymany rozdygotaną ręką. Jest to broń co najwyżej paradna, ale jej ostra jak brzytwa klinga lśni złowrogo. Rozpalona płomiennym dotykiem stal czerwienieje, a fragmenty zdobionej rękojeści topią się między palcami. Złoto, srebro i żelazo spływają po wzniesionym ramieniu niczym łzy. 
-Proszę. - Tylko tyle potrafi wykrztusić.-Proszę...
Kiedy miecz, połyskując, przecina powietrze, ciało i kość, o n a nawet nie drgnie.
Ciało z głuchym łoskotem upada na podłogę, głowa toczy się i zatrzymuje parę metrów dalej. Srebrna krew rozlewa się po posadzce, tworząc lustrzaną kałużę. Upuszcza topniejący miecz, a gdy ten z brzdękiem ląduje na kamieniach, osuwa się na kolana i kryje twarz w dłoniach. Korona ze stukotem turla się po podłodze, przetacza przez plamę krwi i zatrzymuje u stóp księcia, jej zaostrzone umazane posoką końce lśnią srebrzyście."

Tylko o to cały czas chodziło. O zazdrość. Rywalizację. O to, żeby cień pokonał płomień.

Wyzwania:
+ 52 Książki 
+ 3,4 cm (Przeczytam Tyle Ile Mam Wzrostu)

Ocena:
Ahh i co ja mam z nią zrobić? Za te emocje, które wracają, jak tylko pomyślę o zakończeniu, wybaczam to na co narzekałam:
10/10

czwartek, 23 kwietnia 2015

A Gdzie Dzieje Się Akcja? - Barcelona ~Lily

Poezję pisze się łzami, powieść krwią, a historię rozczarowaniem.
Wszyscy wymieniają się swoimi spostrzeżeniami na temat ulubionych i tych nieulubionych bohaterów. Wystarczy zapytać o jakąś książkę, a już poznajemy kto należy do jakiego teamu, ale już rzadziej mówimy o tym, gdzie dzieje się akcja. Dzisiaj chciałabym się skupić na miejscach, a właściwie na konkretnych miastach, które pokochałam dzięki książkom, lub które jeszcze bardziej skradły moje serce przez historie, jakie się na ich ulicach działy. Może jeśli takie coś wam się spodoba, to zrobię z tego jakąś serię? Co myślicie? Takich miejsc mi nie brakuje ;)
To miasto ma czarodziejską moc. Zanim się człowiek obejrzy, wejdzie mu pod skórę i skradnie duszę.

Na pierwszy ogień pójdzie miasto, które było moją pierwszą książkową miłością. Mam tutaj na myśli oczywiście jedyną i niepowtarzalną Barcelonę (narażę się pisząc, że jestem za FC Barceloną?). Od kiedy pamiętam Hiszpania mnie do siebie przyciągała, ale to właśnie stolica Katalonii była miejscem, które chciałam zobaczyć. Kiedy kilka lat temu dostałam od przyjaciół na urodziny cegłę o Cmentarzysku Zapomnianych Książek, oszalałam na punkcie tego miasta już bezgranicznie. O jakiej książce tu mowa? Oczywiście to Cień Wiatru, autora mojego życia czyli Carlosa Ruiza Zafóna. Zauważyłam, że mało osób go zna, lub czytało jego książki, lecz wiele bezwiednie używa jego cytatów, ale co się dziwić, w kategorii książek o książkach cykl o Cmentarzu Zapomnianych Książek jest po prostu mistrzostwem, dlatego gdy pisze się o książkach, to daje się cytaty właśnie Zafóna. Dzisiaj zaserwuję Wam kilka ;)

Jednak pisząc o Barcelonie nasuwa mi się na myśl, także pierwsze moje spotkanie z tym autorem, którym była Marina. Czytałam ją na początku mojej książkowej kariery, więc nieźle zmroziła mi krew w żyłach. Warto wspomnieć o niej własnie teraz, ponieważ klimatycznie pasuje mi do wiosny. Myślę, że z tym autorem wszyscy powinni się zapoznać. Nie spotkałam się z krytyką jego twórczości i mam nadzieję, że się nie spotkam, ponieważ klimat w jego powieściach jest nie do podrobienia. Przenosimy się w uliczki Barcelony z I połowy XXw. Dosłownie po nich spacerujemy. Mamy przedstawione dokładne nazwy ulic, budynki i ważniejsze miejsca, które istnieją do dzisiaj. Razem z bohaterami jeździmy tramwajem, po typowych barcelońskich uliczkach. 

Dlaczego mówię typowych? Ponieważ narożniki budynków są "ścięte". Kiedy spojrzymy na miasto z lotu ptaka, wszystko wydaje się takie samo, prawda? Jednak tam nie da się zgubić. Każde miejsce jest inne. Nie uważacie, że to wygląda trochę jak sceneria rodem z filmu sci-fi?

via. weheartit
Oczywiście musi być mowa o słynnych zabytkach, których losy także przedstawił nam Zafón. Akcja dzieje się w Barcelonie, dlatego nie może zabraknąć Sagrady Familii, która dla mnie osobiście kojarzy się z horrorem. Widziałam ją na żywo i jej ogrom dosłownie przytłacza. 

via. weheartit
Wszyscy zachwycają się wierzą Eiffla, ale ta katedra to dopiero cud architektury. Moim głównym celem, jest zobaczyć ją już po zakończeniu budowy. Mam nadzieję, że dożyję tego dnia, zważywszy na to ile budowa już trwa. Przewidywano zakończenie z okazji 100 rocznicy śmierci architekta Gaudiego (zm. 1926r.) ciekawe jak to się potoczy, ponieważ koszty budowy w znacznej części pokrywają dobroczyńcy. Skoro budowa tej bazyliki trwa tyle lat, to i w twórczości Zafóna nie mogło jej zabraknąć. Jednak jednym z głównych miejsc, które kojarzą mi się już bardziej z 3 tomem, pt. Więzień Nieba to wzgórze Montjuic. Tam znajdowało się więzienie, w którym część swojego życia spędził mój ulubiony bohater tych książek czyli Fermin Romero De Torres. Widok stamtąd jest niesamowity, ale co się dziwić, Barceloński port i w książce i na żywo jest warty poznania. 

~Książki są lustrem: widzisz w nich tylko to co, już masz w sobie.
~W chwili, kiedy zastanawiasz się czy kogoś kochasz, przestałeś go już kochać na zawsze.
~Istniejemy póki ktoś o nas pamięta.
~ten, kto kocha naprawdę, kocha w milczeniu, uczynkiem, a nie słowami.
~Ludzie są gotowi wierzyć we wszystko, tylko nie w prawdę.
~niewiele rzeczy ma na człowieka tak wielki wpływ jak pierwsza książka, która od razu trafia do jego serca.
~A wie pan co jest najlepszego w złamanym sercu? Tak naprawdę można je złamać tylko raz. Reszta to ledwie zadrapania
~Nie ufam tym, którzy są przekonani, że mają wielu przyjaciół. To znak, iż nie znają ludzi.
~Książki mają dusze, dusze tych, którzy je piszą, którzy je czytają i którzy o nich marzą.

Skoro książki i miasta mają duszę, to powieści Zafóna, mają dusze najpiękniejsze, po prostu rodem z nieba. 
Cień Wiatru - tam spotykamy Daniela, który jako chłopiec poznaje Cmentarz Zapomnianych Książek, z którego może wziąć jedną książkę, by ocalić ją od zapomnienia. Nie wie, że zachować sekret o tym miejscu i ochronić tę książkę nie będzie łatwo. Historia jej autora - Juliana Caraxa nieźle zaskakuje. 
                        ~Sekret wart jest tyle, ile warci są ludzie, przed którymi powinniśmy go strzec
Gra Anioła - jeszcze większa cegła. Tutaj cofamy się o kilkanaście lat wstecz, by poznać los Davida Martina, młodego pisarza, którego historia wplecie się w losy Daniela i Fermina. 
Więzień Nieba - to z kolei wspomnienia Fermina i ciąg dalszy jego losów, w których nie może zabraknąć Daniela. Jednak muszę powiedzieć, że nie lubię tej części. Dlatego, że jest ostatnia, bo jest za krótka, bo ma wielką czcionkę i nie wiem czy kiedyś doczekam się kontynuacji. Do tej serii naprawdę się wraca. Właściwie nie tylko do serii, ale także i do autora. O Marinie już pisałam (klik) dlatego nie będę się powtarzać, ale jeszcze nie raz sięgnę po te historie. 

Jednak dzisiaj mam się skupić na miejscu, nie na historii. 
Barcelona - pierwsze skojarzenie - Carlos Ruiz Zafón. Przez niego pojechałam do tego miasta i zwiedziłam je nie tylko w wyobraźni. Bycie tam i stawianie kroków tam gdzie twoi ukochani bohaterowie, jest czymś niesamowitym. Właściwie jeśli chodzi o Barcelonę, to nie czytałam innych książek z akcją w tym mieście, ale wiem, że jest taka napisana przez Mroza, dlatego niecierpliwie jej wyczekuję. Jednak poprzeczka jest bardzo wysoka. Mam wymagania i co do autora - po Kasacji i po wyborze miejsca, bo Barcelona musi być pięknie przedstawiona. Ciekawe jak to wyjdzie ;)

Nie wiem, czy kiedyś tego doświadczyliście - bycia w miejscu gdzie toczyła się akcja waszych ulubionych książek, ale jeśli tak, to liczę na jakiś opis. Chcielibyście, abym od czasu do czasu pisała takie posty? Na pewno bym rzuciła Amsterdam, Nowy York, Paryż i Londyn. Chcecie? Jeśli tak to dajcie znać ☺ 
PS. Czy ktoś liczył ile razy napisałam dzisiaj słowo książka?

wtorek, 14 kwietnia 2015

Lubimy Czytać TAG ~Lily

Żeby tak trochę urozmaicić żywot tego bloga postanowiłam nie dodawać dzisiaj recenzji, tylko zrobić TAG. Jak widać gdzieś tam z boku, korzystam z biblioteczki na Lubimy Czytać. Staram się dodawać tam wszystko na bieżąco i (uwaga) udaje mi się to! Czego nie mogę powiedzieć o innych rzeczach bo jak widać nie należę do najsystematyczniejszych osób ;) Mam nadzieję, że przed studiami uda mi się to zmienić, bo inaczej na moim wymarzonym kierunku będzie to dla mnie wyrokiem śmierci ;)

Ale żeby nie wybiegać tak "daleko" w przyszłość, pozostaję tu i teraz czyli Lubimy Czytać TAG

1) Jaka książka została ostatnio odznaczona jako przeczytana?
~ Cieszę się, że mogę to napisać uwaga: KASACJA Remigiusza Mroza! 
Pierwsza polska książka jaką przeczytałam dla siebie, a nie jako lekturę i kurde to prawda, że Polska to jednak ma dobrych pisarzy. Tylko dlaczego do dalszych losów Chyłki i Zordona trzeba czekać ROK? Będę wam przez ten czas marudzić, ale Chyłka rozpiernicza system o czym niebawem na blogu ☺ 

2) Co obecnie czytasz?
~ Obecnie jestem w połowie Love Letter to the Dead - polski odpowiednik to bodajże Kochani, dlaczego się poddaliście? Ja mam przyjemność czytać tę książkę w oryginale i muszę powiedzieć, że to była jedna z lepszych decyzji mojego życia, bo znając mnie, polskiej wersji bym nie przeczytała, bo jakkolwiek dziwnie to brzmi - tłumaczenie mnie do tego nie zachęca ;) 
~ Nie wiem czy mogę to nazwać "teraz czytam" ale od miesiąca dosłownie toczę walkę z Martinem i Grą O Tron, książka rewelacyjna, ale najpierw obejrzałam serial, co okazało się ogromnym błędem. Teraz będę bujać się z nią przez nie wiadomo ile czasu, ale zawsze gdy już siadam do czytania, coś bardziej przykuwa moją uwagę.

3) Co ostatnio odznaczyłaś jako chcę przeczytać?
~ Ostatnio czyli dokładnie kilka minut temu (przynajmniej wiem co to jest) Starter - Lissy Price. Ta książka jest ostatnio dosłownie wszędzie, dlatego muszę sprawdzić o co tyle hałasu ;)

4) Co planujesz przeczytać jako następne? 
~ Planów jest baaardzo dużo, ale na półce już leży A Thousand Pieces Of You - Claudii Gray więc pójdzie w pierwszej kolejności. Muszę powiedzieć że to moje Okładkowe Love, ale wydanie jest naprawdę przepiękne. Ciekawe czy kiedyś ta książka zostanie wydana w Polsce. 

5) Czy używasz systemu gwiazdek?
~ Jak najbardziej, chociaż z biegiem czasu inaczej spoglądam na przeczytane książki, dlatego wolę je oceniać po kilku miesiącach od przeczytania ;) 

6) Czy bierzesz udział w jakiś tegorocznych challenge'ach?
~ Przeczytaj tyle ile masz wzrostu
~ 52 Książki w ciągu roku
~ i ostanie widoczne na zdjęciu
Moje postępy można na bieżąco śledzić na pasku bocznym. Jak to idzie - statystyki mówią same za siebie, jednak nie czytam dlatego by odhaczyć jakiś punkt. Takie czytanie dla mnie nie ma sensu. Czytam dla siebie, a jeśli książka mieści się w jakiś kryteriach po prostu ją odhaczam i tyle ;)


7) Czy masz listę życzeń na lubimyczytac.pl?
~ Jakieś pozycje się na liście znajdują, ale to jest jedyna półka, której nie uzupełniam. Większość życzeń pokrywa się z listą "chcę przeczytać" 

8) Jaką książkę planujesz kupić jako następną?
~ Niedługo będę robić nowe zamówienie i tak na skróty napisze co znajduje się w koszyku:
  • Eleanora & Park - Rainbow Rowell
  • Byliśmy Łgarzami - E. Lockhart 
  • Will Grayson, Will Grayson - J. Green & D. Levithan 
  • Kim Jesteś, Sky? - J. Stirling 
  • Kocha, Lubi, Szanuje... - Alice Munro
  • Confess - C. Hoover
  • The Perks Of Being A Wallflower - S. Chbosky
9) Czy masz jakieś ulubione cytaty na lubimyczytac.pl?
~ Coś tam jest, ale to na pewno nie są wszystkie moje ulubione. Zazwyczaj te co mi utkwiły w pamięci dodaję do recenzji ;) 

10) Jacy są twoi ulubieni autorzy na lubimyczytac.pl?
~ Remigiusz Mróz 
~ Victoria Aveyard 
~ Cassandra Clare 
~ Kiera Cass 
~ John Green
~ Colleen Hoover 
~ J. K. Rowling 

11) Czy jesteś w jakiś grupach na lubimyczytac.pl? 
~ I tu muszę powiedzieć, że pierwszy raz słyszę, że tam są jakieś grupy (przemilczmy to). Korzystam z tej strony tylko i wyłącznie dla podsumowywania mojej biblioteczki, od czasu do czasu przeczytam tylko jakiś wywiad lub opis książki, o której gdzieś słyszałam ☺

Mam nadzieję, że dotrawialiście do końca, bo mam dla was zadanie! Jeśli przeczytaliście ten TAG, to odpowiedzcie na pytania, nawet jeśli nie korzystacie z Lubimy Czytać. Z chęcią dowiem się jak wyglądają wasze książkowe poczynania ☺ 

PS. Mam nadzieję, że przyzwyczaicie się do Disqus - jeśli nie podoba wam się ten system śmiało napiszcie! Wszystko da się zmienić. Ważne, żeby wam było wygodnie. 

Miłego wieczoru



wtorek, 7 kwietnia 2015

Czy dobra naprawdę zawsze zwycięża? (Akademia Dobra i Zła - Soman Chainani)



Nigdy nie byłam fanką baśni. Wiecie: Czerwony Kapturek, Jaś i Małgosia, Śpiąca Królewna. No dobrze Kopcia lubiłam, to taki wyjątek. Ale w baśniach zawsze Dobro wygrywa. Czy to nie nudne? Po co czytać coś, gdy od razu wiadomo, że dobrze się skończy? Jeśli miałabym wybrać jedną baśń, to byłaby to Dziewczynka z Zapałkami. Chyba wiadomo dlaczego: była smutna. Długo i zawsze szczęśliwie? Nie bardzo.

Mam wrażenie, że przez te wszystkie happy endy w dzieciństwie, teraz tak bardzo nienawidzę szczęśliwych zakończeń. Wiecie, uwielbiam jak leje się krew, bohaterowie giną, zdradzają się. Trafić na książkę która mną wstrząśnie nie jest łatwo, ale… ale Akademii Dobra i Zła to się udało! Jak widać nie jestem na nią za stara. 

Bałam się tej książki, tego że okażę się na nią za stara, ale ten motyw łabędzi na okładce, gdzie za czarnym jest piękny zamek - to zwróciło moją uwagę. To nie będzie baśń jak z dzieciństwa! 

Nie odkryję świata mówiąc, że ta książka jest niezwykle pouczająca, mądra, dowcipna… blabla bla. Jak kto chce mogę mu wysłać  tabelę z charakterystyką baśni z lekcji polskiego. Dla mnie ta książka to bomba! Szukam historii nietypowych, takich jakich jeszcze nie było. Oryginalność ponad wszystko. Ktoś może pomyśleć, że gdzie ona w baśni znajdzie oryginalność?  Nie wiecie jak bardzo się mylicie.

Ale może od początku. Aga i Sofia. Dwie dziewczynki mieszkają w miasteczku, z którego co 4 lata znika dwoje dzieci. Dokąd znikają? Do Akademii Dobra i Zła. Szkoły innej niż wszystkie nam znane. Co tam Hogwart, tu się dopiero dzieje. Pomyślcie tylko: co jeśli trafi się do nie tej szkoły? Akademia Dobra i Akademia Zła. Sofia od dłuższego czasu czekała aż trafi do szkoły Dobra, gdzie będzie prawdziwą księżniczką, znajdzie księcia i będzie żyła Długo i Zawsze Szczęśliwie. Jej przyjaciółka – cicha, mroczna, mieszkająca na cmentarzu Agata, uważa że baśnie to głupie historyjki. Obie nie zdają sobie sprawy, że bycie czytelnikiem czyni ich innymi, wyjątkowymi. Ludzie z miasteczka uważają za oczywiste, że Agata trafi do Akademii Zła. Jednak co się stanie, gdy Dyrektor Akademii ma inne plany? Czy fakt, że dziewczynki trafiają nie tych szkół to tylko zwykła pomyłka?

Różowa Księżniczka wśród czarnych charakterów i mroczna Agata pośród książąt i księżniczek. Obie uważają to za pomyłkę, jednak co się stanie, gdy zamiana szkół będzie niemożliwa, a jedyna szansa na powrót do domu, to przeżycie własnej baśni? Baśni, w której przecież zawsze czarny charakter ginie… Czy przyjaźń między Dobrem i Złem jest możliwa?


„-Czyli nie mamy żadnych szans na powrót do domu?

-Nie, chyba że takie będzie zakończenie baśni… A wspólny powrót do domu to dość naciągane zakończenie w przypadku dwóch dziewczynek stojących po przeciwnych stronach,  nie uważacie?”

Nie myślcie, że to jest książka dla dzieci. Może i świat jest baśniowy, ale to historia pełna nowych pomysłów i nietypowych rozwiązań. Stworzyć baśń nie jest łatwo. To nie jest tylko odkurzenie starych motywów użytych przez braci Grimm. Ta książka jest uniwersalna. Przenosi w niesamowity świat Dobra i Zła. W Akademii od setek lat zawsze Dobro wygrywało, przez to powstawały wszystkie baśnie jakie znamy: Kopciuszek, Śpiąca Królewna, Królewna Śnieżka. Przewijają się tutaj wszystkim dobrze znane postacie, ale co będzie, gdy dziewczynki trafią nie do tych szkół? Czy będzie wiadomo kto jest dobry a kto zły? Czy w takich okolicznościach dobro zwycięży? Długo i Zawsze Szczęśliwie, a może Nigdy Więcej?

Sofia była tak irytującą postacią, że miałam kilka razy ochotę rzucić tą książką przez okno, drąc się: „I ty się jeszcze dziwisz że trafiłaś do tej szkoły?!” Na szczęście mroczna i ciacha Agata nie pozwoliła mi tego zrobić. To jest moja ulubiona główna postać, chyba co się dziwić. Mimo, że uwielbiam Króla Artura tutaj jego synek: Tedros był taki ughhh denerwujący, że niech go trafi szlag. Przysięgam. 

Bardzo polubiłam psa z dwoma głowami: Kastora i Polluksa oraz profesora Sader’a. Mając Sofię i Tedrosa nie sposób nie zwrócić uwagi na inne postacie. Czekam z niecierpliwością na kontynuację, bo z zakończenia nic nie rozumiem. Nie wiem, kto jest dobry, kto jest zły. Co tam się w ogóle stało? Na brak akcji nie można narzekać. Cyrk Talentów, Próba Baśni tyle okazji aby stało się coś hmm… złego? ;)

„Co to takiego? Zło nigdy tego nie będzie miało… a Dobro nie może bez tego żyć?”

Czytając tę książkę zastanawiałam się, co by było gdybym to była ja i moja przyjaciółka? Do której szkoły bym trafiła? Każda baśń ma morał. To przecież najważniejsze i tego nie mogło zabraknąć. Niby historia dla dzieci, ale uczy starszych. Aby poznać trzeba zajrzeć głębiej, nie liczy się to co widać na pierwszy rzut oka. I dokładnie tak jest z tą książką. Niesamowite prawda?

Przy tej historii można się naprawdę dobrze bawić. Humoru i dowcipu nie brakuje, a do tego książka ma ilustracje! Już nie pamiętam kiedy ostatnio trzymałam w rękach książkę z obrazkami (no dobra, nie licząc lektur z opracowaniami).

Nie popełniajcie błędu myśląc, że to tylko książka dla dzieci. Pewnie gdybym była młodsza ocena byłaby wyższa, ale w końcu jako książka kierowana dla młodszych czytelników jest naprawdę ciekawie skonstruowana i przede wszystkim nie ogranicza się, nie skupia na jednej rzeczy, co tylko punktuje. A może ktoś już czytał? Jak wrażenia? 


Wyzwania:

+ 52 książki
+ 3.5cm (Przeczytam Tyle Ile Mam Wzrostu)


Ocena:

8/10 

Za książkę dziękuję wydawnictwu Jaguar.